marianna22 | e-blogi.pl
Blog marianna22
Recenzja książki 2014-03-25

Recenzja książki



,,Ekologiczna zemsta” Małgorzaty Kursy to książka, którą ostatnio przeczytałam i o której chciałabym wam dzisiaj co nieco opowiedzieć i zarazem zachęcić was do lektury tej jakże nietuzinkowej powieści. Bohaterki książki dwie kobiety po przejściach, którym życie dało w kość Malwina Pędziwiatr i jej przyjaciółka Eliza postanowiły przeciwstawić się kraśnickim złodziejom i wandalom. Pomagają im w tym syn Elizy – Piotruś, magister informatyki i córka ich wspólnej znajomej Karolina, zwana Lalą. Cała czwórka wspólnie obmyśla plan - zemsty oczywiście - na miejscowym złodziejaszku, zwanym Skunksem, ze względu na wonie jakie w pobliżu siebie rozsiewa ów rabuś. Plan jest taki żeby zaczaić się na Skunksa nocą, gdy ten będzie wracał przez park i podać mu podstępem środek, który skutecznie zniechęci go do dalszych rabunków, a mianowicie – rycynę... Co z tego wyniknie? Czy zemsta ekologiczna powiedzie się? O tym dowiecie się, gdy przeczytacie tą pełną humoru powieść. A jaką karę wymyślą nasze bohaterki dla Iryska – miejscowego ważniaka, który zaśmieca pobliski las swoimi śmieciami? Jesteście ciekawi?Jeśli tak to gorąco zachęcam do zapoznania się z tą powieścią. Mi książka bardzo się podobała i chętnie do niej powrócę. Czytałam z przyjemnością i polecam ją wszystkim wielbicielom humorystycznych powieści kryminalnych. Warto czytać dobre książki a ta jest więcej niż dobra, więc tym bardziej zachęcam do przeczytania ,, Ekologicznej zemsty” nie tylko fanów ekologii i środowiska, ale również wielbicieli twórczości Małgorzaty Kursy.



Gorąco polecam! ;)



UWAGA! TO NIE JEST KSIĄŻKA DLA WIECZNIE NIEZADOWOLONYCH PONURAKÓW!




