marianna22 | e-blogi.pl
Blog marianna22
Na dobranoc. 2015-08-27

Unoszę się z wiatrem
nad ziemią pływam z obłokami
zanurzona w przejrzystej toni błękitu nieba
weź mnie ze sobą biała mewo

nim pieśń swą smutną zaśpiewasz
zatrzymam w dłoni czas
co jak w klepsydrze sączy się co dnia
i z każdą chwilą mam go coraz mniej
na to by kochać
by żyć
ulotne są chwile jak pył nikną z wiatrem rozwiane
zamykam oczy i marzę
o spokoju i o ciszy
o chwilach gdy byliśmy razem
szczęśliwi
ten czas już przeminął
nie pozostało mi nic
prócz wspomnień
wszak one zbledną i znikną jak za mgłą odpłyną
w nieznane
co mi pozostanie?
samotne serce czekające na poranek
ale teraz cicho śpi
i lekko drży
niech więc zabierze mnie w krainę nieznaną
Morfeusza szept
- Dobranoc...


© Marianna, 27.08.2015


 


Życie jest piękne. 2015-08-26

Leżymy na łące


wzrok masz roziskrzony


wpatrzony w nieba błękit i w oczy moje zielone


i w czerwień ust


słońce muśnięciami promieni ozłaca twą twarz


i dłonie splatają się w uścisku mocnym i ciepłym


płatki kwiatów jaśminu obsypują nas od stóp do głów


i śmiech nasz echem roznosi się po horyzont


motyli rój kolorowy wiruje nad głowami naszymi


maków chabrów stokrotek i rumianku zapach mąci zmysły


tak niewiele do szczęścia trzeba


wystarczy być


czuć


chłonąć sobą piękno ziemi


wystarczy zatrzymać się na chwilę


cieszmy się życiem


ono jest takie piękne


 


 


Recenzja książki. 2015-08-25

,,Po pogrzebie" Agatha Christie, powieść kryminalna, wyd. Hachette 2002, str. 247


Richard Abernethie, właściciel ogromnej fortuny, rozstał się nagle z życiem. Komu przypadnie krociowy spadek? Czy była to śmierć naturalna? Pojawiają się wątpliwości, a nawet pewne sugestie. Przybywa ich po otwarciu testamentu. W rodzinnej posiadłości, miejscu spotkania krewnych zmarłego, atmosfera jest napięta - ścierają się racje i interesy walczących o swoje. Sytuacja się zaostrza, gdy zostaje popełnione morderstwo. Jakby zawisło jakieś fatum! Teraz każdego dręczy ponura myśl, kto i dlaczego zabił Corę Lansquenet... z domu Abernethie. Wyjaśnienia tak intrygującej sprawy, jak zwykle, nie odmówi sobie znany detektyw - człowiek o niepospolitym umyśle, koneser kryminalnych zagadek i znakomity specjalista w swoim fachu - Herkules Poirot.


Kolejny rewelacyjny kryminał pani Agathy. Było w nim wszystko, co powinno się znaleźć w świetnej książce tego gatunku: dużo podejrzanych, trudna zagadka i... niespodziewane zakończenie. Kto by pomyślał, że TA osoba może popełnić zbrodnię z zimną krwią. I dlaczego? Za to, co otrzymała w spadku? Chociaż w sumie było to opłacalne przedsięwzięcie... Ale też jakie ryzykowne.


Muszę przyznać, że do końca nie podejrzewałam kto może być mordercą. Zakończenie zaskoczyło mnie i sam motyw popełnionej zbrodni również. W tym wypadku morderca okazał się być dystyngowany, jak stwierdził Hercules Poirot, który to rozwiązał zagadkę dzięki swoim szarym komórkom i ... zakonnicy. Bardzo ciekawa intryga, mnóstwo podejrzanych, z których każdy mógł być mordercą, nikt nie ma alibi i jak tu znaleźć winnego? Myślę, że gdyby nie Hercules Poirot sprawca nie zostałby wykryty. Jak zawsze polecam książki pani Aghaty wszystkim wielbicielom jej talentu i zagadek kryminalnych oraz na wieczorny relaks z książką, rozrywka i odpoczynek zapewnione.



 


Szczęście mnie opuściło. 2015-08-22

wieczory


długie i smutne


bez ciebie, bez twoich ust


noce bezsenne


płaczące deszczem


strumienie wylanych łez


rankiem, gdy wstaje dzień


i wieczorami, gdy pachnie bez


otwieram oczy, choć nie widzę nic


choć ciebie nie ma


jak ciężko jest i jak pusto


tego nie wie nikt


kto nie stracił najcenniejszego w życiu


i wszystko traci sens


każda chwila mi przypomina


że szczęście mnie opuściło


a wraz z nim ty




Bladość lica. 2015-08-20

Letni wiatr targa włosami twymi


unosząc je hen nad ziemię


puszyste pukle twych loków


tworzą na niebie sprężysty wzór


wzrok mój podąża za tobą


chłonąc każdy najmniejszy ruch


twe piękno i delikatność


i bladość lica i stóp


krucze pióro bledsze niż włosy twe


i skrzydeł trzepot za plecami


aksamit twej skóry zapiera dech


wonne tony melodii granej przez wiatr


zabierają mnie do miejsc


gdzie kocha się sercem


i niczym więcej




 


