marianna22 | e-blogi.pl
Blog marianna22
Z szuflady. 2018-04-27

**
z upływem czasu
każdą chwilą
z oddechem każdym
świat wydaje się być
mało ważny...



gdy przecież jakoś żyć trzeba
choć ciebie już nie ma... 
choć nie ma ciebie...


jakoś trzeba żyć


jesteś ulotnym ptakiem
o ciemnych skrzydłach
wysoko wyżej niczym 
górski szczyt zawieszony


nad tęsknotą moich dni
takich samych szarych smug...
wijących się jak kręte koleiny
życia...


a jakie to życie
bez ciebie jestem jak drżące
z chłodu pisklę
które wypadło z gniazda...


Autor: Marianna / z szuflady/
zdj. pixabay




Z szuflady. 2018-04-26

**
jutro zbyt odległa to przyszłość
dla serca w ciemność
spowitego



rozjaśnionego płomieniem gwiazd
bledszego od chłodu
porannej mgły


tam gdzie pochowane wspomnienia
ciszą przyozdobione
w koronki ze starych
fotografii


w kolorze sepii zatrzymane
spojrzenie dotyk i uśmiech


bliskie a jednocześnie
z każdym dniem
bardziej obce


Autor: Marianna/ z szuflady
zdj. pixabay




Poezja M. 2018-04-25

** 


czułość 


powolnymi pocałunkami


zatrzymuje czas


płomieniem płonie




przez magiczne przełęcze


górskich szczytów


 


wypełniając słodyczą


lepkie od miodu


palce




w żyłach krew płynie


wartkim strumieniem


raz jeszcze pragnąc


tego co zakazane




Autor: Marianna /Poezja M.


zdj.internet galeria




Z szuflady. 2018-04-25

**
kłosy zbóż się złocą
kołysane przez wiatr
czerwień maków
plamą się rozlewa



twój uśmiech taki pogodny
taki tylko dla mnie
zieleń spojrzenia 
nasyciła trawy


spójrz
świat wydaje się być
taki cichy 
spokojem wypełniać
ciebie i mnie


ta chwila 
bezcenny skarb
chciałabym ją zachować
jak fotografię


niech trwa w naszej pamięci
na nowo się odradza
choćby nazwali ją banałem
nigdy nie umrze


Autor: Marianna /z szuflady/
zdj.internet galeria




Poezja M. 2018-04-25

**
We wspomnieniach, wieczornych rozmowach,
obrazach dłoni złączonych uściskiem.
W czerwono-złotej poświacie ukrywają się
nieśmiałe pocałunki spojrzeń.
 
Spójrz, już noc zagarnęła wszystkie gwiazdy i płaszcz 
swój w nie przyozdobiła. Za oknem świerszcz
na skrzypcach nostalgię wygrywa.
 
Ciszą, spokojnym szumem sitowia, jezioro wzywa
szeptem prosi o cierpliwość.
Tych dwoje zamkniętych w świecie swoich uczuć trwa. 
Nie pytając o przyszłość.
 
Słyszysz? Szelest liści stojącej za oknem brzozy
towarzyszy nim sen zaprosi ich w swoje ramiona.
Tych magicznych wieczorów tyle przed nimi było,
a wystarczyła chwila, by... 
 
I już ich nie ma. Wiatr roznosi tęsknotą płynące modlitwy.
Może kiedyś, w innym życiu się spotkają. Spełni się 
sen. Los koło zatoczy i odda to, co zabrał, 
nim zdążyło się rozwinąć.
 



Autor: Marianna / z szuflady/
zdj. pixabay




Z szuflady. 2018-04-25

**
krople łez
lubią drżeć na powiece
po policzku słoną ścieżką
płynąć



ich źródło kryje się
głęboko w sercu
gdzieś na jego dnie
czai się smutek


czarne róże
symbol umarłej miłości
zanim zdążyła się rozwinąć
znikła


czas stoi w miejscu
zamienia mnie w posąg
w bryłę lodu


może kiedyś wzejdzie słońce
wiatr przegoni chmury
uśmiech rozjaśni twarz
będzie łatwiej żyć


może kiedyś...


Autor: Marianna / z szuflady/
zdj. internet galeria



 



Poezja z szuflady. 2018-04-25

**
jakie piękne niebo
jakim błękitem odczarowuje
szary poranek
tysiące uderzeń pulsu



na widok znajomej sylwetki
jakie piękne bywają w wyobraźni
powitania spragnionych ust


jaki lekki wydaje się być
oderwany od ziemi
kamień - moje serce
takie poranione


jakie słowa mogłyby wyrazić
tysiące sprzecznych uczuć
kłębiących się we mne
płonna nadzieja


świat powoli umiera
kwiaty więdną śniąc o tęsknocie
moje palce zapuszczają korzenie
w ziemię wrastają liśćmi


jaki piękny byłby poranek
gdybyś tylko mógł powitać go
ze mną i w pocałunkach słońca
zostać jak fotografia utrwalić się


i być... po postu być...


Autor: Marianna /z szuflady/
zdj.pixabay




Złote myśli. 2018-04-25


zdj. zlotemysli.biz


Cytat - piękno świata. 2018-04-25


zdj. WielkieSlowa.pl


Poetycko na blogu. 2018-04-24

** 
porannej zorzy czerwień
towarzyszy mi na skraju nocy
w miliardzie nieskończonych dróg
istnień oddalonych od siebie
o lata świetlne


lubię się czuć jedną z wielu planet 
gdzieś we wszechświecie
maleńką nic nie znaczącą
a mimo to ważną
bo jest cząstką świata
tworzy z nią spójną całość
żyje


trwa


 


© Marianna/Poezja M. 
zdj. pixabay




Wiosenny tautogram. 2018-04-23

Kwitnące krokusy,
konwalie, kołyszą
kielichami, kuszą. 

Kwieciście karmią
krajobrazy kolorami,
które kocha kwiecień. 

Marianna/Poezja M
zdj.pixabay


 




Inspiracja obrazem. 2018-04-17


**


listy od ciebie
niczym białe żurawie z origami
ulotne są i tak bardzo nietrwałe
jak nasze uczucie


mija kolejny rok
ogród zakwitł forsycjami
kamieniste ścieżki 
zapomniały ślady naszych stóp


tęsknotą pisane linijki
i goryczy smak w ustach
na niesprawiedliwość losu
który rozdzielił nas oceanem


co dzień wkładam żółtą sukienkę
którą tak lubiłeś 
z nadzieją witam kolejny ranek
a później smutek zagarnia serce


miałeś być zawsze przy mnie
a został mi tylko od ciebie list
który i tak w kominku spłonie
a wraz z nim wspomnienie o tobie


Autor: Marianna/Poezja M.
zdj. pinterest/V.Volegov




abeceadriusz 2018-04-17

(abecedariusz) 


 
K iedyś byliśmy sobie tak bliscy
L udzie mówili – papużki nierozłączki
Ł adna z nich para
M iłość wznosiła nas na swoich skrzydłach
N ie dbaliśmy o upływający czas
O dszedłeś jednak do innej
P ustkę zostawiając i ciszę
R óże zasuszone w wazonie
S łony smak łez na poduszce
T ykanie zegara w takt tęsknoty.




Autor: Marianna/Poezja M.
zdj. pixabay




akrostych 2018-04-17

(akrostych) 
Konwalia 


K iedy poranna rosa 
O siada na źdźbłach traw
N owy dzień wita się ze słońcem
W iosennie pachnie powietrze
A niebo przybiera barwę lazuru
L ubię wyjść na spacer do lasu
I wsłuchać się w radosny szum drzew
A potem uśmiechem cię przywitać




Autor: Marianna/Poezja M.
zdj. pixabay



Poezja M. 2018-04-14

Akrostych


 


Kilka skradzionych losowi minut


Oddechów rwących się strumieniem


Chłodnych poranków we mgle uniesień


Harmonii dusz i ciał


Astralnych połączeń


Jing i jang


 


Morza miłości rozbijającego się o brzeg


Nad ranem spokojem kreślonych


Iluzji wspólnych wieczorów


Elipsą zatoczyło się koło.


 


Autor: Marianna/Poezja M.


zdj. pixabay



Poezja M. 2018-04-14

(akrostych)


To koniec


 


Trudne są rozstania ust


Od których dzieli nas wszechświat cały


 


Ktoś odchodzi, zostawia puste miejsce przy stole


Okna zasnute zasłonami milczenia


Noce bezsenne, otulone chłodem


I dni spowite w szare smugi kominów


Emocje opadły, zima szronem okryła


Czas zatrzymał piasek w klepsydrze.


 


Autor: Marianna/Poezja M.


zdj. pixabay




"Pocałunek przeznaczenia". Rozdział XII 2018-04-14

Rozdział XII 


,,Bezpieczna przystań”


Rano, gdy Adrianna się obudziła, czuła się rześka i wyspana. Przeciągnęła się i z zadowoleniem obserwowała błękit nieba za oknem. Drzwi na taras były otwarte, więc do pokoju wpadało chłodne powietrze, poruszając lekkimi, tiulowymi zasłonkami. Ada w jednej chwili odrzuciła kołdrę. Wstała z łóżka i sięgnęła po szlafroczek w kolorze mięty wiszący na krześle. Założyła go na siebie i, przeczesując włosy rękoma, wyszła na taras. Zapatrzyła się w ocean, który mienił się tysiącem odcieni błękitu i zieleni, wyglądał zachwycająco. Przymknęła na chwilę powieki i wdychała cudowny aromat  kwiatów róży rosnących w pobliskim ogrodzie.


Wtem, jakby wiedziona szóstym zmysłem, spojrzała w stronę sąsiedniego balkonu i ujrzała na nim Michała, który również wstał, by podziwiać poranek.