ANIOŁ CIEMNOŚCI II 2014-03-22

ROZDZIAŁ V
Eliza długo nie mogła dojść do siebie po tym, co wydarzyło się wczoraj wieczorem. Myślała o babci i zastanawiała się czy kiedyś jeszcze będzie mogła chociaż raz się z nią zobaczyć. Miała tyle pytań do niej i nadzieję, że wreszcie pozna wszystkie tajniki magii. Otworzyła pamiętnik na jednym z wpisów i coś nagle ją zaniepokoiło. Zdała sobie sprawę z tego, że od czasu jak wróciła ze szkoły nie widziała swojego kota - Feliksa. Poczuła jak robi jej się gorąco na myśl, że jej kotu coś mogło się stać. Eliza nie mogła pozbyć się odczucia, że stało się coś złego. W zdenerwowaniu zaczęła nawoływać Feliksa sprawdzając przy tym każdy kąt w pokoju, a następnie zbiegła na dół do kuchni, gdzie też nie znalazła śladu po swoim ukochanym pupilu. Zajrzała jeszcze do łazienki, do pokoju mamy i do salonu ale nigdzie nie było Feliksa. Teraz już Eliza była pewna, że jej kotu coś się stało Feliks bowiem zawsze przybiegał na jej wezwanie. Wreszcie znalazła się przed domem, gdy obeszła go dookoła tchnięta nagłym przeczuciem zajrzała do szklarni mamy. I tam ujrzała widok, który wstrząsnął nią do głębi. Feliks leżał na podłodze. Nie ruszał się. Dziewczyna podbiegła niego
- Felix! Ocknij się! - potrząsnęła lekko jego łapką, która leżała taka krucha i bezwładna w jej dłoni. Serce ścisnęło się jej z żalu a z oczu popłynęły łzy wielkie jak groch. Wtedy kot nieznacznie poruszył się. Miauknął, po czym znowu znieruchomiał. Eliza widząc to poczuła, że jest nadzieja I może uda się ocalić jej kota. Przez jej głowę przepływały tysiące pomysłów jak to zrobić. Musi być jakiś sposób, zastanawiała się gorączkowo. Wzięła delikatnie kota na ręce po czym ostrożnie stawiając kroki opuściła szklarnię i ruszyła w stronę domu. Zeszła do piwnicy, gdzie położyła Feliksa na stole. Wtedy kotem zaczęły wstrząsać drgawki, zaczął wymiotować. Wtedy Eliza zdała sobie sprawę tego, że ktoś otruł jej kota. W oczach aż pociemniało jej z wściekłości, w piwnicy rozszalał się wiatr, gniew dziewczyny spowodował, że ogień sam zapłonął w palenisku a wszystkie słoiki zaczęły się trząść na półkach. Moc Elizy szukała ujścia. I nagle wszystko  znieruchomiało tak nagle jak się zaczęło. A dziewczyna nie zastanawiając się wiele podeszła do komody i wyjęła stamtąd ampułkę zwierającą antidotum. To moja ostatnia szansa, pomyślała. Mam nadzieję, że nie jest za późno. Musze ocalić Feliksa. I podała kotu miksturę wlewając ostrożnie płyn z ampułki wprost do jego pyszczka. Kot przełknął z trudem a po chwili bezwładnie opadł na stół I przestał oddychać. Leżał nieruchomo a Eliza przeklinała los za to, że dał jej przyjaciela, by za chwilę jej go odebrać. Tak nie powinno być, myślała zalewając się łzami.Ból był tak wielki jakby ktoś wyrwał jej dziurę w sercu. I wtedy Feliks poruszył się i powoli podniósł ze swojego legowiska Rozejrzał się wokół siebie zamglonym wzrokiem który nabierał ostrości, poruszył wąsami, wciąż kręciło mu się w głowie ale żył. Nie wierząc w swoje szczęście Eliza pochwyciła kota w objęcia: Feliks! Ty żyjesz! - wykrzyknęła uradowana tuląc kota do siebie I roniąc łzy radości. Wtedy dopiero poczuła jak opuszcza ją napięcie. Ale gniew wciąż burzył jej krew. - Dowiem się kto próbował cię otruć – obiecała – a gdy już znajdę truciciela zniszczę go! Spojrzenie miała mroczne i pełne ognia. - Nie spocznę dopóki osoba, która chciała pozbawić cię życia nie skończy swojego nędznego żywota ginąc z mojej ręki. Ten kto ze mną zadarł nie wie, co go czeka...


Gram 2014-03-22

Łzy płyną rzeką smutku



cierpienie rozrywa duszę



chciałabym wykrzyczeć cały swój żal



swój ból



lecz nie słyszy mnie nikt



bo nie jestem sobą



udaję



zakładam na twarz maskę



i gram



wciąż każdego dnia



gram


nostalgicznie 2014-03-17

Kochany!



Piszę do ciebie kolejny raz



bez ciebie tak potwornie wolno płynie czas



dni i noce zlewają się w jedno



i wiem na pewno, że nie zapomnę cię



taka miłość jak nasza zdarza się tylko raz



powiedz mi jak mam teraz udawać, że nigdy nie było nas?



Dla ciebie uczucie to nic nie znaczyło



może się mylę, może to nie była miłość?



lecz pożądanie, przywiązanie, namiętność



łatwiej jest nazwać coś, czego nie ma niż to, co wiesz na pewno



że nie istnieje i prawa bytu nie miało,



wciąż nie mogę uwierzyć w to, co się stało z nami



tak nagle odszedłeś, zamykając drzwi na klucz



i zostawiając za sobą mur z lodu i ból



cholerny ból, który nie chce odejść



czasem przeklinam los za to, że pozwolił naszym drogom skrzyżować się



nie chce płacić złamanym sercem za parę chwil radości



bo czuję, że już nigdy nie zaznam w życiu miłości.