Mroczny wiersz. 2015-08-20

Krążysz jak sęp nad moją głową


zanurzyć chcesz kły i wyssać z żył krew


blady jak płótno podobny do śmierci


niczym trup snujesz się noga za nogą


jak cień


wychudłą dłonią chwycić chcesz mnie za gardło


ze stękiem pobladły z kroplami perlącymi się na czole


kroczysz noga za nogą powłócząc


nie jesteś już sobą


to tylko echo dawnego ciebie


odejdź


skryj swą bladość i chudość za horyzontem wspomnień


jak kamień chłodny dotyk stalowych ust


nie godny miłości


zamilknij na wieki


wśród róż


 


 


Wiersz. 2015-08-18

Raz jeszcze


 


raz jeszcze zabierz mnie


tam, gdzie z krawędzi w otchłań


rozkoszy strącisz nas


raz jeszcze zacałuj


bym na zawsze zapamiętała ust twych smak


raz jeszcze ogrzej w ramionach


i o swej miłości przekonaj


raz jeszcze pozwól mi dotykać nieba


bym każdą chwilę zapamiętała


bym ci każdą swą najmniejszą myśl ofiarowała


raz jeszcze wypal w mym sercu znak


bym nigdy nie oglądała się za siebie


by tobą żył odtąd cały mój świat





Pasja Natalii. 2015-08-17

Natalia nie lubiła takiej pogody. Upał lał się z nieba niemiłosierny, wiatr jakby zapomniał po co istnieje nie mówiąc już o deszczu, który obraził się na dobre i wcale nie zamierzał padać. Cóż było robić? Pełnia lata, sierpień, nic tylko wypoczywać. Jednak Natalia nie należała do osób biernych, bez przerwy miała jakieś zajęcie. Jakby tego było mało miała hobby, które pochłaniało ją bez reszty. A mianowicie książki, czytała je bowiem namiętnie. Od prozy współczesnej, przez kryminały i romanse, po sensację i powieści przygodowe. Uwielbiała też science fiction. Nie stroniła od powieści młodzieżowej a poezją żyła. Chwile, gdy zagłębiała się w lekturze nowej zdobyczy były wręcz celebrowane. Natalia zachwycała się okładką książki, gładziła jej brzegi, wdychała jej niepowtarzalny zapach, a dopiero później otwierała pierwszą stronę. Miłość do książek zaszczepił w niej ojciec. To on nauczył ją szacunku do każdego dzieła, które tworzone w pocie czoła autora trafiało później do rąk czytelnika. Dzięki czytaniu Natalia mogła znaleźć się w innym, dowolnym miejscu, przeżywać przygody i emocje głównego bohatera, razem z nim płakać, śmiać się, cierpieć, kochać, nienawidzić. Losy bohaterów czytanych powieści nie były jej obojętne. Natalia się z nimi utożsamiała. Wygodą było to, że mogła dosłownie w każde miejsce, w którym się znajdowała, zabierać ze sobą książkę. Zawsze miała przy sobie egzemplarz akurat czytanej. Co więcej było kilkanaście pozycji, które należały do jej ulubionych, więc czytała je po kilka razy, niekiedy znając na pamięć. Książki stanowiły też dla Natalii pewnego rodzaju terapię. Gdy oddawała się lekturze zapominała o problemach i nurtujących ją przykrych sprawach, no i nie czuła się taka samotna. Poprawiał jej się nastrój. W książkach mogła znaleźć wskazówki i rady, które pozwalały jej pokonywać kolejne przeszkody na swojej drodze. Dzięki czytaniu jej życie było barwne, pełne emocji, pasji i przygód. Nie sposób było się nudzić. Natalia nie rozumiała znajomych, którzy często uskarżali się na nudę. Nie mając pasji w życiu ani celu popadali w marazm. A Natalia czytała, czytała, czytała.


 




Recenzja książki. 2015-08-16

,,Nie zabijać pająków” Irena Matuszkiewicz, powieść kryminalna, wyd. W.A.B 2007, str. 280


 


Dworek pod lasem, obok kamienica. Towarzystwo mieszane – ponętna sekretarka, matka i syn alkoholicy, lubieżny przedsiębiorca, dystyngowana nauczycielka, nieokrzesana młoda dziewczyna z dwoma garbami, wygadany pięciolatek. Któregoś dnia jeden z mieszkańców kamienicy, Henryk Pająkowski, emerytowany oficer milicji, zostaje znaleziony w lesie – martwy, z nożem w plecach i z plastikową zabawką w kształcie diabelskich rogów na głowie. Komisarz Dyna nie ma łatwego zadania – motyw mieli wszyscy sąsiedzi ofiary. Pająkowski z żoną, także byłą milicjantką, bez przerwy pisali donosy i domagali się interwencji. Przeszkadzało im wszystko – psy bez kagańców, wózek inwalidzki na klatce schodowej, rzekome tupanie kotów, wieczorne rozmowy, picie piwa na podwórku... Po co w przeddzień śmierci Pająk odwiedził dworek? Kto okradł zwłoki i co zabrał? Czy denat miał romans z którąś z sąsiadek, czy to tylko plotki? Walczący z nadwagą komisarz ma się z czym zmagać. Co gorsza, żona ofiary zarzuca mu nieudolność i – a jakże – pisze na niego skargę.


