marianna22 | e-blogi.pl
Blog marianna22
,,Nierozważna, ale romantyczna 2014-11-26

W tej chwili wiedziałam jedno, za sprawą antypatycznej detektyw Aliny Jarzębowskiej raz na zawsze znienawidziłam przesłuchania. Ta kobieta działała na mnie jak płachta na byka. Po pół godzinie maglowania przez nią czułam się jak przeciągnięta przez wyżymaczkę. Choć byłam niewinna czułam się jak oskarżona o zabójstwo. Jak morderczyni. Jarzębowska była jak harpia. I wiedziałam, że nie odpuści. Z tego wszystkiego aż rozbolał mnie żołądek, ręce mi drżały, oblewały mnie zimne poty choć było mi gorąco. Gdyby nie obecność Piotrka, która dodawała mi otuchy rozpłakałabym się z bezradności. Jestem jak mysz w pułapce, myślałam obserwując jak Jarzębowska przechadza się pewnym krokiem po pokoju. Wreszcie zatrzymała się na wprost mnie i spojrzała na mnie tym swoim lodowatym, wyniosłym spojrzeniem. Usta miała zaciśnięte w wąską linię.
- Zacznijmy od początku – oznajmiła. Głos też miała nieprzyjemny, szorstki i niski. - Weszła pani do łazienki i zobaczyła, że Oliwia Albertyńska leży na podłodze w kałuży krwi, po czym zrobiło się pani słabo i zemdlała. Gdy się pani ocknęła sprawdziła pani czy koleżanka żyje. Okazało się, że nie i wtedy wszedł pan Listkowski, czy tak było?
- Tak – przyznałam. - Było dokładnie tak jak to opisałam. To było okropne, gdyby nie Piotrek nie wiedziałabym co robić. Byłam w szoku. Wciąż nie mogę uwierzyć w to, że Oliwia nie żyje. To jakiś koszmar – mówiłam a głos mi się łamał z każdym zdaniem bardziej, aż poczułam jak uwiązł mi w gardle. Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku. Jednak na Jarzębowskiej nie zrobiło to wrażenia. Przerwała mi mówiąc:
- Dobrze, proszę skończyć to żałosne przedstawienie. Dla mnie liczą się fakty. A fakty są takie, że była pani na miejscu zbrodni i pan Listkowski zastał panią nad ciałem denatki.
- Nie wierzę, że Kinga mogłaby zabić Oliwię – odezwał się milczący dotąd Piotrek. Widziałam, że jest na granicy wybuchu. On też najwyraźniej miał już serdecznie dość detektyw Jarzębowskiej. - Jeśli mówi, że jej nic nie zrobiła to ja jej wierzę. Nie ma pani prawa oskarżać ją o cokolwiek, gdyż nie ma pani dowodów.
- A czy ja prosiłam pana o zadanie? Pan już złożył swoje wyjaśnienia więc proszę siedzieć cicho i nie przeszkadzać. Ani nie wtrącać się do przesłuchania, bo to ja tutaj rządzę, jasne? - powiedziała ostro Jarzębowska, posyłając Piotrkowi lodowate spojrzenie.
Co za wredne babsko z niej, jak zawsze musiała pokazać nam swoją wyższość. Jej po prostu nie dało się lubić, była niemiła i uprzedzona. Jak ktoś taki mógł pracować w policji?
- A ja myślę, że to było tak. Pokłóciły się panie i w trakcie szarpaniny zdarzył się wypadek. Pani Albertyńska upadła uderzając głową o kant wanny. Pani widząc co się stało spanikowała i zemdlała. A gdy się pani ocknęła dopiero wtedy sprawdziła czy koleżanka na pewno nie żyje. I wtedy wszedł pan Listkowski. Czy nie tak było?
- Oczywiście, że nie – zaprzeczyłam. - Przecież mówię pani, że jak ją znalazłam leżała już na podłodze w kałuży krwi – głowę rozsadzał mi ból, byłam wyczerpana przeżyciami i tym przesłuchaniem, które zakrawało o jakąś parodię. - Nie zabiłam Oliwii ile razy mam to pani powtarzać! Uniosłam się.
- Po co te nerwy? Jeśli tak rzeczywiście było to czemu się pani tak denerwuje? Może coś pani ukrywa przede mną? Zatajanie faktów nie jest dobrym pomysłem, mogę panią oskarżyć o utrudnianie śledztwa. Tego pani chce?
Czy ona mi grozi czy mi się wydaje?
- Nie mam powodu by cokolwiek ukrywać – odparłam patrząc na nią zimnym wzrokiem, nie dam się zastraszyć.
- Wspomniała pani też, że idąc do łazienki minęła się na korytarzu z jakimś mężczyzną. Proszę zatem to dokładnie opisać, jak wyglądał ten człowiek?
