marianna22 | e-blogi.pl
Blog marianna22
Recenzja książki. 2015-10-28

,,Dziwna i piękna opowieść o Percy Parker” Leanna Renee Hieber, powieść fantasy, tom I, wyd. Amber 2011, str. 360.


Dziwna i piękna opowieść o Percy Parker” jest naprawdę wyjątkowa – nostalgiczna, subtelna, nastrojowa i poetycka. Leanna Renee Hieber, amerykańska aktorka i dramaturg zafascynowana wiktoriańską powieścią grozy, stworzyła w swojej pierwszej powieści piękny i posępny świat, wypełniony miłością i tajemnicami nie z tego świata. Autorka wyraźnie nawiązuje do „Dziwnych losów Jane Eyre” Charlotte Brontë.


Ją nawiedzają głosy umarłych. Jego wybrała starożytna bogini, by chronił świat przed wysłannikami ciemności.


Razem muszą zatrzasnąć wrota piekielnej otchłani, połączeni miłością i przeznaczeniem w wiktoriańskim Londynie pełnym ludzi, duchów i demonów… Persefona Parker jest inna. Ma śnieżnobiałe włosy i niesamowity dar…


W mrocznym sercu Londynu wznosi się gmach Akademii Ateńskiej. Przekraczając jej próg, dziewiętnastoletnia Persefona lęka się, co ją tam czeka. Nie słyszała o tajemniczym profesorze Alexiem Rychmanie, o gęstniejących ciemnościach i budzących grozę nadprzyrodzonych siłach, przeciwko którym wybrańcy tacy jak Alexi trzymają straż. Ma nadzieję, że sklepione kamienne wejście do Akademii to wrota do nowego życia, jakże innego od tego, jakie znała. I zaproszenie do romantycznego i niebezpiecznego tańca na granicy życia i śmierci…


Książka ta spodobała mi się już od pierwszych stron. Klimat powieści mroczny i tajemniczy od razu przypadł mi do gustu, duchy, zjawy, demony… Akcja powieści dzieje się w XIX-wiecznym Londynie i nawiązuje do historii mitologicznej o Persefonie. Główna bohaterka ma bowiem wiele wspólnego ze starożytną boginią Ateńską. Jej charakterystyczna uroda – blada cera, jasne oczy jak diamenty, białe włosy – sprawiają, że dziewczyna przypomina zjawę. Co więcej Percy ma tajemnicze sny i ogniste wizje, włada kilkunastoma językami, widzi duchy i zjawy i słyszy je. Gdy Percy trafia do Akademii Ateńskiej jej życie zmienia się. Poznaje tam swoje przeznaczenie, znajduje miłość. Jednak śmierć czyhająca na Percy nie daje za wygraną i wyciąga po nią swą kościstą dłoń...


Polecam tę książkę bardzo serdecznie, na pewno spodoba się wszystkim wielbicielom zjaw, duchów i antycznych legend.


 


Wirtuoz chwil. 2015-10-23

na skrzypcach myśli


zagrajcie mi zmysły


swą tęskną melodię


 


nadziei etiudę wygrywaj


me serce spłoszone


by wiary mi nie zabrakło


 


z pięciolinii uczuć


wyzbieram wszystkie emocje


ubrane w nuty zwiewne


i w sercu zamknę je


 




Pamięć. 2015-10-23

Pamięć


jest muzyczną ścieżką


prowadzi mnie przez koleje życia


cisza przyjaciółką, która


wspiera mnie w cierpieniu


rozum dyrygentem, bym wiedziała


jak dalej żyć


serce wirtuozem pięknych


chwil


 


 



Jesienna mini. 2015-10-23

rozległy się pierwsze takty pieśni


którą niesie ze sobą jesienny wiatr


w rytm jego melodii


liście wirują


wesoło


więc i ty mój drogi


chwyć moją dłoń


i


tańcz


ze mną


ten ostatni


walc




Mini - muzyczna. 2015-10-23

na strunach marzenia


zagraj melodię bez słów


w rytmie bicia naszych serc


w takt pragnienia dusz


zamknij oczy na mój szept


nie pytaj o nic


tylko mnie kochaj


 