Bardzo przyjemny, lekki kryminał, trochę w stylu Chmielewskiej. Nie jest to lektura wysokich lotów, żadna tam ponura, czarna historia, ale kilka godzin relaksu zapewnione. Język żywy i choć pojawiły się głosy, że może zbyt codzienny, to jednak odzwierciedla środowisko, w którym dzieje się akcja. Watro przeczytać, polecam ;)



Opowiadanie. 2015-08-13

Złośliwość losu”


Przez całe swoje życie Barbara udawała kogoś innego. Kogoś kim nie była. Zawsze starała się przypodobać innym, często robiąc to wbrew sobie. Ale potrzeba akceptacji i sympatii ze strony przyjaciół, znajomych czy rodziny była silniejsza. Kobieta nie pamiętała już żadnego momentu z czasów, gdy jeszcze była sobą. Były to tak rzadkie chwile jak rzadko trafia się główna wygrana na loterii. Gdy się teraz nad tym zastanowić to na niewiele to całe udawanie się zdało. Tłumiąc ciągle swoje prawdziwe uczucia i wyrażając opinie całkowicie niezgodne z tym, co tak naprawdę myśli Barbara doszła do wniosku, że nie zyskała tego czego tak naprawdę oczekiwała. Co więcej całe to udawanie zaczynało ją już irytować. Nienawidziła też swojego odbicia w lustrze, bo codziennie oglądała w nim obcą twarz. Twarz okrytą maską, którą ubiera każdego dnia od ponad dwudziestu lat. I nigdy by nawet nie przypuszczała, że za całe to udawanie los zemści się na niej w aż tak złośliwy sposób.... 


*


Barbara jak co rano ubierała się do pracy, gdy zadzwonił telefon.


- Halo?!


- Basia?! Stała się tragedia. Musisz do mnie przyjechać. Natychmiast! – usłyszała w słuchawce szloch swojej najlepszej przyjaciółki Renaty.


- Ale co się stało? Uspokój się i powiedz mi, co się dzieje – Barbara starała się nadać swojemu głosowi spokojny, rzeczowy ton, ale w głębi duszy poczuła irytację i niezadowolenie. Co tym razem mogło się stać? pomyślała. Znała Renatę i wiedziała, że przyjaciółka wyolbrzymia najmniejszy problem do rangi katastrofy Titanica.


- Przyjedź, błagam... – rozszlochała się jeszcze bardziej Renata i przerwała połączenie. Barbara wpatrywała się w słuchawkę jakby po raz pierwszy ją zobaczyła. Nigdy jeszcze nie zdarzyło się żeby przyjaciółka pierwsza się rozłączyła. Dźwięk przerwanego połączenia otrzeźwił jednak Barbarę i kobieta zdecydowała niechętnie, że nie ma wyboru i musi przed pracą zajrzeć do Renaty i dowiedzieć się co za ,,nieszczęście” stało się tym razem, bowiem jej przyjaciółka miała w zwyczaju pakować się w przeróżne kłopoty co najmniej raz w tygodniu. Co było tym razem? Barbara nawet nie zamierzała zgadywać, próżny trud, bo Renata była nieprzewidywalna i mogła wpakować się w największą kabałę. Kobieta czym prędzej narzuciła na siebie płaszcz, na nogi włożyła pantofle pierwsze z brzega jakie stały w korytarzu, w locie chwyciła torebkę i klucze, i wybiegła z mieszkania. Co prawda była dopiero siódma rano, ale Barbara wiedziała, że nie zdąży do pracy na ósmą. Szósty zmysł podpowiadał jej, że tym razem przyjaciółka wpadła w większe tarapaty niż zwykle.


Już po pięciu minutach parkowała przed domem Renaty. Koleżanka mieszkała w małym jednorodzinnym domku z mężem Albertem i rozpieszczonym kotem – Samem. Barbara wysiadła z auta i szybkim krokiem podeszła do drzwi wejściowych, nacisnęła dzwonek i czekała. Nikt jednak jej nie otwierał. Zniecierpliwiona nacisnęła więc dzwonek raz jeszcze, po czym niewiele myśląc poruszyła klamką sądząc, że to i tak na nic, bo drzwi z pewnością są zamknięte. Ku jej zdziwieniu drzwi otworzyły się bez najmniejszego trudu. Lekko zaskoczona tym faktem Barbara weszła do środka.


- Renata? Halo? Jest tam kto? Jednak odpowiedziała jej cisza. Dziwne, pomyślała i ruszyła w stronę lewego skrzydła domu, gdzie mieściła się łazienka i sypialnia przyjaciółki oraz jej męża.


- Renata? Jesteś tam? - zapytała po czym lekko pchnęła uchylone drzwi do sypialni. To co ujrzała sprawiło, że o mało co nie zemdlała. Z jej gardła wydobył się krzyk tak przeraźliwy, że obudziłby chyba zmarłego. Długi, przeciągły wrzask. Barbara nie pamiętała jak długo krzyczała, sparaliżowana strachem nie mogła się ruszyć. Jedyne co w tej chwili nakazywał jej umysł to uciec, uciec stąd jak najszybciej i wymazać z pamięci ten potworny widok. To jakiś koszmar, to z pewnością mi się śni, powtarzała jak mantrę. Widziała jednak przed sobą tylko szkarłatną czerwień. Jej nogi jakby wrosły w podłogę, na przemian robiło jej się zimno to znów gorąco. Ręce drżały jej jakby miała delirium tremens a na czoło wystąpiły krople potu.


- Renata... - skrzek, który wydobył się z jej gardła ani trochę nie przypominał jej głosu. - Renata? - mówienie nadal przychodziło Barbarze z trudem. Zachwiała się i na drżących nogach podeszła do łóżka, na którym leżała przyjaciółka ubrana w białą piżamę w błękitne kwiatki. Jej długie jasne włosy były potargane i rozrzucone na poduszce. Na białej pościeli perliły się krople zaschniętej, szkarłatnej cieczy. Jakby krwi. Nie to jednak było najgorsze. Tym, co tak przeraziło Barbarę okazała się być twarz Renaty. A raczej tego co z niej zostało. Ciemnoczerwona plama, która zastygła w wykręconą grymasem maskę jak z horroru. Wtem stało się, coś od czego serce Barbary o mało co nie wyskoczyło z piersi a ona sama zachwiała się i potykając o brzeg dywanu omal nie przewróciła na podłogę. Przyjaciółka poruszyła ręką a z miejsca gdzie kiedyś znajdowały się jej usta wydobył się ni to jęk ni to zawodzenie.


