marianna22 | e-blogi.pl
Blog marianna22
Nierozważna, ale romantyczna - ciąg dalszy. 2015-01-30

***


- Witaj Piotrze, co cię sprowadza? Tadeusz nic mi nie mówił, że się pojawisz w firmie... - Marcelina znów błysnęła uśmiechem, po czym jej lustrujący wzrok spoczął na mnie. Szybko jednak straciła mną zainteresowanie widząc, że nie stanowię dla niej żadnej konkurencji.


- Chciałem z tobą chwilę porozmawiać o Oliwii - zaczął Piotrek - zapewne dotarły już do ciebie wieści o ostatnich wydarzeniach? Pamiętam jeszcze z czasów, gdy byłem z Oliwią, że przyjaźniłaś się z jej siostrą, i często się widywałyście. Czy coś w ostatnim czasie nie wzbudziło twojego niepokoju? Może w zachowaniu Oliwii? Czy przed jej śmiercią nie wydarzyło się nic co mogłoby mieć jakiś związek z tym, co się jej przydarzyło? 


Marcelina chwilę się zastanowiła, przygryzła lekko dolną wargę próbując przypomnieć sobie wydarzenia z ostatnich tygodni. Wyglądała cholernie seksownie, a skoro ja to zauważyłam Piotrek chyba musiałby być ślepcem żeby nie zwrócić uwagi na to jaka jest atrakcyjna. Co ja tu właściwie robię? pomyślałam czując się jak piąte koło u wozu. Musiałam jednak robić dobrą minę do złej gry, bo zależało mi na wyjaśnieniu całej tej sprawy. Od tego zależała moja przyszłość. Jeśli nie znajdziemy prawdziwego sprawcy idę o zakład, że Jarzębowska mnie oskarży o to, że przyczyniłam się do śmierci Oliwii. Tego byłam pewna. 


- Od jakichś dwóch tygodni Oliwia była zdenerwowana czymś. Nie wiem, co było tego powodem, ale zachowywała się inaczej. Nie poznawałam jej. Może coś psuło się w jej idealnym związku, ale mogę się mylić. Mi nic nie mówiła. Może Ewelina wie coś więcej, jej zapytaj. 


- Na pewno z nią porozmawiam. A wiesz coś o jej narzeczonym? - Piotrek wczuł się w rolę detektywa i chyba podobało mu się to zajęcie. Poza tym nadal patrzył na Marcelinę takim wzrokiem jak łakomczuch patrzy na kawałek tortu. Byłam zazdrosna żałując, że jestem niewidzialna. Nic nie mogłam zrobić, bo gdybym teraz wpadła w złość i zrobiła awanturę nie udałoby się nam zdobyć potrzebnych informacji. Gotując się ze złości obserwowałam scenę rozgrywającą się przede mną. Szczególną uwagę poświęcając Marcelinie.


- Nigdy go nie spotkałam, ale wiem, że Oliwia umawiała się z nim od dobrych kilku miesięcy. Podobno jest jakimś biznesmenem. Ewelina mi kiedyś powiedziała, że nie do końca ufa temu Markowi. Podobno jest taką męską wersją Oliwii, ale czy to prawda? - wzruszyła ramionami i posłała Piotrkowi powłóczyste spojrzenie spod rzęs. Po czym kontynuowała - Pasowali do siebie zarówno z wyglądu jak i z charakteru. Oboje dążyli do celu po trupach, z tym że podobno Marek był w tym bardziej bezwzględny.


No to mamy jakiś punkt zaczepienia, uradowałam sie w duchu. Choć domyślałam się, że to rozwiązanie byłoby zbyt proste. 


- A wiesz może gdzie mogę spotkać tego Marka? Chciałbym z nim porozmawiać. Piotrek był pełen energii i zapału. Czuł, że mają z Kingą pierwszy trop. Ważne, że ruszyli z miejsca. Ucieszył się widząc, że wszystko tak gładko idzie. Marcelina była dobrym źródłem informacji. Musi jej to jakoś wynagrodzić, może jakaś kolacja, pomyślał, lecz szybko się zreflektował. Przecież teraz ma Kingę i to na niej mu zależy. To dla niej zdecydował się na to śledztwo. Nie czas teraz na podrywanie innych kobiet. Przecież u swojego boku mam prawdziwy skarb, pomyślał o Kindze. Marcelina jest piękna, to fakt, najbardziej oszałamiająca kobieta jaką znał, ale to nie jest kobieta dla mnie. Co się ze mną dzieje? Czyżby na na prawdę się zakochał?


