marianna22 | e-blogi.pl
Blog marianna22
Nierozważna, ale romantyczna. 2015-05-29

***


Budziłam się z trudem, bolała mnie każda, nawet najmniejsza komórka. Moje ciało było jedną wielką raną. Ból rozsadzał mi czaszkę. Próbowałam otworzyć oczy, ale powieki były ciężkie, jak z ołowiu. W ustach miałam sucho, jakbym nie piła co najmniej od miesiąca. Z wysiłkiem otworzyłam jedno oko, a później drugie. Nad sobą zobaczyłam biały sufit, ściany były w mdłym kolorze, coś pikało po mojej lewej stronie, próbowałam wykręcić głowę, ale miałam jakiś kołnierz, który usztywniał mi szyję. Bolało też złamane żebro. Powoli , krzywiąc się z bólu uniosłam prawą rękę i dostrzegłam podpięty do niej wenflon i rurkę, przez którą sączyła się do żyły jakaś bezbarwna ciecz. Jestem w szpitalu. Tylko co się mogło stać? Próbowałam sobie przypomnieć, to co wydarzyło się w apartamencie Piotrka, ale od chwili, gdy Oliwia wypchnęła mnie na balkon nic nie pamiętam. Tylko czarna dziura. Pustka. Co tam się wydarzyło? Wtem klamka w drzwiach drgnęła i ktoś cicho wszedł do sali. Spojrzałam w stronę drzwi i odetchnęłam z ulgą. To był Piotrek. Na mój widok uśmiechnął się lekko i podszedł do łóżka. Ujął mnie za rękę, tą bez wkłucia i czułym głosem powiedział:


- Jak dobrze, że już się obudziłaś. Tak bardzo się bałem o ciebie. Nawet nie wiesz, co przeżyłem. Wyglądał jakby nie spał przez co najmniej tydzień, zarost na jego przystojnej twarzy był kilkudniowy, ubranie nieco wymięte. Czy on spał w szpitalu? Jak długo tu leżę? I co się stało? Myślałam. Chciałam się odezwać, ale w gardle czułam suchość tak potworną, że z mojej krtani wydobył się tylko cichy skrzek.


- Kinga, nic nie mów. Lekarz kazał ci wypoczywać. Pewnie chce ci się pić – domyślił się i podał mi odrobinę wody. Pierwszy łyk był niebiański. Poczułam ulgę.


- Co się stało? - wychrypiałam z trudem przełykając ślinę.


- Zaraz wszystko ci opowiem, tylko zachowaj spokój. Nie możesz się denerwować. Najważniejsze, że Oliwia już ci nie zagraża – oznajmił. - To ona wypadła z balkonu podczas szarpaniny. Zmarła w szpitalu po kilku godzinach, na skutek wielonarządowych obrażeń wewnętrznych, jak stwierdził patolog. Czytałem jego raport. To był wypadek. Policja wszystko zbadała bardzo dokładnie. Jej plan wydawał się być doskonały, ale jak widać nie wystarczająco dobry. Podczas sekcji zwłok wyszło na jaw, że dziewczyna, która zginęła na weselu mojego ojca to nie Oliwia. Co prawda zabita miała łudząco podobne rysy twarzy, taki sam kolor włosów i sylwetkę, jak ona, ale na tym podobieństwo się kończy. Ostatecznie badanie dna potwierdziło, że zamordowana to Sara Madej. Identyfikacji dokonała też matka zamordowanej dziewczyny. Dowiedziałem się tego od mojego kolegi, to właśnie on dzwonił do mnie, gdy byliśmy razem w apartamencie. Gdy dowiedziałem się, że Oliwia żyje przeżyłem szok. Nie wiedziałem, co o tym sądzić. Domyśliłem się, że możesz być jej następną ofiarę, więc zawiadomiłem policję i natychmiast ruszyłem do domu. Gdy podjechałem pod apartamentowiec ujrzałem tłum gapiów, liczne karetki i radiowozy. Poczułem strach. Byłem pewien, że coś ci się stało. I nie myliłem się. Zobaczyłem, jak wnoszę cię do karetki, bladą, nie ruszałaś się. Myślałem, że umarłaś i że straciłem cię bezpowrotnie – wyznał. W oczach mignęły mu łzy. - A potem dowiedziałem się, że zdarzył się wypadek i o tym, że Oliwia chciała cię zabić. Podobno Jarzębowska wiedziała o wszystkim, ruszyły ją wyrzuty sumienia i wyjawiła całą prawdę. Jest zawieszona w obowiązkach, aż do czasu wyjaśnienia całej tej sprawy. Prokurator ma ręce pełne roboty.


- A co się stało na balkonie? - musiałam to wiedzieć. Po prostu musiałam.


- Oliwia wypadła przez barierkę w trakcie waszej szamotaniny, a ty straciłaś przytomność. Miałaś wstrząśnienie mózgu i liczne rany na twarzy, głowie i rękach. Złamałaś też żebro w wyniku waszej bójki. Świadkowie widzieli, jak Oliwia próbuje cię zepchnąć a potem traci równowagę i wypada. Może i jestem egoistą, ale dla mnie liczy się fakt, że to ty przeżyłaś. Nie wiem, co bym zrobił gdybym cię stracił.


