marianna22 | e-blogi.pl
Blog marianna22
miał być rozdział a są wiersze 2013-11-30

Brak weny. Za dużo się dzieje w moim życiu, za dużo smutku,  więc zamiast kolejnego rozdziału Anioła Ciemności napisałam kolejne wiersze...


Oto kilka z nich :


*


Łza płynie po szybie


Przez okna duszy


zagląda strach


Czy jeszcze kiedyś w lustrze


ujrzę uśmiech?


Czy wciąż obcą będzie mi


moja twarz?


*


Uśmiech przez łzy


Radość choć ból rozrywa serce


Strach podszyty odwagą


Jak łatwo siebie oszukać


I zaprzeczać temu


w co


wierzyłam


Bo łatwiej jest żyć wbrew


sobie


Niż pogodzić się z tym,


że ciebie


straciłam


*


Już ciebie nie potrzebuję


Odwracam wzrok gdy się mijamy


Udaję, że nie znamy się


Choć serce do ciebie się rwie


Nie słucham go


Bo rozum każe mi zapomnieć


O tym, co nas łączyło


Bym mogła wreszcie odetchnąć świeżym


powietrzem


Lecz już nie tobą


Bo od teraz tylko do siebie


należę


 




;) 2013-11-28

Kochani czytelnicy dziękuję za coraz większą liczbę odwiedzin na moim blogu. Dzisiaj opublikowałam dla was dwa wiersze, a pod koniec tygodnia postaram się dodać kolejny rozdział Anioła Ciemności. Pozdrawiam Was serdecznie i życzę przyjemnej lektury ;)


PRÓCZ CIEBIE NIC 2013-11-28

 jak mam ciebie nie kochać


gdy serce nie chce słuchać


rozumu



jak mam ciebie nie pragnąć


gdy ciało serca nie słucha



jak mam o tobie nie myśleć


gdy rozum odbiera mi serce



jak mam o tobie zapomnieć


gdy ciało, umysł i serce



mówią mi, że prócz ciebie


nie chcą nikogo więcej




KOLEJNY SZARY DZIEŃ 2013-11-28

Bez ciebie jak kwiat bez słońca


umiera moja dusza


Bez ciebie jak bez deszczu ziemię


ogarnia moje serce susza


Bez ciebie jak krople wody po szybie


po mojej twarzy płyną łzy


Bez ciebie jak bez zieleni ogród


mój świat jest szary, smutny, zły


Bez ciebie jak bez cukru lizak


nie cieszy mnie nic


Bez ciebie jak zapalniczka bez ognia


nie potrafię już żyć


,, ANIOŁ CIEMNOŚCI '' 2013-11-25

Rozdział III


Dopiero późnym wieczorem Eliza mogła wreszcie otworzyć pamiętnik babci. Wcześniej nie było to możliwe. Jednak gdy tylko Eliza upewniła się, że mama zamknęła za sobą drzwi sypialni,  czym prędzej  wyjęła pamiętnik z szuflady i położywszy go na biurku wsłuchała się w ciszę panującą w całym domu. Za oknem zrobiło się już ciemno więc Eliza zapaliła lampkę i otworzyła dziennik na pierwszym wpisie. Wzięła głęboki oddech i zaczęła czytać.


5 marca 1977, wieczorem


Dzisiaj odkryłam, że mogę nauczyć się kontrolować swoją moc. Czasami była ona tak silna, że nie potrafiłam nad nią zapanować. Od kiedy jednak uczę się magicznej sztuki wszystko wydaje się prostsze. Gdy moja mentorka przekazała mi księgę eliksirów byłam pełna obaw czy sobie poradzę. Teraz nie mam już wątpliwości, że dam sobie rade. I wiem, że mogę wykorzystać swoją moc do czynienia dobra. Chcę jak najlepiej wykorzystać swój dar. Jednak wszystko jest zbyt piękne żeby mogło być prawdziwe. Moją radość zakłóca widmo ciążącej na mnie odpowiedzialności za los mojej rodziny. Nie wiem czy zdołam ją ochronić. Najbardziej boję się o ukochaną wnuczkę. Biedactwo nie wie jeszcze, że to od niej będzie zależała przyszłość świata. Magicznego świata. Że to ona musi wypełnić przepowiednię...