- Ewelina wie. Były z Oliwią bardzo blisko jako siostry i nie miały przed sobą sekretów. Na pewno jej siostra wie, gdzie mieszka ten cały Marek - spojrzała na zegarek. - Och, muszę cię przeprosić Piotrze, ale za chwilę jest spotkanie zarządu i muszę przygotować salę konferencyjną. Bardzo się cieszę, że mogłam cię zobaczyć, ale muszę biec do swoich obowiązków. Wpadnij kiedyś do biura to wyskoczymy razem na kawę - jej otwarte zaproszenie wywołało we mnie chęć mordu, ale się powstrzymałam, choć musiałam użyć do tego całej swojej silnej woli. Jednak to zachowanie Piotrka zaskoczyło mnie bardziej. 


- Dziękuję, Marcelino, jesteś bardzo miła, wiesz jak bardzo cię lubię, ale muszę odmówić. Nie było okazji wcześniej ci o tym powiedzieć, ale mam już narzeczoną, na której bardzo mi zależy - tu uśmiechnął się i spojrzał na mnie. Odwzajemniłam jego uśmiech. Piotrek ujął moją dłoń i pocałował jej wierzch. Marcelina widząc to poczerwieniała ze złości jak piwonia, bo dotarło do niej sedno słów Piotrka. Teraz dopiero uświadomiła sobie, że mnie nie doceniła. Pewnie się zastanawiała co ja mam takiego, czego ona nie ma, że udało mi się rozkochać w sobie takiego mężczyznę jak Piotrek. Gdy wychodziliśmy z biura ona wciąż stała jak skamieniała i za nami patrzyła. Jej wzrok był nieodgadniony, a po plecach przebiegł mnie dreszcz. Nie chciałam jednak o tym myśleć w tamtej chwili, coś innego zaprzątało mój umysł.  


- Co robimy teraz? - zapytałam Piotrka, gdy wyszliśmy przed budynek firmy. Jego piękne ciemne i miękkie włosy rozwiewał wiatr. Oczy mu błyszczały. Nie wiem, może to był impuls, ale nie zastanawiając się wiele przyciągnęłam go do siebie długo i namiętnie całując.


- Czym sobie zasłużyłem na ten gorący pocałunek? Piotrek odzyskał oddech, a trwało to dłuższa chwilę, jego spojrzenie było pełne pożądania.


- Utarłeś nosa tej piękności. Czy to mało? Poza tym zdobyłes kilka nowych, przydatnych informacji. Należała ci się nagroda - i uśmiechnęłam się posyłając mu spojrzenie spod rzęs. Musiało być bardziej zmysłowe niż chciałam, bo Piotrek na chwilę stracił wątek i po prostu stał i się gapił na mnie. Po paru chwilach przyszedł do siebie. 


- Jesteś bardzo niebezpieczną kobietą Kinga. Niebezpieczną dla mojego serca. Nie wiem jak ty to robisz, ale w twojej obecności zapominam o istnieniu innych kobiet. 


- Pochlebca - stwierdziłam, choć moje serce śpiewało z radości, a na policzki wystąpiły mi rumieńce. - Co teraz? - ponowiłam pytanie. 


- Niecierpliwa - westchnął i pogładził mnie po policzku. Jego spojrzenie było pełne ciepła i czułości. Roztapiałam się pod jego wpływem jak czekolada na słońcu. - Zabieram cię na lancz. A potem odwiedzimy Ewelinę - zdecydował. - Zgadzasz się?


- Tak, szefie - roześmiałam się i wsiadłam do auta.


 To śledztwo dopiero na dobre się zaczynało, a ja marzyłam o tym aby trwało jak najdłużej. To jedyna okazji by być blisko Piotrka, pomyślałam. 


Recenzja. 2015-01-26

,,Czarownica” Anna Klejzerowicz, powieść obyczajowa, wydawnictwo Prószyński i Sk-a 2012, stron 264.


 