Po wyznaniu Piotrka zapadła chwila ciszy. A więc to koniec, odetchnęłam z ulgą. Oliwia już mi nie zagraża. Już nam nie zagraża, poprawiłam się w myślach. Ani nikomu innemu. Może to trochę egoistyczne, ale w głębi duszy odczuwałam tylko ulgę. Ani odrobiny żalu. W końcu to ona chciała mnie zabić.


Piotrek kontynuował swoją opowieść wyrywając mnie tym samym z zamyślenia. - W dodatku okazało się, że to nie Oliwia była kochanką naszego szefa, ale ta Sara Madej, która podobno spotykała się też kilka razy z Markiem, narzeczonym Oliwii. Ta oczywiście o niczym nie wiedziała. Czy to prawda, tego się już nie dowiemy, obie nie żyją. Ta mistyfikacja trwała od kilku miesięcy. W tym czasie Oliwia opracowała swój chory plan. Myślała, że się ciebie pozbędzie, gdy oskarżona o zabójstwo zostaniesz skazana na dożywocie, a ona zajmie twoje miejsce u mojego boku już jako inna kobieta. Miała zaplanowane wszystkie niezbędne operacje plastyczne i inne zabiegi upiększające oraz zmianę tożsamości i fałszywe dokumenty na nowe nazwisko. Ta kobieta była chora, szalona. Wszyscy byli w szoku, gdy prawda wyszła na jaw.


- To był jakiś koszmar – przyznałam mu rację. - Oliwia wszystkich nas oszukała.


- Na szczęście i ją dosięgła ręka sprawiedliwości. Ale nie mówmy już o niej. Kinga jest jeszcze coś o czym chciałbym ci powiedzieć – Piotrek stał się nagle poważny. - Ostatnio dużo myślałem o swoim życiu i o nas. Gdy leżałaś tu nieprzytomna umierałem ze strachu o ciebie. I wiem, że zrobiłbym wszystko, byś była szczęśliwa. Jesteś kobietą mojego życia. Kocham cię i chcę z tobą być. Czy zostaniesz moją żoną? Prawdziwą żoną? Zapomnijmy o tym udawanym narzeczeństwie. Chcę żebyś była tylko moja, bo wiem, że nie potrafię już bez ciebie żyć.


- Tak, chcę być twoją żoną, ja też bardzo cię kocham – wyznałam wzruszona. Piotrek przytulił mnie i pocałował a ja rozpłakałam się ze szczęścia. To był najszczęśliwszy moment w moich życiu. Wreszcie los i do mnie się uśmiechnął.


*


Dwa tygodnie później wyszłam ze szpitala. Po wstrząśnieniu mózgu nie było ani śladu, zagoiły się też rany na twarzy, rękach i dekolcie. Zrosło się złamane żebro. No i moje serce było teraz w idealnej kondycji. Piotrek dbał o mnie i troszczył się, przez cały czas, codziennie odwiedzał mnie w szpitalu. Nasza miłość kwitła. Wreszcie nic nie stało na przeszkodzie byśmy wzięli ślub. I gdyby mi ktoś powiedział, że moja historia zakończy się happy endem nie uwierzyłabym mu. Ślub wzięliśmy trzy miesiące po tych tragicznych wydarzeniach. Ceremonia była skromna, tylko rodzina i najbliżsi przyjaciele. Przyjęcie urządziliśmy w ogrodzie u Listkowskich. Lampiony, stoły przystrojone kwiatami, kwartet smyczkowy, proste, staropolskie jedzenie, no i szampan oczywiście. Bawiliśmy się wyśmienicie. Po przyjęciu zapakowaliśmy walizki do samochodu i pojechaliśmy w podróż poślubną. Miesiąc miodowy spędziliśmy bycząc się na plaży, popijając kolorowe drinki i ciesząc się swoją miłością.


- Życie jest piękne – szepnął mi mój wewnętrzny głos.


I tym razem musiałam przyznać mu rację. Patrząc w oczy mojego męża widziałam swoje odbicie, niczym w lustrze. Byłam szczęśliwa, po raz pierwszy w życiu. I tak miało być już na zawsze. A wkrótce nasza rodzina ma się powiększyć. Cóż chcieć więcej, mam wszystko czego mi potrzeba. Bycie nierozważną i romantyczną nie jest takie złe. Bo jak to mówią nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.


 



 


KONIEC


Nierozważna, ale romantyczna... 2015-05-29

***


- Przechytrzyłam was wszystkich. Myśleliście, że jesteście tacy cwani, a ja was zrobiłam w balona – chełpiła się już na wejściu, jak to ona. - To nie ja zginęłam w tej łazience, ale mój sobowtór.


- Co takiego? O czym ty mówisz?


- Jakiś czas temu poznałam w internecie dziewczynę łudząco do mnie podobną i wtedy zrodził się w mojej głowie ten plan. Plan doskonały. I wszystko by się udało, gdyby nie ty – syknęła ze złością. - Jak zwykle musiałaś wszystko zepsuć.