- Renata! Ty żyjesz? - zapytała zdławionym głosem Barbara wpatrując się w ,,twarz” przyjaciółki i w tym samym momencie usłyszała kroki w przedpokoju. Instynktownie zamarła wstrzymując oddech i czując równocześnie jak zaczyna brakować jej tchu. Czyżby morderca wrócił dokończyć swoje dzieło? Tylko nie to, przeraziła się czując zbliżającą się znajomą słabość, tylko nie w tym momencie, była to jej ostatnia myśl nim osunęła się na ziemie i ogarnęła ją ciemność.


* 


Gdy Barbara ocknęła się z omdlenia pierwsze, co ujrzała to pochylającą się nad nią przystojną twarz Alberta – męża Renaty. Mężczyzna sądząc po wyrazie twarzy był poirytowany i wyraźnie wściekły. Jego brązowe oczy rzucały groźne błyski, szczękę miał zaciśniętą, głos lodowaty aż wzdrygnęła się jakby w pokoju nagle temperatura spadła o kilka stopni. Dopiero wtedy na tyle, na ile było to możliwe doszła do siebie i rozmasowawszy potylicę próbowała jakoś zebrać myśli.


- Możesz mi wyjaśnić co się tutaj dzieje? Nawet na chwilę nie można was zostawić samych – oświadczył z naganą – rozumiem jeszcze Renatę, ona zawsze była szalona i miała tysiące dziwacznych pomysłów na minutę, ale ty?


Wtedy Barbara zdała sobie sprawę z tego, że Albert patrzy na nią z niesmakiem i odrobiną odrazy, więc obrzuciła wzrokiem swoje ubranie, ale niczego podejrzanego ani dziwnego nie dostrzegła, za to jego dłonie umazane były jakąś zaschniętą, lepką, czerwoną mazią. Widząc to Barbarę aż zmroziło. Co ja właściwie tutaj robię? I po chwili przypomniała sobie telefon Renaty i to, co później tutaj zastała. Obejrzała się w stronę łóżka przyjaciółki i dostrzegła, że ta nadal leży nieruchomo, w dziwnej pozycji, a na twarzy ma maskę jak z horroru. O ile to była maska a nie twarz Renaty. Barbara wzdrygnęła się i próbowała podnieść, ale stanowczy ruch ręki Alberta uniemożliwił jej to.


- Nigdzie nie pójdziesz dopóki nie pomożesz mi pozbyć się tego paskudztwa – oznajmił Barbarze wskazując ręką leżącą na łóżku Renatę.


- Co? - zdziwiła się - Ale to przecież twoja żona? Czemu chcesz jej się pozbyć? - była w szoku. Nigdy by nie pomyślała, że spokojny i opanowany Albert jest w stanie bez mrugnięcia okiem pozbyć się jej przyjaciółki. Może to on jest mordercą i to on ją tak urządził? - tłumiąc ogarniającą ją panikę zaczęła gorączkowo myśleć jakby tu uciec z tego najwyraźniej ogarniętego szaleństwem domu. Może jakoś ujdzie z życiem, musi tylko odwrócić jego uwagę.


- Nie pomogę Ci pozbyć się Renaty – oznajmiła zimnym głosem.


- Chyba to omdlenie na mózg ci padło – teraz to on popukał się palcem w głowę – masz mi pomóc nie pozbyć się Renaty, ale tego, co ma na twarzy.


- A co ona ma na twarzy? - udała zdziwienie Barbara.


- Tę swoją okropną, zagraniczną, odmładzająca maseczkę z hibiskusa, która jest krwisto czerwona i jak zaschnie po pięciu minutach to na amen. Niczym jej nie można zmyć. Tysiąc razy jej mówiłem, że gdy mnie nie będzie w domu ma pod żadnym pozorem nie nakładać tego świństwa na twarz, bo jak zwykle zapomina o jego zmyciu. Przecież z nią jest gorzej jak z małym dzieckiem, nawet na chwilę nie można jej zostawić samej – westchnął opierając dłonie na kolanach i patrząc zmęczonym wzrokiem przed siebie. Wtedy dopiero Barbara zdała sobie sprawę ze swojej omyłki i wybuchnęła śmiechem. Śmiała się tak, że aż łzy popłynęły jej po twarzy. Albert zaskoczony spojrzał na nią dziwnym wzrokiem.


- Dobrze się czujesz Barbaro? - zapytał zdławionym głosem.


Nie odpowiedziała tylko ponownie wybuchnęła śmiechem, czując opadające z niej całe napięcie i ulgę. Wtedy dopiero się odezwała podnosząc się z podłogi i poprawiając zmięte ubranie.


- Dobrze, pomogę ci z tą koszmarną maseczką Renaty, ale musisz mi coś obiecać.


- Mów, obiecuję spełnić każdą twoja prośbę... - Albert był zaintrygowany, czegoż ta kobieta może od niego chcieć? Czyżby miał zdradzić żonę? Gdyby nawet poświęci się, w końcu nie będzie to takie niewdzięczne zadanie jak zmywanie krwistych maseczek, zaśmiał się w duchu.


- Jednak słowa Barbary szybko wyprowadziły go z błędu.


