marianna22 | e-blogi.pl
Blog marianna22
Recenzja książki. 2015-09-30

,,Meksykańska miłość" Karolina Pastuszak, powieść obyczajowa/romans, wyd. Prozami 2013, str. 270.




Aleksandra, edytorka w wydawnictwie, pod wpływem trudnych przeżyć i rozczarowań postanawia diametralnie zmienić swoje życie i wyjechać na drugi koniec świata. Ponieważ uczyła się hiszpańskiego i zaprzyjaźnia się ze swoją nauczycielką, wybrała meksyk. Liczyła, że kraj o zupełnie innej mentalności i latynoska otwartość pomoże jej odmienić życie. Miała nadzieję, że podczas półrocznego stażu zdobędzie nie tylko nowe doświadczenie zawodowe, ale też nabierze dystansu do codzienności, którą zostawiła za sobą.




Czy nowa rzeczywistość potwierdzi jej wyobrażenie i spełni oczekiwania?





Czy jej serce otworzy się na prawdziwą, gorąca meksykańską miłość?




Historia Oli zaczyna się w momencie, gdy znajduje się ona na pokładzie samolotu lecącego do Meksyku. Podczas lotu poznaje sympatycznego francuza Luisa, z którym bardzo szybko nawiązuje wspólny język. Zaprzyjaźniają się. Po przylocie do Meksyku Ola czuje się nieco zagubiona i nie może odnaleźć się w nowym otoczeniu. Ale ten stan szybko mija, gdy poznaje swojego pracodawcę Miguela, współpracowniczkę Carmen (która zostaje jej przyjaciółką) oraz przełożonego - Diega... Co więcej Ola wzbudza zainteresowanie redakcyjnego fotografa pracującego w ich wydawnictwie, playboya, niezwykle przystojnego i charyzmatycznego Santiago. Ich znajomość bardzo szybko przeradza się w romans, w efekcie czego zamieszkają razem. Jednak nie wszystko będzie tak idealne jak to sobie Ola wyobrażała. Czy chorobliwa zazdrość ukochanego i zaborczość zniszczą ich związek?  A może serce Oli zdobędzie inny mężczyzna? O tym dowiemy się już z samej lektury. 




Książka bardzo przypadła mi do gustu. Napisana prostym, swobodnym językiem. Fabuła poprowadzona była w taki sposób, że napięcie stopniowo rosło, aż do osiągnięcia punktu kulminacyjnego. Zakończenie - świetne. No i Diego ;) Polubiłam go. Losy bohaterów od pierwszego momentu wzbudziły moje zainteresowanie. Czytałam o nich z wielką przyjemnością. Minusem mogło być tylko mało opisów samego Meksyku, ale powieść miała swój klimat. 



Polecam do poczytania, zrelaksowania się i odpoczynku ;)








Pełnią życia. 2015-09-29

kiedy amor trafi w twe serce


stajesz się bezbronny


w walce o swe szczęście


kiedy miłość zagląda w twą duszę


stajesz się podatny na tysiące wzruszeń


drżysz


kiedy uczucie swą mocą zalewa twe zmysły


wznosisz się w niebo jak ptak


pełnią życia


tak właśnie pragniesz żyć




 


 


Nie zabierze nikt. 2015-09-23

Pajęczyna babiego lata


delikatna jak welon z mgły


oplata nam palce 


we włosy się plącze jak nić


kropelki rosy osiadły na rzęsach


i drżą


już jesień objęła ramieniem


czułym ciepłym jak koc


noce chłodnym oddechem


nasycić nas chcą


szelestem liści na wietrze


obudzi nas poranek


niebo błękitem z


szarością przywita


to nie wstyd


cieszyć się pięknem


życia


tej radości


z niewielkich pragnień


i ulotnych chwil


nie odbierze


nam


nikt


 


 


Recenzja. 2015-09-23

,,Bransoletka” Ewa Nowak, powieść młodzieżowa, wyd. Wydawnictwo Literackie 2013, str. 269