Głównym bohaterem książki jest Michał. Podejmuje on dość spontaniczną decyzję przeniesienia się na wieś. Jest to miła odmiana po jakże licznych książkach o "ucieczkach" kobiet. Jak miło przeczytać, że i mężczyzna potrafi odkryć uroki życia na łonie natury, potrafi zwolnić i nie czuje potrzeby udowadniania każdemu, że to właśnie on jest najlepszy. Michał dogląda budowy swojego domu, poznaje okolice, zyskuje sympatię dwóch czteronożnych stworzeń. Wszystko schodzi jednak na dalszy plan w momencie, gdy poznaje Adę - cudowna, rudowłosa kobieta zdaje się pochodzić z innego świata, w którym człowiek potrafi czerpać z natury pełnymi garściami. Ada wydaje się nieco dzika, pomieszkuje w czymś, co przypomina chatkę czarownicy, jednak ten fakt zdaje się jej zupełnie nie przeszkadzać. Dziewczyna jest po prostu cząstką otaczającego ją świata i nie czuje potrzeby żeby go zmieniać. Oczarowany nią Michał robi wszystko, by zbliżyć się i szybko uświadamia sobie, że pragnie z nią spędzić resztę życia. Niestety nawet związek z tak niezwykłą istotą nie chroni od prozy życia. Ada skrywa bowiem pewne bolesne tajemnice, przez co nie może całkowicie ulec szczęściu. Sytuacja jeszcze bardziej komplikuje się w chwili, gdy ich losy wiążą się z niezwykłą, małą dziewczynką, boleśnie doświadczoną przez życie, która w dużym stopniu przypomina Adę. Tak jak ona zdaje się być integralną częścią przyrody. Można odnieść wrażenie, że nie potrzebuje towarzystwa ludzi, wystarcza jej obecność zwierząt. Mimo całej swej niezwykłości z trudem odnajduje drogę do serca Ady. O tym jak potoczą się ich losy, dowiecie się z książki.


Dla mnie już sama okładka książki ma w sobie magię, lecz po jej przeczytaniu stwierdzam, że w samej książce nie znajdziemy ani odrobiny czarów. Co nie jest wadą powieści. Bo ta książka jest niezwykła. Dlaczego? Bo jest to opowieść pełna wzruszeń, poszukiwań i … miłości. Znajdziemy tutaj wiele rodzajów i odcieni miłości, bo o niej przede wszystkim jest ta książka. I o tym, że życie z dala od zgiełku wielkiego miasta może być piękne.


,,Czarownica” to powieść ciepła i poruszająca, która spodoba się wszystkim wielbicielkom tego gatunku. Polecam gorąco, mi książka ta bardzo się podobała i czytałam ją z prawdziwą przyjemnością.



Miłość darem. 2015-01-25

W tęsknotę ubrane spojrzenia


gesty pełne czułości


oddech zrodzony z pragnienia duszy


poruszy, jak wiosenny powiew wiatru


uniesie lekko powieki


ciężkie od snu


rozbudzi serca


miłość


jest darem


nektarem


który poi spragnione pieszczot wargi


i jak krople deszczu rozpaloną chłodzą skórę


tak pełne namiętności rozpalają serce pocałunki


zmierzch otula ziemię, gdy zamykają się oczy


pełne nadziei


uwielbienie w spojrzeniu przegląda się jak w lustrze


nim nadejdzie ranek odpłynie do krainy snu


popychany przez powiew wiatru pełen żaru


sen,


jak magia otula duszę i jak gwiazdy na wieczornym niebie


błyszczy, promienieje twarz, gdy serce śpiewa swą miłosną piosenkę.


 


Żar serc. 2015-01-25

Żar pocałunków rozpala naszą krew


rozkosz miodowa spływa


po skórze


rozlewa się


lepką strugą skleja


opływa ciała


miesza oddechy


wznosi nasze dusze do gwiazd


zatrzymajmy tę chwilę


w pamięci


zanim wstanie dzień


noc otworzy swe drzwi


namiętności


pożądanie uderzy


w omdlałe zmysły


pozbawiając je tchu


ogień


spopieli nasze usta na proch


powiew huraganu


zmiecie z powierzchni ziemi


serca szept o miłości


co rozpala krew...


 


Nierozważna, ale romantyczna. c.d. 2015-01-19

Gdy obudziłam się następnego ranka byłam pełna zapału i chęci do działania. Piotrek ma rację, myślałam, sami znajdziemy sprawcę, skoro policja jest nieudolna. Nie mogę przecież odpowiadać za coś czego nie zrobiłam. To byłoby niedorzeczne i niesprawiedliwe. Oliwia była osobą, która łatwo ściągała na siebie wrogów. I tak na prawdę każdy mógł ją zabić...


Kinga weź się w garść i zacznij wreszcie działać - upomniał mnie mój wewnętrzny głos - takie gdybanie nic ci nie pomoże. Tym bardziej, że morderca Oliwii wciąż jest na wolności. 