Eliza przerwała lekturę pamiętnika, bo nagle do jej świadomości dotarło, że nie jest sama w pokoju. Odczucie było tak silne, że dziewczyna rozejrzała się zaniepokojona. I natychmiast odkryła, co jest przyczyną tego przeczucia. A raczej kto. Na łóżku Elizy na wpół siedział na wpół leżał ciemnowłosy chłopak z cmentarza.  Anioł Ciemności. Dzisiaj też  miał na sobie wyłącznie czerń. Nie wyłączając skrzydeł. Spojrzenie miał przenikliwe. Uważne. Lustrujące. Jednak to pełen zadowolenia uśmieszek na jego twarzy wytrącił Elizę z równowagi. Krew się w niej zagotowała. Dziewczyna z trzaskiem zamknęła pamiętnik i przyciskając go mocno do piersi, jak tarczę podniosła się z krzesła. - Skąd on się tutaj wziął? przebiegło jej przez myśl i robiąc krok w stronę ciemnowłosego wypaliła: Co ty tutaj robisz? Jak mnie znalazłeś? Głos jej drżał. Nie chciała jednak okazać żadnych emocji. Zwłaszcza przed nim. Wiedziała, że tym razem nie może sobie pozwolić na żaden nierozsądny ruch. Anioł nim odpowiedział przesunął leniwym spojrzeniem po sylwetce dziewczyny by na koniec spojrzeć jej prosto w oczy. Uśmiechnął się i Eliza poczuła jak pali ją twarz. Nienawidziła tego jak jej zdradzieckie serce reaguje na tego chłopaka. Z płonącymi ze złości oczyma syknęła: Odpowiadaj natychmiast! Ciemnowłosy w odpowiedzi rzucił jej zdziwione spojrzenie i ze spokojem odparł: Sama wskazałaś mi drogę dziewczyno. Nie trudno było cię znaleźć. Mam nadzieję, że tęskniłaś, Elizo, dodał. - Skąd znasz moje imię? Chciała wiedzieć dziewczyna. Była coraz bardziej niespokojna. - Wiem o tobie więcej niż ci się wydaje dziewczyno, odrzekł z podejrzanym błyskiem w oku ciemnowłosy. Wytrącona z równowagi jego wyznaniem Eliza nie wytrzymała napięcia. - Ty wstrętny ... Arogancki ... Obłudny ... Ty... Nie dokończyła, bo anioł przerwał jej wpół zdania z wyraźną kpiną w głosie: Jestem aż tak wspaniały? Eliza zapragnęła zetrzeć ten jego pewny siebie uśmiech z twarzy. Nie zastanawiając się ni sekundy cisnęła w ciemnowłosego tym, co miała akurat pod ręką. Dziennikiem babci. Dziennik ze świstem huknął w ścianę tuż przy głowie chłopka. Na jego twarzy odmalowało sie najwyższe zdumienie. - Tego już za wiele! Wykrzyknął. I błyskawicznie zeskoczył z łóżka. - Już drugi raz wyprowadziłaś mnie z równowagi. Jeszcze nikomu nie udała się ta sztuka. Jak się na mnie nie rzucasz to próbujesz mnie zabić. Stwierdził a jego oczy przybrały barwę burzowego nieba. Płonęły. Z wściekłości. Pierś unosiła sie i opadała. Siła jego mocnego uścisku, gdy ścisnął ramię Elizy była obezwładniająca. Pod dziewczyną ugięły sie nogi. Obawiała się, że tym razem przesadziła. - Teraz jesteś mi winna przeprosiny, stwierdził z satysfakcją, omal mnie nie zabiłaś. - Przepraszam, wyjąkała cichutkim i słabiutkim głosem Eliza ze wzrokiem spuszczonym na podłogę. Nie miała odwagi spojrzeć mu w oczy. Ciemnowłosy roześmiał się słysząc te przeprosiny. - Ja chyba śnię. Myślisz, że wystarczy zwykłe przepraszam? Jeśli tak, to jesteś w błędzie, dziewczyno... To nie wystarczy. Jesteś mi winna.... - Pocałunek, powiedział po chwili zastanowienia. Eliza osłupiała słysząc to absurdalne żądanie. - Po moim trupie! Wysyczała próbując przy tym wyrwać swoje ramię z uścisku chłopaka. Na próżno. - Nie szarp się, syknął jej do ucha. Eliza