Weronika jest uczennicą ostatniej klasy gimnazjum. Jej rodzice to wykształceni ludzie na poziomie, tacy, którym uprzejmie kłaniają się sąsiedzi. Za piękną fasadą kryje się jednak prawdziwy dramat. Weronika i jej brat doświadczają ze strony ojca-tyrana przemocy psychicznej i fizycznej, a ich matka woli zdystansować się od rodzinnych problemów, udając, że ich nie dostrzega. Zakochana w koledze Weronika liczy, że na warsztatach teatralnych spędzi z nim dużo czasu. Okazuje się jednak, że Łukasz oddał jej własne miejsce na warsztatach. Mimo początkowego rozczarowania, zajęcia teatralne pomagają Weronice poradzić sobie z sytuacją w domu i doświadczyć pierwszej prawdziwej miłości. Weronika  jest zwykłą dziewczyną, która nie ma zbyt wielu koleżanek. Na jednej z wycieczek szkolnych poznaje chłopaka, w którym od razu się zakochuje (chociaż sama przed sobą się do tego nie przyznaje). Szkoła, uśmiechy, rozmowy. Weronika ma już nadzieję no coś więcej. Ale okazuje się, że chłopak chciał ją po prostu wykorzystać, szukał zastępstwa na zimowy wyjazd. Warsztaty teatralne już od pierwszego dnia wydają się Weronice koszmarem. Jednak dziewczyna powoli zaczyna zmieniać zdanie. Zaprzyjaźnia się, co raz lepiej odnajduje się w tak obcym na początku towarzystwie. Co z tego wyniknie? Wielka miłość. Ale jak to zawsze bywa, ta miłość nie będzie idealna od początku do końca. Książkę czytało się szybko, czyli tak jak się spodziewałam. Książka była trochę chaotyczna, ale było w niej coś wyjątkowego. Bohaterowie, kilka momentów, kiedy musiałam ją odłożyć i zrobić "WOW" - co mówi samo za siebie. Była po prostu świetna. Skarbnica cytatów - to określenie też do niej pasuje ;) "Bransoletka" była inna. Inna niż wszystkie książki. Wiadomo wielka miłość, problemy w szkole i te sprawy, ale tu mimo takiego banalnego schematu było coś jeszcze. "Nie będziesz żałować ani minuty poświęconej tej książce." Takie to zdanie widnieje na okładce z tyłu. 100 % prawdy. W ogóle się nie nudziłam i pochłonęłam w jeden wieczór, zarywając przy tym noc. Kto jeszcze nie zapoznał się z książką Ewy Nowak niech szybko to nadrobi. Każdy będzie się przy niej dobrze bawił. Nastolatka, nastolatek, dorosły i jeszcze trochę bardziej dorosły...


 


Lubię kiedy pada deszcz. 2015-09-22

Lubię kiedy pada deszcz


lubię wtedy patrzeć


jak krople wody spływają po szybie


ten stan mnie uspokaja


zagłębiam się w fotelu


miękkim jak pluszowy miś


przytulnie jest mi  ciepło i błogo 


do szczęścia nie trzeba nic więcej


biorę książkę w dłoń


otwieram na pierwszej stronie


umykam do innej krainy


takiej co wciąga mnie pod wodę jak wir


gdy wypływam na powierzchnię


jestem już inną osobą


za każdym razem


zabieram ze sobą cząstkę emocji 


lubię kiedy pada deszcz




Nowe opowiadanie. 2015-09-21

Witajcie drodzy czytelnicy! Chciałabym dzisiaj udostępnić Wam fragment mojego nowego opowiadania. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Jak zawsze czekam na Wasze opinie i komentarze. Życzę przyjemnej lektury ;)


 


,,Mazurska przygoda"


Od pewnego czasu Jacek nie mógł skoncentrować się na pracy, łatwo się rozpraszał, jego myśli biegły gdzieś przed siebie. Jednym słowem w głowie miał chaos. Czym było to spowodowane? Nadmiarem obowiązków, stresem a może problemami osobistymi? Nie wiadomo. Z każdym dniem coraz bardziej pogrążał się w marazmie. Może przydałby mi się urlop? Pomyślał, gdy w kolejny poniedziałek niechętnie wychodził do pracy. Na myśl o długich godzinach spędzonych w dusznym biurze poczuł wewnętrzną niechęć. Jest pełnia lata a ja zaharowuję się jak ten przysłowiowy wół, podczas gdy inni leżą sobie na plaży z książką w ręku. Jego przystojną twarz zdobił grymas złości. Jacek czuł, że znalazł się na granicy wybuchu. Agresja z jaką reagował na przemęczenie wkraczała na niebezpieczne tory. Dzisiaj poproszę szefa o kilka dni wolnego, zdecydował nim przekroczył próg firmy.


Udało się! Jacek nie posiadał się ze szczęścia. Dostał urlop. Nie musiał dłużej tkwić w swoim ciasnym biurze i wklepywać danych w klawiaturę komputera. Ulga z jaką odetchnął, gdy opuścił budynek firmy była ogromna. Dawno tak nie cieszył się z wolnego, o ile w ogóle. Chyba faktycznie wpadał w pracoholizm. Na szczęście w porę się opamiętał. Trzeba gdzieś wyjechać, byle szybko. Postanowił, że jeszcze tego samego dnia znajdzie w internecie ciekawy pensjonat i wybierze się w krótką podróż. Gdy tylko znalazł się w domu, wszedł do gabinetu i po włączeniu komputera wyszukał kilka interesujących miejsc, które warto byłoby odwiedzić. Zadzwonił, wypytał o szczegóły i wybrał jeden, bardzo obiecujący pensjonat na Mazurach. Słońce, jezioro, las, łąki tego mu było trzeba. Tylko on, natura i nic więcej. Tak, zdecydował, tylko w ten sposób uda mi się zrelaksować i naładować baterie. Spakował najpotrzebniejsze rzeczy i nie oglądając się za siebie wsiadł za kierownicę swojego mercedesa i ruszył w drogę. Podróż minęła zadziwiająco szybko, trasa była dosyć uczęszczana a mimo to udało się Jackowi ominąć korki. Tuż przed wieczorem pojawił się w pensjonacie. Miejsce to od razu przypadło mu do gustu. Niewielki, drewniany dworek. Spokojna okolica, nieopodal las, jezioro w zasięgu wzroku, świeże powietrze i słońce. Tak, tego mi było potrzeba. Jego dumania przerwało wyjście właścicielki pensjonatu, która okazała się być kobietą po trzydziestce, przystojną, z długimi ciemnymi włosami. Miała miły, przyjazny uśmiech wzbudzający sympatię od pierwszej chwili. Ale największe wrażenie robiły jej oczy w kolorze chabrów. Intensywnie niebieskie, przyciągające jak magnes. Jacek poczuł dziwny niepokój, jakby miał motyle w brzuchu. Zaskoczony swoją reakcją starał się nie gapić jak sroka w gnat na piękną właścicielkę i zachować w miarę obojętny wyraz twarzy. Kobieta podeszła bliżej i wyciągając do niego dłoń przedstawiła się:


- Marcelina Zasielska. Jestem właścicielką pensjonatu. Miło mi pana gościć u nas. Zapraszam do środka. Proszę wchodzić, pokój już na pana czeka.


- Jacek Andrut. Miło mi również. Ukłonił się i tłumiąc uśmiech ruszył w ślad za energiczną Marceliną.


Wnętrze pensjonatu zrobiło na gościu niemałe wrażenie. Zapach drewna, płynu do podłóg i kwiatów begonii mieszał się ze słodkim zapachem lawendy, która stała w kilku doniczkach na kominku. Sala do której weszli była połączeniem kuchni z jadalnią, dosyć obszerna, ale przytulna. Dominowały kolory stonowane, beż i szarość, zostało to przełamane pastelowymi dodatkami i kwiatami. Bielone meble w stylu wiejskim dopełniały całość.


- Pana pokój znajduje się na piętrze – powiedziała Marcelina, z uwagą obserwując reakcję gościa – proszę za mną, panie Jacku. Weszli po schodach na piętro i zatrzymali się przy pierwszych drzwiach znajdujących się po lewej stronie korytarza. Marcelina otworzyła drzwi kluczem, po czym gestem zachęciła gościa i oboje weszli do środka. Pokój był średnich rozmiarów, urządzony skromnie, ale stylowo. Dominował jasny kolor, kawy z mlekiem, na jednej ścianie znajdowała się brązowa tapeta ze jasnym wzorem, przy tej ścianie znajdowało się łóżko z metalowym zagłówkiem, przykryte beżowym kocem. Pod oknem stał mały stoliczek, obok krzesło. Na podłodze chodnik w paski, na przeciwległej ścianie od łóżka znajdowała się obszerna szafa i komoda. Jackowi pokój przypadł do gustu, był taki jak oczekiwał. A widok z okna zachwycał. Zieleń drzew, morski odcień jeziora, mieniącego się w słońcu. Cóż chcieć więcej.


- Bardzo mi się tutaj podoba – odrzekł. - Myślę, że będę się dobrze czuł w tym miejscu. - A jak jest z posiłkami?


- Rano od ósmej do dziesiątej wydajemy śniadania na tarasie, albo jak kto woli w jadalni, obiad jest zwykle od trzynastej do czternastej trzydzieści a kolacja o osiemnastej. Oczywiście wszystko wliczone jest w cenę pobytu. Łazienka dla gości znajduje się na końcu korytarza, jest tam prysznic i wanna, jak to woli. Gdyby czegoś było potrzeba chętnie służymy pomocą. W pobliżu pensjonatu znajdzie pan wiele ciekawych miejsc do odpoczynku, można wybrać się na spacer do pobliskiego lasu lub nad jezioro. Jest tam wypożyczalnia kajaków, motorówek. Organizujemy też piesze i rowerowe wycieczki po okolicy.


- Bardzo dziękuję, pani Marcelino. Napewno skorzystam z tych wszystkich atrakcji, ale najpierw chciałbym się odświeżyć po podróży.


- Oczywiście, jak pan odpocznie proszę zejść na kolację.


- Dziękuję.


Marcelina zeszła na parter. Jacek rozpakował walizkę i wziąwszy ręcznik i mydło ruszył do łazienki. Po dziesięciu minutach był wykąpany i pełen energii. Przebrał się w luźny podkoszulek i jeansy i zszedł na dół na kolację. Pierwsze co poczuł to zapach duszonego mięsa, jego żołądek fiknął koziołka i zaczął domagać się pożywienia.


- Jeśli gotuje pani tak jak wygląda to jestem gotów się z panią ożenić – powiedział nim pomyślał.


- Nie wiedziałam, że z pana taki pochlebca – odrzekła rumieniąc się jak nastolatka i odwracając w jego stronę.