- Nic z tego nie rozumiem – pokręciłam głową. - Więc to nie ty zostałaś zamordowana na weselu Listkowskiego?


- Jak widzisz nie – zaśmiała się. - Zrozum Oliwia Albertyńska jest tylko jedna. Tamta była tylko moją kiepską imitacją. Choć z drugiej strony nie taką kiepską, bo wszyscy daliście się nabrać. Pewnie wnikliwe śledztwo wykazałoby, że to nie jestem ja, ale do tego czasu wprowadziłabym w życie plan b. Gdyby nie ty, wścibska idiotko udałoby mi się to. Niewystarczająco cię wystraszyłam, żebyś sobie dała spokój i nie wtykała wścibskiego nosa tam, gdzie nie potrzeba?


- Ładnie mi dziękujesz. To źle, że chciałam pomóc znaleźć mordercę. Powinnaś być mi wdzięczna – wypaliłam.


- Dobre sobie, po pierwsze chciałaś chronić swoją skórę, a po drugie usidlić Piotrka. Myślisz, że nie wiem na czym ci najbardziej zależy? Ale możesz być pewna, że póki ja żyję nie dostaniesz tego. A wiesz czemu? Bo ty będziesz następną ofiarą szaleńca. Chcesz znać prawdę?


Skinęłam głową, choć słysząc groźbę w jej głosie odsunęłam się na bezpieczną odległość. Oliwia jakby nie zwracała na to uwagi, przechadzała się pewnym siebie krokiem po salonie kontynuując swój wywód.


- Prawda jest taka, że musiałam się pozbyć mojego sobowtóra, bo ta kretynka zaczęła się buntować i zagrażała moim interesom. Woda sodowa uderzyła jej do głowy. Myślała naiwna, że zajmie moje miejsce, ale się przeliczyła. To ja zaprosiłam ją na przyjęcie weselne i zadbałam o to by wyglądała identycznie jak ja. A potem zwabiłam ją do łazienki i zabiłam. Nie miałam wyboru, ona musiała zginąć. Później wymknęłam się tylnym wyjściem i czekałam na rozwój wypadków. W hotelu, gdzie zameldowałam się pod lipnym nazwiskiem miałam przebranie. Perukę, okulary, nowe stroje. Nikt nie miał pojęcia, że to ja. O wszystkim, co dotyczyło śledztwa dowiadywałam się od detektyw Jarzębowskiej. Ta wredna krowa winna mi była przysługę. Dalej było już z płatka. Wszyscy byli w szoku, gdy znaleziono moje zwłoki. A kto je znalazł? Oczywiście nasza pechowa Kinga, któż by inny. Moja siostra i jej przyjaciółka o niczym nie wiedziały, myślały że to ja zginęłam. W dodatku wiedziały o ciąży. Która też była udawana. Ale prawdę znał tylko mój narzeczony, Marek. Na szczęście udało mi się go przekonać, by wyjechał na kilka dni w interesach, a wtedy miałam pełne pole do popisu. Mogłam zacząć działać. I wszystko by się udało, gdyby nie ty.


- To znaczy? Co ja takiego zrobiłam? - próbowałam grać na zwłokę, jednocześnie zastanawiając się nad drogą ucieczki.


- Wtrąciłaś się do śledztwa, wciągając w to Piotrka – odparła ze złością. - Nie mogłam pozwolić byś odkryła prawdę, więc włamałam się do twojego mieszkania i napisałam na ścianie ostrzeżenie myśląc, że to skutecznie cię odstraszy. Ale to tylko jeszcze bardziej pokrzyżowało moje plany. Śledziłam was prawie od samego początku. Wiem o waszej wizycie u Marceliny i u mojej siostry. Nie mogłam pozwolić by sprawy zaszły za daleko.


- Po co to wszystko? Ta cała mistyfikacja? Przecież to nie ma sensu? - dziwiłam się.


- Jakaś ty głupia – stwierdziła z satysfakcją. - Ma sens jeśli weźmiesz pod uwagę Piotrka. Wszystko co robię, robię po to by go zdobyć. On będzie ze mną albo z nikim innym. To ty miałaś być oskarżona o zabójstwo, jeszcze tego nie rozumiesz? Dodaj dwa do dwóch i ci wyjdzie. Miałaś motyw, ty byłaś na miejscu zbrodni, są tam twoje odciski palców, nie masz alibi, bo zadbałam o to, by Sara zginęła w czasie, gdy ty byłaś sama i nikt nie potwierdzi twoich zeznań, to mało? A gdy wszyscy odkryją pomyłkę będzie już za późno? To był doskonały plan. Nie przewidziałam tylko tego, że Piotrek się tobą zaopiekuje. Ale to nawet dobrze. I wiesz, co czas na plan b. A jest on taki. Zjadły cię wyrzuty sumienia i popełniłaś samobójstwo skacząc z okna. Taką śmierć dla ciebie wymyśliłam. Napisałam już list pożegnalny za ciebie, więc nie musisz się o nic martwić. O wszystkim pomyślałam. Mam nadzieję, że ci się podoba mój plan? - zaśmiała się szalonym głosem patrząc na mnie z nienawiścią, po czym zaczęła okrążać kanapę próbując podejść.