słyszała mocne bicie jego serca. I  swojego serca. W ustach jej zaschło. -  Nie będę go całować, pomyślała ze złością dziewczyna. - Długo mam jeszcze czekać? Wyrwał ją z zamyślenia głos ciemnowłosego. - Powoli tracę cierpliwość... - Niedoczekanie twoje! Budzisz we mnie wstręt! Wykrzyczała mu w twarz Eliza. - Czyżby? W takim razie przekonajmy sie o tym jak bardzo... nie dokończył, bo w tym momencie poczuł ostry ból w kostce. - Ta wariatka mnie kopnęła, przebiegło zdumionemu chłopakowi przez myśl. Z sykiem odskoczył od Elizy rozcierając sobie bolącą kostkę. Dziewczyna przerażona tym, co zrobiła ze strachu zaczęła cofać się, aż jej plecy natrafiły na drzwi szafy. Dalej już nie mogła się cofnąć. Ciemnowłosy widząc to dostrzegł swoją szansę. - Teraz cie mam, pomyślał i już po chwili znalazł sie obok Elizy. Stanął tak blisko, że dziewczyna poczuła jak jego gorący oddech owiewa jej szyję. - Teraz ... mnie ... pocałujesz... wycedził przez zęby, a ja zastanowię się nad dużo gorszą karą dla ciebie, gdybyś okazała się mało przekonywująca, rozumiesz? powiedział ostrym tonem. Eliza poczuła, że nie ma wyboru. Musi ulec. Zamknęła oczy i nachyliwszy się w stronę chłopaka delikatnie dotknęła ustami jego ust i szybko sie odsunęła. Wstrzymała oddech czekając na reakcję anioła na ten ,,pocałunek''. Ciemnowłosy był w szoku a po chwili wybuchnął niepohamowanym śmiechem. Śmiał sie tak bardzo, że aż z oczu popłynęły mu łzy. Na policzki Elizy wypłynął krwisty rumieniec. Poczuła sie upokorzona, więc spuściła wzrok. Ciemnowłosy ujął ją pod brodę i rzekł: Patrz mi prosto w oczy i uważnie słuchaj tego, co do ciebie mówię, bo nie lubię się powtarzać.  Nie trudno było się domyślić, że jest zły. I więcej niż bardziej niezadowolony. - Masz ostatnią szanse, powiedział. - Albo mnie pocałujesz naprawdę albo ... - Albo co? Wtrąciła Eliza. - Albo zabiorę twoją duszę do piekła.  Słysząc groźbę w jego głosie Eliza stwierdziła, że tym razem ciemnowłosy nie żartuje. - Chce pocałunku, a więc dobrze i wpiła się wargami w usta chłopaka. Był to mocny i gorący pocałunek. Eliza poczuła jak płonie w niej ogień i jej aura połączyła sie z aurą ciemnowłosego. Równie gwałtownie i niespodziewanie przerwała pocałunek i zamknęła oczy, chcąc by ciemnowłosy nie wyczytał niczego z jej spojrzenia. Ciężko oddychała. Nie wiedziała, że spojrzenie anioła jest nie mniej gorące a jego oczy przybrały barwę ciemnego granatu. Anioł zrobił krok w tył i rzekł: Dużo lepiej. Przeprosiny przyjęte. Eliza otworzyła oczy i spojrzała na niego. Z ulgą odetchnęła. - Ale to nie koniec, jeszcze sie spotkamy Elizo. Było to niczym obietnica. I zniknął. Eliza powolnym krokiem podeszła do łóżka i usiadła na nim biorąc do ręki pamiętnik, który tam upadł.  - Coraz mniej z tego wszystkiego zrozumiem, pomyślała. W dodatku nadal nie wiem, kim była babcia. I o co chodzi z tą przepowiednią? Zastanawiała się.  Czy kiedyś uda mi sie przeczytać ten przeklęty pamiętnik? Z tego wszystkiego nie dowiedziałam sie jak mnie znalazł ten arogant, westchnęła. I wtedy na łóżko sfrunęło aksamitne, czarne pióro. A Eliza doznała olśnienia. - Ależ byłam głupia... To przez te jego pióro, które przyniosłam z cmentarza. Wiedział gdzie mnie szukać. Jutro je wyrzucę. Już mnie nie znajdzie ten arogancki anioł.