No tak, mój wewnętrzny głos, westchnęłam, co ja bym bez ciebie zrobiła. Ty zawsze masz rację. Tym razem też cię posłucham, postanowiłam nim wyszłam z sypialni. Po porannej toalecie i śniadaniu, czyli jajecznicy na boczku z dużą ilością cebuli, przecież muszę zjeść pożywny posiłek by mieć siłę na ściganie mordercy, i aromatycznej herbacie - mój ulubiony earl grey, dostałam takiego powera, że natychmiast wywiało mnie z  domu. Wcześniej zadzwoniłam do Piotrka i ustaliliśmy, że najpierw pojedziemy na komendę podpisać nasze zeznania a później rozpoczniemy zabawę w detektywów. Miałam wielką nadzieję, że te starania na coś się zdadzą i przyniosą jakiś efekt, bo póki co to ja byłam pierwsza podejrzaną. Gdy wysiadłam przed komendą policji Piotrek już tam na mnie czekał. Jak zawsze wyglądał zabójczo w tym swoim czarnym garniturze i śnieżnobiałej koszuli. Seksowny zarost tylko dodawał mu męskości, a piękne, szare oczy patrzyły na mnie ciepło. Lecz gdy podeszłam do niego bliżej jego spojrzenie rozbłysło i patrzył teraz na mnie pełnym pożądania wzrokiem. W jednej chwili poczułam się najbardziej pożądaną kobietą na świecie. W brzuchu czułam wirujące motyle, puls mi przyspieszył, zrobiło mi się gorąco i oblałam się rumieńcem. Nic nie uszło uwagi Piotrka, bo uśmiechnął się do mnie w taki sposób, w jaki uśmiecha się mężczyzna, który wie, że nie jest obojętny kobiecie, uśmiech pełen męskiej satysfakcji i zadowolenia. Piotrek przywitał mnie gorącym pocałunkiem i weszliśmy do środka. Natychmiast podszedł do nas jakiś policjant dopytując w jakiej sprawie przyszliśmy. Chyba sprawa Oliwii była tu priorytetem, bo gdy tylko jej nazwisko padło z ust Piotrka policjant niezwłocznie zaprowadził nas do pokoju przesłuchań. Czekała na nas tam nie kto inny jak detektyw Jarzębowska. Wyglądała na bardzo zadowoloną z siebie i jak zawsze patrzyła na mnie wzrokiem jastrzębia polującego na mysz. Nieprzyjemne uczucie powróciło i zaczęłam się denerwować. Piotrek jednak zachował zimną krew i to on rozmawiał z Jarzebowską, za co byłam mu wdzięczna. Nie miałam jakoś siły by się znów kłócić z tą przemądrzałą detektyw. Podpisaliśmy zeznania i opuściliśmy pokój przesłuchań.Ja nie odezwałam się ani słowem przez cały czas i chyba odrobinę wkurzyło to Jarzębowską, choć starała się nie dać niczego po sobie poznać, ale widziałam, że była wściekła widząc, że nie może mi dokopać. 


- Co teraz? - zapytałam Piotrka, gdy znaleźliśmy się przed komendą. 


- Na początek porozmawiamy z siostrą Oliwii i z jej przyjaciółką - oznajmił mój towarzysz spoglądając do skórzanego notesu, który trzymał w dłoni. Musimy się jak najwięcej dowiedzieć o tym, co Oliwia robiła w ostatnim czasie, z kim się spotykała, jakie miała plany. Na deser zostawimy sobie tego jej tajemniczego narzeczonego, Marka oraz naszego szefa. Trzeba się też dowiedzieć, czy narzeczony podejrzewał, że Oliwia go zdradza i czy ktoś jeszcze wiedział o jej romansie z szefem. To dałoby nam motyw.


Patrzyłam na Piotrka z podziwem. To mężczyzna, przy którym każda kobieta może czuć się bezpiecznie i który znajdzie wyjście z każdej sytuacji. I na którym zawsze można polegać. Nic dziwnego, że się w nim zakochałam. A do tego jest taki przystojny, że w jego obecności serce zaczyna mi szybciej bić i nogi drżą. Bycie romantyczką też mi tego nie ułatwia. Jak również moja zdolność do pakowania się w kłopoty. Pojawienie się Piotrka w moim życiu, było niczym zrządzenie losu. Czasem się zastanawiam czy to nie jest mój anioł stróż, który pojawił się by mnie chronić, bo Piotrek jest zawsze przy mnie wtedy, gdy najbardziej tego potrzebuję. Z zamyślenia wyrwał mnie jego głos:


- Chodź, Kinga, jedziemy. Dużo pracy przed nami, i czeka nas ciężki dzień, ale nie pozwolę na to by  morderca Oliwii chadzał sobie bezkarnie po ulicy. Dopadniemy go i zrobimy to prędzej niż ta cała Jarzębowska. Chcę widzieć jej minę, gdy damy jej rozwiązanie na tacy. Ktoś musi wreszcie utrzeć jej nosa - uśmiechnął się, on chyba też nie przepadał za naszą panią detektyw,  po czym dodał - jedziemy do firmy mojego ojca, gdzie porozmawiamy z koleżanką Oliwii, która jest jednocześnie przyjaciółką jej siostry. Marcelina jest tam sekretarką. Dość dobrze się znamy, więc liczę na to, że poda nam parę faktów z życia Oliwii - powiedział Piotrek, a ja poczułam ukłucie zazdrości. Tak było za każdym razem, gdy wspominał o jakiejś kobiecie. Nie chciałam jednak by ukochany to dostrzegł, wiec tylko kiwnęłam głową na znak zgody, po czym wsiadłam z nim do auta. Miałam nadzieję, że cały ten koszmar jak najszybciej się skończy. Chciałam wreszcie zacząć cieszyć się życiem, a póki nie rozwiąże się ta cała sprawa z morderstwem Oliwii jest to niemożliwe. Miałam nadzieję, że wspólnie z Piotrkiem rozwikłamy tę sprawę. A znając jego upór i nieugiętość byłam pewna, że nam się to uda. 


Kwadrans później parkowaliśmy przed firmą Tadeusza. Żołądek skręcał mi się ze zdenerwowania, ale nie dałam niczego po sobie poznać. Muszę zachować zimną krew, jeśli chcę być godnym partnerem dla Piotrka, postanowiłam, choć z trudem przychodziło mi granie twardzielki, gdy w środku cała byłam rozdygotana. Uzgodniliśmy wspólnie, że to Piotrek będzie rozmawiał z Marceliną, ja mam uważnie obserwować jej reakcje i zachowanie. Wszystko może być ważne. Gdy weszliśmy do hallu Piotrek skierował się do windy, ruszyłam za nim, po czym wjechaliśmy na najwyższe piętro biurowca i wysiedliśmy. Na korytarzu znajdowało się biurko sekretarki przy którym siedziała olśniewająca piękność o czarnych włosach i figurze Kleopatry. Natychmiast poczułam się jak bura, brzydka mysz. Gdzie mi do niej myślałam, widząc, że Piotrek patrzy na nią roziskrzonym wzrokiem, szybko się jednak opanował i jego spojrzenie złagodniało, stało się chłodne i opanowane. Piękność  podniosła wzrok i gdy dostrzegła Piotrka jej twarz zalał olśniewający uśmiech jak z reklamy pasty do zębów. Podniosła się z fotela i wyciągnęła rękę do Piotrka mnie całkowicie ignorując. Poczułam jak pali mnie twarz i krew się we mnie burzy.


Opanuj się Kinga. Nie możesz sobie teraz pozwolić na wybuch zazdrości. Policz do dziesięciu i weź głęboki oddech, polecił mi wewnętrzny głos. Twój wybuchowy temperament kiedyś cie zgubi, osądził.


Łatwo ci mówić, tobie nikt nie podrywa ukochanego i nie patrzy na niego takim wzrokeim, jakby chciał go zaraz schrupać, odpowiedziałam mu kipiąc cała ze złości. Dopiero zaczynamy to całe śledztwo, a ja już mam dość, pomyślałam i żałowałam, że zgodziłam się na tę zabawę w detektywów. A to był dopiero początek...


Recenzja. 2015-01-17

Ann Cleeves ,,Vera. Stłumione głosy”, tom IV, kryminał, wydawnictwo Amber, 2011, stron 317


Inspektor Vera Stanhope nigdy nie przypuszczała, że ktoś zdoła ją namówić do ćwiczeń fizycznych. Z niechęcią poddaje się zaleceniom lekarza. Żeby jednak podwładni nie odkryli, że jej zdrowie szwankuje, zapisuje się do eleganckiego fitness clubu, gdzie, jak wie, nie pojawi się nikt z jej zespołu. Nie spodziewa się, że tu w saunie znajdzie ciało kobiety. Przez krótką chwilę przelatuje jej przez głowę, że choć raz w życiu ma do czynienia z prostą, zwyczajną śmiercią z przyczyn naturalnych. Ale śmierć nigdy nie jest zwyczajna ani prosta… A na szyi kobiety widnieją ciemne pręgi. Vera rozpoczyna śledztwo. Razem z Joe Ashfordem przesłuchuje gości i pracowników klubu. Joe z trudem usiłuje godzić obowiązki ojca i męża z pełną gotowością do towarzyszenia Verze dwadzieścia cztery godziny na dobę. Za to Vera rozkoszuje się pracą na pełnych obrotach, z entuzjazmem zdecydowanie większym niż ten, jaki wkłada w ćwiczenia. Szybko ustala, że ofiarą jest Jenny Lister, kierowniczka miejscowego ośrodka opieki społecznej. Poznaje jej córkę, narzeczonego córki, jego matkę – autorytet lokalnej elity - koleżankę Jenny z pracy. W tej sprawie przewija się dużo kobiet – niezamężnych, rozwiedzionych, porzuconych, zaniedbywanych. Każda z nich to oddzielna opowieść: o samotności, milczącym cierpieniu, poczuciu winy. Każda z nich ma motyw zbrodni…


