marianna22 | e-blogi.pl
Blog marianna22
"Pocałunek przeznaczenia". Rozdział VI. 2018-03-29

Rozdział VI


,,W klubie''


Adrianna ubrana w koralową miniówkę, czarną koronkową bluzeczkę z krótkim rękawem i botki na wysokim obcasie, siedząc przy barze i pijąc drugiego drinka, zebrała się wreszcie na odwagę i wyznała towarzyszącej jej przyjaciółce:


- Michał odwiedził mnie dzisiaj w biurze...


- O! Pan przystojniak. I czego chciał? - Monika piła już trzeciego drinka, chichotała. Obcisła, biało-czarna sukienka podjechała jej do połowy uda, odsłaniając jeszcze dłuższe, opalone nogi obute w szpilki na niebotycznie wysokich obcasach. Czarne loki miękką falą opadały jej na ramiona. Była już lekko wstawiona.


Adrianna rzuciła przyjaciółce krótkie spojrzenie. Upiła łyk martini.


- Umówić się ze mną na kolację. Biznesową.


- Chyba mu na tobie zależy, co? Nie traci czasu chłopak - rzekła z uznaniem Monika.


Adrianna popatrzyła na nią sceptycznie i z westchnieniem wyznała:


- Wolałabym, żeby dał mi spokój. Wtedy szybciej o nim zapomnę. Ale to niemożliwe, dopóki ta przeklęta umowa nie zostanie sfinalizowana.


 - Zazdroszczę ci - odparła jej na to Monika. - Ty przynajmniej masz adoratora. A ja? Nadal tkwię sama jak ten palec. Już straciłam nadzieję, że jeszcze kiedyś poznam jakiegoś sensownego faceta. - Westchnęła, dopijając drinka. - Jeszcze jeden poproszę! - rzuciła w stronę barmana.


 - Monika, nie pij tyle! - upomniała ją Ada. - Faceci nie są godni tego, żeby z ich powodu topić żale w alkoholu. Po nim traci się kontrolę i robi szalone rzeczy.


Ta w odpowiedzi tylko wzruszyła ramionami.


I w tym samym momencie Adrianna zamarła zaskoczona. Wzrok miała utkwiony w czymś, co znajdowało się za plecami Moniki.


- Nie oglądaj się za siebie - syknęła przez zaciśnięte zęby, próbując zasłonić twarz włosami.


- Co? - zdziwiła się przyjaciółka. - Ada, o co chodzi?


- Michał tutaj jest! - mruknęła wyraźnie wytrącona z równowagi. - Właśnie wszedł w towarzystwie jakiegoś blondyna - wyjaśniła.


- Serio!? - zaciekawiła się Monika i spojrzała zaintrygowana przez ramię w kierunku, w którym patrzyła Ada. To, co ujrzała, pozbawiło ją tchu. Z wrażenia o mało co nie spadła z barowego stołka, na którym siedziała. ‘’Ale ciacho’’, pomyślała i oblizała się.


- Mówiłam ci, żebyś nie patrzyła w ich stronę. - Adrianna zirytowała się.


Jednak Monika nie zwracała na to uwagi, tylko gapiła się cielęcym wzrokiem w stronę wejścia.


- Ależ on jest boski. - Jęk wydarł się z jej gardła.


- O kim ty mówisz?


- Nie mów, że nie widzisz. Ten przystojny blondyn przy wejściu, co za ciacho! Schrupałabym go z przyjemnością.


- No wiesz co?! Chyba ten celibat źle na ciebie wpływa albo za dużo wypiłaś - stwierdziła Ada po tym, co usłyszała z ust przyjaciółki. Po czym już innym tonem dorzuciła:


- O nie! Zauważyli nas. Idą tutaj! - I czym prędzej odwróciła się w stronę baru.


Monika zrobiła to samo, choć niechętnie i z zupełnie innego powodu.


- Ada, trzymaj mnie, bo zaraz z wrażenia spadnę z tego stołka - rzuciła rozgorączkowanym tonem. - Jak wyglądam?! Nie rozmazał mi się makijaż?! - dopytywała się.


Adrianna obrzuciła ją szybkim spojrzeniem.


- Nie, jest okej - zapewniła przyjaciółkę. W tym samym momencie poczuła czyjąś obecność za plecami. Rozpoznałaby ten zapach wszędzie i o każdej porze dnia i nocy. A seksowny męski głos powiedział:


- Witam, piękne panie!


Ada chciała go zignorować, ale Monika już odwracała się z rozanielonym spojrzeniem i uśmiechem, który zapierał dech.


- Monika jestem! - przedstawiła się, wyciągając dłoń w stronę Michała. - Ada mi dużo o tobie opowiadała.


Mężczyzna ujął jej dłoń i złożył na niej pocałunek, po czym z nonszalancją powiedział:


- Michał, miło mi. Co ciekawego mówiła ci o mnie  przyjaciółka? - zainteresował się.


Ada wciąż go ignorowała. Za to posłała Monice spojrzenie, od którego krew zamarzała w żyłach, tak było lodowate. Ta pożałowała, że w porę nie ugryzła się w język.


Chwilę niezręcznej ciszy przerwał Michał.


- Pozwól, że przedstawię ci mojego kolegę, Bartka - rzekł do Moniki.


Bartek, patrząc na nią uśmiechnął się i władczym gestem ujął jej dłoń, mówiąc:


- Miło mi poznać najpiękniejszą kobietę w tym klubie.


Monika zarumieniła się.


- Może masz ochotę na drinka? - zapytał, posyłając jej gorące spojrzenie.


Adrianna, obserwując całą scenę, była zniesmaczona.


Monika promieniała. 


- Ada, pozwól, że zostawię cię na moment - rzuciła do przyjaciółki, po czym ruszyła za pięknym Bartkiem niczym pszczoła zwabiona nektarem.


 - Niech to szlag! - Ada była wściekła. - Jak ona mogła mnie zostawić samą?!


- Nie jesteś sama Adrianno, masz mnie - szepnął jej do ucha Michał, przysuwając się jeszcze bliżej.


A ją przeszył dreszcz. Jego zapach drażnił jej zmysły, zniewalał, i ten głos...


- Odpręż się. Cieszmy się chwilą.


Adrianna skapitulowała.


- Och, no dobrze - powiedziała i uśmiechnęła się nieśmiało.


- Ślicznie wyglądasz, gdy się śmiejesz - szepnął jej Michał we włosy tuż przy uchu i przysunął się jeszcze bliżej; tak, że poczuła jego kuszący, męski zapach, jedyny w swoim rodzaju. Zarumieniona rzuciła mu spojrzenie spod rzęs. Jej serce biło jak oszalałe, zagłuszając wszystko inne. Zielone jak szmaragd oczy hipnotyzowały. ‘’Jak on to robi, że przy nim zapominam o rozsądku?’’, spytała siebie samą w myślach i westchnęła. A na głos powiedziała:


- Czy to nie przypadek, że znowu się spotykamy?


On w odpowiedzi tylko się uśmiechnął. Patrząc jej w oczy, wyznał:


- Przed przeznaczeniem nie da się uciec, Adrianno... - Wziął ją za rękę i przysunął się jeszcze bliżej, dzięki czemu dzieliły ich zaledwie milimetry. Rozpalonym wzrokiem popatrzyli sobie w oczy. Oboje z trudem oddychali, a wszystko wokół nich jakby zniknęło. Dźwięki, głosy, zapachy. Byli tylko oni dwoje i ich namiętność. Adrianna wiedziała, że nie powinna tego robić, ale skuszona widokiem zmysłowych ust, które były tak blisko, i ośmielona wypitym alkoholem nachyliła się w stronę Michała, po czym pocałowała go mocno, wkładając w ten pocałunek całą swoją desperację i tęsknotę. Powoli odsunęła się, obserwując uważnie reakcję Michała. Mężczyzna był oszołomiony. Spojrzenie miał rozpalone. Z trudem oddychał, jak ryba wyrzucona na brzeg. ‘’To miłe uczucie wiedzieć, że ja też mam nad nim taką władzę, jak on nade mną’’, ucieszyła się w myśli.


- Pragnę cię coraz bardziej, Adrianno - wyznał jej głosem pełnym pożądania. -  Nigdy tak nikogo nie pragnąłem, jak ciebie.


- Ale ja nie chcę rozbijać twojego małżeństwa - odrzekła, tym samym sprowadzając go na ziemię.


Michał westchnął, mocniej ujął jej dłoń i, patrząc Adriannie w oczy, zapewnił:


- Uwierz mi, niczego nie rozbijasz. Moje małżeństwo już od dawna było martwe. Nie kocham żony, pragnę tylko ciebie - zapewnił, muskając przy tym jej włosy. - Bosko pachniesz -  zmienił temat.


Adriannę znowu ogarnęła gorączka pożądania. Dotyk Michała palił, rozbudzając jeszcze bardziej jej zmysły. Nie była w stanie racjonalnie myśleć, gdy on był blisko niej. Traciła rozsądek. Michał dotknął ustami jej warg, muskając je językiem, a Adrianna poczuła skurcz pożądania. Miękkie wargi mężczyzny pachniały miętą. Przywarła do niego całym ciałem, objęła go za szyję i, wsunąwszy dłonie w jego włosy, wpiła się w jego usta. Namiętny pocałunek rozpalił w nich ogień. Był pełen żaru i pasji. Ich oddechy mieszały się, a języki splatały zmysłowo. Wciąż nie mogli się sobą nasycić. W pewnym momencie, w chwili przebłysku świadomości, Adrianna zdała sobie sprawę z tego, że jeśli zaraz nie przerwie tego szalonego pocałunku, za chwilę zrobi coś naprawdę głupiego, czego będzie później żałowała. Ciężko dysząc i próbując opanować drżenie, odsunęła się od Michała.


- Muszę wracać do domu.


- Odwiozę cię - zaproponował. Jego zielone oczy błyszczały pożądaniem. Ada jak urzeczona wpatrywała się w nie przez kilka szalonych sekund, a później wstała gwałtownie i zachwiała się.