- Zbyt dobrze mu się nie przyjrzałam, minął mnie tak szybko. Był raczej wysoki, taki postawny blondyn. Zapamiętałam głównie jego oczy. To one mnie tak przeraziły. Były jak dwa sztylety. Mężczyzna potrącił mnie i zbiegł szybko schodami. To wszystko co zapamiętałam.
- Dobrze, niech będzie, że to prawda. Zapytam innych biesiadników, czy widzieli mężczyznę, który pasowałby do tego opisu, czy może tylko go sobie pani wymyślała, żeby odwrócić od siebie podejrzenia.
- Nie mam powodu żeby cokolwiek wymyślać. Nie mam pojęcia czemu pani mi nie wierzy, od początku jest pani uprzedzona.
- Czy ja pozwoliłam pani wydawać jakąś opinię? To ja prowadzę śledztwo i to wyłącznie moja sprawa w jaki sposób to robię. Najważniejsze to znaleźć winnego, albo winną – tu spojrzała na mnie takim wzrokiem jakby mnie chciała prześwietlić na wylot. Wzdrygnęłam się. Po raz kolejny zrobiło mi się słabo. Wzięłam głęboki oddech i splotłam dłonie. Policzyłam do dziesięciu, żeby się uspokoić, bo na usta cisnęły mi się same inwektywy pod adresem tej detektyw. Nie mogłam dać się wyprowadzić z równowagi, a o to jej najwyraźniej chodziło.
- Jak dobrze znała pani Oliwię Albertyńską? - chciała wiedzieć Jarzębowska.
- Dość dobrze, pracowałyśmy w tej samej firmie. Oliwia była moją koleżanką z działu, ale nie przyjaźniłyśmy się. Ona miała zupełnie inne poglądy na życie niż ja. Nie chce źle o niej mówić, ale była trochę niezrównoważona psychiczne. Czasem zachowywała się jak wariatka. Była impulsywna.
- A zatem nie darzyły się panie sympatią – Jarzębowska najwyraźniej ucieszyła się myśląc, że ma jakiś punkt zaczepienia. I oczywiście przyczepiła się tego tematu jak rzep psiego ogona. - Co było powodem tych nieporozumień?
- Na początku sposób w jaki Oliwia pięła się po szczeblach kariery. A później jej były narzeczony. Oliwia dowiedziała się, że spotykam się z Piotrkiem i wpadła w szał. Zaczęła mi grozić i zażądała bym zerwała z nim, co też zrobiłam, bo jej się po prostu bałam. Była nieprzewidywalna.
- Zazdrość, nienawiść i zemsta są jednym z najczęstszych motywów zbrodni. Myśli pani, że uwierzę w to iż tak łatwo posłuchała pani koleżanki i jak gdyby nic rozstała się z narzeczonym? Zaśmiała się. - Doprawdy zabawne.
- Kinga mówi prawdę, chwilę przed tym jak znaleźliśmy martwą Oliwię Kinga zerwała ze mną pod wpływem jej gróźb. Wiedziała równie dobrze jak ja do czego Oliwia była zdolna. Ja też nie chcę źle mówić o denatce, ale ona nie była dobrym człowiekiem. Nie znałem równie zepsutej i wyrachowanej kobiety jak ona – wtrącił się Piotrek i wyczułam że on też z trudem tłumi irytację.
- A może było tak, że razem państwo pozbyli się problemu, którym była pani Albertyńska?
- Co też pani sugeruje? Piotrek był wyraźnie wściekły. I nie dziwiłam mu się ani trochę. Te oskarżenia Jarzębowskiej były bezpodstawne i wyssane z palca. Miała pokrętny sposób rozumowania. Nie wiedziałam skąd wyciągała takie wnioski. Co więcej miałam już serdecznie dość tego przesłuchania. Chciałam wrócić do domu i odpocząć. O niczym innym nie marzyłam jak o prysznicu i wygodnym łóżku. Bolały mnie wszystkie mięśnie, które miałam napięte ze zdenerwowania. Ta wredna detektyw chyba nigdy nas nie wypuści, pomyślałam, gdy Jarzębowska jakby czytając w moich myślach oznajmiła:
- Wyciągam wnioski po prostu. Myślę, że nie ma sensu dłużej tego ciągnąć. Poproszę, żeby jutro stawili się państwo na komendzie w celu złożenia obszernych zeznań i podpisania ich. Zobaczymy też co wykaże sekcja zwłok. Gdy poznam dokładną godzinę zgonu, wtedy zapewniam, że sprawdzę państwa alibi. Bardzo wnikliwie sprawdzę. A teraz życzę spokojnej nocy – rzuciła kąśliwym tonem, któremu towarzyszył złośliwy uśmieszek, po czym opuściła pokój.