- Zwykle nie jestem taki bezpośredni. Nie poznaję samego siebie. Może to powietrze mazurskie ma na mnie taki wpływ – odrzekł i wyszczerzył zęby w uśmiechu, który miał zamaskować jego zmieszanie. Marcelina chyba miała nad wyraz dobre poczucie humoru, bo nie tylko nie obraziła się ale co więcej podjęła grę, zastanawiając się co kieruje jej gościem. Rzadko bowiem słyszała komplementy od zupełnie obcych jej mężczyzn. Nie każdy z nich był też tak interesujący jak jej nowy gość.


- Komplemenciarz z pana. Prawdę mówiąc, nie podejrzewałam pana o to. Wygląda pan na spokojnego, zrównoważonego mężczyznę.


- Bo taki jestem niestety. Nudny, zwyczajny facet, który cały dzień ślęczy nad biurkiem – rzekł z rozbrajającą szczerością.


- Niech pan nie będzie taki surowy dla siebie. A teraz proszę siadać, bez gadania. Jak pan zje pożywny posiłek od razu panu przejdzie to ponuractwo i narzekanie. Więcej optymizmu, panie Jacku, szkoda życia na to.


- Jest pani aniołem, Marcelino. Przeszedł niechcący na ty, czego ona najwyraźniej nie zauważyła, zajęta nakładaniem solidnej porcji gulaszu na talerz. Do tego gruba kromka żytniego chleba i gorąca, mocna herbata. Postawiła to wszystko przed Jackiem, życząc mu smacznego, po czym oddaliła się tłumacząc, że musi posprzątać na tarasie. Gdy Marcelina wyszła Jacek pochylił się nad talerzem i zaczął posilać. Niebo w gębie, taka była jego pierwsza myśl, ambrozja smaku. Dawno nie jadł niczego tak dobrego, a był to przecież najzwyklejszy gulasz. Co za kobieta, pomyślał, i wrócił do jedzenia. Gdy kończył posiłek zjawiła się gospodyni, niosąc naręcze prania.


- Smakowała panu kolacja? - zainteresowała się.


- Była wyśmienita – pochwalił – jest pani znakomitą kucharką Marcelino.


Roześmiała się. - Oj, panie Jacku, jaki pan miły, że tak mówi. - Toć to przecież najzwyklejszy gulasz. Żadne tam wymyślne danie. Widocznie był pan bardzo głodny, że tak panu smakowało.


- Marcelino, bardzo pani skromna. Nie docenia się pani. Znakomicie pani gotuje, aż dziwne, że nie ma pani męża.


Ale ze mnie głupiec, pomyślał, widząc jak na jej policzki występuje rumieniec wzburzenia.


- Przepraszam. Nie powinienem był tego mówić - rzekł skruszony.


Zmrużyła oczy. Wzięła głęboki oddech i jakoś zdołała się opanować. Chłodnym, niemal wyniosłym głosem odparła.


- Miałam męża. Jestem wdową, niestety. Mój mąż zginął w wypadku półtora roku temu. Po czym opuściła jadalnię.


Jacek poczuł się jak skończony idiota. Zraniłem ją. Poczuł się okropnie, cały jego doby humor szlag trafił. Kretyn, skończony kretyn, że też się nie ugryzłem w język.


 


*


 


 


Recenzja. 2015-09-21

Izabela Sowa ,,Blanka" powieść młodzieżowa, wyd. Akapit Press 2012, str. 339


W deszczowy lipcowy poranek Blanka, babcia Naftalina i jej bliska przyjaciółka Karina wyruszają samochodem - żelazkiem do Transylwanii, a później nad morze. Trzy bardzo różne osoby, o mocnych charakterach, zmuszone ze sobą przebywać 24 godziny na dobę. Nic dziwnego, że podróż obfituje w liczne zgrzyty. Bohaterkom udaje się odkryć niedoceniony urok Transylwanii i odnaleźć utraconą przyjaźń. Blanka zaś poznaje tajemniczego Drakulę, Radu z Constancy, który pozwoli jej zapomnieć o nieudanej miłości.


Tytułowa bohaterka wiedzie, jak jej się wydaje, życie z problemami. Pochodzi z zabieganej, lecz raczej przeciętnej rodziny, do której wlicza się także jej babcia, zwana Naftaliną, kobieta żyjąca przeszłością, która sprawia swej wnuczce nie małe kłopoty. Ponadto dziewczyna dowiedziała się, że wkrótce będzie miała rodzeństwo. W wyniku tego musi zwolnić swój pokój. Obciążona przez ostatnie wydarzenia Blanka czuje się wykończona. Za namową nieco zwariowanego kolegi zaczyna jednak pisać pamiętnik, który adresuje do „Amy”, swej najlepszej przyjaciółki, znajdującej się w Anglii. Pewnego dnia Blanka poznaje Karinę, nowoczesną, przebojową staruszkę, która niegdyś była wielką przyjaciółką jej babci. Spotkanie dwóch kobiet prowadzi do ekscytującej, pełnej nieporozumień i „przygód” wyprawy do Rumunii, w której udział bierze również Blanka. Co przyniesie jej ta podróż?