Anioł Stróż 2014-03-12

Rozdział VII



Następnego ranka Zuzanna obudziła się w świetnym humorze. Już nie mogła się doczekać, kiedy zrealizuje swój pomysł. Miała nadzieję, że Rafael zjawi się na czas i ją uratuje, tak jak poprzednio. Ubrała się w niebieską zwiewną sukienkę przed kolana. Związała włosy w warkocz. Zrobiła delikatny makijaż. Kropla perfum i była gotowa. Jedno spojrzenie w lustro upewniło ją, że wygląda doskonale. Zeszła na dół do kuchni, gdzie czekała na nią ciotka Adela. W powietrzu unosił się zapach świeżo parzonej kawy pomieszany z zapachem jajecznicy na szynce. Zuzanna przywitała się z ciocią po czym podeszła do stołu i z dzbanka z kawą nalała odrobinę pobudzającego napoju do swojej filiżanki. Usiadła przy stole i przysunąwszy do siebie talerz z parująca jajecznicą zaczęła niespiesznie jeść. Dla Zuzanny smaczne jedzenie było jedną z niewielu przyjemności jakie ceniła w życiu. Nigdy nie stosowała żadnych diet i mogła poszczycić się bardzo dobrą przemianą materii. Czego zawsze zazdrościły jej wszystkie koleżanki. Adela uważnie ją obserwowała nad czymś się zastanawiając. Wzięła głęboki wdech i wydech i zapytała:



- Czy wszystko u ciebie w porządku Zuzanno?



- Tak, czemu pytasz ciociu? Wszystko jest w idealnym porządku - zapewniła skupiając się na jajecznicy i nie patrząc ciotce w oczy.



Adela wyczuła, że nie mówi jej całej prawdy, ale nie chciała naciskać.



- Ale gdybyś miała jakiś problem powiedziałabyś mi o tym?



- Tak ciociu.



- A jak w pracy?



- Dobrze - ożywiła się Zuzanna. - Skatalogowałam już jedną trzecią zbiorów znajdujących się w magazynie. Kustosz jest bardzo zadowolony z mojej pracy. Mówiąc to spojrzała przelotnie na zegar wiszący na ścianie i poderwała się z krzesła.



- Na mnie już czas. I rzuciwszy lakoniczne pożegnanie ciotce wybiegła z kuchni. Po chwili słychać było trzask zamykanych drzwi i stukot jej obcasów na chodniku. Adela zamyśliła się. Czuła, że Zuzanna coś przed nią ukrywa. Ufała swojej intuicji, która mówiła jej, że dzieje się coś niepokojącego...



***



Będąc w pracy Zuzanna starała się skupić na swoich obowiązkach, ale jej myśli co i raz krążyły wokół Rafaela. Zastanawiała się, czy jej nieziemsko przystojny anioł stróż tym razem też będzie na nią zły, gdy dowie się, że specjalnie naraziła się na niebezpieczeństwo. I że robi to tylko dlatego, że chce go zobaczyć...



Z tą niewesołą myślą otworzyła notes, włączyła komputer i zabrała się do pracy.



Dwie godziny później Zuzanna szła już w stronę parku. Była tam kilka razy na spacerze i zauważyła, że mostek nad strumykiem przepływającym przez park jest bardzo stary i spróchniały w kilku miejscach. Pomyślała, że mogłaby spróbować przejść po nim... Gdy weszła do parku mocniej zabiło jej serce. A dreszcze ekscytacji przebiegały po plecach. Ręce jej drżały ze strachu, ale postanowiła, że nie wycofa się. Zrobi to, co zaplanowała. Ruszyła więc alejką wzdłuż parku i rozejrzała się. Dwie panie w średnim wieku spacerowały z psami. Na ławce siedzieli starsi panowie i czytali gazety. Troje dzieci w wieku szkolnym karmiło kaczki w stawie. Nikt nie zwracał na nią uwagi.