- Nie! - zaprotestowała. - Dam sobie radę. Wezmę taksówkę. - Mówiąc to, złapała torebkę i wybiegła, przepychając się przez tłum ludzi.


Po chwili Michał stał już obok niej na parkingu przed klubem.


- Adrianno - rzekł - bądź rozsądna. Odwiozę cię.


Taksówki, którą zamówiła, nadal nie było widać.


- No dobrze - westchnęła zrezygnowana. ‘’Kolejny raz już mu uległam’’, pomyślała ze złością. Jak on to robi?


- Chodź - ponaglił, uśmiechając się do niej swoim seksownym uśmiechem i otworzył drzwi swojego czarnego, eleganckiego auta. Adrianna wsiadła z gracją, migając mu przed oczami długimi, zgrabnymi nogami. Jęknął, czując, jak całe jego ciało reaguje na jej widok, po czym zamknął za nią drzwi i, obszedłszy samochód, usiadł za kierownicą.


- Dokąd jedziemy, madame? - zapytał z nutką galanterii w głosie.


Adrianna roześmiała się.


- Saska Kępa. Mieszkam na Paryskiej - powiedziała.


Michał z piskiem opon wyjechał z parkingu, kierując się w stronę centrum. Przez całą drogę oboje milczeli. Każde pogrążone we własnych myślach. Adrianna co jakiś czas zerkała na Michała spod rzęs, podziwiając jego idealny profil - długie rzęsy, prosty nos, namiętne usta i mocne dłonie trzymające kierownicę. Wyobrażała sobie, jak te dłonie pieszczą jej ciało.


Miała nadzieję, że nie widział jej ukradkowych spojrzeń. Myliła się. Michał za każdym razem czuł na sobie gorące spojrzenia Adrianny i z trudem koncentrował się na prowadzeniu auta. Miał ochotę rzucić się na nią i całować do utraty tchu. Gdy zatrzymali się przed jej domem, Michał wyłączył silnik i spojrzał Adriannie w oczy. Odwzajemniła jego spojrzenie i uśmiechnęła się nerwowo.


- Dziękuję za odwiezienie. - Nachyliła się, żeby pocałować go na pożegnanie w policzek, ale on w ostatniej chwili przechylił głowę i natrafiła na jego usta. Zaskoczona poczuła jego namiętny i pełen żaru pocałunek. Nie zastanawiając się nad tym, co robi, objęła go za szyję i oddawała pocałunki z takim samym ogniem. Wrażenie było obezwładniające. Czuła, jakby wciągało ją tornado.


- Zaproś mnie do siebie - wyszeptał, pieszcząc jej szyję językiem. Jego gorący oddech owionął ucho Adrianny.


- Nie mogę... - zdobyła się na słaby protest, całą siłą woli zmuszając się do tego, by odsunąć się od niego. Oddech miała chrapliwy, włosy potargane, pełne usta nabrzmiałe od pocałunków. Michał patrzył na nią z zachwytem w oczach.


- Muszę iść - rzuciła, desperacko próbując zapanować nad ogarniającym ją znów pożądaniem. Tylko on potrafił rozbudzić jej zmysły samym pocałunkiem.


Michał wiedział, że nie ma wyboru i musi uszanować jej decyzję. Odmowa jeszcze bardziej wzmogła jego pożądanie, które i tak już aż nadto było widoczne. Adrianna zarumieniła się i odwróciła wzrok. Drżącymi z emocji dłońmi próbowała otworzyć drzwiczki. Michał, widząc to, błyskawicznie wypadł z auta i otworzył jej drzwi. Kobieta wysiadła, unikając jego spojrzenia. Bała się, co może z niego wyczytać. 


- Nie zaproszę cię do siebie - powtórzyła.


- Rozumiem. Poczekam, aż będziesz gotowa, Adrianno, a wtedy... - urwał znacząco.


A ją ogarnęło gorąco pod wpływem tych słów. Wyobraziła sobie ich ciała splecione zmysłowo i zadrżała.


− Śnij o mnie, Adrianno... - wyszeptał, muskając oddechem jej włosy. Stał bardzo blisko niej, a ona czuła żar bijący z jego ciała. Nieświadomie zaczęła przysuwać się do niego, zwabiona ciepłem i błyszczącym z pożądania wzrokiem. W ostatniej chwili zdała sobie sprawę z tego, co robi i, obawiając się reakcji własnego ciała, wyminęła Michała i wbiegła po schodach, nie oglądając się za siebie. Zamknęła drzwi i oparła się o nie, próbując dojść do siebie. Całe ciało pulsowało jej pożądaniem.


− Chyba się zakochałam... - Wciąż była rozpalona. - ...a tak się broniłam…


Za oknem usłyszała warkot odjeżdżającego auta i dopiero wtedy odetchnęła z ulgą. ‘’Jutro czeka mnie ciężki dzień’’, pomyślała na wspomnienie czekającej ją kolacji z Michałem, po czym wolno ruszyła schodami na górę do swojej sypialni.



zdj. internet/galeria google


"Pocałunek przeznaczenia". Rozdział V. 2018-03-25

Rozdział V


,,Kolacja''


- Luiza?! - Głos Michała rozszedł się echem po dużym holu. 


- Jestem w salonie. Chodź tutaj! - odkrzyknęła. - Mam dla ciebie niespodziankę. - Głos żony był zaskakująco miły.


‘’Co ona znowu kombinuje?’’ - pomyślał nieufnie. Wszedł do salonu i z wrażenia zamarł zaskoczony tym, co widzi. ‘’Chyba mam jakieś omamy’’. Zamrugał kilka razy, jednak po chwili zdał sobie sprawę z tego, że obraz nie zniknął, a to, co widzi, to nie wytwór jego wyobraźni.


Stół suto zastawiony wykwintnymi potrawami - duszoną jagnięciną, polędwiczkami w sosie żurawinowym, sałatką z pora, gotowanymi na parze szparagami. Do tego najlepsza zastawa, kieliszki, srebrne sztućce i butelka jego ulubionego wina - Bordeaux, rocznik ‘96.


Luiza ubrana w czerwoną, jedwabną sukienkę posłała mężowi podejrzanie czuły uśmiech. Włosy opadały jej miękkimi falami na ramiona, a czerwona szminka podkreślała jeszcze bardziej ognisty kolor jej sukienki.


- Coś świętujemy? - zapytał żonę zaskoczony jej eleganckim strojem.


- Przygotowałam dla nas kolację, nie cieszysz się? - Starała się, by jej głos był ciepły, miły. - Chciałam cię przeprosić za naszą ostatnią kłótnię - rzekła skruszonym głosem.


- To bardzo miłe, ale niepotrzebnie się trudziłaś - odparł - nie jestem głodny. Musimy porozmawiać... 


- O czym?! - W głosie Luizy zabrzmiała niebezpieczna nuta.


Mimo to Michał wiedział, że nie mógł się wycofać. ‘’Muszę zrobić to, co i tak nieuniknione’’, pomyślał. Wziął głęboki oddech, po czym powiedział spokojnym, rzeczowym głosem:


- O naszym rozwodzie. Przemyślałem wszystko i uważam, że to będzie dla nas najlepsze rozwiązanie. Nic nas nie łączy już od dawna i jesteśmy jak dwoje obcych sobie ludzi. Oczywiście będziesz zabezpieczona do końca życia. Rozmawiałem już z prawnikiem. Pomyśl, po co się męczyć, gdy mogłabyś żyć jako kobieta wolna i niezależna, i mogłabyś wreszcie robić to, na co przyjdzie ci ochota nikomu się z niczego nie tłumacząc. Czy nie o tym zawsze marzyłaś? 


Luiza najpierw zbladła, by po chwili czerwona ze złości wykrzyczeć mu w twarz: 


- Jak możesz być takim nieczułym egoistą?! - Jej oczy sypały iskry. - Czy choć chwilę pomyślałeś o tym, jak ja się czuję? Gdy mój mąż nagle ni stąd, ni zowąd po dziesięciu latach małżeństwa oznajmia mi, że chce odejść? Myślisz, że ci na to pozwolę? Jeśli tak, to jesteś w błędzie - syknęła. - Jesteś tylko mój!


Michał starał się ją uspokoić, lecz nie udało mu się to.


- Luiza, uspokój się. To moja ostateczna decyzja, zrozum, przecież wiesz, że cię nie kocham.


- I co z tego?! - warknęła. - Należysz do mnie!


Michał starał się zachować spokój, ale nie udało mu się to, znów dał się sprowokować.


- I tak odejdę! - krzyknął jej prosto w twarz. - Wiesz o tym, że ja nie rzucam słów na wiatr.


- Po moim trupie! - Luiza z wściekłości aż tupnęła nogą. Wiedziała, że to dziecinne, ale nie obchodziło ją to. I nagle uzmysłowiła sobie, że zna powód decyzji męża. Olśniona, z niebezpiecznym błyskiem w oku rzuciła:


- Masz kogoś! Dlatego chcesz odejść...


Michał milczał, nie chcąc jeszcze bardziej rozdrażnić Luizy. Wiedział, że jego żona potrafi być nieobliczalna. Nie chciał, by dowiedziała się o Adriannie.


- Kim jest ta lafirynda?! Mów natychmiast - wybuchła ponownie, robiąc krok w jego stronę. - I tak się dowiem. Znajdę ją i zniszczę - rzuciła z nienawiścią.


Michał wreszcie odzyskał głos:


- Jesteś szalona - stwierdził. - Opamiętaj się, proszę, póki nie jest za późno. Czy ty siebie słyszysz?! Co się z tobą dzieje, Luiza?


Jednak ona była już tak wściekła, że nic do niej nie docierało.


- I wiesz co? - wysyczała. - Prędzej cię zabiję, niż pozwolę odejść. - Wzrok miała lodowaty i patrzyła na niego z nienawiścią.