On również patrzył zaskoczony w jej stronę. Gdy ich spojrzenia spotkały się, na chwilę czas jakby stanął w miejscu. Oboje poczuli się jak dwa statki, które dotarły po długiej podróży do jednego portu. 


Adriannę zalała fala tęsknoty, gdy usłyszała tak dobrze jej znany, zmysłowy szept.


- To naprawdę ty? – zapytał zaskoczony jej widokiem.


- Dawno się nie widzieliśmy. – Ada była równie mocno poruszona, głos jej drżał, a serce głucho waliło w piersi. Oczy nagle zwilgotniały.


W jednej chwili zdała sobie sprawę z tego, że niepotrzebnie uciekała przed tym, co i tak było nieuniknione. Przed swoim przeznaczeniem. Przysunęła się w stronę sąsiedniego balkonu.


- Czy nadal coś do mnie czujesz? Wiem, że minęło bardzo dużo czasu od chwili, gdy widzieliśmy się ostatni raz, ale...


- Nic nie mów – przerwał jej – chcę się nacieszyć twoim widokiem. Jesteś jeszcze piękniejsza, niż to zapamiętałem. Twoja skóra jest taka delikatna, pachnąca jak kwiaty. Nawet nie wiesz, jak ja za tobą tęskniłem. I choć straciłem nadzieję, że jeszcze kiedyś cię zobaczę, wiedziałem, że nigdy o tobie nie zapomnę – wyznał, a głos mu się łamał. - Mogę przyjść do twojego pokoju? Chociaż na chwilę. Chcę się nacieszyć twoją obecnością – poprosił, a Adrianna tylko skinęła głową, niezdolna wydobyć głosu od tłumiących się w niej emocji, po czym wysunęła swoją dłoń z jego ręki i weszła do pokoju.


Chwilę później Michał pukał do jej drzwi. Otworzyła z drżącym sercem. I za moment tonęła już w jego objęciach. Łzy ciekły jej po policzkach, gdy przytulała go mocno. On czule gładził ją po włosach i plecach. Jego zapach, tak znajomy, dotarł do jej zmysłów i sprawił, że zmiękły jej kolana. Nadal silnie na nią działał, a jej ciało zareagowało rwącym oddechem i drżeniem ud. Podniosła głowę, jej oczy napotkały rozpalone spojrzenie zielonych jak morze tęczówek. A po chwili jego namiętne usta zaczęły miażdżyć jej wargi. Gorący, pełen tęsknoty i pożądania pocałunek rozpalił jeszcze bardziej ich ciała. Nie mogli oderwać od siebie zgłodniałych rąk, ich języki splatały się ze sobą zmysłowo, oddechy mieszały, serca zaczęły bić jednym rytmem. Rytmem miłości. Padli na łóżko, ani na chwilę nie przestając się całować i dotykać. Emocje tłumione przez te wszystkie miesiące dały o sobie znać ze zdwojoną siłą i szukały ujścia. Chwilę później oboje byli już nadzy, a ich ciała szczelnie przylgnęły do siebie. Adrianna przyjęła to z namiętnym westchnieniem ulgi. Michał pieścił ją wprawnie palcami, omal nie doprowadzając do szaleństwa, bo niemal czuła, że za chwilę wybuchnie. Chciała go poczuć w sobie, nim się zatraci w odmętach spełnienia. Gdy Michał wszedł w nią jednym wprawnym ruchem, na chwilę oboje znieruchomieli zaskoczeni, tym jak doskonale do siebie pasują. Jęknęła, wygięła się w łuk, gdy poczuła delikatne ruchy Michała, które stawały się coraz szybsze i mocniejsze. Spełnienie spadło na nich jak krople deszczu spadające na suchą ziemię, nagle, niespodziewanie, wznosząc ich dusze do nieba. Świat zatrzymał się na parę chwil, liczyli się tylko oni i ich namiętność. Słowa nie były potrzebne, a mimo to z warg Adrianny wyrwał się szept:


- Kocham cię. Już nie chcę tego ukrywać.


- Ja ciebie też kocham – wyszeptał Michał. I przytulił ją mocno do siebie. - Cieszę się, że cię odnalazłem. Już nie pozwolę ci odejść.


Pod wpływem chwili zapytał:


- Czy zostaniesz moją żoną?


Zaskoczona na chwilę straciła oddech, zalała ją fala uczuć. Marzyła o tej chwili, ale teraz nie była w stanie wydobyć głosu ze wzruszenia.


- Tak – wyszeptała.


Znów zaczęli się całować, a po chwili porwała ich kolejna fala namiętności.


                                                                                     ***


Skromny ślub cywilny wzięli trzy tygodnie później, bo tyle trwały formalności. Nie chcieli się afiszować ze swoim szczęściem. Od śmierci Luizy minęło tylko kilka miesięcy, a z drugiej strony nie potrafili czekać dłużej, żeby być razem. Zbyt długo odkładali szansę na wspólne szczęście. Gdy zdali sobie sprawę z siły ich uczuć, nic nie stało na drodze, żeby byli razem.


Zamiast przyjęcia weselnego, udali się w podróż poślubną. Państwo młodzi zaprosili tylko świadków, ich wspólnych przyjaciół - Monikę i Bartka, którzy od początku im kibicowali. Wspólnie z nimi zjedli wykwintny obiad w restauracji, a później Ada z Michałem wsiedli do taksówki i pojechali na lotnisko. Czekał ich romantyczny miesiąc miodowy na jednej z wysp Pacyfiku. Tam chcieli się poznawać i rozpocząć wspólną drogę.


Kolejny ślub miał odbyć się za dwa miesiące, bo Monika i Bartek też chcieli sformalizować swój związek. Oni też zdali sobie sprawę z tego, że tylko miłość jest w życiu ważna. I że się kochają. Świata poza sobą nie widzą. Adrianna i Michał postanowili wyprowadzić się z Polski, a kierownictwo w firmie Michał przekazał Bartkowi. Czasem trzeba poświęcić to, co się ma, by zrobić miejsce na coś nowego, by zmienić swoje życie. Choroba i śmierć Luizy uświadomiła Michałowi, że życie ciągłą pracą i obowiązkami pozbawia nas tego, co najlepsze. Należy żyć tu i teraz. Należy cieszyć się bliskością drugiej osoby i żyć miłością, bo to ona daje nam siłę do walki z przeciwnościami losu. To ona nadaje sens naszemu życiu.


 


KONIEC


 


 


© Marianna Góralska, 2015.


Wszelkie prawa zastrzeżone. Zakaz kopiowania i udostępniania części lub całości utworu bez zgody autora. Tekst chroniony jest prawem autorskim. 


 


zdj. internet galeria


 


"Pocałunek przeznaczenia". Rozdział XI 2018-04-14

Rozdział XI


,,W życiu piękne są tylko chwile…’’


Pół roku później, Teneryfa.


Adrianna ubrana w błękitne bikini wyciągnęła się wygodnie na leżaku rozstawionym przy hotelowym basenie. Przymknęła oczy, rozkoszując się gorącymi promieniami słońca ogrzewającymi jej ciało. ‘’Szkoda, że mojego zmarzniętego serca nie potrafią rozgrzać’’, pomyślała smętnie. To był jej urlop pierwszy od trzech lat, zamierzała więc wypoczywać, a nie zajmować się rozmyślaniami o stanie swoich uczuć. Nie chciała, by cokolwiek popsuło jej wypoczynek. A jednak zdarzały się chwile, takie jak teraz, gdy jakiś wewnętrzny głos odzywał się, sprowadzając na nią melancholijny nastrój i kierując myślami do miejsca, w którym skrzętnie ukryła swoje uczucia do Michała. Obawiała się, że mimo wszystkich jej starań, by wymazać jego obraz ze swojej pamięci, nie udało jej się to, chociaż nie widziała ukochanego od prawie trzech miesięcy. Ten wyjazd miał pomóc jej uporać się ze swoimi uczuciami. I z chaosem w sercu. Adrianna musiała postanowić, co zrobić dalej ze swoim życiem, znalazła się na zakręcie i nie bardzo wiedziała, w którą stronę iść.  Miała pełną świadomość tego, że nic już  nie będzie takie samo, odkąd poznała Michała, ale nie sądziła, że uczucie do niego aż tak namiesza w jej życiu.


Postanowiła więc, że skończy z użalaniem się nad sobą i zacznie cieszyć się życiem i korzystać z tego, co podsuwa los. Uśmiechnęła się do swoich myśli i sięgnęła po książkę, chcąc się zrelaksować. 