- Piotrek zaraz wróci. Nie zrobisz mi krzywdy – odrzekłam ze spokojem, choć w środku cała byłam napięta z nerwów. Oblewały mnie to zimne to gorące poty, jakbym miała delirium tremens i drżały mi ręce. Bałam się Oliwii jak diabli, bo wiedziałam, że jest nieobliczalna. I że nie żartuje mówiąc iż mnie zabije. Byłam pewna, że nie cofnie się przed niczym. Przecież już raz popełniła zbrodnię. Była morderczynią pozbawioną skrupułów. Nie miałam z nią najmniejszych szans. A ona osaczała mnie i z każdą minutą była coraz bliżej. Rzuciłam się do drzwi, lecz okazały się być zamknięte na klucz. Spróbowałam otworzyć zamek, ale Oliwia odciągnęła mnie od drzwi i szarpnięciem wyrwała klucz z mojej dłoni i pociągnęła do okna balkonowego. Zapierałam się nogami, ale na próżno. Zachowywała się jakby wstąpił w nią demon, była zbyt silna bym stawiła jej opór. Otworzyła drzwi prowadzące na balkon i popchnęła mnie w stronę barierki. Poczułam panikę, serce zamarło mi ze strachu. Było mi niedobrze, poczułam mdłości i rozbolał mnie żołądek. Szarpałam się z nią, gdy próbowała mnie wypchnąć. To było istne szaleństwo. Drapałam, biłam i kopałam na oślep, czując jak adrenalina krąży w żyłach. Oliwia nie była mi dłużna. Zachowywała się, jak w jakimś amoku. Szarpała mnie, wydzielała mocne razy i uderzenia, które spadały na mnie niczym grad. Drapała mnie po twarzy, poczułam metaliczny zapach krwi i ciepło na policzku, na skroni. Krew zalewała mi oczy. Ból był oślepiający. Odepchnęłam Oliwię ostatkiem sił. W oddali słyszałam krzyki, wycie syren, a po chwili straciłam przytomność. Ogarnęła mnie ciemność. Nie czułam już nic.




Nierozważna, ale romantyczna... 2015-05-28

***


Przez całą drogę do domu Piotrka oboje milczeliśmy. Dla mnie była to nowa sytuacja, niełatwa zresztą. Nigdy nie lubiłam być od kogoś zależna, a teraz chcąc nie chcąc przyszło mi zamieszkać z kimś kto chce mnie ochronić przed złym światem i do tego jest wybrankiem mojego serca. Przez to całe zamieszanie z morderstwem nie wiedziałam, co czuję do Piotrka. Czy naprawdę go pokochałam, czy to może wdzięczność. Może te kilka dni w jego towarzystwie sprawią, że uporam się ze swoimi uczuciami. Chciałam tego. Nie bardziej niż znaleźć mordercę Oliwii. A skoro teraz ja znalazłam się na celowniku muszę zachować ostrożność, by nie zostać kolejną ofiarą. Mimo zebrania cennych informacji nie potrafiłam wskazać winnego. Mógł być nim każdy z otoczenia Oliwii, a nawet ktoś zupełnie przypadkowy. Żeby dojść do prawdy musimy działać z Piotrkiem jeszcze tajniej, tak aby policja nie dowiedziała się o tym. Niech sobie mówią, co chcą, ale ja tak łatwo się nie poddam. Owszem ktoś starał się mnie przestraszyć i udało mu się to, ale jeśli myślał, że dzięki temu zrezygnuję z dalszego śledztwa to bardzo się pomylił. Te rozmyślania przerwał mi Piotrek oznajmiając, że jesteśmy na miejscu. Rozejrzałam się i za szybą dostrzegłam wysoki apartamentowiec. Było to nowo powstałe osiedle nowobogackich. Mogłam się domyślić, że Piotrek mieszka w takim miejscu. W końcu jest synem milionera i może sobie pozwolić na luksusowe mieszkanie. Ja musiałabym odkładać całe życie, by było mnie stać na coś takiego, westchnęłam w duchu. Czasem zapominałam o tym, jak wiele nas dzieli. A może nie chciałam o tym myśleć? Gdy wysiedliśmy z auta Piotrek otworzył bagażnik i wyjął moją walizkę. Stałam niepewnie obok niego. Chyba wyczuł moje zdenerwowanie, bo z troską w głosie powiedział:


- Będzie dobrze Kinga, przy mnie możesz czuć się bezpiecznie – po czym przytulił mnie. Oddałam uścisk, chwilę delektując się jego bliskością i zapachem. Wszystkie strachy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki rozwiały się. Już się nie bałam. No może troszeczkę, ale za żadne skarby świata nie przyznałabym tego głośno. Piotrek wziął mnie za rękę i poprowadził do apartamentowca. Weszliśmy do hallu, gdzie po prawej stronie od wejścia stało biurko za którym siedział starszy, szczupły siwowłosy mężczyzna. Na widok Piotrka uśmiechnął się i wstał. Wyciągnął rękę do mojego towarzysza. - Witam, panie Piotrze. Przed chwilą był tu listonosz. Zostawił dla pana przesyłkę – mówiąc to mężczyzna podał Piotrkowi białą kopertę, nieco pękatą. Piotrek wziął ją i schował do kieszeni marynarki, podziękował i ruszyliśmy wzdłuż korytarza do windy. Jak się dowiedziałam mój narzeczony mieszkał na dziesiątym piętrze ciężko byłoby więc iść tyle schodami. Wsiedliśmy do windy i chwilę później byliśmy na miejscu. Piotrek wyjął klucze i otworzył drzwi do swojego apartamentu. Weszłam pierwsza rozglądając się ciekawie. Aż dech mi zaparło na widok jego mieszkania. Było piękne. Dominowały klasyczne kolory czerń i biel. Duży salon urządzony był z gustem i klasą. Białe, niezwykle eleganckie i stylowe meble. Przestronne okno, z wyjściem na balkon. Dalej była kuchnia, tu dominowała stal i szarość, sprzęty nowoczesne wyglądały na nieużywane. Sypialnia z kolei urządzona była w skandynawskim stylu, gdzie dominowała biel, błękit i szarość. W takim miejscu można spać beztrosko, pomyślałam przesuwając wzrokiem po łóżku. Wyszłam z sypialni nieco skrępowana obecnością Piotrka, który oprowadzał mnie po każdym pomieszczeniu. Została jeszcze łazienka, która jak się spodziewałam też urządzona była w klasycznych kolorach, choć dominowała tutaj czerń. Jednym słowem mieszkanie Piotrka tak jak się tego spodziewałam zapierało dech. Widać było, że to jego azyl, ucieczka przed światem, gdy chce się złapać chwilę oddechu. Czułam się jak intruz, który tu wtargnął, by zakłócić jego spokój.


- Pewnie chcesz się odświeżyć i chwilę odpocząć. Czuj się jak u siebie, wszystko jest przygotowane, uprzedziłem moją sprzątaczkę, że będę miał tutaj gościa przez kilka dni i pani Celina miała przygotować dla ciebie świeże ręczniki i pościel. Będziesz spała w mojej sypialni, a ja prześpię się na kanapie w salonie. Jak zgłodniejesz możemy coś zamówić, albo jeśli masz ochotę zrobimy kolację. Pani Celina uzupełniła zapasy w lodówce na co najmniej tydzień – roześmiał się. Odwzajemniłam uśmiech.


- Nie mówiłeś, że jesteś dobrym kucharzem.


- Bo nie jestem – rzekł z rozbrajającą szczerością. - Przypalam nawet wodę na herbatę.


- A skąd wiesz, że ja umiem gotować?


- Nie wiem, zgaduję – był wyraźnie rozbawiony. Muszę przyznać, że i mi udzielił się jego dobry humor. Może to wspólne mieszkanie będzie takie złe, pomyślałam.


- A więc, jak? - zapytał wyrywając mnie z zamyślenia.


- Możemy coś ugotować. Moją specjalnością są makarony, więc jeśli masz ochotę...


- Pytanie, zjem wszystko, co wyjdzie spod tych smukłych, pięknych paluszków – czarował całując mnie w koniuszki palców. Serce zaczęło mi szybciej bić. Poczułam dreszcze przebiegające przez moje ciało. Piotrek przysunął się jeszcze bliżej, podniosłam wzrok i napotkałam rozpalone spojrzenie szarych oczu. Wyczytałam w nich pragnienie, równie silne, jak moje własne. Piotrek pragnął mnie. Świadomość tego, jak na niego działam dodawała mi pewności siebie, czułam się atrakcyjna i godna pożądania. Chciałam by to trwało wiecznie, i tylko w jego towarzystwie, lecz chwilę później zapomniałam o wszystkich, bo Piotrek mnie pocałował. Pocałunek rozpalił we mnie krew czułam, że nie mogę mu się oprzeć. Chciałam więcej i więcej. Więcej pocałunków, więcej namiętności, więcej żaru. To było istne szaleństwo. Chciałam się zatracić w tym uczuciu. Chciałam go całego. Odwzajemniałam pocałunki z takim samym ogniem. Wtulając się jeszcze bardziej w jego ramiona. Poczułam jego palce w swoich włosach, przeczesujące je i pieszczące kark. Zadrżałam i rozchyliłam wargi. Dźwięk telefonu, który niespodziewanie zadzwonił był dla moich rozpalonych zmysłów, jak kubeł zimnej wody. Odsunęłam się od Piotrek z trudem łapiąc oddech. Nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy. On chwilę odczekał nim odebrał. Chwilę rozmawiał po czym zakończył połączenie.