Typowo wakacyjna powieść, która niczym mnie nie zachwyciła. Po autorce spodziewałam się czegoś więcej,  niestety rozczarowałam się. Spodziewałam się czegoś lekkiego i letniego.
Nie mogę powiedzieć, żebym męczyła się przy czytaniu, jakoś przemknęłam przez nią, ale pozostał jakiś niedosyt. Raczej nie polecam.



Recenzja. 2015-09-17

 


,,N@pisz do mnie” Daniel Glattauer, powieść współczesna – obyczajowa, wyd. Książnica 2010, str. 248


 


 


Historia miłosna Emmi i Leo. Oboje w połowie trzydziestki. On jest pracownikiem uniwersytetu. Ona projektuje strony graficzne. Pewnego dnia przez błąd w adresie mail Emmi ląduje w skrzynce Leo. Sytuacja powtarza się, wreszcie za którymś razem Leo reaguje. Wkrótce z tego przypadkowego kontaktu "przez klawiaturę" rozwija się ożywiony, efektowny dialog. Spotkanie w rzeczywistym świecie wydaje się nieuchronne, jednak kwestia ta okazuje się dla obojga trudna. Leo próbuje właśnie stanąć na nogi po nieszczęśliwym zakończonym już związku. Natomiast Emmi jest szczęśliwą mężatką...


Skusiła mnie okładka i notka z tyłu książki. Pomyślałam a nuż kolejna wciągające opowieść o internetowej love story, pisana w formie emaili. Coś nowego, może mnie zachwyci. A tu co?


Pierwsze kilkadziesiąt stron- to NUDY, NUDY, NUDY! Normalnie nie mogłam przebrnąć przez tych kilka pierwszych rozdziałów, czułam coraz większą irytację i niechęć. Odłożyłam książkę na jakieś pół godziny. Przemogłam się jednak i podjęłam drugą próbę. Przebrnęłam przez kolejne kilkadziesiąt stron i - uff, no wreszcie coś się ruszyło…


Myślę sobie, nie jest źle. Czytam dalej- o! Robi się interesująco! No i nagle - co? To już koniec?!...Hmm…
Suma summarum- gdyby nie ten początek, ta książka byłaby naprawdę świetna!


Czekam na drugą część. Ciekawa jestem bowiem jak ostatecznie zakończy się znajomość Emmi i Leo, i czy ich miłość ma szansę bytu. Może druga część od początku mnie zachwyci? I nie będę się nad nią tak męczyć jak nad tą pierwszą? Oby!


Książkę polecam wielbicielom internetowych historii miłosnych oraz tym, którzy lubią się odprężyć przy miłej, aczkolwiek nie zapadającej na długo w pamięć powieści.


 


Wiersz. 2015-09-14

Czerwienią się maki


na sukni jak za snu


barwny tworząc wzór


oplatają kostki i łydki szczelnie


tak lekkie są


jak tiul i jak puch


najmniejszy ruch stóp wznieca powiew


oddechu pośród zmysłów


uśmiech tańczy na wargach


i rozbłyska tysiącem płomieni


kapiąc przez palce jak wosk przecieka zachwyt


już kałużę utworzył aksamitny jak jeziora tafla


spokój


przymknął powieki


niech śpi


na wieki


 


 


 


Recenzja. 2015-09-14

Alex Kava ,,Kolekcjoner” thriller/sensacja/kryminał, wyd. HarperCollins, 2011, str. 304


 


Agentka specjalna Maggie O'Dell widziała wiele w swojej karierze. Ścigając morderców, psychopatów i przestępców, zagłębiała się w najbardziej mroczne, najbardziej przerażające zakamarki ludzkiego umysłu. Ale kiedy na Florydzie straż przybrzeżna wyłowiła pojemnik wypełniony starannie owiniętymi częściami ciała, nawet tak doświadczona agentka jak Maggie O'Dell nie była przygotowana na to, z czym miała się zmierzyć…


Tors, stopa, trzy ręce… Kto i w jakim celu precyzyjnie odcinał części ludzkiego ciała? Czy ktoś mógł być tak szalony, by je kolekcjonować? Maggie zaczyna niezwykle trudne śledztwo. Odkrywa, że tors należy do zaginionego w tajemniczych okolicznościach mężczyzny. Sprawę komplikuje fakt, że zaginął on ponad 600 mil od miejsca, w którym został odnaleziony fragment jego ciała …


W tym samym czasie znad Kuby nadciąga potężny huragan, który według prognoz może spustoszyć całą Florydę. Z każda chwilą jest coraz mniej czasu na rozwiązanie makabrycznej zagadki.