*** 


Michał zameldował się w recepcji, po czym ruszył do windy za boyem hotelowym, który niósł jego bagaże. Marzył o tym, żeby jak najszybciej znaleźć się w pokoju i odświeżyć. Podróż samolotem była męcząca, a jazda taksówką do hotelu w palącym hiszpańskim słońcu tylko spotęgowała uczucie zmęczenia i rozdrażnienie. Pierwszy raz podróżował sam, bez Luizy, i brakowało mu jej śmiechu, narzekania, marudzenia. Ze zdziwieniem odkrył, że tęskni za żoną. Od jej pogrzebu rzadko kiedy przespał więcej niż pięć godzin. Bezsenność dawała mu się we znaki. W pracy był nieobecny myślami, zaspany lub rozkojarzony. Nie mógł się na niczym skupić. Wreszcie, po usilnych namowach przyjaciela, postanowił wziąć urlop i wyjechać na kilka dni. Zmienić otoczenie i choć na chwilę zapomnieć o smutku czającym się na dnie serca. Wybór padł na Hiszpanię. Michał miał tam jechać z Luizą w ich ostatnią wspólną podróż. Nie zdążył. Dlatego na Teneryfę przybył samotnie, chcąc poukładać sobie wszystko w głowie i zrelaksować się. Stres i cierpienie sprawiły, że mężczyzna schudł, a jego oczy straciły dawny blask. ‘’Muszę wziąć się w garść i skończyć wreszcie użalać się nad sobą. Zacząć żyć, a nie wegetować jak roślina pozbawiona słońca. Luiza nie chciałaby, bym był nieszczęśliwy całe życie’’, pomyślał. Czas pozbierać roztrzaskane na kawałki serce i spróbować jakoś je posklejać. Może nie było jeszcze za późno, żeby ponownie odnaleźć sens w życiu. Pokrzepiony tą myślą postanowił spędzić jak najwięcej czasu między ludźmi. ‘’W towarzystwie szybciej zapomnę o lękach i niepokojach trawiących moja duszę oraz o wyrzutach sumienia’’, pomyślał, przypominając sobie spojrzenie, jakim dawna ukochana obdarzyła go podczas ich ostatniego spotkania. ‘’Ciekawe, co u niej’’, zastanawiał się, gdy schodził do hotelowej restauracji na kolację. ‘’Może jeszcze kiedyś będzie dane mi ją spotkać’’.


*** 


Adrianna ze znudzeniem gmerała widelcem w sałatce greckiej. Jakoś nie miała tego dnia apetytu. Całe popołudnie spędziła nad basenem, opalając się i czytając książkę, a potem zastanawiała się, jak spożytkować wolny wieczór, gdy wtem jej wzrok wiedziony jakimś szóstym zmysłem powędrował w stronę wejścia do hotelowej restauracji.


Kobieta zamarła wpatrzona we wchodzącego właśnie mężczyznę. Rozpoznałaby go wszędzie, bo serce fiknęło jej koziołka na jego widok, a ręce zaczęły drżeć.


‘’Co on tutaj robi?’’, przemknęło jej przez myśl. ‘’Może mnie nie zauważy’’. Przerażona i ukryła się za ciemnymi okularami, które szczęśliwie zasłaniały jej połowę twarzy.


Obserwowała bacznie, jak Michał spokojnym, pewnym krokiem podchodzi do baru i mówi coś do barmana. Znajome dreszcze przebiegały przez jej ciało, gdy objęła spojrzeniem jego szczupłą sylwetkę. Dostrzegła cienie pod oczami, bladość cery, ale poza tym nic się nie zmieniło w wyglądzie ukochanego. Nadal biła od niego seksowna aura i pewność siebie. Pod wpływem przebytych trosk i cierpienia jego twarz była jak wykuta z kamienia maska, ale bardzo wyrazista i bardzo męska.


Nie bez zdziwienia Adrianna dostrzegła ukradkowe spojrzenia rzucane Michałowi przez kobiety znajdujące się w restauracji. Poczuła irracjonalne ukłucie zazdrości. Coś w jej wnętrzu krzyczało ‘’On jest mój!’’.


Ale nie zrobiła najmniejszego ruchu, gorączkowo zastanawiając się, jakby tu niepostrzeżenie wyjść z restauracji. Nie była przygotowana na spotkanie z Michałem. Jeszcze nie teraz. Zastanawiała się, czym tłumaczyć fakt, że oboje znaleźli się w tym samym miejscu. Zrządzenie losu czy przypadek? Dumała, dopijając białe wino i podnosząc się od stolika, gdy tylko spostrzegła okazję dla siebie. Michał studiował kartę dań, gdy ona w tym czasie opuszczała restaurację w takim tempie, jakby goniło ją stado dzikich psów.


***


Było już grubo po północy, lecz leżąca w łóżku Adrianna nie mogła zasnąć. Jej myśli krążyły wokół zdarzenia w restauracji. Po raz kolejny odtwarzała niespodziewane pojawienie się Michała, jego wygląd, a jej odczucia i myśli do tej pory skrzętnie ukrywane pod maską obojętności dały o sobie znać ze zdwojoną siłą. ‘’Nie pozwolę, byś i tym razem złamał mi serce’’, zdecydowała, ‘’Najlepiej będzie go unikać. Tak będzie lepiej zarówno dla mnie, jak i dla niego’’. Ada była wręcz o tym przekonana. ‘’Że też musieliśmy zatrzymać się w tym samym hotelu’’, pomyślała ze złością, ‘’Tutaj będzie trudniej mi go unikać, ale jakoś sobie poradzę’’. Nie chciała opuszczać hotelu, bo pobyt miała opłacony do końca tygodnia, poza tym polubiła to miejsce, a na Teneryfie bardzo jej się podobało. Piaszczyste plaże, lazurowa woda, palmy, palące słońce, przepiękne krajobrazy, malownicze uliczki kryjące w sobie jeszcze wiele tajemnic do odkrycia. ‘’Chcę to wszystko zobaczyć. Od dawna marzyłam o tym wyjeździe, nikt mi tego nie popsuje! Nawet Michał’’, postanowiła. 


***


Tego wieczoru Michał po raz pierwszy od dawna poczuł się rozluźniony i odprężony. Zjadł wyśmienitą kolację w najelegantszej restauracji, a apartament, który zarezerwował na pobyt, spełniał wszystkie jego oczekiwania. Przestronny, nowocześnie urządzony, w bieli i szarościach, z auto kucharzem, ogromnym telewizorem plazmowym na przeciwległej ścianie od łóżka, które spokojnie pomieściłoby sześć osób. Barek zaopatrzony był w najlepsze trunki. Taras z balkonem, do tego oddzielna łazienka z wielką wanną, czegóż chcieć więcej? ‘’Brakuje tylko towarzyszki, partnerki, z którą mógłbym cieszyć się tym wszystkim’’, pomyślał z żalem Michał. I wtedy przed jego oczami pojawił się obraz Adrianny. Ze zdziwieniem stwierdził, że mu jej brakuje, jej uśmiechu, jej spojrzenia, jej dotyku, że zwyczajnie tęskni za nią. Z jej obrazem przed oczami położył się spać. O dziwo po raz pierwszy zasnął bez kłopotu. Od śmierci żony cierpiał na bezsenność, ale tym razem zasnął jak niemowlę. Czy to zasługa energii płynącej z miłości do Adrianny, czy może po prostu był zmęczony po podróży? Tego nie był pewien, ale wiedział, a nawet czuł, że ten wyjazd coś zmieni w jego życiu. Nie wiedział jednak, że stanie się to już następnego dnia. Ale życie pisze własne scenariusze, a przed przeznaczeniem nie da się uciec, ono prędzej czy później i tak nas dopadnie.


 


zdj. internet galeria


 


"Pocałunek przeznaczenia". Rozdział X 2018-04-13

Rozdział X


,,Pozory nie zawsze mylą"


Tydzień później podinspektor Marek Podkowiński zwołał zebranie  dotyczące  śledztwa w sprawie nagłej śmierci Luizy Korzyńskiej. Punkt dziewiętnasta wszyscy zajmujący się sprawą stawili się w gabinecie szefa. 


Wokół biurka po prawo na czarnej, skórzanej kanapie siedzieli: patolog – starszy, chudy, siwowłosy mężczyzna wyglądem przypominający jaszczurkę, doktor Janusz Pazurkiewicz, obok niego analityk z laboratorium – Justyna Kalinowska, niska, drobna szatynka, której znakiem rozpoznawczym był kolor miętowy, bo tylko w tym kolorze nosiła ubrania, a koledzy z pracy mówili na nią ,,Mięta”, oraz po lewo na krzesłach siedzieli dwaj nierozłączni śledczy: Rafał Walczak – wysoki, niezwykle przystojny, dobrze zbudowany brunet po trzydziestce oraz Adam Nowalijka – niski, krępy blondyn o błękitnym, niewinnym spojrzeniu, który swoim niepozornym wyglądem wywiódł w pole niejednego przestępcę. Obaj byli piekielnie inteligentni, potrafili przesłuchiwać świadków i podejrzanych w taki sposób, że ci zeznawali wszystko jak na spowiedzi. 


Zebranie rozpoczął Podkowiński od powitania, po czym zwrócił się z pytaniem do analityczki:


- Justyna, powiedz nam, co wykazała analiza zawartości kieliszka z winem oraz butelki znalezionej na nocnej szafce denatki.


W odpowiedzi kobieta natychmiast ożywiła się, a chabrowe oczy rozbłysły.


- W obu z nich znalazłam tę samą substancję – cyjanek potasu. Buteleczka pięciogramowa zawierała niecałe dwa gramy cyjanku, z kolei w kieliszku znajdowało się wino pomieszane z tą trucizną. Cyjanek potasu jest, jak wiadomo, bardzo silną trucizną. Już dwieście-trzysta miligramów zagraża życiu. Jego trujące działanie polega na blokowaniu procesu oddychania na poziomie komórkowym. W organizmie denatki znajdowało się ponad dwieście miligramów cyjanku. Niestety dla niej była to dawka śmiertelna. Osłabiony organizm nie miał szans się bronić. Trucizna zadziałała bardzo szybko, a ofiara po prostu się udusiła.


- Dziękuję. Janusz, powiedz, co wykazała sekcja zwłok – Podkowiński spojrzał w stronę doktora Pazurkiewicza, czekając na jego sprawozdanie.


Patolog poprawił okulary, po czym otworzył teczkę z dokumentami. 