Michał poczuł nieprzyjemny dreszcz, wzdrygnął się. Nigdy jeszcze nie widział jej takiej. ‘’Ona naprawdę jest szalona’’, przebiegło mu przez myśl.


- Teraz przesadziłaś. Jutro składam pozew rozwodowy u adwokata. Nie próbuj mi grozić ani mnie szantażować, bo nic ci z tego nie przyjdzie - oznajmił chłodno, patrząc na nią z wyraźną niechęcią.


 Luizie pod wpływem jego słów łzy stanęły w oczach, drżała, zacisnęła pięści ze złości i bezsilności. Nie chciała się poddać.


- Nie zrobisz mi tego.  Nie pozwolę na to! Nie upokorzysz mnie w taki sposób!


− Przykro mi, ale to koniec. Pogódź się z tym. Jeszcze dzisiaj zabiorę swoje rzeczy - oznajmił. - Wychodzę, nie czekaj na mnie - rzucił w jej stronę, po czym wybiegł z salonu.


Po chwili słychać było trzask zamykanych drzwi frontowych. W domu zapanowała martwa cisza. Luiza oniemiała, stojąc niczym posąg, po czym nagle wróciła jej energia i z furią zaczęła zrzucać talerzyki, kieliszki i filiżanki ze stołu, nie zwracając uwagi na to, że właśnie niszczy ich najlepszą zastawę. Smętne resztki wykwintnych dań leżały rozrzucone po całym dywanie. Kieliszek wina rzucony z dziką furią rozbił się o ścianę, a wino pociekło, zostawiając na niej krwisty ślad. Wtedy dopiero ochłonęła. Wyjęła z dekoltu malutką buteleczkę z trucizną i ścisnęła ją z gniewem. Była zła i rozczarowana, że nic nie wyszło z jej planu. ‘’Muszę wymyślić inny rodzaj zemsty na moim niewiernym mężu’’, pomyślała z szaleństwem w oczach. Zazdrość ją zaślepiała.


 - Nigdy ode mnie nie odejdziesz! Nie pozwolę okryć się hańbą! - krzyczała z nienawiścią, myśląc o mężu. Wciąż nie chciała uwierzyć, że jej małżeństwo dobiegło końca. ‘’Jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa’’, pomyślała, mściwie pałając chęcią zemsty, po czym niespodziewanie rozpłakała się jak małe dziecko, któremu odebrano ulubioną zabawkę.



zdj. pinterest


"Pocałunek przeznaczenia". Rozdział IV. 2018-03-24

Rozdział IV


„Ponowne spotkanie''


Adrianna od dobrych kilku godzin siedziała w swoim biurze. Przygotowywała się do spotkania z prezesem Korzyńskim, z którym następnego dnia miała omówić szczegóły związane z umową. Wypiła już dwie kawy i właśnie zastanawiała się nad trzecią, gdy usłyszała pukanie do drzwi. Drgnęła zaskoczona i wygładziła ubranie. Tego dnia miała na sobie dopasowaną, szarą sukienkę. Na nogach szpilki w kolorze karmelu. Włosy uczesała w elegancki warkocz. Makijaż delikatny, podkreślający jej jasnozielone oczy, pełne, karminowe usta i nieskazitelną cerę. Na uszach miała srebrne kolczyki, na palcu pierścionek z maleńkim brylantem. Gdy spojrzała w stronę drzwi, zamarła. Ujrzała w nich Michała Korzyńskiego, z którym miała się zobaczyć dopiero jutro. Od ich ostatniego spotkania minęły dwa tygodnie, a mimo to ciągle o nim myślała. Gdy go zobaczyła, uczucia powróciły ze zdwojoną siłą.


‘’Co on tutaj robi?’’, przebiegło jej przez myśl.


- Witaj, Adrianno - przywitał się, posyłając jej jeden ze swoich zabójczych uśmiechów, od którego Adriannie natychmiast zmiękły kolana.


‘’Ciekawe czy on zdaje sobie sprawę z tego jak na mnie działa’’, pomyślała, starając się ukryć zdenerwowanie.


Michał wyglądał doskonale w szarym garniturze, białej koszuli i dopasowanym krawacie. Zielone oczy rozbłysły się na jej widok. Pachniał tak, że Adrianna poczuła motyle w brzuchu. Podniosła się z fotela i na lekko drżących nogach wyszła zza biurka, by się z nim przywitać.


Michał ani na chwilę nie oderwał od niej gorącego spojrzenia. Wpatrywał się prosto w jej oczy, chcąc z nich wyczytać, czy ona czuje to samo. Chciał mieć pewność, że Adrianna odwzajemnia jego uczucia. Delikatnie ujął jej drżącą dłoń i złożył na niej gorący pocałunek, muskając chłodną skórę wargami. Natychmiast zauważył, że Adrianna zadrżała i rozchyliła usta. Wzrokiem zamglonym z pożądania spojrzała na niego. Widząc to, Michał ucieszył się.


‘’A więc nie jestem jej obojętny’’, pomyślał z zadowoleniem.


 To Adrianna pierwsza przerwała ciszę, mówiąc:


- Z tego, co pamiętam, to byliśmy umówieni na jutro. - Jej głos brzmiał chłodno i nieuprzejmie. Przeczył gorącemu spojrzeniu jej jasnozielonych oczu.


Michał oddałby wiele, by poznać jej myśli.


- Wiem o tym - odrzekł z nonszalancją - ale od wczoraj jestem w stolicy i pomyślałem, że moglibyśmy omówić wszystkie niezbędne sprawy podczas kolacji. - Tęskniłem za tobą - wyznał, zniżając głos.


Zaskoczona jego wyznaniem i propozycją Adrianna nie wiedziała, co odpowiedzieć. Owszem, wychodziła nieraz na kolacje biznesowe z klientami. Jednak żaden z nich nie działał na Adriannę tak, jak stojący przed nią mężczyzna. Nigdy nie łączyła spraw zawodowych z prywatnymi. W takiej sytuacji znalazła się po raz pierwszy. Bała się, że ulegnie i nie będzie w stanie oprzeć się pokusie, jaką stanowił dla niej Michał. Już raz tak się stało. W jego biurze. Tym razem byli na jej terenie, a mimo to Adrianna nie czuła się ani odrobinę pewniej.


- Dzisiaj wieczorem jestem już zajęta - oznajmiła - nie spodziewałam się wcześniej niż jutro pańskiej wizyty - wyjaśniła uprzejmym aż do przesady głosem, dając nacisk na słowo ,,pańskiej”. 


- Nie możesz tego przełożyć? - zapytał z nadzieją w głosie Michał, patrząc jej głęboko w oczy i ignorując jej oficjalny ton.


A Adrianna zdała sobie sprawę z tego, że wpatruje się w niego jak urzeczona i utonęła w morskiej głębi jego oczu. Chwilę trwało, nim przypomniała sobie swoje postanowienie, a następnie szybko odwróciła wzrok, lekko zmieszana.


- Przykro mi. Możemy jutro w porze lunchu spotkać się i omówić szczegóły współpracy - zaproponowała. Nadal nie patrzyła Michałowi w oczy, uparcie wpatrując się w jakiś punkt za jego plecami.


- Wolałbym przy kolacji, bo w ciągu dnia będę bardzo zajęty - wyjaśnił. - Mam już umówionych kilka spotkań i ciężko będzie je przełożyć.


Zrezygnowana Adrianna wiedziała, że będzie musiała ustąpić. Zrobiła to niechętnie, uświadomiwszy sobie, że już kolejny raz to ona musi ulec, a nie on.


- Dobrze, niech więc będzie ta kolacja - skapitulowała. Michał, słysząc jej odpowiedź, wyraźnie ucieszył się. Jego oczy rozbłysły.


- Wiedziałem, że mi nie odmówisz, Adrianno - szepnął swoim niskim, zmysłowym głosem, który tak na nią działał. - Nawet nie wiesz, jak bardzo się za tobą stęskniłem...


 Adriannie skurczył się żołądek. Z wrażenia aż wstrzymała oddech. ‘’Muszę pamiętać o tym, że on ma żonę’’, upomniała się. Jednak ze zdziwieniem spostrzegła, że jakimś cudem nagle znalazła się w objęciach Michała. Słyszała przyspieszone bicie jego serca, a jego gorący oddech owiał jej szyję. Piżmowy, seksowny zapach drażnił już i tak pobudzone zmysły Adrianny.


− A ty za mną tęskniłaś? - I, nie czekając na odpowiedź, pocałował ją. Nie zastanawiając się nad tym, co robi, Adrianna odwzajemniła pocałunek, całując namiętnie, bez opamiętania. Ich pocałunek był zupełnie inny niż poprzednio – bardziej ognisty, zdecydowany, pełen pożądania i tęsknoty. Ich języki splotły się ze sobą zmysłowo. Oddechy mieszały. Michał jak oszalały błądził dłońmi po rozpalonym ciele Adrianny, chcąc się nacieszyć jej bliskością. Jej pożądanie było nie mniejsze niż jego. Ona też go pragnęła równie mocno. Całowali się tak, jakby świat miał się skończyć. Jakby od tego zależało ich życie.


Po pewnym czasie Adrianna niechętnie wysunęła się z ramion Michała. Drżącym z pożądania głosem zapytała:


- Dlaczego to zrobiłeś?


- Pragnę cię. Jak nigdy nikogo...


- A co z twoją żoną? - spytała, odsuwając się na bezpieczną odległość.


- Rozwiodę się – zapewnił. - Moje małżeństwo od dawna istnieje tylko na papierze.


- Nie wiem, czy to, co mówisz, jest prawdą, ale uważam, że nie powinniśmy się więcej spotykać. Nie umawiam się z żonatymi mężczyznami - oznajmiła, patrząc mu przy tym prosto w oczy.


- Zależy mi na tobie i zrobię wszystko, żebyśmy byli razem - odrzekł jej z ogniem w głosie Michał.