Ciekawy kryminał z nietuzinkową panią detektyw. Całkiem zgrana para partnerów, dobrze skonstruowana intryga. Nie jest prosto domyślić się, kto jest obiektem poszukiwań bystrej detektyw, każdy jest podejrzany. Kto będzie następną ofiarą mordercy? Czy Verze uda się uratować małą dziewczynkę przed niechybną śmiercią? O tym dowiemy się, gdy się gniemy po ,,Stłumione głosy”. Moim zdaniem to bardzo dobry kryminał, który zapewni rozrywkę podczas czytania. Polecam ;)




Recenzja. 2015-01-15

,,Bratnie dusze” Diana Palmer, powieść, wydawnictwo Mira, 2005, str. 348


 


Phoebe i Cortez to dwójka niezwykłych ludzi, których połączyło prawdziwe uczucie. Nie wszystko jednak wydaje się być na tyle proste, by bez większych przeszkód ich ze sobą połączyć. Początkowe obawy, które związane były z dość dużą różnicą wieku między ukochanymi, stopniowo przeobraziły się w coś o wiele poważniejszego. Gdy pewnego dnia kobieta otrzymuje zawiadomienie o rychłym ślubie swojego ukochanego - całe jej dotychczasowe życie legnie w gruzach. Aby zapomnieć o przeszłości, Phoebe wyprowadza się z rodzinnego miasta i ucieka do miejsca, w którym ma nadzieje odnaleźć wewnętrzny spokój. Mijają trzy lata i z wesołej niegdyś dziewczyny, pozostaje jedynie chłodna i niedostępna dla mężczyzn, niewiasta. Kto by się spodziewał, że w niedalekiej przyszłości wyjdą na jaw tajemnice, które pozwolą bohaterce zrozumieć naprawdę wiele. Jak dalej potoczą się jej losy, gdy niespodziewanie Cortez wraca do Waszyngtonu, by poprowadzić skomplikowane śledztwo? Czy dawne uczucie odżyje?


Bardzo ciekawa książka. Diana Palmer przez ponad 300 stron nie pozwoliła się nudzić. Historia wcale nie jest tak bardzo przewidywalna jak by się mogło wydawać. Bardzo podoba mi się, że został wprowadzony wątek śledztwa, który znacznie urozmaica lekturę. Bohaterowie nie są sztuczni. Mają wady i zalety. Z książki emocje aż kipią, i oto przecież chodzi. Polecam ,,Bratnie dusze” wszystkim wielbicielkom pióra Diany Palmer oraz tym, którzy chcą spędzić miły zimowy wieczór w towarzystwie przyjemnej i lekkiej lektury.


 


Emma - opowiadanie. 2015-01-14

    Za oknem deszcz padał rzęsiście, od samego rana było pochmurno, mokro i mgliście. Był koniec września i jesień zbliżała się nieubłaganie wielkimi krokami. Pogoda nie nastrajała optymistycznie, melancholijny nastrój towarzyszył Emmie już od kilku dni. Jedyne na co dziewczyna miała teraz ochotę to usiąść w fotelu, zawinąć się w ciepły pled i zasnąć. Przespać całą jesień, zimę i obudzić się dopiero na wiosnę. Ale to było niemożliwe. Emma westchnęła i podniosła się z fotela, robiąc to niechętnie. Musiała jeszcze przygotować się do podwieczorku, bo matka zaprosiła na kolację lady Katarinę, swoją serdeczną przyjaciółkę, która wróciła z kilku miesięcznego pobytu w uzdrowisku w Bath. Emma lekko skrzywiła się na samo wspomnienie lady Katariny, która od zawsze traktowała ją z góry i strofowała przy byle okazji, co jak mawiała robi tylko i wyłącznie dla dobra kochanej Emmy, by ta wyrosła na kulturalną, pełną wdzięku i ogłady młodą damę. Matka Emmy podzielała zdanie przyjaciółki, z równym zaangażowaniem posyłając Emmę na lekcje literatury, rysunku, szydełkowania, tańca oraz savoir-vivre. Obie postawiły sobie za cel wydanie Emmy jak najkorzystniej za mąż. Z zamyślenia wyrwał ją odgłos szurania za drzwiami i po chwili do pokoju weszła lady Angelika - matka dziewczyny niosąc w ręku jasnoniebieską suknię. Omiotła uważnym spojrzeniem sylwetkę córki i z niezadowoleniem pokręciła głową. Rzadko kiedy była z niej zadowolona. Tak było i tym razem.