Krótkie wiersze. 2014-11-23

Szept wiatru


przywołał


twój zapach


i


zbudził


z uśpienia


serce


kołysząc się


na falach snu


jaśminowych


odpływam


 


 


***


Jestem


pyłkiem i kurzem


na dnie twojej duszy


ostatnim tchnieniem


nadziei


jak kropla rosy


źdźbło trawy


ocalam twoje serce


od suszy.



Czy widziałeś kiedyś? 2014-11-18

Czy widziałeś kiedyś księżyc, który blednie pod naporem trosk?


Czy widziałeś kiedyś gwiazdy gasnące nim wstanie noc?


Wiesz zatem jak to jest żyć w zawieszeniu między niebem a piekłem swych pragnień...


Wiesz jak to jest, gdy z każdym kolejnym dniem twoje serce twardnieje na kamień...


Deszcz szlocha razem z tobą każdej jesieni...


Wiatr unosi cię daleko od ziemi...


Słońce schowane za chmurami czasem pojawia się na twoim niebie...


lecz ty jesteś już tak niepodobnym do dawnego siebie, że nawet sam nie poznajesz siebie...


Co się stało z tamtym tobą?


Tego nie wiem...


jednak pozwól mi mieć nadzieję, że nie jest za późno by zejść na ziemię i naprawić wszystkie błędy nim zimna morska toń pochłonie cię w swe odmęty...


Inne usta. 2014-11-15

Inne usta mnie całują


chociaż nadal czuję twój smak


czekoladowych warg słodycz


rozlewa się gorąca.


 


Inne usta obce dla moich ust


pustki nie zdołam wypełnić już chociażbym bardzo chciała


zamykam oczy i czuję jak


inne usta malują na moich wargach obrazy o jakich dotąd nie myślałam.


 


Inne usta szeptem swoich słów kołyszą mnie do snu


zaciera się ślad twoich warg


z każdym wieczorem, z każdą nocą, z każdym dniem,


czuję jakby było ciebie mniej


jak za welonem z mgły


obraz twoich ust oddala się od moich ust.


 


Inne usta czarowne wizje roztaczają przede mną


zawładnąć pragną wargami mymi na zawsze


zastępując je marzeniami o niebie, błękitnym, anielskim,


pełnym twych pocałunków, wciągających mnie pod wodę,


pozbawiając tchu,


już nie mam sił by się bronić,


osłabła upadam,


szukając po omacku twych ust.