- Los mi sprzyja - ucieszyła się Zuzanna. Park o tej porze roku cały tonął w zieleni. Na klombach rozkwitały pierwsze wiosenne kwiaty. Słońce przyjemnie grzało w twarz i Zuzannę ogarnął nagle wesoły nastrój. To idealny dzień na spotkanie z Rafaelem, rozmarzyła się zbliżając do drewnianego mostka nad strumykiem. Wzięła głęboki oddech po czym zrobiła krok do przodu i weszła na drewniany, omszały schodek. Ten lekko zadrżał pod ciężarem Zuzanny, ale wytrzymał. Ostrożnie stawiając kroki niezrażona niczym szła po spróchniałych deskach kładki. Gdy była w połowie drogi nagle jedna deska pękła pod jej ciężarem i Zuzanna zachwiała się a obcas pantofla zaczepił o szczelinę w desce i straciwszy równowagę wypadła przez niską metalową, zdobioną w motywy roślinne barierkę. Poczuła strach chwytający ją za gardło. W następnej sekundzie coś z ogromną siła porwało ją w ramiona i uniosło w powietrze w chwili, gdy już miała wpaść do wody. Sekundę później leżała na trawie w ramionach Rafaela. Oboje ciężko oddychali. Zuzanna odezwała się pierwsza:



- Dziękuję Rafaelu, uratowałeś mi życie. I uśmiechnęła się promiennie.



Anioł stróż nie odwzajemnił jej uśmiechu, lecz spojrzał na nią poważnymi oczami i cień irytacji przebiegł przez jego piękną twarz.



- Wiem, że zrobiłaś to specjalnie Zuzanno - rzekł z naganą. - Nie wiem czemu narażasz się na takie niebezpieczeństwo? Wiesz dobrze, że następnym razem mogę nie zdążyć...



Jednak Zuzanna nie była ani odrobinę skruszona tym, co zrobiła. Co więcej nie żałowała tego. Czuła się bezpiecznie w ramionach Rafaela, który wciąż nie wypuszczał jej z objęć. Zamknęła oczy i rozkoszowała się uczuciem bliskości i spokojem, jaki dawały mocne ramiona jej wybawcy.



- Chciałam cię znowu zobaczyć Rafaelu...



- Mogłaś zginąć.



- Mam tego pełną świadomość. Mimo to warto było zaryzykować - roześmiała się - powiesz mi jak stałeś się aniołem stróżem?



- Może innym razem - odparł Rafael patrząc na nią z troską. - Chcę ci uświadomić, że nie powinnaś była się we mnie zakochać. To nie przyniesie niczego dobrego. Nie chcę żebyś cierpiała.



- Ale chyba jest jakiś sposób żebyśmy mogli być razem?



- Zuzanno bądź rozsądna. Pomyśl o tym, co powiedzą twoi znajomi, rodzina, gdy przyjdziesz z narzeczonym, którego nikt nie zobaczy. Wszyscy pomyślą, że zwariowałaś i wymyśliłaś sobie chłopaka, który nie istnieje. A wtedy zwiążą cię w kaftan i wywiozą do wariatkowa. Tego chcesz?



Wtedy Zuzanna uświadomiła sobie, że Rafael ma rację. Wszyscy pomyślą, że zwariowałam. Momentalnie posmutniała. Jednak nadzieja jej nie opuściła.



- Musi być jakiś inny sposób.



- Nawet o tym nie myśl Zuzanno - ostrzegł ją anioł, gdy wyczytał z jej spojrzenia to, co nagle przyszło jej na myśl.



- Proszę nie rób tego - wyszeptał.



Ale ona go nie zamierzała słuchać. Za bardzo jej na nim zależało, by zrezygnować. Nie chciała się teraz poddać.



- Żeby stać się aniołem tak jak ty muszę zginąć gwałtowną śmiercią.