- W treści żołądkowej znalazłem znaczne ilości cyjanku potasu, pozostałości po niewielkim obiedzie składającym się z bulionu i warzyw duszonych na parze. Ciało miało odcień lekko różowy, co jest wynikiem zmniejszonego zużycia tlenu przez tkanki. Ciało denatki miało charakterystyczny dla zatrucia cyjankiem zapach gorzkich migdałów. Nie ma wątpliwości, co do przyczyny śmierci. Godzina zgonu: 16.20 – podał, zerkając do wyników sekcji. 


Podkowiński podziękował patologowi za sprawozdanie, po czym na koniec zapytał:


- Czy potwierdziło się zeznanie Korzyńskiego, że jego żona cierpiała na guza mózgu?


- Tak, w mózgu denatki znalazłem trzy różnej wielkości guzy. Jeden półtora milimetrowy i dwa pół milimetrowe. Pobrałem wycinki do badań. Niestety, guzy były złośliwe i ciągle rosły. Mogła jeszcze żyć jakieś dwa góra, trzy miesiące – wyjaśnił.


- Dziękuję, a co z alibi męża i pielęgniarki? 


- Potwierdziło się. Mąż faktycznie był w pracy, mam już zeznania jego pracowników i kontrahenta. Wszyscy potwierdzili, że Korzyński był w firmie. Nie mógł więc podać żonie trucizny. Co do pielęgniarki, ona również w czasie zgonu denatki znajdowała się poza domem, potwierdził to aptekarz oraz kilku pacjentów, którzy czekali w aptece i rozmawiali z pielęgniarką. Dozorca widział, jak kobieta wchodzi do apartamentu kwadrans przed siedemnastą. Wykluczone, żeby mogła podać truciznę Korzyńskiej – relacjonował zdobyte informacje sierżant Walczak. 


- Ale odkryliśmy kilka nowych faktów – wtrącił Nowalijka. - Po pierwsze, udało nam się dowiedzieć, że Korzyński od kilku tygodni miał romans. Popytaliśmy osoby z otoczenia zarówno Korzyńskiego, jak i Adrianny Listkowskiej, bo tak nazywa się  kobieta i kilkoro z nich potwierdziło, że tych dwoje mogło mieć romans. W dodatku po sprawdzeniu alibi tej prawniczki musieliśmy ją wykluczyć, bo kobieta w tym czasie znajdowała się w innym mieście i, co więcej, była na spotkaniu, tak więc kochanka męża denatki również odpada.


-   A co z dowodami znalezionymi na miejscu zdarzenia? 


- Zabezpieczyliśmy laptop denatki. Odciski znajdujące się na buteleczce w sypialni, gdzie zmarła Korzyńska, należały do niej, jej męża, pielęgniarki i lekarza, który przyszedł stwierdzić zgon. Na kieliszku z winem odkryliśmy tylko ślady należące do denatki. Śladu obecności innych osób nie stwierdziliśmy. W laptopie Korzyńskiej nasz technik znalazł strony poświęcone truciznom. Na wyciągu z konta bankowego posiadanego przez Korzyńskich znaleźliśmy potwierdzenie przelewu za zamówiony przez internet cyjanek. Data jest sprzed kilkunastu tygodni.


- Wygląda na to, że Luiza Korzyńska faktycznie popełniła samobójstwo. Najprawdopodobniej była załamana wiadomością o swojej nieuleczalnej chorobie, a także romansem męża z inną kobietą. Nie widzę innej możliwości rozstrzygnięcia tej sprawy, wszystkie dowody wskazują jednoznacznie na to, że Korzyńska sama odebrała sobie życie. Jedyne, co mnie zastanawia, to fakt, że nie zostawiła żadnego listu, a to by jednoznacznie potwierdziło nasze przypuszczenia. Mimo to możemy zakończyć śledztwo i uznać śmierć denatki za samobójstwo – podsumował Podkowiński. - Czy zgadzacie się z moją opinią?


Wszyscy znajdujący się w gabinecie przytaknęli głowami, po czym każdy z nich oddał swój raport dotyczący tej sprawy. 


- Dziękuję wszystkim za pomoc. Rafał, zawiadomisz rodzinę, że mogą już zabrać ciało zmarłej.


Sierżant skinął głową, po czym wszyscy opuścili gabinet, a Podkowiński zamknął teczkę z aktami sprawy i schował ją do szuflady biurka.


***


Pogrzeb Luizy Korzyńskiej odbył się kilka dni później. Ciało zostało skremowane, a prochy umieszczone w urnie, którą postawiono na postumencie w przycmentarnej kaplicy. Nad urną zawieszono czarno-białe zdjęcie Luizy. Ścieżkę od wejścia do kaplicy po postument z urną wyłożono bordowym dywanem. Miejsce wkoło postumentu tonęło w kwiatach, na co składały się głównie białe kalie i lilie, wyjątek stanowiły bordowe róże, które okazały się być darem pożegnalnym od męża. W kaplicy słychać było szlochy, płacz i szepty oraz ciche modlitwy odmawiane za duszę zmarłej. By towarzyszyć Korzyńskiej w ostatniej drodze życia, zebrali się rodzice Luizy, wszyscy bliżsi i dalsi krewni, zarówno ci ze strony Michała, jak i Luizy, ponadto przyszli też bliscy przyjaciele i znajomi rodziny oraz partnerzy biznesowi Michała z żonami, którzy mieli styczność z Luizą przez te wszystkie lata, gdy spotykali się na wspólnych przyjęciach biznesowych i licznych koktajl party. Wśród obecnych na pogrzebie gości znalazła się również Adrianna, której towarzyszyła Monika. Obie kobiety siedziały w ostatniej ławce, pogrążone w zadumie, a po twarzy Adrianny płynęły łzy. Kobieta wiedziała, że jej obecność może być tutaj niemile widziana, ale pomimo tego chciała być blisko Michała. Wiedziała, że ukochany jest zrozpaczony śmiercią żony i czuje się odpowiedzialny za to, co się stało. Ona sama także miała wyrzuty sumienia, ostatnie noce spędziła bezsennie, myśląc nieustannie o tym, co sprawiało jej ból, czyli o swoim romansie z żonatym mężczyzną. Z mężczyzną, którego prawie odebrała nieuleczalnie chorej kobiecie. ‘’Dobrze, że ta znajomość nie zabrnęła za daleko, nim byłoby za późno’’, pomyślała, ‘’Przynajmniej zachowałam jakoś resztki szacunku do samej siebie. Ciekawe, jak Michał radzi sobie z tym wszystkim’’, myślała, ‘’Pewnie jest mu teraz cholernie ciężko’’. Spojrzała przy tym na mężczyznę, który siedział najbliżej urny. Ubrany w czarny garnitur, lekko zgarbiony, ze wzrokiem utkwionym w zdjęcie zmarłej żony. Ciemne włosy miał w nieładzie, twarz bledszą niż wtedy, kiedy Adrianna widziała go ostatnim razem, ciemne cienie pod oczami świadczyły o tym, że on również miał za sobą kilka nieprzespanych nocy. Adrianna wiele by dała, by jeszcze kiedyś móc zobaczyć tę przystojną, męską twarz uśmiechniętą, a w szmaragdowych oczach ujrzeć ich dawny blask. Jej rozmyślania przerwało przybycie ubranego w fioletowy ornat księdza, który po krótkiej modlitwie za zmarłą polecił żałobnikom, by przeszli na cmentarz. Zabrano urnę z prochami i wszystkie kwiaty, orszak pogrzebowy powoli wyruszył z kaplicy, kierując się w stronę znajdującego się po prawej stronie cmentarza grobowca rodziny Korzyńskich. Kiedy nabożeństwo żałobne się skończyło, najbliżsi podeszli, by ostatni raz pożegnać się ze zmarłą, po czym urnę złożono w grobie i zamknięto pokrywę. Ułożono kwiaty na nagrobku, który tonął teraz w bieli, zieleni i czerwieni. Zapach wosku z palących się zniczy rozchodził się po całym cmentarzu, łzy same cisnęły się do oczu, nawet niebo na chwilę pokryło się chmurami, a wiatr ucichł. Adrianna, tłumiąc szloch, zachwiała się, gdy podtrzymywana przez Monikę opuszczała cmentarz, a jej spojrzenie na ułamek sekundy spotkało się ze spojrzeniem Michała. Ból, cierpienie i tak wielka rozpacz w oczach ukochanego sprawiły, że zabrakło jej tchu. Skinęła mu tylko lekko głową i odeszła, czując na plecach jego wzrok. 


 ***


Michał był zaskoczony widokiem Adrianny, której nie spodziewał się zobaczyć na pogrzebie żony. Nie widział jej od czasu, gdy oznajmił, że muszą się rozstać. Gdy Luiza umarła, Michał czuł się rozdarty pomiędzy uczuciem, jakie łączyło go z Adrianną a obowiązkiem wobec żony. Czuł nie tylko wyrzuty sumienia dlatego, że prawie zdradził Luizę, ale również żal, że zmarnował ostatnie miesiące jej życia na kłótnie i wzajemne pretensje, kiedy mógł się z nią pogodzić i sprawić, by choć przez te kilka ostatnich tygodni była szczęśliwa. Nie zdążył się nawet z nią pożegnać, bo praca okazała się ważniejsza. Wtedy myślał, że jeszcze ma czas. Nie przewidział, tego, że żona odbierze sobie życie. Czuł się winny, jakby to on sam podał jej truciznę. 