 


Inne usta


lecz nie twoje są ze mną tu,


zatarło się wspomnienie,


został ze mną tylko chłód mych ust.


Jeśli zechcesz odejść... 2014-11-14

Jeśli zachcesz odejść,


zostawić mnie jak różę więdnącą bez wody, zostawić mnie bez tchu


wołającą o ostatni dotyk, wołającą o cud,


pamiętaj, że serc złamanych nie uleczy nic,


nie osuszy łez wylanych żaden wiatr,


nawet czas nie leczy ran,


pomimo wysiłków, pomimo starań.


 


Jeśli zechcesz odejść,


nie pozwól mi zapomnieć chwil słońcem malowanych,


zapachem twej skóry wypełnionych po brzegi,


szeptem drżących warg kołysanych do snu w rytm morskich fal.


 


Jeśli zechcesz odejść,


zrób to w nocy, gdy będę spała,


bym nie słysząc twoich oddalających się kroków nie cierpiała,


zrób to proszę bez wielkich słów, bez pożegnań,


bez wspomnień wspólnych chwil, zatartych, wyblakłych od deszczu, od łez,


po cichu ciągle wierzę, że nadejdzie taki dzień, że wrócisz


i zabierzesz ze sobą mnie.


 


Jeśli zechcesz odejść...


W twoim spojrzeniu. 2014-11-14

W twoim spojrzeniu ujrzałam cały świat,


teraz wiem za czym tęskniliśmy


nie znając siebie,


może ty zawsze czekałeś na mnie


a ja...


na ciebie..?


może to właśnie dla nas


napisano kolejną piękną historię


o miłości...


kiedy szukając się we mgle


los skrzyżował nasze drogi,


pomyślałam, że muszę cieszyć się tą chwilą


i jak najmocniej


chwycić cię za rękę i biec razem z tobą


za wschodem słońca


by łapać wspólne szczęście...


 


Cisza. 2014-11-14

Cisza,



jakie to piękne słowo,



otula cię swym spokojem,



maluje twój świat na różowo.



Cisza,



jaka to piękna rzecz,



pomaga się uspokoić,



zebrać myśli i powiedzieć



smutkom – precz!



Cisza,



jak bardzo ją lubię



ona daje mi powód by zastanowić się nad sobą



i zawrócić ze złej drogi, gdy się zgubię.



Cisza,



od zawsze jej potrzebuję...


Gdy wspomnienia nie chcą odejść. 2014-11-14

Gdy wspomnienia nie chcą


odejść


szarość dni zlewa się w jedną ciemną


noc


próbujesz wydostać się ze szponów


smutku


tęsknota ściskając w obręcz twoje


serce


nie chce odejść


samotnie spędzając długie wieczory


pogrążając się w swym cierpieniu


delektując się bólem


odpływasz...


 


 


Wieczór. 2014-11-13

Wieczór


tysiące gwiazd na niebie


może jesteś jedną z nich?


 


wieczór


ciemność ogarnia ziemię


mrok czai się za rogiem


 


wieczór


jest moim przyjacielem


nigdy wrogiem


 


wieczór


tajemniczy i spokojny


od fałszu wolny


 


wieczór


cisza


przenika mnie chłód


może jeszcze zdarzy się cud


i ten wieczór


roztopi mojego serca


lód..?


Pod niebem gwiazd. 2014-11-11

Muśnięci promieniami słońca


ozłoceni


ukołysani szumem morskich fal


otuleni


piasku ziarenkami


żyjemy pod niebem gwiazd


chłodne powietrze owiewa nasze


rozpalone ciała


złoty piasek plącze się we włosach


i ja bosa


idę po plaży


z tobą za rękę


a wiatr na falach gra jak na flecie


naszą pożegnalną piosenkę...