- Muszę wyjść – oznajmił nieswoim głosem. - To coś bardzo ważnego dotyczącego śledztwa. Zaczekaj tutaj na mnie i nigdzie nie wychodź, zamknij drzwi i nikogo nie wpuszczaj do środka – przestrzegł mnie, po czym wziął marynarkę, klucze od auta i wyszedł. Zostałam sama w tym wielkim apartamencie i nie wiedziałam, co mam robić. Jestem, jak ptak w klatce, myślałam zamykając drzwi na zamek i przekręcając klucz. Oby Piotrek szybko wrócił, westchnęłam i skierowałam się do kuchni. Czas coś dobrego upichcić. Jeśli chcę zdobyć serce Piotrka wszystkie chwyty dozwolone. A wiadomo przecież, że przez żołądek trafić najlepiej do serca mężczyzny. Oby Piotrek należał do tego typu, pomyślałam i otworzyłam lodówkę. Chwile później zajęłam się gotowaniem, czas szybko płynął. Kończyłam właśnie i już miałam wstawić naczynie z makaronem do piekarnika, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Drgnęłam zaskoczona. A któż to może być? Wyszłam z kuchni i podeszłam do drzwi.


- Kto tam? - głos mi trochę zadrżał.


- Sprzątaczka, przyniosłam świeże ręczniki – odezwał się kobiecy głos po drugiej stronie. Nie podejrzewając niczego złego otworzyłam drzwi. Jakbym zobaczyła ducha, tak się przeraziłam. Zamrugałam powiekami, nie wierząc w to, co widzę. Na korytarzu stała Oliwia z krwi i kości. Poczułam, jak robi mi się słabo. To niemożliwe, to chyba mi się śni. Przecież ona nie żyje, kołatało mi się w głowie. Po raz pierwszy poczułam paniczne przerażenie, bo zdałam sobie sprawę w jakim niebezpieczeństwie się znalazłam.


- Zaskoczona moim widokiem? I nie czekając na odpowiedź wepchnęła mnie do środka i zamknęła drzwi. - Teraz sobie wszystko wyjaśnimy – oznajmiła, a potem czeka cię twój koniec – zaśmiała się złowieszczo, a ja poczułam jak krew mi się zmroziła ze strachu. Wiedziałam, że jeśli Piotrek nie zjawi się w porę nie wyjdę z tego żywa. Muszę grać na zwłokę, postanowiłam i spojrzałam w twarz kobiety, którą uznano za zmarłą.




Na płatkach kwiatu. 2015-05-27

Co dzień obraz twój jest blisko mnie


czule całujesz moje rzęsy


tulisz z całych sił


ust twoich czerwień zalewa zmysły


rozpala krew twój dotyk


zamykam oczy


by poczuć wonny oddechu twego szept


co noc obraz twój jest blisko mnie


czytasz w moich myślach


dając to czego zapragnę


spojrzeniem o smaku miodu lepkim


w ustach rozpływasz się


nie upadnę bo zawsze złapiesz mnie


westchnienie twoje czaruje wabi mnie jak ćmę


do światła


chcę złapać cię za rękę


i poleżeć z tobą na płatkach kwiatu


którego miłością zwą




Na leśnej polanie. 2015-05-22

Z deszczem spadły krople rosy i osiadły na porannej trawie


krzyk żurawi na polanie zbudził dzikie kaczki w stawie


ryk jelenia na skraj lasu rozchodzi się echem


leśny zając, co zastrzygł uszami ucieka z pośpiechem


 


dzień się budzi ptaków trelem, świergotem i krzykiem


w leśnym runie młody mysikrólik skrył się przed puszczykiem


sroki w gnieździe już stroszą czarno-białe piórka


ze swej dziupli ciekawie wygląda wiewiórka


 


wróbel ćwierka o śniadaniu do swej młodej żony


w krzakach za listowiem czyha nań gronostaj przyczajony


wrona, co przysiadła sobie na gałęzi kracze złowrogo


mały jeżyk truchcikiem spieszy leśną drogą


 


kos przysiadł na wonnym krzewie kaliny


wielobarwny rój motyli zapyla kwiaty dzikiej jarzębiny


rudy lis ze swej jamy wybiegł na poranną przebieżkę


dzik w poszukiwaniu żołędzi wszedł w trawiastą ścieżkę


 


na świerku przysiadł dzięcioł i zawzięcie stuka w korę


żubr pije ze strumyka świeżą, krystalicznie czystą wodę


gdzieś tam w oddali kukułka kuka


młody gołąb gruchając zawzięcie swej samiczki szuka


 


łabędzie, ach te piękne ptaki wyciągają smukłe szyje do słońca


mrówki pracowicie uwijają się, bo chcą skończyć przed zachodem słońca


wonny, słodki zapach ziół unosi się, gdy wiatr lekko zawieje


aż trudno uwierzyć, że w leśnym gąszczu tak wiele się dzieje.