Jesienny. 2015-10-22

Pamiętam tamtą jesień


obraz twój powraca wciąż do mnie


nasze jedyne spotkanie takie niewinne, lecz wyczekiwane


dotyk twych dłoni, które mnie wtedy urzekły splatając się w uścisku


mocnym i ciepłym


przyspieszając bicie naszych serc


dookoła nas sypały się z drzew liście wprawiając w zachwyt


i ścieląc się pod stopami


w powietrzu wilgotnym od mgły unosiły się niteczki babiego lata


delikatne jak puch


wiatr swą melodię nam zagrał włosy przeplatając podmuchem


chłodnym i świeżym


usta twe w kolorze jeżyn w zachwycie niemym obserwowałam


i moment ten jeden szczególny, gdy spotkały się one


z koralem mych ust zapamiętałam


na zawsze w mym sercu pozostanie ta chwila


tych wspomnień nie wymaże z mego serca nic


promykiem słońca mi wtedy byłeś


nadzieją w ten jesienny dzień


wczoraj zbierając kasztany odnalazłam w nich barwę twych oczu


to wtedy policzki mi zrosił wilgotny ślad łez


choć dawno minął tamten wrzesień,


i pewnie mnie zapomniałeś


uczucie moje wciąż trwa...


 


 



Brak weny... 2015-10-21

Weny brak. Już od kilkunastu dni... ;( Poradźcie co robić? Jak Wy radzicie sobie z tym stanem, gdy tylko pustka w głowie, gdy nie ma o czym pisać? A wszystko, co napiszecie wydaje się bez sensu, bzdurne i słabe? Czym jest to spowodowane u Was? Zmęczeniem? Nadmiarem pracy w pracy? Może to ta jesienna pogoda, brak słońca i ogólnie jesienna chandra.... Sama nie wiem... Czekam na rady ;) 




Recenzja książki. 2015-10-20

,,Nawiedzone miasteczko.Shadow Hills" Anastasia Hopcus, powieść młodzieżowa fantasy, wyd. Nasza Księgarnia 2011, str. 352


Po tragicznej i tajemniczej śmierci siostry Ateny Persephonę Archer dręczą dziwaczne i przerażające sny... Dziewczyna czuje, że są w jakiś sposób związane z niedawną tragedią... Wie również, że podobne koszmary miała siostra. W pamiętniku Ateny odkrywa wzmiankę o miasteczku Shadow Hills. Postanawia przenieść się do tamtejszej szkoły - intuicja podpowiada jej, że tam kryje się rozwiązanie zagadki. Ale pytań tylko przybywa. Co wspólnego mają szkoła, tajemnicza epidemia, która przed wiekami zdziesiątkowała mieszkańców, oraz stary cmentarz? I jak to możliwe, że Persephona spotyka w Shadow Hills chłopaka, o którym śniła? Dociekliwość dziewczyny i jej dążenie do rozwikłania zagadek przeszłości mogą ją zniszczyć...


Czytając tą książkę czułam, że historia ma potencjał, jednak szkoda, że nie został on w pełni wykorzystany. Pomysł naprawdę mi się spodobał. Owszem styl pisania jest lekki i przyjemny co jest ważne w młodzieżówkach tego typu. Bardzo szybko przez nią przebrnęłam i spędziłam miły wieczór w jej towarzystwie. Jednak nie wbiła mnie w fotel, ani nie spowodowała, że nie mogłam się od niej oderwać w oczekiwaniu co stanie się dalej. Jak dla mnie trochę za słabo pociągnięta akcja, a do tego wszystkiego, nie wszystko zostało wyjaśnione. Wątek miłosny, czyli to co bardzo lubię w takich książkach był za łatwy, jeśli tak to mogę napisać. Niby nie wszystkim podobało się, że są razem, ale bardzo szybko razem byli. Ach ta miłość, praktycznie od pierwszego wejrzenia. Chyba się niestety starzeję. Co do bohaterów książki, to wolałam tych drugoplanowych niż pierwszo, według mnie byli bardziej wyraziści, ciekawi i różnorodni. Jedni byli dobrzy, a inni źli, jedni odważni z ciętym językiem i zabawni, a inni poukładani. To mi się podobało. Mimo wszystko książkę polecam, bo uważam że warto przeczytać. Można się przy niej łatwo zrelaksować i odpocząć. To swojego rodzaju ,,odstresowacz". Jak często nazywam tego typu książki. Jak zawsze życzę przyjemnej lektury.