Mocna, trzymająca w napięciu książka. Lekki, przyjemny styl. Od czasu do czasu podczas czytania pojawia się dreszczyk emocji. To pierwsza powieść Kavy jaką przeczytałam, i mam ogromną ochotę na więcej. Czuję pewien niedosyt. Zamierzam sięgnąć po kolejną powieść tej amerykańskiej pisarki. I czuję, że się nie zwiodę. Polecam wszystkim wielbicielom thrillerów, ale uwaga – czytajcie wieczorem, albo późno w nocy, wtedy emocje gwarantowane, można się przestraszyć;)






Recenzja książki. 2015-09-10

 


,,W milczeniu” Erica Spindler, thriller, wyd. HarperCollins, 2005, str. 480


Dziennikarka Avery Chauvin jest wstrząśnięta wieścią, że jej ojciec popełnił samobójstwo. Jak ten oddany ludziom lekarz mógł targnąć się na życie? Powrót w rodzinne strony, do Cypress Springs w Luizjanie, ma umożliwić Avery znalezienie odpowiedzi na dręczące ją pytanie. Tymczasem dochodzą ją szeptane plotki o dziwnych zdarzeniach, o zaginionych sąsiadach… W domu ojca znajduje pudełko z artykułami prasowymi sprzed piętnastu lat. Wszystkie opisują to samo wydarzenie: brutalne morderstwo popełnione na mieszkance miasteczka. Dlaczego ojciec gromadził te wycinki? Nagle koszmarna przeszłość zderza się z teraźniejszością. W miasteczku zostaje bestialsko zamordowana kolejna kobieta, znika bez śladu młody naukowiec. Avery zaczyna podejrzewać że jej ojciec mógł paść ofiarą morderstwa. Im bliżej jest prawdy, tym bardziej sobie uświadamia, że w spokojnym miasteczku na Południu szerzy się potworne zło, chronione dotąd dzięki zmowie milczenia. 


 Avery - bohaterka książki pod tytułem „W milczeniu” jest dojrzałą dziennikarką, która postanowiła opuścić swe rodzinne miasto by rozwijać swą karierę w wielkim mieście. Niespodziewanie po dwunastu latach wraca by pochować ojca, który popełnił samobójstwo podpalając się w garażu. Początkowo kobieta obwinia się za drastyczną decyzję ojca. Uważa, że poświęcała mu za mało uwagi i nie dostrzegła w porę jego depresji. W rodzinnym domu znajduje wycinki prasowe dotyczące dziewczyny, która została przed wielu laty brutalnie zamordowana. Zaczyna podejrzewać, że jej ojciec został zamordowany. W tym samym czasie w Cypress Springs zostaje znalezione ciało młodej kobiety, znika naukowiec, a za tym wszystkim prawdopodobnie stoi tajemnicza siódemka. Jak mogła sugerować, że ludzie w miasteczku szpiegowali się nawzajem i karali tych, których sposób życia odbiegał od ustalonych reguł. Erica Spindler obok Alex Kavy i Camilli Läckberg zajmuje zaszczytne miejsce na półce autorek, które tworzą niesamowite kryminały. Po ich książki mogę sięgać w ciemno, a wiem, że się nie zawiodę. Autorka jak zwykle mnie nie zawiodła. Małe miasteczko, niedopowiedziane słowa, tajemnice i niepowtarzalny klimat budzący dreszcz emocji. Nie bez powodu New York Times okrzyknął ją bestselerową pisarką. Jedyna wadą jest tylko to, że szybko odgadłam kto jest czarnym charakterem, a kto pozytywnym. Książkę czyta się lekko i szybko mimo jej pięciuset stron. W tle występuje wątek miłosny, ale nie jest on przytłaczający, ani nie przyćmiewa fabuły czy głównego wątku. Spodobał mi się sposób przedstawiania miasta. Piękna sceneria, uczynni sąsiedzi, atmosfera rodem z zakątka na którym zatrzymał się czas. Kolejną zaletą są niebanalne dialogi i ciekawi bohaterowie. Podczas lektury nasuwają się pytania: Komu można w dzisiejszych czasach zaufać? Kto jest naszym przyjacielem, a kto wrogiem? Komu przysługuje ocena naszego życia? Przyznam, że pozycja ta podobała mi się nie bardziej niż pozostałe thrillery tej autorki, którą bardzo lubię. Książki pani Spindler pochłaniam w zastraszającym tempie, wczoraj czytałam ,,W milczeniu” do północy, póki nie skoczyłam ;) Było warto spędzić bezsenną noc. Z czystym sumieniem mogę polecić ją wszystkim miłośnikom kryminałów.