 


 


 


Recenzja książki. 2015-05-22

,,Przyjdź i zgiń” Agatha Christie, klasyka kryminału, wyd. Dolnośląskie, 2007, str. 276


 


Sheila Webb otworzyła furtkę, zbliżyła się do domu i zadzwoniła. Nie było odpowiedzi, więc zrobiła, jak polecono, i nacisnęła klamkę. Klamka ustąpiła i dziewczyna weszła. Po prawej stronie małego hallu drzwi były uchylone. Zapukała, odczekała moment i przekroczyła próg. Znalazła się w zwyczajnej bawialni, jak na dzisiejsze upodobania nieco nadmiernie zatłoczonej meblami. Jedyną uderzającą rzeczą była ilość zegarów…”.
Do Biura Stenografii i Maszynopisania Cavendish trafia zlecenie, zgodnie z którym wskazana z imienia i nazwiska młoda stenografka ma się zjawić w mieszkaniu klientki tego samego dnia o godzinie trzeciej po południu. W mieszkaniu pod wskazanym adresem dziewczyna nie zastaje właścicielki, dokonuje za to przerażającego odkrycia. Kto popełnił tę makabryczną zbrodnię? Dlaczego to mieszkanie było otwarte i puste? I czy kluczem do rozwiązania zagadki mogą być zegary, których wskazówki stanęły o tej samej godzinie? Pierwsze morderstwo obfituje w nieprawdopodobne elementy. Zegary, zamówienie stenotypistki, niemożliwy do zidentyfikowania mężczyzna i kręcący się w okolicy agent. Jednocześnie scena ta przedstawia jedną z najbardziej wiarygodnych scen miłości od pierwszego ujrzenia. Całą sprawę nasz belgijski detektyw (Herkules Poirot) rozwiązuje z fotela choć na samym końcu udowadnia, że jest człowiekiem z krwi i kości, a nie komputerem (co zresztą jest pięknym przesłaniem całej książki). Zagadka nie jest szczególnie trudna o czym autorka informuje nas prawie od samego początku. Jednak wprowadza wiele elementów zbędnych, co później zostaje dość ciekawie wyjaśnione. Ktoś czepliwy mógłby się zezłościć i obrazić na takie zakończenie, ale autorka puszcza do nas oko i ja nie czuję się oszukana. Cała książka jest hołdem dla literatury kryminalnej, a szczególnie jej twórców i osób im pomagającym. W książce autorka wspomina o kilku innych pisarzach i to dość ciepło, co jest bardzo miłe. Jednym słowem kolejny dobry kryminał Agaty Christie. Nie spodziewałam się, że będzie w tym kryminale Herkules Poirot tak bardzo znany z innych kryminałów oraz że oczywiście on rozwiąże zagadkę. Bardziej myślałam, że zabójstwa dokonała któraś z sąsiadek i oczywiście po części miałam rację. Trochę długo czytałam tę powieść, bo takie kryminały Christie powinno przeczytać się w jeden dzień, ale zważywszy na to, że pracuję muszę wyłapywać wolne chwile, w których mogę oddać się mojemu ulubionemu zajęciu, czyli czytaniu kryminałów. Książkę ,, Przyjdź i zgiń" polecam wszystkim fanom kryminałów, bądź samej autorki, czyli Christie. Pozdrawiam serdecznie i jak zawsze życzę przyjemnej lektury.




Recenzja książki. 2015-05-19

,,Skradziona kolekcja" scenopis na podstawia powieści Joanny Chmielewskiej ,,Upiorny legat", powieść humorystyczno-kryminalna, wyd. Internat Warszawa 1994, str. 347


Książka o znaczkach przez wielkie Z. Pewien starszy pan, udając się do szpitala, zostawia u znajomego cenny depozyt z cennymi znaczkami. Dla bezpieczeństwa nie uświadamia znajomemu, co jest w niepozornej paczuszce. A znajomy ma mnóstwo dziwnych znajomych do brydża... Efekt - jako że to książka Chmielewskiej - jest arcyśmieszny i absurdalny. A mianowicie grupa uczciwych obywateli schodzi na złą drogę, żeby oszczędzić wstrząsów podupadłemu na zdrowiu starszemu panu. Jedna z najlepszych książek Chmielewskiej, która doczekała się nawet adaptacji filmowej, niestety - fatalnej. 


Chmielewska jest główną bohaterką "Upiornego legata", co jest swoistym znakiem firmowym jej książek. Naszej bohaterce już od jakiegoś czasu zdarzają się dziwne rzeczy, tym razem jednak było to coś innego. Zadzwonił do niej człowiek proszący o wezwanie milicji, podał też adres. Początkowo myślała, że to żart. Mieszkał blisko, więc postanowiła to sprawdzić. Co zastała na miejscu? Swojego rozmówcę, jednak już martwego. Tak oto została wmieszana w sprawę zabójstwa, jednak zanim przyjrzymy jej się bliżej, opowiada nam o owych dziwnych zdarzeniach, które ją spotkały. Chętnie współpracuje z milicją, jednak o niektórych sprawach nie mówi i próbuje na własną rękę dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi. Czy jej się uda? Do tego wszystkiego dochodzi afera przemytnicza, kradzieże dolarów, bardzo cenne znaczki i Wiśniewski, który co jakiś czas przekazuje spore kwoty na skarb państwa. Centralnym punktem tego wszystkiego wydaje się być nasza bohaterka. Dlaczego właśnie ona? Cała sytuacja gmatwa się coraz bardziej. Czy to możliwe, że to wszystko jakoś się ze sobą łączy?