- Chcę żebyś mi obiecał, że więcej nie zostawisz Renaty samej w domu. W przeciwnym razie któregoś razu umrę na zawał. Nie mam pojęcia, co ona może jeszcze wymyślić głupiego, ale chcę zachować zdrowe zmysły i nie oszaleć przez nią. Skąd mogłam wiedzieć że to maseczka? Myślałam, że ją ktoś utłukł i jestem świadkiem potwornej zbrodni...


Teraz to Albert wybuchnął tak niepohamowanym śmiechem, że aż się zachwiał i chwycił za brzuch. Śmiał się i śmiał nie mogąc przestać. Barbara widząc to aż poczerwieniała cała ze złości. Że też on ma czelność się ze mnie śmiać! Skoro tak to niech sam sobie radzi ze swoją zwariowaną żoną, pomyślała wściekła i wyszła z pokoju z trzaskiem zamykając za sobą drzwi. Od dzisiaj będę bardziej asertywna i nie dam się już tak wodzić za nos i przybiegać na każde skinienie Renaty. W końcu przyjaźń też ma swoje granice!


I to był pierwszy krok do przemiany jaka miała zajść w Barbarze. Jeszcze była nadzieja na to, że będzie ona taka jak kiedyś i przestanie udawać wiecznie miłą, empatyczną i wierną przyjaciółkę kobiety, która nigdy jeszcze nie pomogła jej, gdy Barbara tego potrzebowała.


- Czas odciąć pępowinę - zdecydowała i z uśmiechem wsiadła do auta.


Zgniłe jabłko cz. II 2015-08-13

,, Zgniłe jabłko" cz. II


Trzy miesiące później Anna siedząc przy śniadaniu z kubkiem zielonej herbaty w ręce i patrząc za okno myślała o tym jak bardzo zmieniło się jej życie od pamiętnej rozmowy z mężem, Wiktorem. Od tamtej pory wiedli niemal idylliczne życie, ich małżeństwo przeżywało drugą młodość. Anna czuła się tak jakby właśnie trwał jej miodowy miesiąc. Zarówno ona jak i Wiktor bardzo starali się by naprawić swoje relacje, i udało im się to. Wiktor zmienił się nie do poznania. Codziennie rano witał żonę śniadaniem do łóżka, kupował jej drobne prezenty, kwiaty, ale przede wszystkim nie szczędził czułych słów i pocałunków. Anna rozkwitła, promieniała, oczy jej lśniły. Czuła się piękna i podziwiana, widząc zachwyt w oczach męża. Każdego popołudnia, gdy Wiktor wracał z pracy czekał go wyśmienity obiad. Spędzali ten czas razem, wychodzili do kina lub do teatru, na kolację do restauracji albo na spacer. Lub czasem po prostu spędzali wieczór przed telewizorem wspólnie oglądając film i rozmawiając. Powróciła też dawna namiętność. W sypialni już nie wiało nudą. Było tak jak na początku ich znajomości. Na samo wspomnienie gorących nocy z mężem Anna oblewała się rumieńcem. I pewnie wszystko układało by się tak jak do tej pory, czyli idealnie, gdyby nie fakt, że w Annie obudził się instynkt macierzyński. Kobieta zapragnęła mieć dziecko. Co prawda postanowili z Wiktorem, już na samym początku ich małżeństwa, że nie chcą mieć dzieci, ale Anna liczyła na to, że mąż jednak zmieni zdanie, tak samo jak ona. Pragnienie macierzyństwa było tak silne, że kobieta nic nie mówiąc mężowi odstawiła tabletki. Co prawda bała się reakcji Wiktora, gdy mu o tym powie, ale chęć posiadanie dziecka przewyższała wszystko inne. Anna wiedziała, że mąż wpadnie w gniew, ale liczyła, że mąż zmieni zdanie i ucieszy się na wieść o dziecku. Wiktor może się poczuć zraniony i oszukany, ale gdy minie pierwszy szok na pewno się ucieszy. Minął już ponad miesiąc od kiedy Anna zrezygnowała z antykoncepcji i kobieta podejrzewała, że mogła zajść w ciążę, biorąc pod uwagę fakt, że ich życie uczuciowe kwitło i każdą noc spędzali w swoich ramionach. A od dwóch tygodni Anna nie dostała okresu. Z początku myślała, że to wina odstawienia hormonów, zmiany diety i stresu, ale gdy okres nadal się nie pojawiał zaniepokoiła się na dobre. Z samego rana, gdy tylko mąż wyszedł do pracy wybiegła do pobliskiej apteki i kupiła test ciążowy. Do domu wracała z bijącym sercem. I tak jak przewidziała jej obawy potwierdziły się. Usiadła na brzegu wanny i z trzęsącymi się z emocji dłońmi oczekiwała na wynik testu. Gdy po kilku chwilach na pasku ukazały się dwie kreski Anna poczuła jak robi się jej gorąco i wstrzymuje oddech. Uspokoiwszy się nieco próbowała zebrać myśli. Ręce wciąż jej drżały, w głowie czuła zamęt. Euforia mieszała się ze strachem. Anna wpadła w panikę, na myśl jak zareaguje Wiktor na tę wiadomość. Czy się ucieszy? Odruchowo pogłaskała swój brzuch, robiąc to delikatnie i z czułością.


- Jeszcze nie ma cię na świecie, a ja już cię kocham, mówiła do dziecka. - Jesteś owocem miłości mojej i taty. Łzy wzruszenia popłynęły jej po policzkach. Anna była bardzo szczęśliwa. Pragnęła dziecka i oto jej marzenie się spełniło. Niechętnie podniosła się i raz jeszcze spoglądając na test schowała go do kieszeni sukienki, którą miała na sobie. Czas przygotować obiad dla Wiktora, przy obiedzie powiem mu o ciąży. Mam nadzieję, że mąż się ucieszy, gdy oznajmię mu dobrą nowinę. Wiktor ma prawo dowiedzieć się, że zostanie ojcem. Co prawda Anna trochę obawiała się reakcji męża, ale już postanowiła, że o wszystkim mu powie. Nie ma co dłużej tego odkładać. Im szybciej to zrobię tym lepiej.