Słysząc to wyznanie, Adrianna zadrżała. Powoli budziła się w niej nadzieja, ale głos rozsądku szybko zakazał jej takich myśli.


- Ale mi na tobie nie zależy - skłamała, patrząc mu prosto w oczy. Nawet nie mrugnęła okiem. - Wracaj do żony, a o mnie zapomnij - poprosiła.


- Chyba nie mówisz tego poważnie? - Michał podniósł głos. Nie podobało mu się to, co usłyszał. - Przecież widzę, jak na mnie patrzysz i jak z żarem oddajesz pocałunki. Nie próbuj mnie zwieść – rzucił z niebezpiecznym błyskiem w oku. - Ja tak łatwo nie zrezygnuję.


- Uwierz, to była chwilowa słabość - brnęła dalej Adrianna - ale więcej się nie powtórzy. Zaskoczyłeś mnie i tyle. - Skwitowała to chłodnym spojrzeniem. Serce pękało jej na pół, ale zachowała kamienną twarz.


Michał milczał przez chwilę, obserwując ją uważnie, po czym rzekł ugodowo:


- Dobrze. Zobaczymy się na kolacji i wtedy porozmawiamy. Gdzie po ciebie przyjechać?


-  Nie kłopocz się tym – odparła - przyjadę do restauracji.


- W takim razie do zobaczenia o dwudziestej, Adrianno - oznajmił, po czym, nie czekając na odpowiedź, wyszedł.


Zaskoczona całą sytuacją usiadła w fotelu, próbując zebrać myśli kłębiące się w jej głowie. Westchnęła głęboko na wspomnienie ich niedawnego pocałunku.


- Żeby jutro starczyło mi odwagi  i silnej woli, by mu się oprzeć. Jak mam go przekonać, że nic do niego nie czuję?


Adrianna wiedziała, że tylko w ten sposób zdoła utrzymać go na dystans. Nie chciała być tą trzecią. To niosłoby ze sobą tylko cierpienie. A złamane serce było ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowała. ‘’Michał nigdy nie będzie mój’’, pomyślała z żalem, ‘’Ale tak będzie lepiej dla nas obojga. On nie myśli teraz racjonalnie, więc to ja muszę zdecydować za nas oboje’’, postanowiła.


   ***


Wzburzony Michał wybiegł z biura i w pośpiechu wpadł do auta. Wciąż nie doszedł do siebie po tym, co wydarzyło się w gabinecie Adrianny. ‘’Jutro udowodnię jej, że się myli’’, pomyślał na samo wspomnienie ich gorącego pocałunku, ‘’Jestem pewien, że ona czuje to samo, co ja, tylko nie chce się do tego przyznać. Ale zrobię wszystko, żeby była moja. Nic ani nikt mi w tym nie przeszkodzi’’. Na myśl o ponownej rozmowie z Luizą poczuł niechęć, ale wiedział, że musi to zrobić. ‘’Nie mogę dłużej tego odkładać’’, zdecydował.


- Dzisiaj powiem jej, że odchodzę.


Po czym z piskiem opon ruszył w stronę ich warszawskiego apartamentu, w którym zatrzymał się z żoną. Niestety przyjechał do stolicy z Luizą, bo kobieta uparła się, że będzie towarzyszyć mężowi w podróży służbowej, a Michał, nie chcąc kolejnych awantur, zgodził się.


‘’Będzie wściekła, gdy się dowie...’’, pomyślał, ‘’ale nie mogę się już wycofać. Nie teraz, gdy wreszcie wiem, czego chcę i kogo pragnę’’.


 


zdj. internet galeria


"Pocałunek przeznaczenia". Rozdział III. 2018-03-22

Rozdział III


,,Nie chwal dnia przed zachodem słońca’’


Następnego dnia Adrianna wstała z nową energią i postanowieniem, że nie będzie więcej myślała o Michale Korzyńskim. Spakowała walizkę i zeszła na dół do hotelowej restauracji. Zjadła lekkie śniadanie składające się z filiżanki pobudzającej, zielonej herbaty i trzech rogalików z dżemem poziomkowym, po czym wyruszyła w podróż powrotną, która okazała się równie męcząca. Jednak Adrianna nie pozwalała sobie na narzekanie. W końcu to nie jej pierwszy taki wyjazd. Żaden tylko nie wpłynął na nią tak, jak ten i była pewna, że nieprędko o tym zapomni. A to za sprawą Michała. Na samą myśl o nim robiło jej się gorąco i czuła rozkoszny skurcz w dole brzucha.


- Nie będę o nim dłużej myślała! On ma żonę i muszę jak najszybciej o nim zapomnieć! - upomniała siebie. Westchnęła. - Dla własnego dobra. Żeby nie cierpieć, muszę zachować dystans, nie zaryzykuję złamanym sercem.


 Te myśli kłębiły jej się w głowie, gdy wreszcie dotarła na miejsce. W domu szybko odświeżyła się i, przebrawszy, pojechała do pracy. Szef chciał się z nią widzieć i poznać efekty jej podróży służbowej, bo ta umowa była sprawą priorytetową ich firmy.


Adrianna ubrana w dobrze skrojony, dopasowany kostium w kolorze lawendy oraz szpilki na wysokim obcasie wjechała windą na najwyższe piętro biurowca, w którym mieściło się ich biuro. Wysiadła z windy i już po chwili znalazła się w objęciach swojej przyjaciółki Moniki. Tak się składało, że była ona też sekretarką szefa firmy ,,Company Corporate”.


- Ada, kochana! Szybko wróciłaś! - rzuciła wesoło, gdy już się wyściskały.


Monika była wysoką, śliczną kobietą o śródziemnomorskiej urodzie. Odznaczała się sylwetką, której nie powstydziłaby się Elizabeth Taylor. Tego dnia miała na sobie białą, jedwabną bluzkę i cygaretki w kolorze kawy z mlekiem.  Do tego szpilki na wysokim obcasie. Biła od niej pewność siebie kobiety, która wie, czego chce oraz ma świadomość tego, że doskonale wygląda. A mimo to wciąż była sama. Jak mawiała, z wyboru, a nie z braku odpowiednich kandydatów.


- Tak, udało mi się szybciej wszystko załatwić. – Adrianna uśmiechnęła się.


- Nawet nie wiesz, jak się cieszę. Szef wspominał, że na ciebie czeka - oznajmiła, wskazując dłonią drzwi gabinetu prezesa. Miała paznokcie w kolorze koralowym, ozdobione maleńkimi cyrkoniami. Monika lubiła się nimi chwalić, kiedy tylko mogła.


- Wiem, zaraz do niego idę. A może spotkamy się w porze lunchu? - zaproponowała. - Mam ci coś ciekawego do opowiedzenia – urwała z tajemniczym uśmiechem.


- Jasne. Przyda mi się chwila przerwy. To musi być coś ważnego, sądząc po tym, jak dzisiaj wyglądasz – nie kryła podekscytowania.


Zdziwiona Adrianna popatrzyła na przyjaciółkę.


 - Nie rozumiem. Jak wyglądam?


- Promieniejesz. Chodzi o mężczyznę, prawda? - dociekała.


- Powiem ci, jak się spotkamy - odparła cicho Ada. Lecz nie udało jej się ukryć błysku w jasnozielonych oczach. - Idę do szefa, pewnie już na mnie czeka. Może dostanę wreszcie premię? - rozmarzyła się.


Monika poparła przyjaciółkę.


- Trzymam kciuki, zasługujesz na to, jak nikt inny w tej firmie. Zaharowujesz się tutaj jak wół i dziwię się, że jeszcze nie dostałaś awansu.


- Może teraz mi się to uda... - rzekła do przyjaciółki, po czym pewnym krokiem ruszyła w stronę gabinetu prezesa.


W tym samym momencie szef wyszedł z gabinetu i na jej widok zawołał:


− Pani Adrianno! Dobrze, że pani już jest. Zapraszam do siebie.


Szef korporacji, Antoni Mysłakowicki, pięćdziesięcioletni, siwowłosy mężczyzna, przystojny, niezwykle charyzmatyczny, błyskotliwy, odznaczający się niebywałą inteligencją i talentem organizacyjnym. Posiadał bogate doświadczenie w branży finansowej, a zarządzanie miał we krwi. W dodatku kobiety za nim szalały. Jednak on świata nie widział poza swoją żoną - Barbarą. Szef był bardzo szanowany i poważany przez klientów oraz pracowników korporacji, którą zarządzał od blisko trzydziestu lat.


- Jak minęła podróż? - zagadnął Adriannę, siadając za biurkiem.


- Dobrze, dziękuję. Udało mi się! Mamy to zlecenie - oznajmiła zadowolona z dumą w głosie.


- Doskonale! - ucieszył się szef. I zatarł z zadowolenia ręce. - Jestem z pani dumny, Adrianno. Wiedziałem, że da pani sobie świetnie radę, dlatego zdecydowałem, że od teraz zajmuje się pani wyłącznie tą umową i jej realizacją z ,,Michael Impresa".


- Ale czy to konieczne, szefie? Przecież ja jeszcze nigdy nie...


- Na pewno da pani sobie świetnie radę - wszedł jej w słowo prezes. - Ma pani potencjał i wierzę, że mnie pani nie zawiedzie - rzekł z przekonaniem. - Poza tym czeka na panią premia. - I z uśmiechem podał Adriannie polecenie przelewu.


Kobieta spojrzała zaskoczona, a kiedy ujrzała kwotę, była pewna, że ma omamy. To suma jej dwóch miesięcznych pensji. Oszołomiona zgodziła zająć się wszystkim, po czym na drżących nogach wyszła z gabinetu.


Monika siedząca za biurkiem, ujrzawszy wyraz twarzy Adrianny, zapytała:


- Wszystko w porządku?


W odpowiedzi Ada westchnęła i zrezygnowanym tonem odparła:


- Mam się zająć umową z ''Michael Impresa"...


- To chyba dobrze? Nie cieszysz się?


- No właśnie nie, wolałabym nie zajmować się tą sprawą.