Gdyby mógł cofnąć czas, zachowałby się zupełnie inaczej. Ale czasu nie da się cofnąć. Michał nie mógł znieść tych wszystkich współczujących spojrzeń rodziny i znajomych, czując się jak zdrajca. Jego samopoczucia nie poprawił też widok ukochanej. Była piękna jak zawsze, a czarny kostium tylko podkreślał jej bladą cerę i karminowe usta. Duże, jasnozielone oczy okazały się być pełne smutku. Patrząc w nie, Michał czuł, jak opuszcza go całe napięcie, chciał podbiec do niej i chwycić ją w ramiona i tulić, aż zabraknie im tchu. Jednak nie mógł tego zrobić. Wiedział, że ich drogi się rozeszły. Nie miał już nic. Pozostała mu tylko praca. Jego serce rozpadło się na milion maleńkich i ostrych jak lód kawałków, które raniły i sprawiały ból. Michał już nie wierzył w to, że coś dobrego może go jeszcze w życiu spotkać. 


Jakże się mylił. Nie wiedział, że przed przeznaczeniem nie da się uciec.



zdj. pinterest


"Pocałunek przeznaczenia". Rozdział IX 2018-04-07

Rozdział IX


,,Luiza, coś ty zrobiła?''


Informacji o swojej nieuleczalnej chorobie Luiza nie przyjęła zbyt dobrze. I chociaż Michał obiecał żonie, że będzie się nią opiekował i pomoże jej w walce z chorobą, ta całkiem zamknęła się w sobie. Nie chciała nikogo widzieć ani z nikim rozmawiać. Całe dnie leżała wpatrzona nieruchomym wzrokiem w ścianę. Odmawiała też przyjmowania leków. Jednym słowem, całkowicie się załamała. Po tygodniu zażądała od lekarza, by ten wypisał ją ze szpitala. Oznajmiła, że nie chce dłużej być w szpitalu ani nie chce się leczyć. Nawet usilne namowy lekarzy, psychologa, Michała i rodziców Luizy na nic się zdały. Kobieta pozostała nieugięta. Wyjdzie ze szpitala, bo postanowiła, że resztę czasu, który jej został, spędzi w domu. Wreszcie, po tygodniu bezcelowych przekonywań i podpisaniu oświadczenia, że wypisuje się na własne żądanie i jest świadoma swojej decyzji, Korzyńska opuściła szpital, z którego odebrał ją Michał. Mąż zawiózł ją do domu, gdzie już czekała zatrudniona przez niego pielęgniarka. Michał zajmował się żoną troskliwie, dbał o nią, ale nie mógł być przy niej cały czas. Musiał pracować. I wtedy Luiza zostawała pod opieką pielęgniarki, pani Lucyny.


Po kilku spokojnych tygodniach, gdy pewnego popołudnia Michał wrócił z pracy, zastał w salonie płaczącą histerycznie pielęgniarkę.


- Pani Lucyno, co się stało?! - zaniepokoił się.


− Luiza... ona... - Kobieta zalała się łzami, nie mogąc więcej wydusić z siebie słowa.


Bezradny Michał pobiegł na górę do sypialni żony. Stanął oniemiały w drzwiach, widząc na łóżku leżącą nieruchomą postać. Luiza była zaróżowiona na twarzy, ale jej nieruchome, martwe spojrzenie patrzyło w sufit. W powietrzu unosił się lekko wyczuwalny zapach gorzkich migdałów. Michał podszedł do żony i sprawdził puls na nadgarstku, a później na szyi. Jednak nie wyczuł najmniejszych oznak życia. Dotknął lodowato zimnej dłoni spoczywającej na pościeli. Odwrócił się, jego spojrzenie padło na nocną szafkę, na której dostrzegł kieliszek z winem i leżącą obok małą fiolkę, z której wysypał się jakiś biały proszek. Mężczyzna podszedł do szafki i obejrzał buteleczkę. Etykietka z jakąś łacińską nazwą nic mu jednak nie mówiła. Po chwili przypomniał sobie, że musi zadzwonić do lekarza, żeby stwierdził zgon. Zrobił to niezwłocznie, po czym usiadł na krześle i ukrył twarz w dłoniach. Wszystkie czynności wykonywał mechanicznie. W sercu czuł pustkę i ogromny żal. Poczuł, jak łzy spływają mu po twarzy. Otarł je ze zniecierpliwieniem dłonią. Był na siebie zły za to, że wcześniej nie wrócił z pracy, może by jeszcze zastał żonę żywą.


‘’To wszystko moja wina. Nie powinienem jej zostawiać samej, wiedząc, w jakim jest stanie’’, rozpaczał.


Jego rozmyślania przerwało przybycie doktora Marianowskiego, który był lekarzem rodziny Korzyńskich i zajmował się ich zdrowiem od lat. Okazał się chudym, siwowłosym mężczyzną w okularach o wyblakłym, błękitnym spojrzeniu. To, co usłyszał przez telefon, bardzo go zmartwiło. Znał Luizę i bardzo ją lubił. Wieść o jej śmierci zasmuciła go. Przywitawszy się z Michałem, doktor podszedł do Luizy, dokonał oględzin ciała, by stwierdzić zgon. Gdy lekarz sięgnął po formularz, by wypisać świadectwo, jego wzrok padł na nocną szafkę. W pierwszym momencie nie wiedział, na co patrzy, ale po chwili szoku oprzytomniał. Doktor wziął delikatnie fiolkę i uważnie obejrzał jej zawartość, zwracając uwagę na etykietkę. Jego twarz zrobiła się szara. Odwrócił się w stronę Michała i powiedział:


 - Obawiam się, że Luiza mogła to zażyć. Buteleczka zawiera truciznę - wyjaśnił doktor. - Silną truciznę. To cyjanek potasu. Musiała to wypić razem z winem. Trzeba oddać próbkę do analizy.


- To niemożliwe! To musi być jakaś pomyłka! - Głos Michała był wzburzony, niedowierzający. - Znam Luizę, ona nie byłaby zdolna do czegoś takiego...


- W tej sytuacji należy przeprowadzić sekcję zwłok i dopiero poznamy przyczynę śmierci. Wtedy będę mógł wystawić świadectwo zgonu. Przykro mi, Michał. - Doktor patrzył na niego z troską.


- Rozumiem, niech pan robi to, co trzeba, doktorze. Jednak nie mogę uwierzyć w to, że Luiza mogłaby popełnić samobójstwo. Owszem, była załamana, ale myślałem, że już pogodziła się z losem - rzekł łamiącym się głosem, kręcąc przy tym z niedowierzaniem głową.


 - Muszę też zawiadomić policję - dodał cicho doktor.


 - Co takiego?! Ale dlaczego? - zdziwił się Michał.


 - Takie są procedury, nie mogę inaczej postąpić, przykro mi. Wiem, jak jest ci teraz ciężko.


Jednak Michał milczał załamany po tym, co usłyszał z ust lekarza. Myśli kłębiły się w jego głowie jak oszalałe. Wciąż nie wierzył w to, co się działo.


- Muszę porozmawiać z panią Lucyną - oznajmił zdecydowanym tonem Michał. - Muszę wiedzieć, co się tutaj wydarzyło, gdy byłem w pracy. - Mówiąc to, wyszedł z sypialni i skierował się do kuchni, gdzie znajdowała się roztrzęsiona i zalana łzami pielęgniarka.


 


***


Gdy tylko Michał zszedł na dół do salonu, usłyszał dzwonek do drzwi. Poszedł więc otworzyć. Za drzwiami stało trzech policjantów w niebieskich mundurach i czarno-żółtych kamizelkach. Był wśród nich policyjny technik i fotograf. Michał wskazał śledczym drogę do sypialni zmarłej żony.


W salonie pozostał podinspektor Marek Podkowiński, który chciał przesłuchać Michała. Był to wysoki, barczysty brunet z lekką siwizną przy skroniach, dobrze zbudowany i roztaczający wokół siebie aurę władzy i pewności siebie. Podkowiński miał przenikliwe i czujne spojrzenie. Nic nie umykało jego uwadze. W prawej dłoni trzymał notes w skórzanej oprawie.


- Możemy porozmawiać? - zwrócił się z tym pytaniem do Michała, który stanął przy oknie, wpatrując się nieruchomym wzrokiem w kominek, nad którym wisiało ślubne zdjęcie jego i żony. Skinieniem głowy odpowiedział na pytanie policjanta. Ten w odpowiedzi otworzył notes, wyjął z kieszeni długopis i zapytał:


- O której godzinie wrócił pan do domu?


Michał milczał przez chwilę, próbując sobie przypomnieć.


- Było już po siedemnastej, ale nie wiem dokładnie, bo nie patrzyłem na zegarek - wyjaśnił. Nadal był w szoku po tym, co się stało i wciąż nie doszedł do siebie. -  Zastałem panią Lucynę, pielęgniarkę – wyjaśnił - płaczącą w salonie, a gdy nie udało mi się dowiedzieć od niej, co się stało, tknięty dziwnym przeczuciem poszedłem do sypialni żony.


- I co było dalej? - wtrącił śledczy.


- Zastałem widok, który mną wstrząsnął - odrzekł Michał łamiącym się głosem. -  Luiza leżała na łóżku - relacjonował - nie ruszała się,  podszedłem do niej i sprawdziłem puls. Jednak nie wyczułem żadnych oznak życia.


- A więc znalazł pan żonę martwą i...?


- Zadzwoniłem po naszego lekarza rodzinnego - wyjaśnił Michał. - A wcześniej znalazłem tę buteleczkę na nocnej szafce.


- Czy przedtem nie zauważył pan tej fiolki? Jak pan myśli, gdzie żona mogła zdobyć truciznę? - dopytywał się śledczy.


 - Nie wiem, nie widziałem wcześniej tej buteleczki, nie mam pojęcia, skąd Luiza mogła ją wziąć - odrzekł z goryczą.


− Sprawdzimy to - rzekł Podkowiński. - Czy pana żona miała powód, żeby chcieć odebrać sobie życie?