 


*


Wiktor jak co dnia punkt szesnasta przekroczył próg mieszkania i już w korytarzu poczuł przyjemny aromat, coś pachniało tak smakowicie, że ślinka ciekła do ust na samą myśl, a żołądek zaburczał w brzuchu. Wdychał przez chwilę te cudowne zapachy, po czym powiesił marynarkę na wieszaku, zdjął buty, założył wygodne kapcie i wszedł do jadalni. Zastał tam Annę, która właśnie kończyła nakrywać do stołu. Na widok żony poczuł ciepło w okolicach serca i wrócił myślami do trzech ostatnich miesięcy. Dawno nie czuł się tak dobrze, wracał do domu w dobrym humorze i jak na skrzydłach, a tam czekał na niego wyśmienity obiad, relaksująca kąpiel albo masaż. Anna bardzo się starała, by Wiktor czuł się zrelaksowany i odprężony po ciężkim dniu w firmie. W dzień była czuła i troskliwa. A w nocy, gdy byli już w sypialni zmieniała się nie do poznania w dziką i nienasyconą kocicę. Wiktor uśmiechał się za każdym razem, gdy o tym pomyślał. Czuł się tak jakby właśnie trwał ich miodowy miesiąc. I wiedział, że zrobi wszystko by było tak cały czas. Nic mu nie popsuje szczęścia. Nie wiedział, że za chwilę to może się zmienić. Wiktor chrząknął znacząco i Anna spojrzała w stronę drzwi. Gdy ujrzała męża uśmiech rozpromienił jej twarz. Wiktor w jej spojrzeniu dostrzegł miłość i czułość. Poczuł miłą, męską satysfakcję. Podszedł do żony i wziął ją w objęcia składając czuły pocałunek na jej ustach. Po chwili odsunął się i spojrzał jej w oczy.


- Nawet nie wiesz jak tęskniłem - rzekł - czas dłużył mi się niemiłosiernie. Myślałem tylko o tym, żeby jak najszybciej wrócić do domu, do ciebie.


- Ja też tęskniłam. I mam dla ciebie niespodziankę - tu uśmiechnęła się jeszcze czulej i oczy jej zalśniły. Wiktor nie widział jeszcze takiej Anny. Cała lśniła, mieniła się jakby złotym blaskiem, była jeszcze piękniejsza i bardziej oszałamiająca. Poczuł silne pragnienie, i pożądanie tak wielkie, że trudne do opanowania. Wziął głęboki oddech, po czym zapytał:


- Co to za niespodzianka? - Anna ma pewnie na myśli nową, wyszukaną bieliznę. Na samą myśl o tym poczuł jak robi mu się gorąco. Moja żona to prawdziwy wulkan namiętności, pomyślał nie bez satysfakcji.


- Powiem ci przy deserze - odparła cicho Anna. - Na pewno się ucieszysz. Siadaj proszę, zaraz podam zupę - po czym rzucając Wiktorowi zalotne spojrzenie wyszła do kuchni. On przez ten czas starał się jakoś dojść do siebie. - Muszę ochłonąć - wyszedł do łazienki by oblać rozpaloną twarz zimną wodą. Gdy wrócił odświeżony na stole stały już parujące talerze z zupą krem z pora. Ulubioną zupą Wiktora. Zabrał się więc do jedzenia.


- Jak było w firmie? - zagaiła Anna mieszając łyżką w zupie.


- Dzień jak co dzień, spotkanie z klientami jedno, drugie. Na szczęście wszystko poszło po mojej myśli i jeszcze pod koniec tygodnia podpiszę duży kontrakt, to będzie poważna inwestycja. Liczę, że dzięki niej nasza firma wybije się zostanie jedną z najlepszych w branży. Co prawda trochę się obawiam czy wszystko pójdzie po mojej myśli, ale jak to mówią kto nie ryzykuje ten nie ma.


- Masz moje wsparcie bez względu na to czy ci się powiedzie czy nie - Anna czule pogłaskała dłoń męża.


- Wiem, bez ciebie to co robię nie miało by sensu. Cieszę się, że mam tak wspaniałą żonę.


- A ja mam najlepszego męża pod słońcem.


I wymieniali się tak komplementami i czułymi słowami aż do drugiego dania, którym był łosoś w cieście i w porach. Ale gdy przyszła pora deseru Anna jakby nagle spoważniała i zrobiła się dziwnie milcząca.


- Wszystko w porządku kochanie? - zaniepokoił się Wiktor widząc, że żona nie ruszyła deseru, którym był krem malinowy z bitą śmietaną i owocami.


Anna chwilę zbierała się na odwagę po czym wyznała:


- Muszę ci o czymś powiedzieć. To bardzo ważne. Mam nadzieję, że się ucieszysz. Ja na początku też byłam lekko zaskoczona, ale ...


- Powiesz o co chodzi? - przerwał jej Wiktor.


- Jestem w ciąży - wyrzuciła jednym tchem.


- Co takiego? - Wiktor aż podniósł głos. Poczerwieniał. - Jak to w ciąży? Jesteś pewna?


- Tak. Zrobiłam test dziś rano. Wyszedł pozytywny – przyznała. - Nie cieszysz się? - posmutniała.


- Prawdę powiedziawszy jestem zaskoczony. I to niemile. Jak to możliwe? Przecież się zabezpieczaliśmy.