- Ale z ciebie uparciuch Zuzanno - westchnął i uśmiechnął się. - Pamiętaj, że to nie takie proste, bo ja zawsze cię uratuję - przypomniał. Po czym zniknął. Zuzanna została sama z mętlikiem w głowie. Słowa Rafaela zapadły jej w pamięć. Wiedziała, że anioł ma rację, ale teraz nie mogła się już wycofać. Co więcej nie chciała tego zrobić. - Muszę zginąć gwałtowną śmiercią w wtedy stanę się aniołem stróżem tak, jak Rafael. Nie wiedziała jednak, że to nie wystarczy. Jej wybawca nie powiedział jej bowiem, że aby zostać aniołem trzeba zginąć ratując komuś życie...


anioł stróż


Anioł Stróż 2014-03-07

 


Rozdział VI


Siedząc od dobrych pięciu godzin w muzealnym magazynie Zuzanna zastanawiała się nad tym, co wydarzyło się ostatniej nocy. Wciąż nie mogła uwierzyć w to, że Rafael ją ocalił. Miała wrażenie, że to wszystko jej się przyśniło. Ale wiedziała też, że gdyby nie zjawił się jej anioł stróż koszmarny upiór niechybnie zabiłby ją. Na samo wspomnienie o tym zadrżała i dreszcz strachu przebiegł jej po plecach.


- Uspokój się. Już nic ci nie grozi - starała się wziąć w garść zabierając ponownie do pracy. Ale inwentaryzacja w ogóle dzisiaj jej nie szła. Zuzanna myślała przez cały dzień o Rafaelu. Zastanawiała się, co zrobić żeby móc znowu go zobaczyć. Anioł stróż powiedział jej, że zjawi się zawsze wtedy, gdy wyczuje, że grozi jej niebezpieczeństwo. Podniesiona na duchu tą myślą wpadła na pewien pomysł. Podniosła się zza biurka i niewiele zastanawiając chwyciła leżącą na biurku torebkę i klucz i wybiegła. Po chwili była już przed muzeum. Ruszyła wzdłuż ulicy rozglądając się. Gdy dotarła do skrzyżowania ucieszyła się, że jest akurat czerwone światło i śmiało weszła na przejście dla pieszych. W tej samej chwili dostrzegła pędzącego w jej kierunku czarnego vana. Sparaliżowana przerażeniem nie mogła się ruszyć i poczuła, jak robi jej się gorąco ze strachu przed niechybnym uderzeniem. Sekundę później coś z wielką siłą popchnęło ją na chodnik i Zuzanna poczuła jak leci w powietrzu i upada na twarde płyty chodnikowe. Serce waliło jej jak oszalałe. Z trudem chwytając oddech obejrzała się przez ramię. Rafael klęczał obok niej i też ciężko oddychał, ale jego wyraz twarzy nie wróżył nic dobrego. Dzisiaj też od stóp do głów ubrany był w biel. Nie wyłączając białych, rozłożystych skrzydeł. Czarne włosy były lekko potargane jakby przed chwilą hulał w nich wiatr. Ale bursztynowe oczy płonęły. Z gniewu.


- Czyś ty oszalała Zuzanno? Życie ci nie miłe?


- Chciałam cię zobaczyć Rafaelu, a to był jedyny sposób... - spuściła wzrok na swoje dłonie kurczowo zaciśnięte na pasku torebki. Starała się za wszelką cenę nie rozpłakać. Nagle zdała sobie sprawę z tego, że znajduje się bardzo blisko Rafaela. Poczuła ciepło bijące od jego ciała i odruchowo przysunęła się jeszcze bliżej i spojrzała w miodowe oczy swojego anioła stróża, i poczuła się znowu bezpiecznie. Ogarnęła ją słodka, kojąca błogość. Jej dusza uśmiechała się radośnie ze szczęścia.


- Tym razem zdążyłem cię uratować, ale następnym może mi się to nie udać. Pomyślałaś co wtedy? - upomniał ją Rafael tym samym sprowadzając ją na ziemię. Ale Zuzanna zdążyła zauważyć, że głos jej wybawcy złagodniał, co mogło bez wątpienia świadczyć o tym, że już mu przeszła cała złość na nią. Poczuła ulgę. Nie chciała mieć wroga w swoim opiekunie, lecz przyjaciela. Albo kogoś więcej... Ta myśl tak ją zdumiała, że Zuzanna aż otworzyła usta. - Czyżbym zakochała się w swoim aniele stróżu?


Rafael jakby czytał w jej myślach.