 


 


Los lubi czasem. 2014-11-10

Los czasem lubi spłatać nam figla


i namieszać w życiu


burzyć


plątać


czarne z białym zmieszać


w szarość ubrać codzienność


jednym gestem przywołać bezsenność


 


los czasem lubi zagrać z nami w berka


gonić


uciekać


we mgle szukać szczęścia


i już nie potrafimy uwolnić się z labiryntu


własnych kłamstw


 


los czasem lubi śmiać się nam w twarz


założyć maskę


ubrać jedwabie


i na zielonej trawie urządzić bal


 


los czasem lubi zmieszać zapachy


poplątać włosy


zamoczyć oczy


nie ważne za dnia czy w nocy


 


los lubi czasem się z nami zwyczajnie śmiać...


Ogarnia mnie strach. 2014-11-09

Strach ogarnia mnie


boję się


że cię zgubię w gęstej mgle


nie mogę znaleźć twojej dłoni


lęk chwyta mnie za gardło


przyspiesza oddech


błądzi wzrok


szukam ciebie we mgle


gdzie jesteś?


odezwij się


chcę cię odnaleźć


i naprawić ten popsuty świat


razem z tobą wszystko prostsze jest


pomóż mi


znaleźć ścieżkę


do twojego serca


chcę znowu się szczerze śmiać


przegnaj więc ten strach


osłoń mnie przez zimnym wiatrem


nienawiści


chcę w twych ramionach


odnaleźć spokój...


 


Tylko on, 2014-11-09

Tylko on potrafił dotykiem wymazać


z pamięci wszystkie jej łzy,


tylko on jednym spojrzeniem


wciągał ją w pożądania wir


 


tylko on umiał ją rozśmieszyć


gdy miała gorszy dzień


tylko on wiedział jak


przytulać by zapadła


w spokojny sen


 


tylko on potrafił uśmiechem


namalować kolorowe noce


kolorowe dni


tylko on wiedział jak pocałunkiem


obudzić z uśpienia jej zmysły


 


tylko on biegał z nią po łące


pełnej maków


tylko on trzymał ją za rękę


na spacerach w parku


tylko on tańczył z nią w deszczu


 


tylko on gonił z nią po plaży za szczęściem


tylko on zachwycał się jej urodą, jej pięknem


tylko on zasypiał kołysany jej oddechem


tylko on budził ją czułym uśmiechem


 


ale jego już nie ma...


i ona też każdej nocy umiera...


gdy ból jej serce rozdziera...


dlaczego tak musi być?


że jedno serce bez drugiego nie potrafi żyć..?


 