 




Niech trwa. 2015-09-09

rozbłysło spojrzenie


tysiącem srebrzystych iskier


namiętność


zalała nasze serca


targana grzmotami zatrzęsła się ziemia


omdlała padam u twoich stóp


pokorna i uległa


tyś mój pan i mój wróg


w dłoniach mocnych zamykasz mnie


całą drżącą jak liść


zatrzaśnij na klucz drzwi do naszych dusz


rzuć wyzwanie mym ustom gorącym


uderz jak fala przypływu


o ściany mej istoty


niech trawi nas


ogień


 




Recenzja. 2015-09-06

,,Długo i szczęśliwie'' Susan May Warren, powieść obyczajowa, Cykl: Miasteczko Deep Haven, tom I, wyd. Replika 2013, str. 348


Mona Reynolds doskonale wie, za kogo chce wyjść za mąż. Problem tylko w tym, że ten mężczyzna jest zmyślony.  Mona jest o krok od spełnienia swych marzeń. Z pomocą przyjaciółki Lizy stopniowo przemienia piękny, dziewiętnastowieczny dom w malowniczym miasteczku Deep Haven w Księgarnię i Kawiarnię u Progu Nieba. Gdyby tylko umiała chociaż gwóźdź prosto wbić. Mona ma jednak szczęście, bo Joe Michaels – przystojny, tajemniczy pan złota rączka – najmuje się u niej do pracy w zamian za dach nad głową. Kiedy jednak seria wypadków zagraża realizacji marzeń, Mona szuka u swojego majstra nie tylko pomocy technicznej. Szybko odkrywa, że niektóre bajki mają zupełnie niespodziewane zakończenia…


Książka mnie zupełnie nie zachwyciła, co więcej strasznie męczyłam się żeby doczytać ją do końca. To zapewne przez to, że przewijało się przez nią tyle różnych rzeczy o Bogu, że w pewnym momencie zaczęłam pomijać kolejne czytane fragmenty, lub po prostu odkładałam książkę, ale wreszcie z trudem, ale przebrnęłam do końca. Uff. Również relacja Mony i Joego była trochę dziwna, zakochali się w sobie, ale on ukrywał przed nią kim jest i że ma w rodzinie brata cierpiącego na chorobę Downa, nie wiem skąd taki pomysł u autorki książki, ale był co najmniej marny. Może gdyby ta historia była inaczej opowiedziana byłaby ciut bardziej interesująca, poza tym ja nie czułam żadnej chemii między głównymi bohaterami. I jeszcze to ciągłe powoływanie się na cytaty z Biblii, które wzbudzało we mnie za każdym razem uczucie irytacji i rozdrażnienia. Zachwyty nad tą książką są moim zdaniem przesadzone. Jest w niej miłość, przebaczenie i ciepło, ale wieje nudą, zbyt wiele jest tam analizowania i moralizowania. Raczej nie polecam.


 




Recenzja książki. 2015-09-04

,,Obiecaj mi” Harlan Coben, kryminał, Cykl: Myron Bolitar (Tom 8), wyd. Albatros 2013, str. 416


 


Minęło sześć lat od czasu, kiedy Myron po raz ostatni bawił się w detektywa. U boku nowej dziewczyny - Ali Wilder - prowadzi spokojne i uporządkowane życie, zaś jego psychopatyczny przyjaciel Win, nie musi, jak dawniej, nieustannie ratować mu życia. Ale to, co dobre, dobiega właśnie końca. Jakiś czasu temu Myron wymógł na dwóch nastoletnich dziewczynach, Aimee i Erin, wiążącą obietnicę - w razie jakichkolwiek kłopotów, zwrócą się do niego o pomoc. Kilka dni później telefon dzwoni - o drugiej w nocy! Spełniając swoje przyrzeczenie, Myron zabiera nastolatkę z Manhattanu i odwozi do domu jej przyjaciółki w New Jersey. Następnego dnia rodzice Aimee odkrywają zniknięcie córki. Morderstwo, czy ucieczka z domu? Myron był ostatnią osobą, która ją widziała - automatycznie staje się więc głównym podejrzanym.


Świetna powieść sensacyjna, zawiła intryga, cały czas byłam ciekawa co wydarzy się dalej, dlatego też czyta się ją bardzo szybko. Wartka akcja, Myron jako detektyw amator, ale przy tym bardzo inteligentny, błyskotliwy a swoim poczuciem humoru zwyczajnie mnie "kupił". I kiedy zbliżasz się do ostatnich stron i wydaje cie się, że już jest po wszystkim i czujesz pewne rozczarowanie zakończeniem tak fajnej książki, autor nagle serwuje ci wielkie BUM, i gdy dojdziesz już do siebie, zamkniesz rozdziawione usta po wielkim zaskoczeniu pomyślisz sobie: Jak mogłam/em tak się dać zwieść..?
W pozycjach Cobena możesz typować, obstawiać, a i tak winnym zawsze okazuje się ktoś zupełnie inny... może przez to są więc one tak dobre i wciągające?