Kto otrze łzy? 2015-10-16

kto otrze me łzy...


gdy w samotności serce łka


odpływa z bólem cały świat


za kilka chwil


za parę pięknych marzeń


los karze mnie dziś


wypływają wspomnienia


spod przymkniętych powiek


jak krople łez tyle ich jest


żal oplata jak wąż zabiera oddech


upadam na ziemię


jak liść bezwładnie


nie złapie mnie nikt


nim na ziemię


upadnę


kto otrze me łzy...


 




Telepatycznie. 2015-10-15

Telepatycznie


połączmy nasze dusze


czekoladowymi myślami


zalewając zmysły


omdlały upadnij


na kolana


przed siłą mojej żądzy


niech piżmowy zapach pragnienia


otuli nas szczelnie


w tę noc


niech przeszyje na wskroś


nasze ciała ten rozkoszny prąd


i krew gorąca zapłonie nam w żyłach


niech trwa ta noc


aż po świt nie żałuj czułych słów


otul mnie pocałunkami


z drżeniem obejmij moją dłoń


i płoń ze mną w tę noc


jak świecy jasny płomień


spłoń ze mną


 





 


Recenzja. 2015-10-13

,,Dolina śmierci" Gayle Lynds, Alfred Hitchcock, powieść detektywistyczna, wyd. Siedmioróg 1998, str. 120


Czy znasz pasjonujące książki sygnowane nazwiskiem Alfreda Hitchcocka o przygodach Trzech Detektywów? Książki te tworzą najpopularniejszy amerykański cykl powieści dla młodych czytelników. Ich bohaterami są trzej detektywi-amatorzy: Jupiter, Pete i Bob, mieszkańcy kalifornijskiego miasteczka Rocky Beach.


W ,,Dolinie śmierci" trzej siedemnastoletni detektywi wyruszają z ojcem jednego z chłopców, który jest reporterem, w podróż awionetką do Dimonds Lake. Niestety w trakcie podróży awaria samolotu powoduje, że muszą lądować w odludnym, górzystym miejscu zwanym ,,Doliną śmieci". Chłopcy są przerażeni, ale postanawiają szukać pomocy. Rozdzielają się i każdy z nich rusza w inną stronę. Jeden z młodych detektywów cudem unika śmieci, uciekając przed lawiną kamieni. Drugi z chłopców gubi się w lesie. Jednak udaje im się wrócić na miejsce wypadku. Tam odkrywają, że tata Boba zaginął. Wyruszają na poszukiwania, które kończą się fiaskiem. W międzyczasie trafiają do indiańskiej wioski, gdzie otrzymują pomoc. Jednak samochód, który udało im się pożyczyć od wodza psuje się, a chłopcy stają przed niebezpieczeństwem.... Cudem unikają spadnięcia w przepaść. Uświadamiają sobie, że ktoś życzy im śmierci, bo hamulce samochodu były uszkodzone. W trakcie wędrówki przez ,,Dolinę śmierci" trafiają na stary indiański cmentarz... I stykają się z jeszcze większym niebezpieczeństwem... Kto czycha na życie młodych detektywów? Jakie tajemnice kryje w sobie ,,Dolina śmierci"? I co wiąże się z tajemniczą chorobą, którą dotknięci są mieszkańcy indiańskiej wioski? O tym dowiemy się już z książki.


Świetna. Czytałam jednym tchem. Szybka akcja, ciekawe przygody, momentami mrożące krew w żyłach. Jednym słowem jestem zachwycona. To moja pierwsza książka z tej serii i już wiem, że nie ostatnia. Gorąco polecam przygody trzech detektywów. 




Recenzja, 2015-10-08

,,Trochę większy poniedziałek" Katarzyna Grochola, powieść obyczajowa, wyd. Wydawnictwo Literackie 2013, str. 302


 



Mądra książka o tym, co ważne!




Trochę większy poniedziałek – na każdy dzień tygodnia, na każdy miesiąc, na każdą porę i pogodę. Książka, po którą warto sięgnąć, kiedy jest dobrze, kiedy jest źle i tak po prostu, bez okazji, by poczuć, że życie jest piękne, ale wcale nie takie oczywiste, jak by się mogło zdawać…




Katarzyna Grochola należy do pisarek które potrafią zaskoczyć! Królowa polskiej powieści obyczajowej, zmierzyła się już z autobiografią, zaprezentowała jedyny w swoim rodzaju literacki dialog z córką, a w ostatniej książce wcieliła się w mężczyznę! I kiedy już się wydawało, że autorka bestsellerowej "Houston, mamy problem" powróciła do powieści, do rąk czytelników trafia zbiór błyskotliwych opowieści.