Michał wziął głęboki oddech, po czym zrezygnowanym głosem odparł:


- Luiza była nieuleczalnie chora. Niedawno stwierdzono u niej złośliwy nowotwór mózgu, ale wydawała się być pogodzona z losem i nie przypuszczałem, że może zrobić coś takiego... - dokończył z trudem. Smutek i żal w  głosie Michała mieszały się z niedowierzaniem.


- A co pan robił przez całe popołudnie?


- Byłem w firmie - odparł zdziwiony pytaniem Michał.


- Ktoś może to potwierdzić?


- Tak, moja sekretarka, kontrahent, z którym rozmawiałem - zaczął wymieniać Michał.


- Dobrze, sprawdzimy to - oznajmił Podkowiński, zapisując sobie coś w notesie.


- Pan chyba nie myśli, że mogłem otruć żonę? - Michał był wzburzony. Ze zdenerwowania zaczął krążyć po pokoju.


- Proszę się uspokoić, panie Michale. Takie są procedury i musimy sprawdzić każdą ewentualność - wyjaśnił. - Jeśli pana alibi się potwierdzi, nie ma się pan czym martwić - dodał spokojnym, ale stanowczym głosem Podkowiński.


Michał nie zdążył nic odpowiedzieć, bo w tym momencie z sypialni Luizy wyszli pozostali policjanci. Jeden z nich skierował się w stronę aspiranta i, ściszając ton, powiedział:


- Skończyliśmy, szefie, zabieramy ciało do kostnicy. Patolog już czeka.


- Dobrze. Chcę najszybciej, jak to będzie możliwe, zapoznać się z wynikami sekcji. Muszę znać godzinę zgonu i przyczynę śmierci denatki - oznajmił.


− Tak jest, szefie.


Po czym cała ekipa wyszła z domu, a sanitariusze zabrali ciało Luizy.


Michał nie odezwał się ani jednym słowem, odkąd wyniesiono ciało żony. Zdawał się nie zauważać tego, co dzieje się dzieje wokół niego.


- Panie Michale - zwrócił się do niego sierżant - czy mógłbym jeszcze porozmawiać z państwa pielęgniarką?


− Pani Lucyna jest w kuchni - odrzekł Michał. - Musiała zażyć środek uspokajający - wyjaśnił.


W odpowiedzi policjant skinął głową i skierował się do kuchni. Zastał tam pochlipującą kobietę siedzącą przy stole. Wpatrywała się nieruchomym wzrokiem w jakiś punkt za oknem. Miała na sobie biały, pielęgniarski kitel, który z trudem opinał jej pulchną i masywną sylwetkę. Ciemne, grube włosy spięła w ciasny kok, a rumiana, pucołowata twarz z niemal czarnymi oczami i wąskimi zaciśniętymi w kreskę ustami nadawała jej wygląd bardziej wiejskiej gospodyni niż pielęgniarki.


- Pani Lucyna Walczak? - zapytał podinspektor, spoglądając do notesu.


W odpowiedzi kobieta spojrzała na niego, jakby dopiero teraz zdając sobie sprawę z jego obecności. Oczy miała zaczerwienione od płaczu i co chwila pociągała nosem.


- To pani znalazła ciało Luizy Korzyńskiej? - zapytał śledczy, uważnie obserwując kobietę.


W odpowiedzi pielęgniarka pobladła jeszcze bardziej, a w oczach znów błysnęły jej  łzy. Skinęła głową.


- Proszę mi opowiedzieć wszystko od początku. - Podkowiński starał się przemawiać do niej spokojnym tonem, jak do małego dziecka, wiedząc, że kobieta nadal jest roztrzęsiona i zdenerwowana.


 - Pani Korzyńska wysłała mnie do apteki - zaczęła drżącym głosem kobieta - powiedziała, że skończyły się jej proszki od bólu głowy oraz że od rana skarży się na potworną migrenę. Wzięłam więc receptę i wyszłam po leki. Oczywiście jak na złość w aptece była duża kolejka, więc musiałam czekać.


- O której pani wyszła?


- Chwilę po szesnastej. Nie pamiętam dokładnie - stwierdziła pielęgniarka po namyśle.


− Dobrze. - Śledczy zapisał coś w notesie, po czym zapytał: - Jak długo była pani w aptece i o której wróciła pani do domu?


Kobieta zastanowiła się chwilę.


- Około godziny, może trochę dłużej, nie wiem, nie patrzyłam na zegarek - mówiła dalej – jak wróciłam, zastałam w domu martwą ciszę.


- Która to mogła być godzina? - ponowił pytanie policjant.


Pani Lucyna rozłożyła bezradnie ręce i pokręciła przecząco głową. Na jej twarzy malowała się rezygnacja.


- No dobrze - zgodził się śledczy. - I co było dalej?


- Nadal nie mając żadnych złych przeczuć, weszłam do sypialni pacjentki. Pomyślałam, że pewnie zasnęła. Pani Korzyńska często spała w ciągu dnia wyczerpana silnymi atakami bólu - wyjaśniła pielęgniarka. - Zajrzałam do sypialni pani Luizy i znalazłam ją leżącą na łóżku. Gdy tylko ją zobaczyłam, wiedziałam, że nie żyje. Patrzyła nieruchomym i niewidzącym wzrokiem w sufit... - Pielęgniarka przerwała i zalała się łzami.


- Spokojnie, pani Lucyno - starał się uspokoić kobietę. - Znalazła pani martwą pacjentkę i co pani zrobiła później? Jaka była pani pierwsza myśl?


- Byłam zaskoczona – oznajmiła - ale wiedziałam, że pani Korzyńska cierpi na nowotwór mózgu i w każdej chwili może... odejść -  dokończyła po chwili, bo znowu wstrząsnął nią szloch i zaczęła płakać w dużą, kraciastą chusteczkę, którą trzymała w dłoniach.


- Czy dotykała pani kieliszka albo buteleczki z trucizną?


- Owszem - przyznała kobieta. - Zastanowiło mnie, czemu na nocnej szafce stoi kieliszek z winem, którego wcześniej tam nie było. Zobaczyłam też fiolkę, z której wysypało się trochę białego proszku. Podeszłam więc i uważnie obejrzałam ją, myśląc, że pani Korzyńska znalazła jakiś lek przeciwbólowy i go zażyła - ciągnęła dalej pielęgniarka. - Znam łacinę, więc odczytałam bez trudu napis na etykietce. Doznałam szoku, gdy zdałam sobie sprawę z tego, że to bardzo silna trucizna. Nie wiedziałam, co robić - tłumaczyła łamiącym się głosem. - Rzuciłam buteleczkę ze wstrętem i wybiegłam z sypialni żeby zatelefonować do męża pacjentki. Jednak nie byłam w stanie opanować płaczu. Wpadłam w histerię, nie mogłam się uspokoić. I tak znalazł mnie pan Korzyński. Bardzo lubiłam panią Luizę. Przez ten okres, kiedy się nią opiekowałam, dużo rozmawiałyśmy i bardzo się zżyłam z pacjentką - wyjaśniła pielęgniarka.


- Proszę mi jeszcze powiedzieć, w której aptece była pani po leki?


- W ,,Medifarm'' na Puławskiej - odparła pielęgniarka.


- Dobrze, sprawdzimy to - rzekł policjant, zerkając do notesu. - Dziękuję pani za rozmowę. W razie jakichkolwiek pytań skontaktujemy się jeszcze z panią - rzekł na koniec podinspektor Podkowiński, po czym opuścił kuchnię, zostawiając zamyśloną pielęgniarkę.


 


***


Adrianna właśnie położyła się do łóżka, gdy zadzwonił telefon. Odebrała po trzecim sygnale:


- Halo?


- Ada? Nie uwierzysz, co się stało! - Głos Moniki aż kipiał z emocji. - Właśnie dowiedziałam się od Bartka.


- O co chodzi? - przerwała jej Ada ze zniecierpliwieniem. - Mów szybko, bo chciałabym wreszcie położyć się spać. Padam z nóg - narzekała. Wciąż cierpiała po rozstaniu z Michałem, choć od tego czasu minęło już dobrych kilka tygodni. Wszystko ją drażniło i denerwowała się o byle co. Mocniej ścisnęła słuchawkę telefonu.


- Luiza nie żyje... - wyznała jej grobowym głosem Monika.


− Co takiego? Ale jak to? - Adrianna aż usiadła, kompletne zaskoczona wiadomością.


- Podobno zażyła jakąś truciznę. Uwierzysz? - gorączkowała się Monika.


 Adrianna nie była w stanie wydusić z siebie słowa. Oszołomiona usłyszaną informacją próbowała jakoś przyswoić sobie to wszystko.


- Ada? Jesteś tam? - zaniepokoiła się Monika, gdy odpowiedziała jej cisza.


Po chwili Adrianna odezwała się słabym głosem.


- Tak. Nie mogę w to uwierzyć. Jesteś pewna?


- To raczej potwierdzone. Przepraszam, że ci o tym teraz mówię, ale pomyślałam, że chciałabyś wiedzieć - wyjaśniła jej Monika.


- Wiesz co, porozmawiamy jutro, dzisiaj jestem za bardzo zmęczona - oznajmiła Adrianna przyjaciółce.


- Och, rozumiem, w takim razie do jutra. Wybacz, że przerwałam ci spokojny wieczór.


- Nic się nie stało - zapewniła ją Adrianna, po czym rozłączyła się. Wiedziała, że teraz nieprędko zaśnie po tym, co usłyszała od Moniki. Czuła przygnębienie i smutek. Leżała, dłużą chwilę wpatrując się w sufit, jakby tam chciała znaleźć odpowiedź na nurtujące ją pytanie.


 - Luiza, coś ty zrobiła? - zastanawiała się.