,, ANIOŁ CIEMNOŚCI '' 2013-11-20

Rozdział II



 


 Eliza nie mogąc skupić się na lekcjach, postanowiła urwać się ze szkoły na dużej przerwie. I tak niczego nie zapamiętałaby z zajęć, bo jej myśli zajęte były czymś zupełnie innym. Pamiętnikiem babci. Eliza czuła, że w nim znajdzie odpowiedź na nurtujące ją pytania. Ufała swojemu szóstemu zmysłowi, który nigdy jeszcze jej nie zawiódł. Chciała jak najszybciej przejrzeć dziennik babci. Niezauważona przez nikogo Eliza wymknęła się ze szkoły i skierowała do parku, który odwiedzała zawsze wtedy, gdy musiała przemyśleć coś ważnego, albo gdy chciała pobyć w samotności. Gdy tylko dziewczyna przekroczyła bramę parku niebo zasłoniły stalowo-sine chmury, nisko sunące po niebie a wiatr jakby ustał i nastała cisza. Stare akacje rosnące wzdłuż alejki były bezlistne a ich konary powykrzywiane we wszystkie strony. Eliza z westchnieniem ulgi usiadła na swojej ulubionej ławce znajdującej się w centralnej części parku skąd miała widok na cały park. Tuż obok ławki znajdowała się fontanna, w której uspokajająco szemrała woda. Fontanna uformowana była na kształt starszej kobiety trzymającej w dłoni  przechylony dzban. To właśnie z tego dzbana wypływała woda. Eliza lubiła to miejsce. Mogła tutaj w ciszy kontemplować piękno otaczającej ją przyrody i rozmyślać. Często siadywała tutaj i czytała przez długie godziny. Dzisiaj jej myśli skupiały się wyłącznie wokół babci. I pamiętnika. Eliza od zawsze czuła bardzo silną więź z babką i wciąż nie pogodziła się z jej odejściem. Dlatego znaleziony na strychy dziennik był dla dziewczyny tak ważny. Wręcz bezcenny. Była to jedna z niewielu rzeczy, które zostały Elizie po ukochanej babci. Eliza w zamyśleniu otworzyła szkolną torbę i wyciągnęła pamiętnik gładząc palcami okładkę. Ręce drżały jej z emocji i podekscytowania. Z wielką ostrożnością Eliza otworzyła dziennik na pierwszej stronie. Dużymi starannie wykaligrafowanymi złotymi literami napisano datę prowadzenia dziennika 1977 - 1978. Dwa ostatnie lata życia babci, pomyślała Eliza. I przewróciła stronę, by odczytać pierwszy wpis. Wtedy wydarzyły się dwie rzeczy jednocześnie. Niespodziewany, silny podmuch wiatru  wyrwał dziennik z rąk dziewczyny a fontanna ożyła i poruszyła się. Zaskoczona Eliza poczuła jak robi jej się gorąco ze strachu i zesztywniała, bowiem kobieta-fontanna spojrzała jej prosto w oczy  hipnotyzującym wzrokiem. Dziewczyna wiedziała jednak, że musi ratować pamiętnik. - Nie mogę go stracić, pomyślała. Z trudem wyrwała się z hipnotyzującego spojrzenia tamtej i zerwała się z ławki by podnieść dziennik. Jednym ruchem wrzuciła go do torby. A wtedy usłyszała pełen wściekłości, złości i rozpaczy głos kobiety-fontanny. - Oddawaj dziennik! Krzyknęła tamta robiąc krok w stronę Elizy a dźwięk jej skrzekliwego głosu aż wwiercał się do uszu dziewczyny tak, że  musiała zasłonić je rękoma. Wtedy przez umysł Elizy przebiegła z mocą myśl. - Chcę żeby nastała cisza. Eliza poczuła dziwne gorąco i wyszeptała z wciąż zamkniętymi oczami: Zamilknij! Gorąco przemknęło przez ciało Elizy i równie szybko minęło. Była to sekunda. I wtedy Eliza otworzyła oczy. Serce biło jej jak oszalałe a puls powoli uspokajał się. Ale to, co zobaczyła wprawiło ją w osłupienie. W miejscu gdzie jeszcze przed chwilą stała kobieta-fontanna znajdowała się teraz kupka drobnych, kolorowych kamyków spomiędzy których wypływała woda tworząc małe źródełko. Woda w źródełku miała barwę czystego, intensywnego lazuru i przejrzystej zieleni.  Mieniła się, choć nie było słońca. - Chciałam żeby zamilkła i rzeczywiście zamilkła, pomyślała Eliza. Była zdziwiona tym, że posiada aż taką moc. Że w ogóle posiada w sobie jakąś moc. Przecież takie rzeczy dzieją się tylko w bajkach, pomyślała Eliza. - Kim ja jestem? Zastanawiała się spoglądając w niebo jakby tam miała znajdować się odpowiedź. Jednak odpowiedziała jej cisza. - To wszystko jest coraz dziwniejsze. Teraz już nie mam wyboru. Muszę przeczytać dziennik babci. I zrobię to jeszcze dzisiaj, gdy tylko mama zaśnie, postanowiła Eliza i ruszyła w stronę wyjścia z parku. 