Nieroważna, ale romantyczna - cd. 2014-11-08

***



Kiedy się ocknęłam Oliwia nadal leżała na podłodze, a plama krwi wokół jej głowy powiększyła się tworząc niewielkie źródełko. Z trudem tłumiąc mdłości i zasłaniając usta dłonią przeczołgałam się na kolanach w jej stronę i sprawdziłam puls na szyi. Nie wyczułam najmniejszych oznak życia. Oliwia była zimna i bez wątpienia martwa. Co robić? myślałam gorączkowo, gdy drzwi za mną się uchyliły i ktoś wszedł do środka. Zadrżałam, serce waliło mi głucho w piersi, zrobiło mi się duszno. Obejrzałam się za siebie z lękiem. Z ulgą odetchnęłam, gdy zobaczyłam, że to Piotrek. Jednak ponownie wpadłam w panikę na widok tego, co zobaczyłam w jego oczach. Zaskoczenie i szok. Ukochany pewnie myśli, że to ja zabiłam rywalkę. Muszę mu wyjaśnić, że nie mam z tym nic wspólnego.
- Piotrek, to nie jest tak jak myślisz... - zaczęłam podnosząc się z klęczek i starając się więcej nie patrzeć na ciało Oliwii, choć wiedziałam, że jej obraz będzie mnie nawiedzał, gdy tylko zamknę oczy – gdy ją znalazłam leżała na podłodze z rozbitą głową, musisz mi uwierzyć, że nic jej nie zrobiłam, przysięgam.
- Jesteś pewna, że ona nie żyje?
- Tak, nic już nie można dla niej zrobić.
Piotrek chyba mi nie uwierzył, bo odsunął mnie lekko i podszedł do ciała leżącego na podłodze. Sprawdził puls na nadgarstku Oliwii, a później jeszcze na jej szyi. Westchnął i spojrzał mi w oczy.
- Masz rację, ona jest martwa. Trzeba zawiadomić policję. Jeśli nie ty ktoś inny ją zabił. Może to był wypadek, a może morderstwo z premedytacją. To już sprawa dla policji. Kinga ja muszę to zrobić, jeśli jest tak jak mówisz to nic ci nie grozi.
- Wiem, ale boję się. Miałam motyw, żeby chcieć się jej pozbyć. Każdy pomyśli, że się pokłóciłyśmy i w gniewie popchnęłam ją, a ona upadając uderzyła się w głowę i … - głos mi się rwał, dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego w jak tragicznym położeniu się znalazłam. Tłumiąc szloch spojrzałam Piotrkowi w oczy. Czy mi wierzy?
Piotrek jakby czytając w moich myślach powiedział:
- Ja ci wierzę Kinga. Wiem, że nie mogłabyś zabić Oliwii. Wszystko się wyjaśni. Nie martw się. Nie zostawię cię z tym samej. Obiecuję – po czym przytulił mnie. Oddałam uścisk czując łzy pod powiekami.
- Wyjdźmy stąd, to jest teraz miejsce zbrodni. Nie możemy zatrzeć śladów – powiedział i pociągnął mnie lekko za łokieć. Wyszłam za nim bez oporu. Nie chciałam dłużej być w tym miejscu. Gdy wyszliśmy na korytarz Piotrek wyjął telefon i zawiadomił policję. A ja czułam, że nad moją głową zbierają się nie tyle burzowe, co huraganowe chmury. To tornado, które za chwilę nadejdzie zmiecie mnie z powierzchni ziemi. Nogi się pode mną ugięły i opadłam na najbliższe krzesło. Piotrek widząc jak zbladłam podbiegł do mnie. W szarym spojrzeniu czaił się niepokój i troska.
- Kinga dobrze się czujesz?
- Tak, nic mi nie jest. To stres. Denerwuję się. Niech ten koszmar się jak najszybciej skończy – pomyślałam. W tym samym momencie na korytarzu pojawił się ojciec Piotrka – Tadeusz.
- Synu, co tutaj się stało? - był zdenerwowany. Ciężko oddychał, a jego twarz pokryła się purpurą. Na skronie wystąpiły mu krople potu. Senior Listkowski nie wyglądał dobrze.
- Wszystko ci wyjaśnię tato, tylko się nie denerwuj – Piotrek starał się uspokoić ojca wiedząc, że ten ma słabe serce i stres może mu tylko zaszkodzić, ale wiedział też, że nie może niczego przed nim ukrywać.
- Niech goście zostaną na dole i nikt tutaj nie wchodzi – wydał polecenie jednemu z ochroniarzy, którzy pojawili się z Tadeuszem, a gdy ten odszedł wykonać polecenie Piotrek wyjaśnił ojcu - Kinga znalazła w łazience ciało Oliwii. Za chwilę zjawi się tu policja. Przykro mi tato, że w tak ważnym dla ciebie dniu stała się tak wielka tragedia.
Słysząc to Tadeusz zachwiał się lekko i pobladł. Minę miał nietęgą i trudno mu się dziwić, gdy w trakcie jego wesela ktoś pozbawia życia jednego z gości. Choć Oliwia nie była gościem, sama się wprosiła. I zapłaciła za to najwyższą cenę. Było mi jej trochę żal, może nie była idealna, ale nie zasłużyła na taki koniec. Tadeusz nie zdążył nic odpowiedzieć, bo w tym samym momencie na korytarzu pojawili się policjanci wezwani wcześniej przez Piotrka. Dwóch z nich weszło do łazienki, która była teraz miejscem zbrodni, a trzeci tylko pobieżnie obejrzał ciało i wyszedł z powrotem na korytarz. Był wysoki, postawny, ciemne włosy miał przyprószone siwizną.