- To nie jest dobry pomysł Zuzanno. Nikt oprócz ciebie mnie nie widzi. Chcesz skomplikować sobie życie? Pomyśl o tym nim znowu zrobisz coś nierozsądnego albo szalonego.


Dopiero teraz Zuzanna rozejrzała się wokół siebie. I faktycznie dostrzegła że ludzie omijają ją na chodniku a w miejscu gdzie klęczy Rafael przechodzą bez żadnego problemu.


- O rany! - westchnęła. - Nie wiedziałam o tym. Ale nie szkodzi, że tylko ja ciebie widzę. Muszę ci coś wyznać Rafaelu...


Zrobiła pauzę i na jednym wdechu wyznała:


- Od wczoraj nie mogę przestać o tobie myśleć. Czuję, że łączy nas jakaś silna więź.


- Ja też to czuję Zuzanno, ale wierz mi, że to nie ma sensu. Pomyśl ja jestem aniołem a ty człowiekiem. Ja żyję w niebie a ty na ziemi. To nie może się udać. A nie mylisz czasem wdzięczności z miłością? Zauroczeniem?


Po czym nie czekając na odpowiedź zniknął.


- Uchh... Ja tak łatwo się nie poddam!


Zuzanna podniosła się z chodnika i oceniła stan swojej garderoby. Bluzka była rozdarta przy rękawie, spódnica pobrudzona a kolano stłuczone.


- Nie jest tak źle - stwierdziła - przynajmniej mogłam zobaczyć Rafaela. I uśmiechając się promiennie od ucha do ucha ruszyła chodnikiem w stronę domu.


***


- Co ci się stało Zuzanno? - zaniepokoiła się ciotka Adela widząc w jakim stanie jest garderoba i kolano dziewczyny.


- Miałam mały wypadek. Ale nic mi nie jest ciociu.


Adela obrzuciła ją uważnym spojrzeniem. Nocne hałasy bardzo ją zaniepokoiły a teraz jeszcze to. Zastanawiała się, czy z Zuzanną wszystko w porządku. Może zadzwonię do jej matki, pomyślała.


- Idę się przebrać i odświeżyć - powiedziała Zuzanna i ruszyła w stronę lewego skrzydła korytarza. Po chwili zniknęła w swoim pokoju.


Ciotka stała chwilę patrząc w ślad za nią. - Dziwnie to wszystko... Czuję, że coś jest nie tak. A przeczucie mnie zwykle nie myli. Muszę wieczorem porozmawiać z nią i dowiedzieć się o co tu chodzi - postanowiła i weszła do kuchni dokończyć obiad.


***


Ubrana w gruby, biały szlafrok kąpielowy Zuzanna siedziała przed laptopem. Chciała wyszukać jakieś informacje na temat aniołów. A konkretnie na temat aniołów stróżów. Z internetu dowiedziała się, że istoty te opiekują się ludźmi. Każdy anioł ma swojego podopiecznego, którego chroni. Czuwa nad bezpieczeństwem człowieka a gdy wyczuje, że dzieje się coś złego zjawia się na ratunek. Anioł stróż to istota, która ma czystą i szlachetną duszę. Staje się nim człowiek, który zginął gwałtowną, niespodziewaną śmiercią. Są aniołowie mężczyźni i kobiety. Może nim być też dziecko - przeczytała. Znalazła również potwierdzenie słów Rafaela na to, że anioła stróża widzi tylko ta osoba, którą anioł się opiekuje. Dla innych ludzi jest on niewidoczny, niewidzialny. Zuzanna posmutniała. Nie wiedziała co teraz.


- Może Rafael miał rację mówiąc, że zbyt wiele nas dzieli? Tylko dlaczego nie mogę przestać o nim myśleć? - zastanawiała się. Była przygnębiona. Pomyślała jednak, że nie podda się tak łatwo. Skoro mogę go widywać tylko wtedy, gdy zagraża mi jakieś niebezpieczeństwo to muszę zrobić wszystko żeby się w nim znaleźć. A wtedy Rafael się zjawi. Pokrzepiona tą myślą zamknęła laptopa i poszła do łazienki.