"Tam, gdzieś na świecie, na pewno jest lepiej, cieplej, bezpieczniej. Może są większe możliwości, może bardziej cię szanują, można znajdziesz pracę i jeszcze wystarczy ci na życie i na mieszkanie, i na samochód. Może twoje rodzinie tutaj będzie lepiej, bo jej pomożesz, ale przecież tęsknota będzie zawsze wpisana w twoje życie. Bo każdy wybór eliminuje coś, czego nie wybrałaś. I może cie to trzymać do końca życia w okowach takiego 'co by było gdyby'. Niech cię to nie truje. Powodzenia, gdziekolwiek jesteś i cokolwiek robisz".




Katarzyna Grochola zabiera nas w podróż literacką, pełną przygód, cudownych chwil, niespodzianek i życiowych wskazówek.




Uwielbiana przez czytelników autorka - z przymrużeniem oka i całkiem na serio, z dużą dawką ciepła i wdzięku - opisuje świat i ludzi, podpowiada jak żyć w zgodzie ze sobą, pokazuje magię codzienności, uświadamia nam czym są bliskość i prawdziwa miłość. A przede wszystkim udowadnia, że nasze dziś i jutro zależą od nas, a szczęście jest na wyciągnięcie ręki. 




Bardzo mi się podobała. Świetna, kolorowa okładka, przykuwa wzrok od pierwszej chwili. Lekka, przyjemna, momentami zabawna, momentami nostalgiczna, pełna uczuć i emocji książka. Szybko mi się ją czytało, aż się zdziwiłam, że to już koniec, gdy dotarłam do ostatniej strony. 




Polecam wszystkim, zwłaszcza kobietom, bo to zdecydowanie kobieca książka, choć pewnie i mężczyzna by nią nie pogardził :) Napewno wielbicielki pióra pani Grocholi nie będą zawiedzione ;) Raz jeszcze polecam i zachęcam do przeczytania ,,Trochę większego poniedziałku".


 





Wiersz. 2015-10-07

Rozrzucone na plaży muszelki


tulą się do siebie


szukając w piasku oparcia


porywa je przypływu fala


i zabiera do morza


bezbronne


drżą ich serca strwożone


oczy zalewa morska woda


brak oddechu w płucach


i ust niemy krzyk


nie mają siły by się podnieść z dna


leżąc tak dokonają żywota


złociście mieniąc się w słońcu


otulone nadzieją i ciszą


kiedyś znów popłyną w dal


 


 


Recenzja książki. 2015-10-06

,,ŚMIERĆ W KLASZTORZE" ADRIANNA EWA STAWSKA, WYD. OTWARTE 2007, STR. 317


 



Mordercy nie biorą urlopów. Policjanci tak. A przynajmniej tak się im wydaje...




Akcja powieści rozgrywa się w dawnym klasztorze przekształconym na nowoczesny pensjonat w Wigrach na Suwalszczyźnie. W to miejsce właśnie udaje się na weekendowy wypoczynek Ewa Lewicka, oficer śledczy z Komendy Głównej Policji. Pani podinspektor chce odetchnąć od pracy, a jednocześnie scalić rozsypujące się małżeństwo i na nowo odkryć siłę miłości.




W trakcie pobytu Lewicka znajduje zwłoki dyrektora hotelu - który był rozrywkowy, przystojny i bogaty - Jerzego Marciniaka. Przyczyny zgonu nie są jednoznaczne, rozpoczyna się śledztwo, które prowadzi komisarz Banasiak. Z zewnątrz wygląda to na samobójstwo, ale istnieją przesłanki, które wskazują na morderstwo. Trzeba jak najszybciej odnaleźć sprawcę. Śmierć dyrektora hotelu jest dopiero początkiem serii tajemniczych śmieci. Kto jeszcze zginie? I kto jest zamieszany w te morderstwa? A także co najważniejsze komu zależy na pozbyciu się niewygodnych świadków? 




Śledczy mają niemały orzech do zgryzienia, tym bardziej, że zamordowany dyrektor miał wielu wrogów, którzy mogli życzyć mu śmierci, oraz liczne zawiedzione kochanki. 