- Aspirant Sylwester Murawski – przedstawił się. Po czym oznajmił :
- Za chwilę pojawi się tutaj moja koleżanka z wydziału zabójstw, która będzie kierowała śledztwem. Czy mogliby jednak państwo mi powiedzieć, co tutaj się wydarzyło? - zapytał uważnie obserwując mnie. - To pani znalazła ciało?
- Tak. To ja ją znalazłam – przyznałam.
- Kim jest denatka?
- To Oliwia Albertyńska, moja była narzeczona – wyjaśnił Piotrek. A aspirant uważniej mu się przyjrzał i zatrzymał na nim dłużej swoje spojrzenie. Bynajmniej takie odniosłam wrażenie.
- Rozumiem. To pan nas wezwał – i spojrzał do notesu – Piotr Listkowski, tak?
Piotrek kiwnął głową.
Aspirant zwrócił się teraz do Tadeusza. - Pan jest gospodarzem tej imprezy jak rozumiem? Proszę dla mnie przygotować listę gości i wszystkich innych osób obecnych na weselu, mam tu na myśli obsługę i kelnerów. Im szybciej wyeliminujemy tych, którzy mają alibi na czas zgonu denatki tym szybciej będą mogli oni opuścić przyjęcie. Teraz to miejsce zbrodni i najważniejsze to jak najszybciej znaleźć sprawcę.
- Oczywiście aspirancie. Miejmy nadzieję, że ta nieprzyjemna dla nas sprawa jak najszybciej się wyjaśni.
Gdy Tadeusz zszedł na dół aspirant odwrócił się ponownie w naszą stronę. W tej samej chwili z łazienki wyszedł jeden z policjantów. Był niski, jasnobrązowe włosy miał przerzedzone na czubku głowy, sylwetkę tak szczupłą, że wręcz kościstą. Ubranie bardziej na nim wisiało niż leżało. Za okularami kryły się jednak inteligentne brązowe oczy.
- Wstępne oględziny pozwalają mi sądzić, że kobieta zmarła na skutek uderzenia w potylicę i wykrwawienia się. Najprawdopodobniej upadając uderzyła o kant wanny. Moim zdaniem wygląda to na nieszczęśliwy wypadek. Resztę powiem po sekcji zwłok, wtedy będę wiedział więcej. Aha, jeszcze jedno. Zgon nastąpił około godziny temu.
- Rozumiem, dziękuję. Przyślij tu techników niech zbadają i opieczętują to miejsce. Nikt tutaj nie może wchodzić. Zdejmijcie też odciski palców ze wszystkiego, co znajduje się w tej łazience. Zbadajcie każdy kąt. Może sprawca zostawił jakieś ślady swojej obecności. Trzeba będzie sprawdzić kto tutaj wchodził oraz przesłuchać każdego kto miałby najmniejszy motyw by posprzeczać się z panią Albertyńską. Na razie to wszystko, możesz odejść.
Kościsty skinął głową aspirantowi i ruszył korytarzem w stronę schodów.
- Za chwilę nasi śledczy zabiorą ciało, a teraz chciałbym żeby poszli państwo ze mną w jakieś spokojniejsze miejsce, gdzie zaczekamy na detektyw śledczą Alinę Jarzębowską.
Pięć minut później siedzieliśmy z Piotrkiem w gabinecie. Aspirant Murawski wyszedł, bo zadzwoniła jego komórka, zostaliśmy więc sami. W tej chwili ten gabinet wydał mi się jedynym spokojnym miejscem. Gdy rozniosło się wśród gości, że na piętrze znaleziono trupa wszystkim nagle przeszła ochota na zabawę i zapanował chaos. Grobowa atmosfera unosiła się w powietrzu. Wszyscy byli zaniepokojeni i zdezorientowani, i trudno się im dziwić. Nikt nie spodziewał się przecież, że wesele skończy się tragedią. Moje rozmyślania przerwało wejście detektyw Jarzębowskiej, bo nie miałam wątpliwości, że to była ona. Wystarczyło jedno spojrzenie na jej twarz, by przebiegł mnie zimny dreszcz. Kobieta miała krótkie jasne włosy, wąskie, nieustępliwe usta i chłodne spojrzenie. Była średniego wzrostu, sylwetkę miała mocną i umięśnioną. Jednak to jej oczy robiły na mnie największe wrażenie. Nieprzyjemne wrażenie. Lodowato niebieskie, cyniczne i pełne pogardy. Znielubiłam ją od pierwszej chwili. I chyba musiała to być wzajemna niechęć, bo Jarzębowska popatrzyła na mnie jak na robaka, którego można bez trudu rozgnieść. Chyba lubiła, gdy ludzie się jej bali. Karmiła się ich strachem. Mogłabym przysiąc, że przez chwilę widziałam na jej ustach uśmieszek złośliwej satysfakcji, podobny do tego jaki miała Oliwia. Wzdrygnęłam się, zrobiło mi się gorąco. Gdyby nie Piotrek, który trzymał mnie za rękę zerwałabym się i uciekła stamtąd w jednej chwili. Zdałam sobie sprawę z tego, że mój koszmar dopiero się zaczyna. I nie myliłam się.