Przed snem leżąc w pachnącej lawendą pościeli naciągniętej pod samą szyję wpatrywała się w księżyc świecący za oknem i planowała, gdzie i kiedy mogłaby znaleźć się w niebezpieczeństwie. I przyszedł jej do głowy pewien pomysł...


Tej nocy śniła o Rafaelu i jego pięknym bursztynowym spojrzeniu i ramionach dających poczucie bezpieczeństwa.


Lirycznie.. 2014-03-02

porusza naszymi sercami miłości wiatr


spada na usta pocałunków deszcz


kropla za kroplą


upajam się tobą


za oknem kończy się dzień


czerwienią


zamyka oczy rozum


ulotna jesteś chwilo


nim znikniesz


pozostaw po sobie


ślad w sercu




AniołStróż 2014-03-01

Rozdział V



 Zuzannę obudził dziwny, złowieszczy i mrożący krew w żyłach dźwięk. Była północ i chociaż za oknem świecił księżyc w pokoju panował półmrok. Kobieta znowu usłyszała ten sam odgłos, co poprzednio i zamarła próbując usłyszeć skąd dobiega ów dziwny, przerażający pomruk. Sparaliżowana strachem nie mogła się ruszyć. Coś skrobało w okiennicę. W oddali zahuczała sowa, gwałtowny podmuch wiatru szerzej uchylił otwarte okno i do pokoju wpadł strumień lodowatego powietrza. Zuzanna zadrżała i szczelniej okryła się kołdrą. Upiorny dźwięk rozdarł cieszę. Ni to stukot ni to chrobot dobiegał zza drzwi. Przerażona poczuła, jak ze strachu po plecach spływa jej strużka zimnego potu. Zadrżała jeszcze gwałtowniej. Było jej na przemian to zimno to znów gorąco, serce waliło jej jak oszalałe. I nagle dobiegł ją inny dźwięk. Bardziej intensywny, monotonny, dobiegający z wnętrza domu. Dźwięk przybierał na sile i w pewnej chwili Zuzanna usłyszała odgłos przypominający stukot metalowego łańcucha o podłogę. Wtem klamka w drzwiach delikatnie drgnęła. Ktoś próbował cicho otworzyć drzwi! Panicznie przestraszona wstrzymała oddech i naciągnęła kołdrę aż pod samą brodę, i utkwiła przerażone spojrzenie w powoli uchylających się drzwiach. Miała wrażenie jakby czas się zatrzymał a straszliwa chwila trwała całe wieki, gdy drzwi się otworzyły z cichym skrzypnięciem i zapadła grobowa cisza, którą po mrożącej krew w żyłach chwili przeniknął odgłos przesuwanego po podłodze łańcucha i szelest przypominający poszum zeschłych liści na wietrze. W powietrzu czuć było zapach stęchlizny, rozkładu i jeszcze czegoś dziwnego, czego nie mogła do niczego porównać. Zapach śmierci. Cień za drzwiami poruszył się, drzwi uchyliły się szerzej i przerażona Zuzanna ujrzała ciemną, wysoką postać, która sunęła powoli w jej kierunku. Czarny płaszcz z kapturem szczelnie okrywał zjawę od góry do dołu. Ze strachu Zuzannie włosy zjeżyły się na karku, serce podeszło do gardła i miała wrażenie, że zaraz wyskoczy jej z piersi. Upiorna postać zbliżała się stukając łańcuchami, których w ciemności nigdzie nie było widać. Przelękniona do głębi spojrzała na twarz upiornej zjawy. Przez chwilę widziała tylko niewyraźną, ciemną plamę, gdy nagle z ciemności wyłoniły się dwa intensywnie żarzące się czerwone punkty. Były to oczy upiora. To właśnie te oczy prześladowały kobietę w koszmarach, które co noc nawiedzały ją w snach.





- To nie może dziać się naprawdę, pomyślała przerażona. Jednak upiór z jej koszmarów zbliżył się już do jej łóżka wyciągnął w jej stronę długą, kościstą, ociekającą krwią rękę..