- Odstawiłam tabletki - wyznała drżącym głosem. - Bardzo pragnęłam mieć dziecko. Zrozum, że to dla mnie ważne.


- Co zrobiłaś? - wykrzyczał gwałtownie podnosząc się z krzesła.


Anna zgarbiła się i poczuła jak niechciane łzy napływają jej do oczu. Nie takiej reakcji męża się spodziewała.


- Jak mogłaś podjąć taką decyzję beze mnie? - grzmiał. - Oszukałaś mnie. Wiktor czuł się zraniony do żywego. Zawiódł się na żonie. - Wiesz dobrze, że nigdy nie chciałem mieć dzieci.


- Wiem, przepraszam. Ale jestem w ciąży i musisz się z tym pogodzić. Na prawdę się nie cieszysz?


- Nie - warknął - nie chcę żadnego dziecka. Zawiodłem się na tobie. Jak mogłaś mnie wykorzystać? Na szczęście da się jakoś temu zaradzić. Jutro pójdziemy do kliniki - oznajmił żonie tonem nieznoszącym sprzeciwu. - Mam tam znajomego lekarza. Może on zgodzi się nam pomóc i usunie ciążę.


- Co takiego? - teraz to Anna była w szoku. Jej mąż okazał się bezdusznym egoistą. - Nie pozwolę ci na to. Rozumiesz? - wykrzyczała.


- Mam prawo decydować! Nie zapominaj, że to również moje dziecko - Wiktor nie krył wzburzenia. Był wściekły na Annę, że swoim samolubstwem wszystko popsuła. Musiał ochłonąć. - Wychodzę – oznajmił - nie czekaj na mnie, bo nie wiem kiedy wrócę – po czym wyszedł z jadalni nawet się za siebie nie oglądając. Za chwilę trzasnęły drzwi wyjściowe i nastała głucha cisza.


Anna osunęła się bezwładnie na krzesło. Szloch wstrząsnął jej ciałem. Wszystko ją bolało, ale najbardziej zranione serce. Zawiodła się na mężu. Jednego była pewna nie pozwoli by Wiktor skrzywdził ich dziecko. - Jeszcze dziś się wyprowadzę, zdecydowała.


 


*


Dwie godziny później Anna była już spakowana. Właśnie miała wychodzić, gdy w tej samej chwili do mieszkania wszedł Wiktor. Na widok żony z walizką w ręku stanął jak wryty. Zaskoczenie, które odmalowało się na jego twarzy było aż nadto widoczne.


- Wyprowadzam się – oznajmiła stanowczym głosem, nie kryjąc wzburzenia. - Nie pozwolę ci skrzywdzić naszego dziecka.


- Poczekaj chwilę. Muszę ci coś powiedzieć – odrzekł spokojnym głosem. - Nie musisz się wyprowadzać. Przemyślałem wszystko. Chcę żebyś urodziła to dziecko.


- Jesteś tego pewien? Czemu tak nagle zmieniłeś zdanie? - Anna była nieufna i zdumiona tą nagłą zmianą.


- Tak, jestem pewien. Musiałem ochłonąć i wszystko sobie przemyśleć. Byłem zaskoczony twoją nowiną, nie ukrywam tego, że poczułem się oszukany i wykorzystany – rzekł z rozgoryczeniem w głosie. Wziął oddech, by się uspokoić i po chwili dodał :


- Ale chcę tego dziecka, bo ty tego pragniesz. Bardzo cię kocham i zrobię wszystko żebyś była szczęśliwa.


Twarz Anny rozświetlił promienny uśmiech. Poczuła ulgę. Miałam nadzieję, że zmienisz zdanie i nie myliłam się. Przepraszam, że ukrywałam przed tobą, że bardzo pragnę mieć dziecko, ale bałam się, że się nie zgodzisz. Teraz wiem, że powinnam była ci o tym powiedzieć zanim odstawiłam tabletki – rzekła ze skruchą. - Czasu nie cofnę, ale przynajmniej wiem, że mam najlepszego męża pod słońcem – rzekła i niewiele myśląc odrzuciła walizkę na bok i padła w objęcia Wiktora. Ten przytulił ją mocno, po czym złożył na jej czole czuły pocałunek. Jej oczy były pełne łez wzruszenia, ale się śmiały a w jego spojrzeniu błyskały wesołe ogniki.


- Kiedy ostatnio cię całowałem?


- Jakieś trzy godziny temu – odparła cicho.


- To zdecydowanie za długo – stwierdził, a jego uśmiech stał się zdecydowanie szerszy- trzeba naprawić to niedopatrzenie – po czym pociągnął żonę w stronę sypialni, a gdy już się tam znaleźli zaczął ją namiętnie całować. Westchnęła z zadowoleniem, czując jak pożądanie sprawia, że miękną jej nogi i gorąco oblewa jej ciało - Kocham cię – wyszeptała, gdy czułe dłonie męża zaczęły wielbić ją dotykiem. Odpowiedziała tym samym. Namiętność, która ich połączyła zapłonęła ze zdwojoną siłą. Największa burza w ich życiu minęła. Od tej chwili nic już nie mogło zakłócić ich szczęścia. Wiktor bardzo dbał przez całą ciążę o Annę, a ona rozkwitała z każdym miesiącem. Rok później oboje cieszyli się pięknym synkiem, który jeszcze bardziej scalił ich małżeństwo. Byli teraz pełną rodziną. W ich przypadku miłość zwyciężyła. Ich małżeństwo nie rozpadło się, lecz jeszcze bardziej scaliło.