- Czemu jesteś jeszcze nie gotowa Emmo? - zapytała swoim wysokim, lecz surowym głosem, który za każdym razem sprawiał, że Emma kuliła się i pąsowiała. Dziewczyna nienawidziła tego jak matka strofowała ją tym swoim protekcjonalnym tonem. I robiła to wyłącznie wtedy, gdy były same. W towarzystwie lady Angelika była usposobieniem łagodności i odnosiła się do córki jak dobra i kochająca matka. Czasem Emma zastanawiała się czy matka nie wolałaby mieć syna, skąd bowiem ta niechęć do córki? Te myśli towarzyszyły dziewczynie każdego dnia. Lady Angelika rzadko kiedy bowiem była rada z postępów jakie robi jej córka. Tym bardziej teraz, gdy nadarzyła się doskonała okazja na to by wydać Emmę za mąż. Dziewczyna skończyła już osiemnaście lat i najwyższa pora, żeby pozbyć się jej z domu – myślała lady Angelika omiatając wzrokiem stojącą przed nią skuloną postać. Emma była drobnej budowy, wiotka i wysoka. Długie włosy w kolorze złocistego blondu okalały jasną twarzyczkę w kształcie serca, kontrastując z ciemnym oczami w kolorze dojrzałej brandy.


Znowu się garbi – pomyślała lady Angelika obserwując Emmę – tej dziewczynie brak pewności siebie, jest nieśmiała i nieporadna z tymi swoimi długimi, patykowatymi kończynami, ale odpowiedni strój zamaskuje te braki, uwydatniając jej walory. Przynajmniej cerę i włosy ma dobre, myślała, a na głos powiedziała.


- Chyba nie zapomniałaś, że za pół godziny przychodzi na kolację moja oddana przyjaciółka lady Katarina? Przebierz się szybko, a ja poproszę Daisy żeby cię uczesała. Masz być gotowa za pięć minut – oznajmiła tonem nieznoszącym sprzeciwu i przewiesiwszy suknię przez poręcz krzesła wyszła z pokoju.


Emma odwróciła się w stronę toaletki i spojrzała w lustro. Ujrzała w nim młodą kobietę o przeraźliwie smutnym spojrzeniu, zgaszonym i zrezygnowanym. To właśnie ja - beznadziejna córka nie potrafiąca sprostać ciągnącym się w nieskończoność, coraz to nowszym, wciąż większym i większym wymaganiom matki. Kilka łez spłynęło po policzku Emmy, która nie chcąc się na dobre rozkleić szybko zamrugała powiekami i otarła przegubem dłoni mokre ślady na policzkach. Zrobiła to w samą porę, bo chwilę później do pokoju weszła Daisy, pokojówka, która pomogła Emmie założyć suknię, zawiązać na plecach gorset i uczesać piękne włosy Emmy w elegancką, wieczorową fryzurę. Odrobina różu na policzkach pomogła ukryć bladość cery.


- Dziękuję Daisy, możesz odejść – odprawiła służącą.


Oby ten koszmarny wieczór minął jak najszybciej - pomodliła się w duchu nim wyszła z pokoju.


*******************************************************************************


A już niebawem kolejny fragment ,,Nierozważnej, ale romantycznej". 


Recenzja. 2015-01-08

,,Śmierć o tobie pamięta” Nora Roberts (pisząca jako J. D. Robb) – powieść kryminalna, Prószyński i S-ka, 2006, stron 383


 


 


Tajemnicza śmierć Trudy Lombard to dla porucznik Eve Dallas także powrót do koszmaru z dzieciństwa. Kto zabił niezrównoważoną psychicznie kobietę, która niegdyś znęcała się nad nią jako zastępcza matka? Czy chłodny profesjonalizm wystarczy, by rozwikłać tę sprawę?


Detektyw Eve Dallas jest twardą kobietą. Gdy osobnik w kostiumie świętego Mikołaja rzuca się z wysokości trzydziestego szóstego piętra, zajmuje się sprawą bez mrugnięcia okiem. Jednak gdy wraca do biura, w budynku policji odwiedza ją Trudy Lombard i wtedy Eve ledwo udaje się nad sobą zapanować. Ożywają bolesne i przerażające wspomnienia z czasów, gdy była bezbronnym maltretowanym dzieckiem uwięzionym w domu zastępczej matki, spaczonej psychicznie kobiety. Tej samej, która teraz staje przed nią z uśmiechem na ustach. Gdy kilka dni później zwłoki Trudy zostają odnalezione w pokoju hotelowym, okazuje się, że nie tylko Eve ucierpiała niegdyś z rąk tej kobiety. Teraz zrobi wszystko, by wyjaśnić zagadkę jej śmierci...