Deszczowy wiersz. 2014-11-05

Mokniesz, kropla za kroplą przesiąkasz,


tęsknotą po brzegi wypełnione serce łka,


Zamykasz oczy, zamykasz zmysły,


strumienie wody mrożą cię chłodnym dotykiem,


Deszcz,


to twoje łzy czy niebo płacze?


Stoimy na dwóch odległych wyspach,


otoczeni morzem samotności,


Szukam cię spojrzeniem, maluję twarz w nicości,


Gdy zawieje wiatr ulecą wraz z nim nasze wspomnienia,


a krople deszczu rozmyją po miłości ślad,


Szukam cię co noc w swych snach,


Błądzę, błądzę w oparach czarnego snu,


Muszę znaleźć Cię w ciemnościach, poprzez morza, mgły i deszcz


Chociaż mrozi skórę dreszcz,


Chociaż jesteś już daleko, ja zawsze będę na ciebie czekać,


odnajdę cię pomimo wichur i burz, odnajdę nim nasze serca pokryje kurz,


Powiedz tylko czy w tym okrutnym świecie znajdzie się miejsce dla dwóch spokrewnionych,


splecionych namiętnością dusz?


 


 


Marianna & Kamikon, 2014.


 


Spłoszone serca. 2014-11-03

Spłoszone serca


pragnące czułości


błagają o miłość, o kroplę wody,


dla spragnionej uczuć duszy,


gdy nie ma nadziei na miłość


twardnieją na kamień,


nie pozwól by to, co złe


postawiło mur między nami,


gdy podam ci swą dłoń


ty nie pytaj o nic tylko ze mną chodź


do krainy w której mieszka miłość


czarodziejka ludzkich serc...


Burza - wersja druga. 2014-11-03

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić wiersz mojego kolegi. Piękny, pełen emocji, po prostu magiczny.


 


BURZA


Zajrzałem w Twoją duszę, rubinową przestrzeń marzeń
Duszę rozpaloną tysiącem płomiennych rydwanów
Zajrzałem w oczy mgliste, pełne sennych wrażeń
Dotknąłem twojej dłoni, musnąłem włosów wonnych
Utkwiłem wzrok na Tobie, całej, barwnej, cudownie niepokornej
Burza …
Burza uczuć, dusz i spojrzeń …
Rozrywa mnie od wewnątrz …
Już nie mogę zapomnieć …
Jesteś moją iluzją !


 


Kamikon, 1.11.2014.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]