Bardzo ciekawy kryminał. Napisany lekkim, przyjemnym stylem. Fabuła i styl pisarki są godne uwagi. Jeden z lepszych polskich kryminałów. Podobał mi się, choć sama zagadka nie była szczególnie dla mnie zawiła, odgadłam kto jest mordercą ;) Chyba po raz pierwszy udało mi się to tak szybko w trakcie lektury. No i opisy przyrody, legendy miejscowe - perełki jednym słowem. 




Polecam wszystkim wielbicielom Suwalszczyzny, lekkich kryminałów bez mrożących krew w żyłach scen, ale za to ciekawą główną bohaterką - podinspektor Lewicką. Warto przeczytać tę książkę. Do czego szczerze zachęcam.


 


 




A kiedy przyjdzie czas rozstania. 2015-10-05

A kiedy przyjdzie czas rozstania


gdy spojrzymy na siebie


ten ostatni raz


dłoń twoja wymknie się z mojej ukradkiem


i słona kropla spłynie zraszając policzki


zaciśnie się serce jak pięść


gdy powiemy sobie obce żegnaj


jak dwoje nieznanych sobie ludzi


odejdziemy w przeciwne strony


 


żal


ściśnie nasze dusze i zaszlocha


w piersi smutek


taki będzie koniec pięknej miłości


która miała wiecznie trwać


los spłata znów figla


i zaśmieje się nam w twarz


rozwieje się jak poranna mgła


nadziei ostatni promyk


i wiem, że mnie nie dogonisz


odejdę


 


a wtedy gdy będę już daleko


ty zawołasz mnie cicho


w jednym słowie


zawrzesz całą swą rozpacz


w jednym słowie


- zaczekaj


 


 


 


A ty kochany... 2015-10-05

 


A ty kochany mi nie żałuj


słów czułych i pieszczot


palących jak płomień


ognistym spojrzeniem obejmij me ciało


ust delikatnym dotykiem zacałuj


niech z głębi piersi wyrwie się westchnienie


i spełnienia fala wzniesie nas nad ziemię


oddechu drżeniem połączeni w jedno


w swych dłoniach


ukryjemy się


na chwilę


i będziesz już tylko ze mną


napewno


 


 


Recenzja. 2015-10-05


Nora Roberts ,,Willa", powieść obyczajowa, wyd. Prószyński i Sk-a 2008, str. 536




Kalifornijska Napa Valley. Tu dojrzewają najlepsze wina. Lecz żadne nie może się równać z winami starego i bogatego rodu Giambellich. Piękna i błyskotliwa Sophia Giambelli, szefowa działu promocji w rodzinnym przedsiębiorstwie, nie musi obawiać się konkurencji. Niespodziewanie dla wszystkich nestorka rodu, groźna La Signora, ogłasza fuzję z wytwórnią win MacMillanów. Sophia, wytrawna bizneswoman, jest przekonana, że nadciągają kłopoty. Nie wie jednak, jak zmieni się jej życie, gdy pojawi się w nim przystojny Tyler MacMillan, namiętne uczucie rozkwitające w kalifornijskim słońcu jak bujna winorośl, i straszliwa groźba, jaka zawiśnie nad dumnym imperium Giambellich... 




Powieść Nory Roberts niczym mnie nie zachwyciła. Z trudem przez nią przebrnęłam. Nie wiem czemu, ale dla mnie wiało nudą, po prostu. Poza tym zbyt duża liczba bohaterów w książce, przez co ich losy mieszały się i plątały tworząc chaos. Miałam nadzieję, że może którekolwiek morderstwo ruszy akcję do przodu, ale tak się nie stało. Jedyne co mogłoby być plusem tej historii to opisy pięknych zakątków świata, w których rozgrywała się akcja powieści. Losy miłosne bohaterów nie poruszyły mnie. A rozwikłanie zagadki, choć mogło być zaskakujące - dla mnie było przewidywalne. Chyba czas odpocząć od powieści Nory Roberts na jakiś czas. Może powinnam powrócić do czytania mrocznych, mrożących krew w żyłach thrillerów? :) Chyba tak zrobię. A co do powieści ,,Willa" mogę ją polecić wielbicielom pióra pani Roberts,bo pewnie im się spodoba ta historia. 


 





Kolejny, krótki fragment nowego opowiadania. 2015-10-02

,,Mazurska przygoda'' c.d.