Lubię styl Chmielewskiej. Pisze o zbrodni tak swobodnie, jakby opowiadała jak jej minął dzień. Do tego trochę humoru, co sprawia, że książkę czyta się bardzo przyjemnie. Wątek kryminalny był bardzo zagmatwany, co sprawiało, że czasami całkiem rezygnowałam z prób wyjaśnienia tego na własną rękę, choć wcale mnie nie zniechęcało do czytania. Przedstawione tu postacie są barwne i różnorodne. Jeśli lubicie kryminały Chmielewskiej, polecam. ;)



Wiersz z przymrużeniem oka. 2015-05-13

Może i nie jesteś wzorem wszelkich cnót


może i nie masz wdzięku i czaru w bród


może i nie masz dłoni, co dają oparcie


może i nie masz oczu, które wielbią otwarcie


może i nie sypiesz komplementami, jak z rękawa


może i nie dajesz prezentów, gdy wypada


może i nie jesteś ideałem,


może i nie...


ale


mnie pokochałeś


bo mam oczy przejrzyste, jak morze


i mam włosy wonne, jak kwiaty w ogrodzie


i mam usta delikatne, jak płatki róż


bo mój zapach zniewala i rozgrzewa


a mój dotyk zabiera do nieba


moje pieszczoty wprawiają cię w drżenie


moja skóra jest gładka i pachnąca, jak marzenie


moja skromność powala z nóg


i dlatego tyś dla mnie wzór cnót...


 



Cofnąć czas. 2015-05-10


Za welonem z włosów utkanym


ukryłam słony smak łez


cień za którym podążałam krętym szlakiem


wywiódł mnie w pole


zostawił bez tchu


śmiechu echo


i głosu twego powabnego tembr


czai się na dnie


myśli skłębione


a w mojej głowie chaos i zamęt


co zapierają dech


niech powiew wiatru i deszczu szmer


rozwieją zmyją zwątpienie lęk


na kolanach


stłamszona przez życie dusza łka


pogrążona w smutku


tonę we łzach


czy zaświeci słońce i przegna strach


tęcza znakiem będzie


że wciąż nie jest za późno by cofnąć czas


Recenzja. 2015-05-08

Recenzja książki ,,Tajemnica Sittaford" Agathy Christie, powieść kryminalna, wydawnictwo Prószyński i Sk-a, 1995, str. 192.




Akcja powieści toczy się w Sittaford. To z pozoru spokojne miasteczko, gdzie czas płynie leniwie, mieszkańcy żyją według własnych schematów, krajobrazy są piękne a technika i rozwój wydają się omijać to miejsce pozostawiając je nieco zatrzymane w czasie. Jednymi z mieszkańców są dwaj starsi panowie Major Burnaby i Kapitan Trevelyan. To przyjaciele od lat, którzy celebrują swój cotygodniowy rytuał spotkań. Niestety pewnego zimowego, mroźnego wieczoru ich umówione spotkanie nie dochodzi do skutku z powodu złej pogody. To właśnie wtedy Major Burnaby dołącza do spirytystycznego seansu. Wydarza się wtedy coś naprawdę złego. Ktoś anonimowo informuje zgromadzonych o śmierci Trevelyana. Jego przyjaciel od razu postanawia to sprawdzić i w tym celu udaje się do domu kapitana pomimo złej pogody. Niestety na miejscu owe informacje potwierdzają się. Kapitan Trevelyan został zamordowany. Rozpoczyna się śledztwo. Główny podejrzany, którym jest siostrzeniec ofiary zostaje aresztowany, a wokół zagadkowej śmierci robi się coraz gęściej. Każdy ma inny pomysł i podejrzenia co do winnego, a pomagających w śledztwie jest coraz więcej, co wcale nie pomaga sprawie. To nie tylko świetnie zakamuflowane morderstwo ale i mnóstwo wspaniałych wątków. Kto okaże się mordercą, gdy wielu podejrzanych miało motyw? O tym dowiemy się już z książki. Christie naprawdę postarała się jeśli chodzi o zawiłość i nieprzewidywalność, co jest widoczne w każdym rozdziale. Również bohaterowie są tak skonstruowani, byśmy z jednej strony ufali wszystkim i byli w pewien sposób z nimi związani, a z drugiej mogli podejrzewać właściwie każdego. Książka nie tylko cieszy oko, bo okładka jest naprawdę ładna co jest charakterystyczne dla całej serii, ale i samo jej wnętrze także bardzo przypadło mi do gustu. Jednym słowem kolejna doskonała powieść Agathy Christie, polecam gorąco wszystkim wielbicielom pióra pisarki, na pewno się nie zawiodą. Pozdrawiam serdecznie i życzę udanej lektury. 




O życiu. 2015-05-01

Życie


to pasmo


zdarzeń


wrażeń


i


wspomnień


w nim


mieszają się


chwile


złe i dobre


zatrzymaj się


nim


przyjdzie


żal


nim


wśród


pustych ścian


zostaniesz


sam...


 


 


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]