Książka Nory Roberts wciągnęła mnie już od pierwszych stron. Jak już mówiłam jestem wielbicielką kryminałów i lubię rozwiązywać wszelkie zagadki kryminalne. Dobry kryminał musi trzymać w napięciu do ostatnich stron i książka Roberts spełnia to zadanie. To już kolejna pozycja, która zasiliła moją domową biblioteczkę, na pewno zajrzę do niej ponownie, za jakiś czas. Polecam, naprawdę warto przeczytać, o ile ktoś lubi powieści kryminalne :) Jeśli nie to też zachęcam, może przekona się, że to całkiem dobre książki. Moim zdaniem czytanie to idealna rozrywka w długie, zimowe wieczory a szybka akcja i ciekawa fabuła mogą rozgrzać bardziej niż herbata ;) Pozdrawiam ;)




Na fali marzeń. 2015-01-06

Na fali marzeń unoszę się każdej nocy


w każdej myśli szukam śladu twych ust


dotyku pieszczotę chcę zapamiętać


i wyryć w sercu na zawsze


te chwile, tak cenne chwile, które los nam dał


 


każdego dnia miłość daje nam siłę


by razem trwać


piękny sen o miłości ziścił się


ty jesteś blisko, tak bardzo blisko


 


znalazłeś mnie pośród burz, wichur i mgieł


chwytając za dłoń poprowadziłeś do miejsc


gdzie nasze serca znaleźć miały się


odpowiedzią na słodycz twych słów


jest szept mych ust – bądź przy mnie na zawsze już...


Recenzja książki. 2015-01-04

,,Sekret czarownicy" - Anna Klejzerowicz, wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2014, stron 304.


Główną bohaterkę książki - Małgosię poznajemy w trudnym dla niej momencie życia. Przytłoczona prozą życia oraz kłopotami finansowymi szuka kompromisu pomiędzy marzeniami o własnej klinice weterynaryjnej, a koniecznością utrzymania się z dwóch marnych pensji. Również jej małżeństwo z Damianem dalekie jest od ideału. Codzienne obowiązki oddaliły ich od siebie. Wkrótce Małgorzatę zainteresuje niezwykłe odkrycie w zabytkowym kościele w Górnym Popowie. Tam, podczas prac inwentaryzacyjnych w podziemiach zapadła się część posadzki. W tajemniczej krypcie, pod powierzchnią ziemi spoczął rycerz, przy którym znaleziono sygnet z pieczęcią templariuszy. Mężczyzna został zamordowany, a jego osoba wiąże się z krążącą w okolicy legendą o przybyszu z dalekiego kraju, który uciekając przed wrogami, znalazł schronienie u braci Krzyżaków. Zainteresowana odkryciem Małgosia tropi prawdę o przeszłości, włączając się w poszukiwania prowadzone przez Roberta z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Gdańskiego, zastępcę kierownika wykopalisk. Ku oburzeniu męża i teściowej, nie tylko spędza z mężczyzną dużo czasu, ale z jej pomocą Robert wynajmuje chatkę Baby Jagi. Znajomość z archeologiem, podążanie śladem niezwykłych historii, zgłębianie dziejów zakonu templariuszy oraz czarownic zamieszkujących dawnymi czasy wieś Uroki, oraz legendy opowiadane przez starego Franciszka – to wszystko uświadamia Małgosi, że dopiero życie pełne pasji ma sens. Niestety, zafascynowana bieżącymi wydarzeniami coraz bardziej oddala się od męża, nie dostrzegając, że jego agresja bierze się z obawy przed utratą żony. Czy małżeństwo Małgorzaty przetrwa? Czy może wybierze ona Roberta, by wraz z nim odkrywać kolejne fascynujące historie? Skąd biorą się dziwne, realistyczne sny kobiety? Kim był tajemniczy mężczyzna odnaleziony w krypcie? Na te wszystkie pytania odpowiedź znajdziemy właśnie w tej książce. Ja bardzo gorąco ją polecam, zwłaszcza wielbicielom tajemnic i zagadek historycznych. Ja czytałam ją jednym tchem, tak bardzo mi się spodobała. Na pewno jeszcze nie raz do niej wrócę.



e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]