*


Gdy Jacek zszedł rano na śniadanie w jadalni nie było żywego ducha. Ciekawe, czy oprócz mnie ktoś jeszcze gości w pensjonacie, zastanawiał się, zważywszy na ciszę jaka tutaj panuje. Choć z drugiej strony, właśnie dlatego zdecydował się na to miejsce skuszony spokojem, pięknem okolicy i samym pensjonatem. No i właścicielka. Na wspomnienie Marceliny poczuł dziwną tęsknotę. I zawstydzenie powodowane swoim wczorajszym zachowaniem. Jacek doszedł do wniosku, że musi jakoś naprawić swoje faux pas, nie wiedział jeszcze jak, ale zrobi to napewno. Swobodnym krokiem wyszedł na taras pensjonatu i zapatrzył się przed siebie. To był zachwycający widok. Poranne promienie słońca delikatnie pieściły przejrzystą taflę jeziora, ptaki śpiewały w zagajniku nieopodal, zieleń drzew i zapach kwiatów dopełniały ten idylliczny obraz. Cisza, spokój, tak tutaj mogę odpocząć. Odetchnął głęboko, po czym ruszył w stronę jeziora. Spacer przed śniadaniem podsyci mój apetyt. Jak pomyślał tak zrobił. Szedł spokojnym krokiem, jezioro z każdą chwilą przybliżało się. W powietrzu unosił się jego niepowtarzalny zapach. Wszystkie napięcia z ostatnich tygodni powoli opadały. Jacek przystanął i rozejrzał się po okolicy. Dostrzegł kilka żaglówek poruszających się na falach porannego podmuchu wiatru. Ten piękny obrazek zasługiwał na uwiecznienie. Jacek pożałował, że nie zabrał ze sobą aparatu. Mógłby zrobić kilka zdjęć i oglądałby je potem w deszczowe, jesienne wieczory. Postanowił, że po śniadaniu wybierze się na spacer po okolicy. I zabierze aparat. Spojrzał na zegarek, dochodziła dziewiąta. Wrócił więc do pensjonatu i rozejrzał się za właścicielką. Niestety, nigdzie jej nie było. Natomiast na stole pojawiło się śniadanie. Kawa w dzbanku, talerzyk z masłem, świeżym pieczywem, pomidory, ogórki, ser żółty, wędlina. Zasiadł więc do stołu i sięgnął po znajdujące się na nim smakołyki. Kończył już śniadanie, gdy weszła Marcelina. Dziś ubrana była w obszerną białą sukienkę do kostek. Włosy związała w warkocz. Wyglądała młodo i świeżo.


- Dzień dobry panie Jacku. Smacznego. Jak się panu spało na nowym miejscu? - zagaiła, ale w jej głosie nie było wczorajszej serdeczności, a jej uśmiech był jakby wymuszony.


To wszystko moja wina, zganił się w duchu Jacek.


- Dziękuję, bardzo dobrze. Spałem jak niemowlę – uśmiechnął się i podniósł z krzesła. - Pani Marcelino, chciałbym przeprosić za moje wczorajsze zachowanie. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Nie powinienem był tego mówić – dodał poważnym tonem. - Nie chciałem pani zranić.


- Panie Jacku, nie gniewam się na pana. Skąd mógł pan wiedzieć. Ja też niepotrzebnie zareagowałam tak emocjonalnie. Zapomnijmy o tym, co się stało.


- Bardzo pani wspaniałomyślna. Dziękuję za wyrozumiałość. Postaram się na przyszłość unikać zbędnych komentarzy. Raz jeszcze przepraszam.


Uśmiechnęła się. I tym razem był to radosny uśmiech. Chabrowe oczy rozbłysły. Jacek patrzył w nie jak urzeczony. Potrząsnął głową żeby wyrwać się z zauroczenia i zapytał:


- Jak pani sobie radzi sama z tym wszystkim? - ogarnął wzrokiem cały pensjonat. - Musi być pani bardzo zorganizowaną kobietą. Szczerze podziwiam, nie wiem czy ja umiałbym poradzić sobie z tyloma obowiązkami – starał się by zabrzmiało to jak podziw. Bo naprawdę zaczął coraz bardziej podziwiać Marcelinę.


- Na początku, gdy mąż zginął, było mi bardzo ciężko. Zostałam sama z wielkim pensjonatem, przez chwilę zastanawiałam się czy go nie sprzedać. Ale rodzina i przyjaciele zaoferowali pomoc i jakoś to ruszyło dalej. Po pewnym czasie zdałam sobie sprawę, że zapominam o bólu, gdy zajmuję się pracą.