Pięćdziesiąt określeń dla śniegu 2013-11-17

Ostatnio przeczytałam książkę o przyjaźni damsko-męskiej, w której główny bohater ma przyjaciela, którym jest dziewczyna. I właśnie jej słowami chciałabym się z wami podzielić.


,, Skoro Eskimosi potrafili wymyślić pięćdziesiąt nazw śniegu, który jest dla nich sprawą życia i śmierci, to dlaczego my mamy tylko jedno słowo na nazwanie miłości? ''


No właśnie i jak tu nie zgodzić się z jej słowami. Skoro miłość jest dla nas sprawą najwyższej wagi, tak jak śnieg dla Eskimosów, to dlaczego jest tylko jedno słowo, którym można ją nazwać? Przecież podobnie jak śnieg miłość ma różne oblicza... I tak wiele znaczeń... Czy nie moglibyśmy wymyślić chociażby kilku nazw dla określenia miłości? Mi się wydaje, że tak...



A co Wy sądzicie na ten temat?


Dziękuje ;* 2013-11-13

Chciałabym Wam podziękować kochani za coraz większą liczbę odwiedzin na moim blogu ( 2800 odwiedzin ). Dzięki temu mam większy zapał do pracy i motywację żeby pisać. Cieszy mnie bardzo fakt, że czytacie opowiadane przeze mnie historie. Mój blog dzięki Wam Drodzy czytelnicy znalazł sie na 66 miejscu wśród 100 najczęściej czytanych blogów tygodnia za co wam z całego serca dziękuje. Postaram się w najbliższych dniach,zależy jak czas pozwoli, wstawić kolejny rozdział historii o Adriannie i Michale oraz o Elizie i Aniele Ciemności. Mam nadzieję, że Was zainteresują dalsze losy stworzonych przeze mnie bohaterów. Pozdrawiam Was serdecznie i zapraszam do lektury ;)