Po czym roześmiała się niespodziewanie.


- Ale perspektywa premii przeważyła szalę.


Monika siedząca za biurkiem aż podskoczyła z wrażenia.


− Dostałaś premię?! Super! Musimy to oblać!


***


W porze lunchu Adrianna wyszła z biura w towarzystwie roześmianej Moniki. Skierowały się do ich ulubionej kawiarni, która mieściła się kilka metrów od firmy. Na dworze było słonecznie i ciepło. Słońce mocno przygrzewało i krótki spacer okazał się być prawdziwą przyjemnością dla przyjaciółek. Kobiety weszły do środka. Wnętrze kawiarni było bardzo przytulne i spokojne. Jasne, kremowe wnętrze zdobiły kwiaty gardenii stojące na każdym stoliku w wysokich, kryształowych wazonach. Kwiaty te były główną ozdobą kawiarni ,,Gardenia”. Monika podeszła do baru i zamówiła dwie kawy latte po czym obie z Adrianną zajęły miejsce przy bocznym stoliku z widokiem na ulicę.


- Opowiadaj! - ponagliła Monika, wiercąc się na krześle z podekscytowaniem i poprawiając włosy.


- Nie wiem, od czego zacząć - westchnęła w odpowiedzi Adrianna.


- Najlepiej od początku.


Upiła łyk kawy i spojrzała wyczekująco na przyjaciółkę.


- Chodzi o Michała - wyznała jej Ada, spuszczając wzrok na swoje dłonie. - Michała Korzyńskiego - poprawiła się szybko.


- Tego prezesa, z którym podpisywałaś umowę?


Adrianna przytaknęła.


- No i? Coś między wami zaszło? 


- Można tak powiedzieć. Nawet nie wiesz, jaki to jest przystojny mężczyzna. Kiedy go zobaczyłam, wtedy w biurze, wiedziałam, że to ten jedyny. Ale ona ma żonę - wyznała przyjaciółce.


- To wszystko komplikuje. I co zrobisz?


- Nic - ucięła. - A co ja mogę zrobić w tej sytuacji? To  przecież nie ma sensu. – Rezygnacji w głosie Ady nie dała się ukryć.


- Ale coś między wami zaszło?


- Owszem, całowaliśmy się - wyznała niechętnie Ada, a jej twarz pokryła się rumieńcem zakłopotania. - I był to najwspanialszy pocałunek w moim życiu – przyznała, jeszcze bardziej się rumieniąc.


- Zakochałaś się - stwierdziła Monika. - I to po jednym pocałunku. Musi być w tym niezły - dodała. - Zazdroszczę ci.


- A czego tu zazdrościć? Że zakochałam się w żonatym? – obruszyła się i upiła łyk kawy.


- Jeśli to prawdziwe uczucie, to walcz o niego - poradziła jej Monika.


- Nie - zaprotestowała Ada - nie mogę. Nie chcę budować swojego szczęścia na czyimś nieszczęściu. Mam swoje zasady - przyznała - nie umawiam się z żonatymi mężczyznami. W pracy będę trzymała go na dystans. Na pewno szybko da mi spokój, gdy będę chłodna i wyniosła - wyznała z pewnością w głosie.  A przynajmniej sama chciała wierzyć w to, co mówi.


- Zrobisz, jak zechcesz. Żebyś tylko później nie żałowała tego, że nie walczyłaś o swoje szczęście i o mężczyznę, na którym ci zależy - odparła Monika.


- Gdyby był wolny to, co innego. A tak? Chociaż to niełatwe, muszę o nim zapomnieć - postanowiła Adrianna.


Obie kobiety zamilkły nagle pogrążone w swoich myślach, raczej niewesołych. Dopiły kawę, po czym wyszły z kawiarni.


- Wracam do domu - oznajmiła przyjaciółce Ada. - Szef dał mi dzisiaj wolne do końca dnia.


- Szczęściara. Ja niestety muszę wracać do biura. Odezwę się wieczorem - obiecała. Przyjaciółki pożegnały się, po czym Ada wsiadła do auta, a Monika ruszyła w stronę biura.


***


Michał Korzyński wszedł do firmy. Był w doskonałym humorze, bo spotkanie z klientem przebiegło po jego myśli. W drzwiach windy wpadł na swojego zastępcę, Bartka, najlepszego przyjaciela, jeszcze z czasów studiów. Kolega ubrany był w dopasowany, czarny garnitur, czerwony krawat i wyglancowane na połysk czarne buty. Grzywa blond włosów opadała mu zawadiacko na oko, co sprawiało, że był jeszcze bardziej seksowny, a kobiety dosłownie za nim szalały. Bursztynowe spojrzenie kolegi złamało już niejedno kobiece serce. Bartek był zagorzałym kawalerem. Nie wierzył w miłość. Dla niego istniało tylko zauroczenie i namiętność.


- Jak udało się spotkanie? - zapytał Michała.


Ten w odpowiedzi uśmiechnął się szeroko i uniósł kciuk do góry w geście zwycięstwa.


- Wszystko poszło jak z płatka, przecież znasz mój talent do negocjacji - rzucił z błyskiem w oku.


- Jesteś najlepszy w branży, co w tym dziwnego. Od zawsze miałeś do tego smykałkę – przyznał mu rację Bartek.


Nagle Michał spoważniał.


- Muszę z tobą pogadać. Chodźmy do gabinetu, tam nikt nie będzie nam przeszkadzał, a chcę ci powiedzieć o czymś ważnym.


- O co chodzi? - spytał z nieskrywaną ciekawością Bartek, jak tylko obaj panowie znaleźli się w gabinecie Michała. - Znowu coś nie tak z Luizą? Pokłóciliście się? - dociekał. Nie przepadał za żoną przyjaciela i była to odwzajemniona niechęć. Ona też traktowała go bardzo chłodno i z rezerwą. Zwykle schodzili sobie z oczu i wymieniali tylko zdawkowe uprzejmości.


- Tak, ale nie tylko o to chodzi - odparł Michał. - Poznałem kogoś - wyznał, ściszając głos. 


- Serio? Gdzie? Może ja też tam znajdę kogoś dla siebie?


- Była wczoraj u nas w firmie. Podpisywaliśmy umowę - wyjaśnił przyjacielowi Michał. -  To najpiękniejsza kobieta, jaką poznałem.


Ogień w jego głosie zaskoczył kolegę. Zdumiony Bartek patrzył na przyjaciela, jakby temu nagle wyrosły dwie głowy.


- Nie poznaję cię. A co z Luizą?


- Rozwiodę się z nią - oznajmił ze zdecydowaniem Michał. - Nasze małżeństwo to fikcja. Od dawna już nic nas nie łączy.


- Kim jest w ogóle ta kobieta, dla której straciłeś głowę?


- Adrianna? Jest prawniczką, a do tego ma świetne nogi. I gorące wargi - dodał z ogniem w głosie Michał. Przyjaciele często dzielili się pikantnymi historiami ze swojego życia osobistego. - Na jej widok serce mi zadrżało i wiedziałem, że to na nią czekałem całe życie. To było jak olśnienie, a jej pocałunek rozpalił we mnie ogień, jakiego przy nikim nie czułem.


- Całowałeś się z nią? - zdumiał się Bartek. Patrzył na przyjaciela z odrobiną podziwu i lekką zazdrością. - I jak było?


- To było niczym pokusa nie do odparcia, nasz pocałunek rozpalił we mnie żar. Wciąż czuję smak ust Adrianny. Jej zapach. Od wczoraj bez przerwy o niej myślę.


- Zakochałeś się.


− Zależy mi na niej – przytaknął - przy niej po raz pierwszy poczułem, że żyję. I zrobię wszystko, żeby ją zdobyć.


- W takim razie powodzenia, brachu, przyda ci się, gdy Luiza o wszystkim się dowie. Ale możesz na mnie liczyć - zapewnił.


- Dzięki, choć wiem, że to nie będzie łatwe.


***


 Luiza wróciła ze spotkania z przyjaciółkami, na którym wylewały wspólnie swoje żale odnośnie wiarołomnych mężów. Pomogło to trochę, ale niewiele. Wciąż gotowała się ze złości na wspomnienie ich wczorajszej kłótni. Była wściekła, lecz wiedziała, że tak łatwo się nie podda. Michał należał do niej. Rzuciła na łóżko torby z zakupami, po czym podeszła do leżącego na nocnej szafce laptopa i otworzyła go. Raz jeszcze przejrzała stronę, która tak ją zainteresowała. Był tam pewien artykuł i Luiza zamierzała wykorzystać zdobytą wiedzę po to, by zatrzymać przy sobie męża, nawet jeśli miałaby później tego żałować. Myślała tylko o zemście i liczyła na to, że wyjazd z mężem do stolicy za dwa tygodnie jej w tym pomoże. Ubłagała go, że będzie mu towarzyszyć w podróży służbowej, choć już od dawna tego nie robiła. Teraz jednak miała w tym swój cel.


- Kochany mężu, nie pozwolę ci ze mnie zakpić. Jesteś tylko mój i tak już pozostanie - stwierdziła z mściwą satysfakcją. - Mam dla ciebie miłą niespodziankę. Wkrótce przekonasz się, jaką...


 




 zdj. internet galeria


"Pocałunek przeznaczenia". Rozdział II. 2018-03-18

Rozdział II


,,Kłótnia”


Michał wszedł do sypialni i już od progu powitał go niezadowolony głos żony.


- Gdzie byłeś tak długo?


Luiza była wściekła, sądząc po iskrach, które sypały jej błękitne oczy. Idealną twarz szpecił grymas złości, długie blond włosy związała w luźny węzeł na karku, a na jedwabną, czarną koszulę nocną narzuciła dopasowany szlafrok, który podkreślał jej szczupłą figurę.


- W pracy - odparł ze spokojem Michał. - A gdzie miałem być? - Mówiąc to, zdjął marynarkę i rozwiązał krawat. - Jestem zmęczony i nie mam ochoty na kłótnie. Jutro czeka mnie ważny wyjazd i muszę być wypoczęty - oznajmił żonie, odwracając się plecami i zdejmując krawat.