Wciąż nie mogła uwierzyć w to, że tamta mogła odebrać sobie życie w taki sposób. ‘’Przecież to musiała być straszna śmierć’’, pomyślała. Mogła się tylko domyślać, że Michał jest załamany. Oddałaby wszystko, żeby móc być teraz przy nim. I wspierać go. Jednak wiedziała, że to nie będzie takie proste. Postanowiła, że jutro z samego rana zadzwoni do niego z kondolencjami i zapyta przy okazji, czy nie potrzebuje jakiejkolwiek pomocy. Chociaż tyle mogła dla niego zrobić. Łzy ciekły jej po policzkach, drżała z zimna, więc szczelniej okryła się kołdrą. Zmęczona płaczem zasnęła.



zdj. internet galeria


"Pocałunek przeznaczenia".Rozdział VIII 2018-04-06


,,Diagnoza''


Rozdział VIII


Przez całą noc Michał nie zmrużył oka, czekając na wieści o stanie żony. Był wyczerpany, zmęczony i obolały. Wreszcie wczesnym rankiem wyszedł do niego lekarz, który zajmował się Luizą. 


- Doktor Karol Pawłowski. Jestem ordynatorem na tym oddziale - przedstawił się lekarz, wyciągając w stronę Michała rękę. – Pan Michał Korzyński?


- Tak, to ja. – Mówiąc to, uścisnął dłoń lekarza i zapytał: Co z moją żoną, panie doktorze? 


- Proszę ze mną do gabinetu. Tam wszystkiego się pan dowie – odrzekł ze spokojem doktor. 


- Czy moja żona odzyskała już przytomność? – kontynuował pytać Michał, jak tylko znaleźli się w gabinecie doktora Pawłowskiego. 


- Tak, za chwilę będzie mógł pan zobaczyć się z żoną.


Michał odetchnął z ulgą. - Dziękuję. Czyli wszystko jest w porządku z Luizą?


W odpowiedzi lekarz zrobił strapioną, poważną minę. Poprawił okulary i wziął do ręki wyniki badań Luizy. Przeglądał je przez chwilę, po czym, spojrzawszy na Michała, powiedział:


- Jako że pana żona długo nie odzyskiwała przytomności, a później skarżyła się na bardzo silny ból głowy, zrobiliśmy wszystkie niezbędne badania, w tym rezonans magnetyczny. To, co wykazało badanie, bardzo nas zmartwiło. 


- To coś poważnego? Proszę niczego przede mną nie ukrywać, doktorze.


- Badanie rezonansem wykazało, że pana żona ma nowotwór mózgu. Guz wciąż rośnie i uciska naczynia krwionośne, stąd to omdlenie, powoduje też obrzęk mózgu, a co gorsze, usytuowanie guza wyklucza wycięcie go, czyli operację. Zostaje leczenie cytostatykami, podajemy też leki zmniejszające obrzęk mózgu. W tej chwili czekamy. Jeśli leki zadziałają, guz przestanie rosnąć.  


Michał aż zaniemówił, nie mógł wydobyć głosu po tym, co usłyszał z ust lekarza. Ze ściśniętym gardłem zapytał niemal szeptem:


- Ale czy to pewne? Nic więcej nie da się zrobić? 


- Przykro mi. - Lekarz rozłożył ręce. - Robimy, co w naszej mocy, by pomóc pana żonie. 


- Ale Luiza ma dopiero trzydzieści trzy lata! To nie jest wiek, w którym się umiera.


 Był załamany. I zrozpaczony. Siedział zgarbiony, jakby zmagał się z ciężarem, który przygniata go do ziemi. 


- Wiem, że to dla pana trudne. Czy żona nie skarżyła się ostatnio na silne bóle głowy? Albo nie zachowywała się inaczej? 


Michał zastanowił się, starając się przypomnieć sobie ostatnie miesiące. Faktycznie, Luiza zachowywała się zupełnie inaczej niż kiedykolwiek wcześniej. Dopiero wtedy zdał sobie z tego sprawę. 


- Tak - przyznał. - Ale byłem pewien, że to z powodu naszych kłótni i rozwodu. 


- Musi pan teraz być przy żonie - poradził lekarz. - Zapewnić jej dużo czułości, troski. Wsparcie bliskich jest bardzo ważne. Żona musi mieć siłę do walki z chorobą. 


- Ale to nowotwór! Przecież z góry wiadomo, że to walka skazana na porażkę! - Wzburzony podniósł się z krzesła i zaczął niespokojnie krążyć po gabinecie. - Ile czasu zostało mojej żonie? Proszę mi powiedzieć! 


- Niech pan się uspokoi, panie Michale, nerwy tutaj nic nie pomogą! Przy takim stadium rozwoju guza jakieś pół roku, ale proszę wierzyć, jest szansa na wyleczenie, niewielka, ale pana żona jest silna i może przeżyć.


- A co, jeśli chemioterapia nie zadziała? 


- Wtedy zostaje już tylko leczenie paliatywne - odparł lekarz.


Michał zamyślił się i zapatrzył nieruchomym wzrokiem w okno. Po dłuższej chwili nagle zapytał: 


- Czy mogę iść teraz do żony? Ona już wie? - zawiesił głos. 


- Nie wie, jeszcze niczego nie mówiliśmy pacjentce. Czekamy, aż jej stan się unormuje, wiemy, że to będzie dla niej wstrząs. 


- Luiza się załamie - stwierdził z niepokojem.


- Dlatego musi pan być przy żonie i wspierać ją - poradził lekarz, patrząc na mężczyznę z troską.




***

- W takim razie zaprowadzę pana teraz do żony, a później przeniesiemy ją do oddzielnej sali. Każda infekcja może być teraz groźna. 

Po chwili Michał wszedł do sali, w której leżała Luiza. 

Kobieta była blada, miała cienie pod oczami, wyglądała na kruchą i delikatną. Spojrzała na Michała. 

Ten podszedł i wziął ją za rękę. 

- Jak się czujesz, kochanie? - zapytał, starając się, by jego głos był pogodny, patrząc na nią z troską. 

- Źle. Michał, co mi jest? - zapytała cichym głosem. 

- Nie wiem. Lekarze dopiero analizują wyniki badań. Na pewno to nic poważnego.

- Chyba się zdrzemnę, cały czas jestem senna po tych kroplówkach, które mi dają.

- Dobrze, posiedzę przy tobie, póki nie zaśniesz...



***

Po wyjściu ze szpitala Michał wsiadł do auta. Siedział nieruchomo z głową opartą na kierownicy. Kłębiły się w nim emocje - żal, niedowierzanie i rozpacz, choć wiedział, że musi być teraz silny. Był pewien, że żona jest mu obojętna. Jakże się mylił. Wiadomość o jej nieuleczalnej chorobie wstrząsnęła nim i sprawiła, że serce zacisnęło mu się w ciasną obręcz. Nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał w gabinecie lekarza. Wiedział jednak, że nie zostawi teraz Luizy. Nie mógłby. Byłby ostatnim draniem, gdyby ją teraz opuścił. 

‘’Muszę być przy niej i wspierać ją’’. Z tymi myślami ruszył spod szpitala, kierując się w stronę Saskiej Kępy.

Po dziesięciu minutach pukał już do drzwi mieszkania Adrianny. Otworzyła mu w szlafroku. Sine kręgi pod oczami świadczyły o tym, że ona też niewiele spała ostatniej nocy. Omiotła spojrzeniem zmęczoną twarz Michała.

- Co z Luizą? - zapytała wprost.

Michał milczał, nie mogąc wydusić z siebie słowa, po czym cichym głosem wyznał:

- To nowotwór mózgu... 

- O mój Boże! - wykrzyknęła Adrianna. Zbladła po tym, co usłyszała. - Tak mi przykro – rzekła ze współczuciem. Nie mogła patrzeć, jak ukochany cierpi, bo wtedy i ona cierpiała podwójnie. Dałaby wiele, żeby ukoić jego ból. Wiedziała jednak, że nie będzie to takie proste. Że nic nie będzie już takie samo. 

- Lekarze nie dają jej dużych szans - mówił bezbarwnym, zrezygnowanym głosem Michał. - Ale jest niewielka nadzieja, dlatego muszę być przy niej, żeby ją wspierać i dodać sił do walki z chorobą. Luiza nie może zostać teraz sama. Musiałem ci o tym powiedzieć. 

- Doskonale to rozumiem i nie mam do ciebie żalu, Michał. Żona teraz dużo bardziej ciebie potrzebuje niż ja. Nie możesz inaczej postąpić. Musisz teraz być przy niej. A ja usunę się w cień i zniknę z twojego życia. Bądź spokojny. Od początku wiedziałam, że jesteś żonaty. A te wspólne chwile były dla mnie najcenniejszymi w życiu i nigdy ich nie zapomnę. Żegnaj, ukochany...

- Ale...  - Michał chciał zaprotestować. Przecież nie musieli zrywać kontaktu..

- Nie, Michał, uwierz mi, tak będzie najlepiej. Musisz o mnie zapomnieć. Teraz myśl przede wszystkim o żonie. Jesteś jej potrzebny. - Mówiąc to, Ada przytuliła mocno Michała. Czuła pod powiekami piekące łzy.

 Mężczyzna odwzajemnił jej uścisk. 

- Idź już, proszę - poprosiła. Jej serce pękało na kawałki. Po raz kolejny. Tylko że tym razem będzie bolało bardziej, bo nigdy nikogo tak nie kochała, jak jego.

- Do widzenia, Adrianno - wyszeptał. I wyszedł. 