W tej samej chwili przez okno ktoś wskoczył i wyciągając srebrny miecz, który zalśnił w świetle księżyca przebił upiora. Upiór krzyknął z wściekłości i z bólu a po chwili rozbłysło oślepiające zielonkawo-żółte światło i koszmarna zjawa rozpadła się w czarny pył, który wirując rozpłynął się w powietrzu.





Księżyc świecący przez okno oświetlał szczupłą,wysoką postać stojącą pod oknem. Zuzanna wciąż nie doszła do siebie po tym, czego przed chwilą była świadkiem. Wiedziała, że cudem uniknęła śmierci i że zawdzięcza życie tajemniczemu wybawicielowi.





- Nic ci nie zrobił upiór?





Dobiegł ją spod okna ciepły, łagodny męski głos. Mężczyzna stał plecami do księżyca, więc jego twarz kryła się w mroku. Zuzanna milczała nie zdolna wydobyć głosu z przerażenia. Wciąż drżała ze strachu po spotkaniu z koszmarną zjawą. Nieznajomy zaniepokojony brakiem odpowiedzi poruszył się i podszedł do łóżka Zuzanny. A wtedy ona bez trudu mogła uważniej się przyjrzeć mężczyźnie. Wybawca okazał się być tak piękny, że Zuzanna z wrażenia aż otworzyła usta. Nieznajomy miał krótkie czarne włosy rozwiane przez wiatr. Cień zarostu na szczupłej i opalonej twarzy wybawcy przyprawił ją o dreszcze. Bursztynowe spojrzenie, dużych ocienionych gęstymi rzęsami oczu było łagodne i kojące. Dopiero teraz zauważyła, że cały ubrany jest na biało. Biała koszula rozchyliła się na jego muskularnej, opalonej piersi. Ale największym zaskoczeniem okazały się piękne, rozłożyste białe skrzydła wyrastające z obu ramion mężczyzny.





- Kim jesteś? - szepnęła nie spuszczając z niego wzroku i drżąc na całym ciele.





- Jestem twoim aniołem stróżem Zuzanno - wyjaśnił. - Wyczułem, że grozi ci niebezpieczeństwo i przybyłem żeby cię ocalić.





Słysząc jego słowa kobieta pomyślała, że to wszystko jej się śni. Na pewno zaraz się obudzę.





Anioł jakby czytając w jej myślach powiedział:





- To nie jest sen Zuzanno. Naprawdę uratowałem cię przed tym upiorem. Wierz mi, że gdybym się nie zjawił byłabyś już martwa - patrzył jej przy tym prosto w oczy i kobieta zdała sobie sprawę z tego, że nieznajomy mówi prawdę.





- A więc mam anioła stróża, tak? Zawsze będziesz mnie ratował z opresji? Masz jakieś imię mój aniele stróżu? - pochyliła się w jego stronę.





- Rafael, to moje imię Zuzanno. A co do twojego wcześniejszego pytania to tak. Zawsze zjawię się wtedy, gdy wyczuję że grozi ci jakieś niebezpieczeństwo.





- W takim razie dziękuję ci za uratowanie mi życia Rafaelu - spojrzała mu w oczy i utonęła w jego bursztynowym spojrzeniu. Miała wrażenie, że jest lekkim białym obłoczkiem i unosi się tysiąc metrów nad ziemią. Poczuła, jak jej duszę ogarnia błogość i spokój.








- Muszę iść. Dobrej nocy Zuzanno. Mam nadzieję, że koszmary przestaną cię teraz nawiedzać. I nie czekając na odpowiedź zniknął. Rozpłynął się w blasku księżyca. Zuzanna wyskoczyła z łóżka i dopadła okna mając nadzieję, że go zobaczy. Jednak po Rafaelu nie został najmniejszy ślad. W jednej chwili posmutniała i zrezygnowana wróciła do łóżka. Położyła się i szczelnie okryła kołdrą. Jednak sen jak na złość nie nadchodził. Zuzanna pomyślała o swoim aniele stróżu i po raz pierwszy od dawna poczuła się bezpieczna.




e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]