Może ktoś powie, że to banalna historia, ale miłość, ta prawdziwa, nigdy nie jest banalna. Całą opowieść chcę zakończyć jednym z moich ulubionych cytatów o miłości, który mówi że:


,,Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest.


Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku,


nie unosi się pychą; nie jest bezwstydna,


nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego;


nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.


Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy,


we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.


Miłość nigdy nie ustaje”.


Biblia


 




Recenzja książki. 2015-08-04

,,Klub matek swatek” Ewa Stec, literatura współczesna, wyd. Otwarte 2010, str. 400


 Martwisz się, że Twoja córka jeszcze nie ma męża, że Twój syn wciąż jest kawalerem? Zgłoś się do Klubu Matek Swatek - już wkrótce Twoje dziecko "przypadkowo" pozna kilka osób, w których może się zakochać. A z jedną z nich ułoży sobie życie! Beata - matka Anki, ponad trzydziestoletniej panny - postanawia działać. Korzysta z pomocy Klubu Matek Swatek. Nie wie, że jej córka już w dniu przeprowadzki do nowego mieszkania poznaje dwóch przystojnych mężczyzn. Jeden jest Anką wyraźnie zainteresowany, drugi... jeszcze bardziej. Tylko czy ich intencje są szczere? I czy intrygi Klubu Matek Swatek nie zniszczą rodzących się uczuć? Co to takiego ten tajemniczy Klub Matek Swatek? Jak sama nazwa wskazuje to grupa kobiet (matek), która postanawia zająć się ingerencją i wchodzeniem z brudnymi buciorami w życie uczuciowe swoich pociech, ale również pomagać w tym innym zdesperowanym matkom. Główna bohaterką jest Beata - rodzicielka Anki - panny, która ma już dość tego, że jej córka nada jest bez pierścionka na ręce, a jej obecny partner ani odrobinę nie nadaje się na przyszłego zięcia. Pewnego dnia zwierza się ze "swoich problemów" przyjaciółce, która zaprowadza ją do sekretnego budynku, a pomóc i wywołać spore zamieszanie w życiu nie tylko swojego dziecka.


„Klub Matek Swatek” Ewy Stec to bardzo przyjemna lektura dla każdej kobiety spragnionej opowieści o romantycznej miłości w realiach polskich. Zaskakująca i bardzo wciągająca. Pisanie Ewy Stec charakteryzuje się, bowiem lekkością pióra oraz inteligentnymi i dowcipnymi dialogami. Chyba największym atutem tej książki jest to, że dzieje się tutaj bardzo, bardzo dużo. Wiele motywów nakłada się na siebie, ale przez to "Klub Matek Swatek" jest dobrą lekturą, która chciałabym polecić wszystkim tym, którzy lubią się odprężyć i trochę pośmiać. Również dla miłośników Krakowa, który jest tłem i jednocześnie bohaterem - tworzy nietuzinkowy klimat, który nadaje historii zupełnie innego wymiaru. Bardzo serdecznie polecam:)



Recenzja. 2015-08-01

,,Perfumy Prowansji” Frederick D'Oonaglia, powieść obyczajowa, wyd. Amber 2013, str. 336


 


 Prowansja, perfumy, miłość i tajemnice rodzinne. Magiczna podróż w jedno z najpiękniejszych miejsc na ziemi, gdzie toczy się opowieść o wielkich namiętnościach prowadzących do zbrodni… To miały być piękne, długo wyczekiwane wakacje w rodzinnym domu. Ale Alexandra Arnoult, zarządzająca z Afryki La Provençale – imperium perfumeryjnym Arnoultów, wraca do prowansalskiej posiadłości na urodziny matki z niepokojem. I wcale nie chodzi o to, jak rodzina przyjmie jej narzeczonego. Cały czas dźwięczą jej w uszach słowa szamanki: „Wrócisz do Francji i umrze czterech mężczyzn”… Na miejscu potwierdzają się obawy Alexandry. La Provençale, którą we Francji kieruje jej brat Julien, jest na skraju bankructwa... I zaczyna się sprawdzać przepowiednia. W fabryce zostaje popełnione morderstwo. Ofiarą jest młody dziennikarz. Zbierał informacje na temat La Provençale i przedsiębiorstwa, którym kieruje Marius Garbiani – odwieczny wróg Arnoultów. Na co natrafił? Na brudne interesy? Oszustwo? Zdradę? Błękit prowansalskiego nieba, cień romantycznych zaułków i zapach lawendowych pól kryją pilnie strzeżone tajemnice. Żeby ocalić firmę i reputację Arnoultów, Alexandra musi cofnąć się w przeszłość swojej rodziny - naznaczonej rywalizacją i zdradą, miłością i zbrodnią… Frédérick D'Onaglia to Prowansalczyk zakochany w Prowansji. Z niej czerpie inspirację dla swoich powieści. Ukazuje w nich jej najpiękniejsze zakątki, miejsca magiczne, z dala od szlaków turystycznych, gdzie czas jakby się zatrzymał. Tam toczą się historie bohaterów jego książek, które łączą fascynujące, jak u Danielle Steel, opowieści o rodzinie z sensacyjną intrygą. Przeplatają się w nich wątki rodzinnych sekretów, miłosnych intryg i niebezpiecznych ambicji. Frédérick D'Onaglia pisze o życiu codziennym, o sprawach bliskich każdemu człowiekowi. Styl autora przypadł mi do gustu. Myślę, że książka spodoba się wielbicielom perfum, rodzinnych sekretów i Prowansji. Mi bardzo się podobała i myślę, że jeszcze nie raz do niej wrócę. Polecam, naprawdę warto przeczytać ,,Perfumy Prowansji”!




e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]