Ada zamknęła za nim drzwi i dopiero teraz pozwoliła łzom płynąć. Serce pękało jej z bólu, ale widziała, że nie mogła inaczej postąpić w tej sytuacji. Nie mogłaby ciężko chorej kobiecie odebrać męża. Wolała cierpieć niż to zrobić. Jednocześnie wiedziała, że nigdy go nie zapomni.

- Muszę być teraz silna i nie dać po sobie poznać tego, jak bardzo cierpię – postanowiła. - Nie zniosłabym kolejnych współczujących spojrzeń i słów pocieszenia.


zdj. pinterest

 


"Pocałunek przeznaczenia". Rozdział VII. 2018-04-01

Rozdział VII


   ,,Kolacja biznesowa''


Z samego rana Michał spakował walizki i wyprowadził się z ich wspólnego warszawskiego apartamentu. Myśląc, że żona jeszcze śpi, zapakował wszystkie bagaże do samochodu i pojechał do hotelu, gdzie przez parę najbliższych dni planował się zatrzymać. Zostawił wszystko w wynajętym pokoju hotelowym, po czym pojechał do warszawskiej filii firmy, gdzie spędził cały dzień. Pod wieczór wrócił do hotelu. Wziął prysznic i przebrał się w świeżą koszulę oraz elegancki, czarny garnitur. Całość dopełniały lśniące, czarne, pachnące skórą i nowością buty. Po dziesięciu minutach Michał jechał już do restauracji, gdzie był umówiony z Adrianną na kolację. Cały dzień czekał na to spotkanie. Był w doskonałym humorze. Nie wiedział, że żona przez cały dzień go śledziła. Wszedł do restauracji, a Luiza obserwowała ze swojego auta to, co dzieje się w środku. Chciała mieć dowód na to, że mąż ją zdradza.


                                                                                 ***


Adrianna po długim i męczącym dniu w pracy przyjechała do domu. Wzięła szybki prysznic, uczesała się i zrobiła staranny makijaż. Otworzyła szafę, zastanawiając się, co włożyć na kolację z Michałem. Po namyśle wybrała jedwabną bluzkę w kolorze limonki i granatowe cygaretki. Do tego dobrała wysokie szpilki w kolorze nude i kopertówkę. W uszy wpięła złote kolczyki i dobrała bransoletkę do kompletu. Kropla perfum i była gotowa. Założyła płaszcz i, zabrawszy kluczyki, wybiegła z domu. Po dziesięciu minutach już parkowała przed restauracją. Była punktualnie. Weszła do środka i rozejrzała się. Michał siedział przy stoliku. Na jej widok rozpromienił się i poderwał z krzesła, by pomóc Adriannie zdjąć płaszcz. Pocałował ją krótko na powitanie.


- Witaj, Adrianno. Jak miło znowu cię widzieć. Już zapomniałem, jaka jesteś piękna. Korzyński miał na sobie ciemny garnitur, śnieżnobiałą koszulę i krawat w prążki. Seksowny zarost sprawiał, że wyglądał jeszcze bardziej męsko.


‘’Ależ on jest przystojny’’, przebiegło Adriannie przez myśl. Westchnęła głęboko.


Michałowi oczy błyszczały, było widać, że jest rozluźniony i w wyśmienitym humorze.


- Ja też się cieszę, że cię widzę.


 Patrzyli sobie przez chwilę głęboko w oczy. Tęsknota, czułość, pożądanie - to można było wyczytać z ich spojrzeń. Usiedli przy stoliku, a kelner nalał im wina.


- Zamówiłem białe półwytrawne.


- Moje ulubione, skąd wiedziałeś? - Adrianna była mile zaskoczona.


- Mam swoje sposoby - odparł, posyłając jej jeden ze swoich czarujących uśmiechów, od którego zmiękły Adriannie kolana. Wzniósł toast.


- Za udany wieczór.


Wypili, cały czas patrząc sobie w oczy, po czym wziął ją za rękę. Adrianna poczuła ogarniające ją ciepło. Nie wiedziała, czy to za sprawą wina, czy dotyku Michała. Cieszyła się chwilą i to było dla niej najważniejsze. Nie chciała myśleć o tym, co będzie jutro. Liczyło się tu i teraz. Ich spojrzenia robiły się coraz gorętsze, a przecież nawet nie zaczęli jeszcze kolacji. Adrianna poczuła, jak z wrażenia kurczy jej się żołądek. Zadrżała.


Michał wyczuł jej reakcję i uśmiechnął się porozumiewawczo, puszczając do niej szelmowsko oko, po czym nagle spoważniał.


- Dziś wyprowadziłem się od Luizy - oznajmił. - Zabrałem wszystkie swoje rzeczy i przeniosłem się do hotelu. Złożyłem pozew rozwodowy u adwokata. Wszystko jest na jak najlepszej drodze do tego, żebyśmy mogli być razem.


- Nawet nie wiesz, jak tego pragnę, ale i boję się. Ta sytuacja nie jest dla mnie łatwa – wyznała cicho. – Nie chcę nikogo krzywdzić. Może powinniśmy zaczekać, aż ułożysz sobie wszystkie sprawy? Zależy mi na tobie, ale... – urwała nagle, bo Michał zamknął jej usta czułym pocałunkiem, który po chwili zmienił się w namiętny.  Oboje  zatracili się w tym pocałunku, nie wiedząc, że za chwilę zawisną nad nimi czarne chmury.


- Co to ma znaczyć?! - odezwał się wzburzony i pełen złości kobiecy głos.


Michał z trudem oderwał się od gorących ust Adrianny, by zdać sobie sprawę, że głos należy do jego żony.


Zaskoczenie, które odmalowało się na jego twarzy, było takie samo jak Luizy, która stała się świadkiem jego pocałunku z inną kobietą.


Adrianna pobladła jak płótno z oczami wielkimi jak spodki.


 - Odpowiadaj natychmiast, co to wszystko ma znaczyć! - krzyczała coraz głośniej Luiza. - To ma być ta twoja kolacja biznesowa?!


- Luiza, to nie jest tak, jak myślisz... - bronił się Michał.


- A jak?! Przecież widziałam na własne oczy, jak migdalisz się z tą pindą! Może zaprzeczysz?! - rzuciła wściekła i, nie czekając na odpowiedź, złapała kieliszek z winem i chlusnęła Adriannie prosto w twarz, całą ją oblewając.


Ta zaskoczona poderwała się z miejsca.


- Oszalała pani?! - I, złapawszy serwetkę, próbowała się osuszyć.


- Luiza, czyś ty zwariowała?! - Głos Michała był wzburzony.


- Ta  lafirynda ma to, na co sobie zasłużyła! Trzeba było nie kraść cudzych mężów! - Mówiąc to, Luiza aż trzęsła się ze złości, jej oczy rzucały wściekłe błyski. - Zaraz jej pokażę, jak rozprawiam się z takimi jak ona. - Zaśmiała się histerycznie i rzuciła w stronę Adrianny, szarpiąc ją za włosy i za ubranie.


Michał natychmiast rzucił się, aby rozdzielić obie kobiety, jednak Luiza tak była zaślepiona furią, że zachowywała się jak dzika kotka, drapiąc i szarpiąc Adriannę, która broniła się przed jej atakami.


Michał przeraził się, bo wiedział, do czego jeszcze może być zdolna jego żona.


Wreszcie udało mu się odciągnąć Luizę od Adrianny, która wyglądała fatalnie - włosy miała potargane, na twarzy kilka zadrapań, rozerwaną bluzkę, ciężko oddychała i była w szoku.


Za to Luiza rzucała się i szarpała, próbując się wyrwać z mocnego uścisku Michała. Była czerwona z wściekłości, a w oczach miała szaleństwo. Krzyczała jakieś niezrozumiałe słowa, gdy nagle osunęła się i zemdlała.


 Michał był pewien, że jego żona udaje i potrząsnął nią lekko.


- Luiza, ocknij się!


Ale ona nadal była nieprzytomna, a jej twarz zrobiła się kredowo blada.


Michał wyczuł słaby puls.


- Zadzwońcie po karetkę - rzucił w stronę zaniepokojonego całym zdarzeniem kierownika restauracji.


Natychmiast zrobiło się zamieszanie. Próbowano cucić Luizę, ale bez rezultatu. Kobieta nadal nie odzyskiwała przytomności. Karetka przyjechała po paru minutach. Ratownicy błyskawicznie zajęli się nieprzytomną.


- Zabieramy ją do szpitala - rzucił lekarz w stronę zaniepokojonego Michała.


- Co z moją żoną?


− W tej chwili ciężko powiedzieć. Musimy zrobić niezbędne badania. Martwi mnie to, że pana żona nadal nie odzyskuje przytomności.


Po czym szybko zabrali Luizę i wnieśli ją do karetki.


- Jadę z wami - odrzekł Michał. Odwrócił się w stronę Adrianny. - Przepraszam cię za dzisiejszy wieczór i za Luizę, to wszystko moja wina.


- Nie, Michał, sama jestem sobie winna. Wiedziałam, w co się pakuję. Wracam do domu, nic tu po mnie.


- Muszę jechać z Luizą do szpitala i dowiedzieć się, co z nią. Zadzwonię, jak tylko się czegoś dowiem - obiecał.


- Dobrze - zgodziła się i przytuliła go mocno. A po chwili już go nie było. Patrzyła, jak wsiada do auta i z piskiem opon rusza za karetką. Została przed restauracją, trzęsąc się i zastanawiając nad tym, co teraz będzie.‘’On nie zostawi teraz żony’’, pomyślała i westchnęła. ‘’Znowu zostanę ze złamanym sercem’’. Łzy ciekły jej policzkach. ‘’Teraz mam to, na co zasłużyłam.’’


 




 zdj. internet galeria


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]