Serdecznie polecam wszystkim wielbicielom twórczości autora i Myrona Bolitara:)  


 




Recenzja książki. 2015-09-04

,,Wampir z M-3” Andrzej Pilipiuk, fantastyka, Wyd. Fabryka słów 2011, str. 336


Wyklęty powstań ludu ziemi, powstańcie których dręczy głód...
A więc twierdzicie Obywatelu, że wampiry istnieją? Niby kraj socjalistyczny, ateizm w modzie, a tu taka wtopa. I jak tu się krzyżem odwijać? Jak wodą, tfu, święconą chlapać? A czosnek tylko granulowany i z importu z bratniej Czechosłowacji!
Myśl nowa blaski promiennymi, dziś wiedzie nas na bój, na trud.
Być wampirem w PRL to nie przelewki. W społeczeństwie bezklasowym trudno tytułować się hrabią. Płaszcz i smoking nosi albo kelner, albo iluzjonista, a krew obywateli Rzeczpospolitej Ludowej ma posmak deficytu i reglamentacji.
Przeszłości ślad dłoń nasza zmiata, przed ciosem niechaj tyran drży...
Ale nie czas, by kąsać zblazowanych arystokratów w zacisznych buduarach. Prawdziwy walor odżywczy ma krew opasłych badylarzy, cinkciarzy, partyjnych kacyków i córeczek UB-eków. Ruszymy z posad bryłę świata, dziś niczym, jutro wszystkim my!
Bo my, wampiry z PRL mamy swoją godność! Nie wysysamy biednych sarenek i jagniątek. Nie nazywamy tego WEGETARIANIZMEM! Może nie pamiętamy już o wampirzych mocach, ale mamy spryt nasz narodowy! Pozyskamy dewizy, przekroczymy plan, a potem z dumą oznajmimy: To wszystko każe nam powiedzieć mocno. I stanowczo: Burżuazyjnym skrytopijcom mówimy - NIE!


Wampir z M-3” to faktycznie zbiór opowiadań, które powiązane wspólnymi postaciami, tworzą jedną, zabawną, lekką powieść o warszawskich wampirach, umiejscowionych w PRL-owskiej rzeczywistości. Książkę czyta się jednym tchem, z uwagi na pomysłowość i dystans autora do tematu, świetne postaci, genialny humor i ciekawe przygody. Była to moja pierwsza styczność z twórczością Pilipiuka i mogę stwierdzić z pełnym przekonaniem, że nie ostatnia. Polecam ;)


 




Recenzja. 2015-09-01

,,Dworek pod lipami" Anna J. Szepielak , powieść obyczajowa, wyd. Nasza Księgarnia 2012, str. 432



Gabriela jest autorką bestsellerów, ma dość łzawych czytadeł. chce napisać wreszcie coś ambitnego. Niestety, wydawca nie podziela jej entuzjazmu. Na dodatek kobieta niezbyt dobrze czuje się w domu niedawno poślubionego męża. Wszystko ma tam stałe miejsce i tylko dla niej nie ma przewidziano go zbyt wiele. Kiedy więc nadarza się okazja wyjazdu na wieś, Gabriela ochoczo z niej korzysta. Zajmując się zwierzętami i domem przyjaciółki, ma wiele czasu na myślenie. Na oczach czytelnika powstaje opowieść, dzięki której Gabriela zrozumie, czego tak naprawdę pragnie. Książka bardzo fajna, szybko się ją czyta. Opowiada o problemach życia codziennego o pracy zajmującej czas człowiekowi, o spowodowanym tym braku sposobności do rozmowy. Głównymi bohaterami są trzydziestopięcioletnia Gabriela pisarka i jej mąż czterdziestosześcioletni Marek właściciel stadniny koni. Były wdowiec ojciec dwójki dzieci: Jacka i Marysi. Zaraz po śmierci pierwszej żony Marka Zosi dom prowadziła dochodząca pomoc pani Lidia, teściowa oraz matka Marka. Po ślubie z drugą żoną czyli Gabrielą w tym układzie nic się nie zmienia. Nadal dom prowadzi pani Lidia, a Gabriela jak sama uważa nie ma nic do gadania a swój czas może spożytkować na pisanie powieści. Przez taki układ panujący w domy Gabriela czuje się odrzucona na boczny tor oraz pominięta w podejmowaniu wszelakich decyzji domowych. Z czasem takie coś zaczyna jej coraz bardziej doskwierać, przeszkadzać. Dobrą sposobnością do odseperowania się od tego co ją otacza jest propozycja koleżanki - Maryli, by na czas jej nieobecności, popilnowała domu i zaopiekowała się zwierzętami. Czy taki czas z dala od domu przyniesie jakieś nowe pomysły na rozwiązanie patowej sytuacji, czy pomoże Gabrieli spojrzeć na swoje życie z nieco innej perspektywy? Czy skrywane tajemnice mają wpływ na nasze związki z innymi? Na te pytania odpowiada fabuła książki. Jakby nie było bardzo życiowa fabuła. Książka pani Szepielak jest mi bardzo bliska, zwłaszcza że pokazuje od podszewki pracę pisarza, bohaterka książki w podobny sposób jak ja tworzy swoje dzieła. Walczy z brakiem natchnienia i chwilami zwątpienia. Popada w euforię, gdy przyśni się jej nowy pomysł na powieść i pochłania ją pisanie. Czytając historię Gabrieli miałam wrażenie, że po części czytam swoją historię. Mimo wielu negatywnych opinii o tej książce mi ona się podobała. Polecam i zachęcam do jej przeczytania, zwłaszcza wszystkich tych, którzy wiedzą jak ciężka jest praca pisarza ;)






e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]