- To prawda, że praca i obowiązki odwracają naszą uwagę od trosk i zmartwień – przyznał jej rację. - Trzeba tylko pamiętać, że nie samą pracą człowiek żyje i znaleźć czas na odpoczynek i na przyjemności.


- A jakie ja mogę mieć przyjemności? - uśmiechnęła się z goryczą. Marcelina była realistką. - Wie pan, jak to jest, człowiek z czasem przyzwyczaja się do samotności – popatrzyła gdzieś w przestrzeń przed siebie nostalgicznym spojrzeniem.


- Przecież przed panią jeszcze całe życie. Jak to mówią coś się kończy żeby zrobić miejsce czemuś nowemu. Lepszemu.


- Filozof z pana – uśmiechnęła się delikatnie. - Może i ma pan trochę racji, ale ja myślę, że życie jest niesprawiedliwe. Najpierw nam coś daje, a później to odbiera – w jej głosie pojawiło się wiele goryczy i żalu.


Jacek bardzo chciał ją jakoś pocieszyć, ale z drugiej strony nie chciał też znowu popełnić jakiejś gafy. A przy Marcelinie zdarzało mu się to zadziwiająco często. Domyślał się tylko ile bólu i łez kobieta musiała wylać po stracie męża. Chciał ją przytulić, ale gdy zrobił krok w jej stronę ona wycofała się.


- Muszę wracać do swoich obowiązków. Przepraszam, że zawracam panu głowę swoimi problemami. Jest pan na urlopie i przyjechał wypocząć, a nie słuchać moich narzekań – po czym nie czekając na jego reakcję wyszła z jadalni.


Pół godzinę później Jacek szedł już żwawym krokiem w stronę jeziora. W plecaku niósł kanapki, wodę mineralną, ulubioną powieść Zafona, koc i aparat fotograficzny. Wiedział, że długi spacer na świeżym powietrzu dobrze mu zrobi. A pogoda do pieszych wędrówek była idealna. Słońce świeciło wysoko na niebie, błękit nieba zasnuwały tylko pojedyncze białe obłoki, lekki wietrzyk przynosił ze sobą zapach kwiatów i ziół z łąki nad zagajnikiem. Jezioro, które znajdowało się jakieś pół kilometra na prawo też wyglądało tak, że zapierało dech. Liczne kajaki i żaglówki poruszały się po jego przejrzystej tafli. Na małej plaży nad jeziorem rozłożyli się zwabieni słońcem i piaskiem plażowicze. Jacek chłonął całym sobą wszystko to, co znajdowało się w zasięgu jego wzroku. Ani przez chwilę nie żałował, że tutaj przyjechał. Przystanął i obejrzał się na pensjonat Marceliny. Dworek wyglądał pięknie i swojsko. Był prześliczny z tymi drewnianymi kolumienkami przy wejściu na taras i okiennicami. Na parapetach rosły kolorowe pelargonie. Wokół dworku znajdował się przestronny ogród, w którym rosły krzewy owocowe i warzywa, a przede wszystkim kwiaty. Od nagietków, stokrotek i fiołków po tulipany i maciejkę. Niewiele się zastanawiając Jacek wyciągnął z plecaka aparat i zrobił kilka zdjęć dworku. Ten widok wart był uwiecznienia, uznał później, gdy wieczorem przeglądał zrobione przez siebie zdjęcia. Parę ujęć jeziora, zagajnik, łąka pełna kwiatów. Było tyle pięknych miejsc, które musiały być sfotografowane. Po kilku godzinach wędrówki po okolicy Jacek zdecydował, że czas na odpoczynek. Usiadł w cieniu, pod wierzbą rosnącą na skraju zagajnika, wyciągnął z plecaka kanapki i wodę, i zaczął się posilać. Gdy skończył zdecydował, że wybierze się nad jezioro. Miał ochotę z bliska poobserwować żaglówki. Ruszył więc żwawym krokiem w tamtą stronę.




A w tym kochaniu. 2015-10-01

a w tym kochaniu


miły mój


tyle blasku barw


tyle pięknych czułych słów


zacałuj


pieszczot swych mi nie żałuj


spojrzeniem obejmij i nie opuszczaj


w dłoni swej silnej


zamknij me serce


nie proszę


o nic więcej


 




e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]