- Co to za umowy, które musisz podpisywać wieczorami? - drążyła temat Luiza.


Przez twarz Michała przebiegł cień irytacji, ale spokojnym tonem odparł:


- Ważne dla firmy. Od kiedy tak interesujesz się moją pracą? - zdziwił się.


- Od zawsze. Nie wiem, o co ci chodzi - upierała się. - Czy to źle, że chcę wiedzieć, co robi mój mąż?


- Wcześniej cię to nie obchodziło – zauważył, odwracając się w stronę żony. - Byłaś zajęta wyłącznie zakupami oraz plotkami z przyjaciółkami. - Jego głos aż ociekał sarkazmem. - Skąd ta nagła zmiana? 


- Może mi się już znudziły? - odcięła się Luiza, świadomie ignorując jego sarkastyczny ton. - Nie pomyślałeś, że może chcę trochę czasu spędzić z własnym mężem?


Zaskoczony Michał oznajmił:


- Wiesz przecież, że dużo pracuję. Poza tym oddaliliśmy się od siebie już dawno temu, a nasze małżeństwo istnieje tylko na papierze. Doskonale o tym wiesz. Lubimy co innego, robimy co innego. Kiedy ostatnio byłaś ze mną na korcie? Od dawna cię namawiam.


Luiza wzruszyła ramionami:


- Przecież wiesz, że ruch mnie męczy, a bieganie za piłką i odbijanie jej szybko mnie nuży - odparła. - Co to za przyjemność? - prychnęła.


- Sama widzisz - stwierdził. - Tak samo jest z podróżami. Kiedy ostatnio gdzieś byliśmy?


− No i co z tego?! - krzyknęła Luiza, podnosząc się z łóżka. - Ty też nie chodzisz ze mną na fitness, nie lubisz przyjęć, tańców, a zakupy cię nudzą! - wyliczała.


- Chodzę na siłownię, zapomniałaś? - odrzekł ze spokojem. - Przyjęcia są nie dla mnie. A zakupy? Na zakupy idzie się wtedy, kiedy trzeba coś kupić, nie dla rozrywki.


- A w pracy siedzisz całymi dniami i do późna w nocy zamiast wracać do domu - zmieniła temat Luiza. - Pewnie mnie zdradzasz z jakąś asystentką! Przyznaj się!


 - Czyś ty na głowę upadła?! Luiza, co cię znowu naszło? Męczą mnie już te twoje ataki zazdrości - rzekł zirytowany Michał. - W dodatku dzwonisz do mnie do firmy i sprawdzasz, co robię, wypytujesz Bartka, gdzie chodzę i z kim, a co najgorsze - podburzasz też moich rodziców. 


Luiza, nie patrząc mu w oczy, odparła ze słodyczą w głosie:


- Nie wiem, o czym mówisz...


- A to dobre! - Zaśmiał się. - I jeszcze się wypierasz, zrozum, mam już tego serdecznie dosyć! Uważam, że powinniśmy się rozwieść...


- Co? Chcesz rozwodu? - zdumiała się Luiza. Była kompletnie zaskoczona słowami męża. Pobladła gwałtownie,  po czym krzyknęła:


- Zapomnij! Nigdy nie dam ci rozwodu! Jesteś tylko mój! Rozumiesz? - wysyczała z wściekłością. 


- Nie będę z tobą dłużej rozmawiał, za bardzo jestem zmęczony. Idę wziąć prysznic, prześpię się w salonie – oznajmił żonie Michał. - A do tej rozmowy i tak wrócimy - rzekł na koniec, po czym wyszedł z sypialni. Wszedł do łazienki i zamknął drzwi. Po chwili słychać było szum wody. Wściekła Luiza zrzuciła pościel z łóżka. ‘’Nienawidzę go! Nigdy nie pozwolę mu odejść. On jest tylko mój! Prędzej zabiję niż pozwolę, by inna cię miała’’,  pomyślała mściwie o mężu.


 


***


Wykąpany i odświeżony Michał przebrał się w szarą, jedwabną piżamę i położył na kanapie w salonie. Było mu niewygodnie, ale nie chciał spać z Luizą. Nadal nie doszedł do siebie po kłótni z nią. Był wściekły na siebie za to, że dał się wyprowadzić z równowagi. I na Luizę. Od dawna między nimi się nie układało. Nie kochał żony i był pewien, że nie chce tkwić dłużej w tym nieudanym małżeństwie, które od początku i tak było tylko interesem. Jego i jej rodzice przyjaźnili się od lat i jeszcze kiedy Michał i Luiza byli dziećmi, postanowiono, że połączą ich rodziny i stworzą największe przedsiębiorstwo w kraju. I tak powstało ,,Michael Impresa". Firma odniosła sukces, natomiast ich małżeństwo było porażką. Przez pierwsze lata starali się do siebie jakoś dopasować, ale ich starania zakończyły się fiaskiem. Nie pasowali do siebie. Mieli różne charaktery, inne upodobania i potrzeby. Każde z nich zajęło się własnymi sprawami i żyli tak razem, a jednak osobno. Aż do tej chwili. Michał wiedział, że tego wieczoru wszystko uległo zmianie. A to za sprawą Adrianny. Wiedział, że to kobieta, na którą czekał całe życie. Gdy zobaczył ją wtedy w gabinecie, poczuł się jak rażony obuchem w głowę. Serce mu drgnęło na jej widok. Adrianna była jedną z najpiękniejszych kobiet, jaką kiedykolwiek widział. Natychmiast przypomniał sobie jej długie, jedwabiste włosy w kolorze karmelu pachnące odurzająco kwiatami jaśminu i przejrzyste, duże, jasnozielone oczy ocienione gęstymi rzęsami. Wciąż pamiętał słodki smak jej ust, a zapach skóry Adrianny przyprawiał go o dreszcze. Kiedy odpowiedziała na pocałunek, omal nie eksplodował, tak silna była przyjemność, którą poczuł. Nikogo tak nie pragnął, jak jej. Nigdy przy Luizie niczego takiego nie czuł, nawet na początku, gdy myślał, że jest w żonie zakochany. Teraz wiedział, że się mylił. To Adrianna wzbudziła w nim takie uczucia, o jakich śnił od dawna. I wiedział, że zrobi wszystko, żeby z nią być.



zdj.internet galeria


"Pocałunek przeznaczenia". Rozdział I. 2018-03-15

Rozdział I


,,Pocałunek”


Pokój, w którym się znalazła, był nowocześnie urządzony. Meble, sądząc po wyglądzie, kosztowne i najwyższej jakości. W powietrzu unosił się zapach skóry, drogich perfum i cytrusowego płynu do czyszczenia mebli. Duże dębowe biurko stało pod ogromnym oknem, z którego rozpościerał się zapierający dech w piersiach widok na panoramę miasta.


 - Witam!


Usłyszała, po czym nieco zaskoczona odwróciła się w stronę, z której dobiegło ją powitanie, po czym zamarła, niezdolna wydobyć głosu.


Stojący przed nią mężczyzna mógł być marzeniem każdej kobiety. Pociągający to pierwsze, co przyszło na myśl Adriannie. Mężczyzna miał gęste, ciemne włosy, był wysoki i szczupły, a pod świetnie skrojonym, szarym garniturem, kryły się idealnie wyrzeźbione mięśnie. Jego twarz pokrywał delikatny, jednodniowy zarost, który Adrianna tak uwielbiała u płci przeciwnej, a usta były zmysłowe, pięknie wykrojone, kuszące obietnicą namiętnych pocałunków. Największe wrażenie zrobiły jednak na niej jego oczy o głębokim, morskim odcieniu zieleni, ocienione gęstymi ciemnymi rzęsami.


Mężczyzna nie może być aż tak idealny, pomyślała.


- Witam panią! - ponowił powitanie, wyciągając w stronę Adrianny opaloną dłoń. Uścisk miał mocny i pewny.


- Witam! - odpowiedziała lekko drżącym głosem, starając się dojść do siebie.


- Michał Korzyński. Prezes ,,Michael Impresa'' - przedstawił się. - Miło mi.


- Adrianna Listkowska. Mi również - odrzekła, uśmiechając się niepewnie onieśmielona, ale starała się za wszelką cenę, aby jej głos brzmiał profesjonalnie. Nie była pewna, czy jej to wychodzi. Od dawna żaden mężczyzna samym swoim wyglądem aż tak nie wprawił ją w konsternację. A myśli uleciały z jej głowy, gdy poczuła przeskakującą pomiędzy nimi iskrę.


- Proszę usiąść – polecił, wskazując jej wyściełane, eleganckie, czerwone krzesło stojące obok biurka.


- Dziękuję - odrzekła, siadając z gracją i krzyżując nogi. Ciekawe, czy on też coś poczuł, zastanawiała się. - Muszę się mieć na baczności - postanowiła - seksowni, pewni siebie mężczyźni są bardzo niebezpieczni.


- A zatem przejdźmy do umowy, pani Adrianno. – Korzyński nie tracił czasu i od razu przeszedł do rzeczy, czyli do celu ich spotkania. Widać, że lubił konkrety. - Rozumiem, że ma pani wszystkie niezbędne dokumenty?


- Tak, oczywiście. - Skinęła głową, po czym podała prezesowi teczkę z dokumentami i umowę.


On, odbierając je, nieświadomie musnął palcami dłoń Adrianny, a ją przeszył nagły i niespodziewany dreszcz, który poczuła aż w palcach stóp. Nagle zrobiło jej niesamowicie gorąco, a serce zaczęło szybciej bić. Patrzyła na niego zafascynowana, podczas gdy on czytał umowę i uważnie przeglądał dokumenty. Jego usta przyciągały jej spojrzenie jak magnez. Kusiły. Ciekawe, jak smakują jego pocałunki, przebiegło jej przez myśl. Zarumieniła się i natychmiast zganiła w duchu za te grzeszne myśli.


Mężczyzna chyba wyczuł na sobie jej spojrzenie, bo niespodziewanie podniósł wzrok i spojrzał Adriannie prosto w oczy. Uśmiechnął się...


A ona nie była w stanie oddychać, porażona mocą tego uśmiechu. Serce zaczęło jej walić jak oszalałe, dłonie zwilgotniały, zaschło w ustach. Poczuła, że z wrażenia traci oddech. 


- Wszystko w idealnym porządku – zapewnił prezes Korzyński, wyrywając ją z oszołomienia. - Dawno nie czytałem tak klarownej i świetnie przygotowanej umowy. Jestem pod ogromnym wrażeniem - pochwalił, a jego spojrzenie rozbłysło na moment.


Adrianna, widząc to, nerwowo uśmiechnęła się. Była bardzo z siebie zadowolona i mile połechtana komplementem mężczyzny, pod którego spojrzeniem czuła się zagubiona i niepewna. A rzadko jej się to zdarzało, o ile w ogóle. Nie należała do kobiet, które dają się nabierać na czułe słówka i komplementy, które najczęściej przyjmowała z nieufnością i rezerwą. Nauczona doświadczeniem, nie ufała mężczyznom. Zbyt wiele razy się zawiodła na nich. Nie chciała kolejny raz popełniać tego samego błędu. Z doświadczenia wiedziała też, że mężczyzna, gdy chce czegoś od kobiety, jest niezwykle miły i zasypuje ją tysiącem komplementów, by dostać to, czego chce. Zastanawiała się, czy w przypadku Michała Korzyńskiego jest tak samo.


- Dziękuję - odrzekła skromnie. - To moja praca, robię tylko to, co do mnie należy. Staram się, aby każdy klient naszej firmy był zadowolony.


- Ja jestem bardzo zadowolony, pani Adrianno. - Mówiąc to, Michał uśmiechnął jeszcze szerzej. A ona poczuła, jak niechciany rumieniec wypływa jej na policzki. Znowu nie mogła wydobyć z siebie głosu.


Prezes  wyjął pióro i podpisał umowę, po czym schował dokumenty do teczki i zapytał:


- Czy możemy teraz uczcić podpisanie naszej umowy?


 Wskazał przy tym stolik po lewej stronie od biurka, na którym Adrianna ze zdziwieniem ujrzała butelkę chłodzącego się szampana i dwa kieliszki.


Zaskoczona i onieśmielona jednocześnie jego propozycją, odruchowo przytaknęła, by po chwili przypomnieć sobie o swojej zasadzie.


Jednak było już za późno, bo Michał właśnie otwierał szampana, robiąc to umiejętnie i z wprawą. Rozlał do kieliszków chłodny, jasnobursztynowy płyn i podał jej jeden z kieliszków. Znowu musnął jej dłoń palcami.


Ciekawe, czy on to robi świadomie, przemknęło jej przez myśl, gdy i tym razem poczuła przeszywający całe ciało dreszcz pod wpływem tego dotyku. Krew szumiała jej w uszach i ogarnęło ją gorąco, ale starała się niczego po sobie nie dać poznać.


Muszę zachować dystans, pomyślała, obawiając się reakcji własnego, zdradzieckiego ciała. 


- Za udaną współpracę.


Michał wzniósł toast, nie odrywając wzroku od jej oczu.


Przez chwilę mierzyli się spojrzeniami. W powietrzu czuło się narastające napięcie.  Adrianna szybko upiła łyk szampana i, chcąc ukryć swoje zdenerwowanie, zamknęła oczy. Szampan przyjemnie chłodził jej rozpalone zmysły, delektowała się więc jego smakiem na języku.


Dawno nie piłam tak wybornego, pomyślała i otworzyła oczy.


Napotkała zaintrygowane spojrzenie zielonych oczu Michała Korzyńskiego. Mężczyzna przyglądał jej się z zachwytem i nawet nie starał się tego ukrywać. Serce zaczęło jej szybciej bić. Jego oczy kusiły, zniewalały. Była pewna, że przez chwilę dostrzegła w nich błysk pożądania. Zarumieniła się i spuściła wzrok. I odruchowo spojrzała na rękę, w której mężczyzna trzymał kieliszek. Na palcu Michała błyszczała złota obrączka.


Kretynko! - zganiła się w duchu. - On jest żonaty!


Jej rozczarowanie było tak wielkie, że Adrianna myślała, że za chwilę się rozpłacze.


On musiał coś dojrzeć w wyrazie jej twarzy, bo z troską w głosie zapytał:


- Dobrze się pani czuje, pani Adrianno?


Jego głos był pieszczotą dla jej ucha. Nikt nigdy w tak zmysłowy sposób nie wypowiadał jej imienia.


- Tak - odparła, nie patrząc mu w oczy. - Dawno nie piłam szampana, to wszystko - zapewniła go. Po czym dodała, rzucając mu chłodne spojrzenie:


- I nigdy nie piłam w pracy. To moja zasada.


W odpowiedzi Korzyński uśmiechnął się.


- Czyżby? W takim razie właśnie złamała pani swoją zasadę. Przecież szampan to nic takiego. - Wzruszył ramionami. - Grzechem byłoby coś zupełnie innego - dokończył już nieco niższym głosem.


Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, chcąc odgadnąć nawzajem swoje myśli. Adrianna zmrużyła oczy, po czym cicho zapytała:


- Co według pana byłoby tym grzechem?


W odpowiedzi podszedł do niej. Stanął tak blisko, że poczuła zachwycający zapach jego perfum - korzenny, piżmowy, z nutką drzewa sandałowego. Przymknęła na moment powieki. Drżała na całym ciele, ogarnięta nagłym pożądaniem, mało co nie upuszczając kieliszka. Michał, widząc to, wyjął go delikatnie z jej dłoni i odstawił na biurko, to samo robiąc ze swoim, po czym przyciągnął Adriannę do siebie jednym, zdecydowanym ruchem. Zaskoczona gwałtownie otworzyła oczy, uważnie się w niego wpatrując, podczas gdy on wyszeptał jej zmysłowym głosem wprost do ucha:


- Pocałunek. Pocałunek byłby grzechem, Adrianno...


Poczuła, jak nogi robią się jej miękkie jak z waty. Spojrzała odruchowo na jego usta, które wcześniej tak ją kusiły.


Chcę poczuć ich smak, pomyślała.


On pochylił głowę, szukając przyzwolenia w jej oczach i chyba je znalazł, bo po chwili Adrianna poczuła jego usta na swoich. Musnął je najpierw delikatnie, potem mocniej. Ogarnął ją żar. Otoczył ją jego zapach. Zaszumiało jej w głowie. Przywarła do niego całym ciałem. On przesunął językiem po jej wargach, zwiększając nacisk. Westchnęła w odpowiedzi i rozchyliła usta. Natychmiast to wykorzystał, pogłębiając pocałunek. Poczuła, jak jego język zaczyna badać wnętrze jej ust. Nie była w stanie dłużej się opierać i odpowiedziała równie namiętnym pocałunkiem. Jęknął, po czym mocniej ją objął i jeszcze bardziej wpił się w jej wargi. Adrianna objęła go za szyję, wsuwając palce w jego włosy, które okazały się jedwabiście miękkie, tak jak to sobie wyobrażała. Drżała, czując jego dłonie na swoim biodrze, plecach. Jego twardość. Jego żar. Pocałunek trwał i trwał, robiąc się coraz bardziej namiętny i zbliżając ich do granicy, z której nie ma już odwrotu. Gdy Adrianna poczuła dłoń Michała pieszczącą jej udo i zbliżającą się do złączenia jej ud, wiedziała, że musi go powstrzymać.


- Co ja najlepszego robię? - Przypomniała sobie o jego obrączce.


Odepchnęła go gwałtownie od siebie i, ciężko dysząc, zrobiła krok w tył. Nabrzmiałe usta piekły ją niemiłosiernie, przypominając o jej grzesznym zachowaniu. Wciąż była oszołomiona  pocałunkiem.


- Nie możemy tego robić! - rzuciła rozpalona, z trudem łapiąc oddech. I spojrzała przy tym w oczy stojącemu przed nią mężczyźnie. A wtedy dostrzegła jego gorące, rozpalone spojrzenie, w którym lśniło czyste, zwierzęce pożądanie. On też z trudem oddychał.


- Przecież chcesz tego tak samo jak ja, Adrianno -  wyszeptał, z trudem łapiąc oddech i robiąc krok w jej stronę. - Spróbujmy doznać tego, czego oboje tak pragniemy - kusił.


W odpowiedzi cofnęła się odruchowo, obawiając się, że jego dotyk sprawi, iż straci nad sobą kontrolę, a tego nie chciała, bo skończyłoby się to jeszcze większymi wyrzutami sumienia. Bała się, że zbyt łatwo mogłaby się zakochać w tym mężczyźnie. Zbyt łatwo mogłaby mu  ulec. Czuła, że gdyby ją ponownie pocałował, nie opierałaby się długo i pozwoliła uwieść. A przecież nawet go nie znała. Musiała się mu oprzeć. Nie mogę pozwolić sobie na romans z klientem, upomniała samą siebie, przypomniawszy sobie kolejną zasadę, że nie umawia się z klientami oraz nie łączy spraw zawodowych z osobistymi. Tego wieczoru złamała już trzy z pięciu swoich zasad. A to znaczy, że naprawdę straciła nad sobą kontrolę. Musiała odzyskać zimną krew i zdrowy rozsądek. Wiedziała bowiem aż za dobrze, jakie są konsekwencje tego typu błędów. Jej siostrę wyrzucono z pracy, gdy romans z szefem wyszedł na jaw, w dodatku mężczyzna był żonaty. Adrianna, widząc, jak siostra cierpiała po rozstaniu, postanowiła, że sama nigdy nie pozwoli na coś takiego w swoim życiu.


- Nieważne, czego ja chcę ani czego pragnę. Przykro mi, ale nie możemy. Ja nie mogę - mówiąc to, chwyciła torebkę i roztrzęsiona wybiegła z gabinetu, nie czekając na reakcję mężczyzny. Szybko dopadła drzwi windy i drżącymi dłońmi nacisnęła guzik.


- Adrianno, zaczekaj! - dobiegł ją zza pleców głos Michała.


Ale drzwi windy zdążyły się już za nią zamknąć. Adrianna próbowała złapać oddech, wciąż nie mogąc dojść do siebie. Była pewna, że gdyby ją teraz dotknął, rzuciłaby się na niego, całując namiętnie i nie zważając na konsekwencje. Była rozpalona, a jej ciało domagało się spełnienia. Wiedziała jednak, że to, czego pragnie, nigdy nie będzie należało do niej. Do hotelu dotarła po dziesięciu minutach. Jak najszybciej chciała znaleźć się sama. Rzuciła się na łóżko, wtulając twarz w poduszkę, a łzy ciurkiem ciekły jej po policzkach. Wciąż nie mogła dojść do siebie po tym pocałunku. Nadal czuła zapach Michała, jego dłonie na swoim ciele, jego żar, smak jego ust. Nikt nigdy nie wzbudził w niej takiego pożądania. Nikogo tak nie pragnęła. Była pewna, że do końca życia nie zapomni tego namiętnego pocałunku.


Nie zapomni jego...



zdj.internet galeria


"Pocałunek przeznaczenia". Prolog. 2018-03-12

Prolog


Wszystko zaczęło się od jednej z najważniejszych podróży służbowych Adrianny Listkowskiej – dwudziestosiedmioletniej prawniczki od ponad pięciu lat zatrudnionej w jednej z warszawskich korporacji. Takie wyjazdy były tam na porządku dziennym. Adrianna dostała ważne zlecenie, które mogło okazać się przepustką do długo wyczekiwanego awansu. Klientem było jedno z największych przedsiębiorstw na Pomorzu, które wiodło też prym w kraju. Listkowska miała podpisać w imieniu firmy umowę, którą w pocie czoła przygotowywała przez ostatnie tygodnie.


W przeddzień wyjazdu wszystko było już przygotowane, a spakowana walizka czekała w przedpokoju. Chcąc być wypoczęta, Adrianna położyła się wcześniej spać. Była jednak tak podenerwowana zbliżającą się podróżą, że przez pół nocy nie zmrużyła oka, przewracając się z boku na bok. Udało jej się zasnąć dopiero nad ranem. Oczywiście zaspała. Obudziły ją oślepiające promienie słońca wlewające się przez otwarte okno do jej sypialni.


Adrianna spojrzała na zegarek i jak oparzona wyskoczyła z łóżka. Było już po dwunastej. Biegiem rzuciła się do łazienki, wzięła szybki prysznic, po czym wyciągnęła z szafy jasne jeansy i biały, bawełniany podkoszulek. Ubrała się w pośpiechu. Szczotką przeczesała długie, lśniące, brązowe włosy, na makijaż nie było już czasu. Spryskała się odrobiną ulubionych perfum o zapachu jaśminu, założyła wygodne tenisówki i zeszła na dół do kuchni. W tempie ekspresowym zaparzyła i wypiła kawę, omal się przy tym nią nie oblewając. Jak zwykle, gdy się gdzieś spieszyła, była roztargniona i często przydarzały jej się podobne historie.


Krótko przed trzynastą była już gotowa do wyjazdu. Wzięła walizkę z przedpokoju i z trudem wytaszczyła ją przed dom, po czym zapakowała do bagażnika służbowego auta, którym miała jechać. Podróż minęła jej nadzwyczaj szybko, bo prowadziła pewnie i z wprawą kierowcy rajdowego. W Gdańsku zjawiła się tuż przed wieczorem. Na dworze było jeszcze jasno. Zmęczona jazdą samochodem, senna i obolała, z trudem dotarła do hotelowego pokoju, w którym się zatrzymała. Padła wyczerpana na łóżko, niezdolna do wykonania najmniejszego ruchu.


Po jakimś czasie przypomniała sobie jednak, że powinna zadzwonić do klienta i umówić się z nim na podpisanie umowy. Niechętnie zwlokła się z łóżka i wyciągnęła telefon z torby.


–  Gdzie ja podziałam wizytówkę? – pomyślała zirytowana.


Wreszcie znalazła ją w portfelu. Szybko wystukała numer i połączyła się. Czekała dłuższą chwilę, po czym w słuchawce odezwał się niski, ale ciepły i zmysłowy męski głos, od którego Adriannie zmiękły kolana. Z wrażenia aż usiadła na łóżku.


–  Michał Korzyński, słucham? 


– Dzień dobry! – przywitała się nieswoim głosem. – Adrianna Listkowska z firmy ,,Company Corporate''. Czy moglibyśmy się umówić na jutro na podpisanie umowy? Właśnie przyjechałam i dzwonię z hotelu.


– Niestety, jutro mnie nie będzie – odrzekł prezes Korzyński. – Mam niezapowiedziany wyjazd do ważnego kontrahenta i nie będę mógł tego przełożyć. Ale jestem jeszcze w firmie, więc jeśli to dla pani nie problem, to może moglibyśmy spotkać się za godzinę w moim biurze? – zaproponował. – Przejrzałbym dokumenty i jeśli wszystko będzie się zgadzało, podpiszemy umowę. 


– Oczywiście, że to dla mnie nie problem – odparła uprzejmie Adrianna. – Przyjadę do pańskiego biura.


– Ma pani adres firmy?


– Tak, mam wszystkie niezbędne informacje. Na pewno dotrę bez problemu – zapewniła.


– W takim razie do zobaczenia za godzinę, pani Adrianno – pożegnał się Korzyński.


Ada rozłączyła się i spojrzała na zegarek. W jednej chwili zapominając o zmęczeniu, biegiem rzuciła się w stronę łazienki.


– Nie mogę się spóźnić – stwierdziła.


W tempie ekspresowym wzięła prysznic i – owinięta hotelowym, puszystym, białym ręcznikiem – wyrzuciła na łóżko zawartość walizki w poszukiwaniu odpowiedniego ubrania. Po dłuższym namyśle wybrała czarną, dopasowaną sukienkę z koronką przy dekolcie i lekki żakiet w kolorze kawy z mlekiem, który idealnie podkreślał czekoladowy odcień jej włosów. Szybko dobrała odpowiednią bieliznę, założyła sukienkę, a na nogi włożyła wysokie, eleganckie, czarne pantofle. Z kosmetyczki wyciągnęła szczotkę i przeczesała włosy. Błyskawicznie nałożyła makijaż, kropla perfum. I już była gotowa do wyjścia. Krótki przegląd w lustrze upewnił ją, że wyglądała doskonale.


Adrianna wzięła głęboki oddech i spojrzała na zegarek. Do spotkania zostało piętnaście minut. Ze stolika przy łóżku zgarnęła portfel i telefon, wrzuciła je do torebki. Zabrała teczkę z umową i dokumenty, a chwyciwszy żakiet, wybiegła z pokoju tak szybko, na ile pozwalały jej na to wysokie obcasy szpilek.


Dopiero przy samochodzie zorientowała się, że nigdzie nie ma kluczyków. Zirytowana i zła na siebie wróciła do hotelu i kłusem wbiegła po schodach, migiem wpadła do pokoju. Kluczyki leżały koło łóżka. Chwyciła je i wybiegła. Do spotkania zostało niecałe dziesięć minut. Wyjeżdżając z parkingu, uświadomiła sobie, że nie wie, dokąd jechać, bo nie sprawdziła adresu firmy na wizytówce. Zła i jeszcze bardziej na siebie wkurzona w pośpiechu wygrzebała z torebki portfel, a z niego wizytówkę. Sprawdziła adres. Okazało się, że do biura klienta ma niecałe pięć minut drogi samochodem.


Adrianna odetchnęła z ulgą dopiero, gdy dotarła na miejsce. Zatrzymała się przed eleganckim, oszklonym, wysokim biurowcem i wysiadła z auta. Na dworze było już prawie ciemno, wiał przyjemny, ciepły wietrzyk, a w powietrzu pachniało jaśminem. Kobieta na moment przymknęła oczy, rozkoszując się chwilą. Jednak szybko przypomniała sobie o spotkaniu i, spojrzawszy na zegarek, zabrała z auta dokumenty i torebkę. Zamknęła samochód, po czym szybkim krokiem weszła do biurowca.


Hol był jasny i przestronny, modnie urządzony. Siedzący za biurkiem portier poinformował ją, że biuro prezesa znajduje się na samej górze i wskazał drzwi windy. Adrianna wjechała na najwyższe piętro wieżowca i wysiadła. Na korytarzu nie było żywego ducha. Stało tylko puste biurko sekretarki. Skierowała się więc w stronę drzwi z napisem ,,PREZES''. Wzięła głęboki oddech i weszła do gabinetu, zamykając za sobą cicho drzwi.


  


zdj. internet galeria


Zapowiedź na blogu. 2018-03-12

Od dzisiaj cyklicznie będę wstawiała na bloga powieść w odcinkach "Pocałunek przeznaczenia" (romans z wątkiem kryminalnym).


Zachęcam do lektury ;) 


 



zdj. internet galeria


Poetycko. 2018-03-06

** bez ciebie


 


świt jest taki obcy


a noce zbyt chłodne


bezsenne


 


wieczór skrada się powoli


niczym czarny kot


oplata tęsknotą każdą myśl


zasuszone róże


 


listy od ciebie pokrył kurz


została wspomnień garść


chyba najwyższa pora


 


pozwolić im odejść…


 


 


Autor: Marianna / z szuflady/



 zdj. internet galeria


 


Myśli, aforyzmy, cytaty. 2018-03-03


Myśli, aforyzmy, cytaty. 2018-03-01


zdj. WielkieSlowa.pl


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]