,, ANIOŁ CIEMNOŚCI '' 2013-11-09

Rozdział I


Następnego dnia Eliza obudziła się z dziwnym uczuciem, że ktoś ją obserwuje. Przetarła dłońmi zaspane oczy i rozejrzała się po pokoju. Przez okno sączyły się blade promienie słońca, niebo wydawało się sino-niebieskie. Spojrzała na budzik przy łóżku. Nie było jeszcze siódmej. Eliza ponownie rozejrzała się po pokoju. - Czyżby mi się wydawało czy szafa jest uchylona? Może nie zamknęłam jej wczoraj? Zastanawiała się. Książki na biurku też leżą w innej pozycji niż zostawiłam je wieczorem, zauważyła. Dreszcz przebiegł jej po plecach. Wzięła głęboki oddech. - Dość tego! Całkiem już rozbudzona Eliza wyskoczyła z łóżka tak gwałtownie, że włosy zakryły jej całą twarz. Odgarnęła je ze zniecierpliwieniem i przerzuciła przez ramię na plecy. Błyskawicznie doskoczyła do szafy i otworzyła ją na oścież. Uważnie zlustrowała zawartość półek i wieszaka z ubraniami, jednak nic nie wzbudziło jej podejrzenia. - Nikogo tu nie ma, wyluzuj! Powiedziała do siebie. - Chyba zaczynam świrować, pomyślała. - To wszystko przez tego anioła! Przez niego nerwy mam napięte jak postronki, pomyślała ze złością. Po czym zamknęła szafę i podeszła do biurka. Z westchnieniem usiadła na krześle. Otworzyła jedną ze starych książek, które leżały na biurku. Ta którą trzymała w dłoni była nadgryziona zębem czasu. Dziewczyna domyśliła się, że był to pamiętnik - dziennik babci. Eliza znalazła go podczas robienia porządków na strychu. Pamiętnik miał okładkę ze skóry, która ze starości przybrała barwę kości słoniowej. Wcześniej musiała być nieskazitelnie biała i delikatna. Strony dziennika były pożółkłe, niektóre trochę nieczytelne, ponadrywane ale mimo wszystko nadal można było odczytać pismo babci. Eliza pomyślała, że dziś się zabierze do czytania pamiętnika. Z tą myślą zamknęła dziennik i odłożyła go na bok. Stary kufer na strychu zawierał też inne, równie stare księgi. Była tam też księga ziół z recepturami wywarów, naparów, odwarów i innych mikstur, które przyrządzała babcia. Eliza często widziała u babki tę księgę. Jednak dopiero teraz mogła jej się uważnie przyjrzeć i przeczytać ją. Postanowiła, że zrobi to w wolnym czasie. Jednak to nie wszystko. Największą zagadką dla Elizy była księga oprawiona w czerwoną jak krew skórę, zamknięta na dużą, metalową kłódkę, do której nie było klucza. - Musze raz jeszcze przeszukać strych, postanowiła, może go znajdę. Na okładce księgi dziwnymi literami w nieznanym Elizie języku - łacinie było coś napisane. Okładkę księgi zdobił tajemniczy rysunek przedstawiający trójkąt a w nim namalowane oko. Oko to patrzyło na tego, kto trzymał księgę hipnotyzującym wzrokiem i przez to Eliza czuła się nieswojo. W zamyśleniu Eliza przesunęła po nim opuszką palca. Poczuła dziwne ciepło. - Ciekawe, czy to też należało do babci? zastanawiała się dziewczyna. - Dlaczego babcia nigdy nie wspomniała o tej księdze? Nie pokazała mi jej. Dobrze, że mam jej pamiętnik może z niego czegoś się dowiem, pomyślała zadowolona i podekscytowana jednocześnie, odkładając księgę na biurko i biorąc pamiętnik babci. Dziewczyna tworzyła go na pierwszej stronie i w tym samym momencie rozległ się głos mamy.


- Eliza! Śniadanie gotowe! Eliza drgnęła zaskoczona i dziennik wypadł jej z rąk na podłogę. Szybko schyliła się i wrzuciła dziennik do szkolnej torby po czym zgarnęła z biurka pozostałe stare księgi i wepchnęła je do komody, szczelnie przykrywając apaszkami. Miała nadzieję, że matka nie znajdzie tych książek. - Już idę! Odkrzyknęła po chwili i w tym samym momencie rzuciła się w stronę łazienki. W ekspresowym tempie umyła zęby. Przeczesała szczotką włosy po czym rzuciła krótkie spojrzenie w lustro. Policzki miała czerwone a oczy błyszczały z podniecenia i ekscytacji. Przemyła więc twarz zimną wodą z nadzieją, że dzięki temu ochłonie. Pomogło, ale niewiele. - Trudno, pomyślała, może mama niczego nie zauważy. Wróciła do pokoju i rozejrzała się w poszukiwaniu ubrań. - No tak! Westchnęła. Jeansy leżały pod łóżkiem, gdzie wczoraj w roztargnieniu je zostawiła. Z komody wyciągnęła czarny, ciepły sweter a z szuflady skarpetki. Ubrała się szybko po czym wcisnęła na nogi trampki i złapawszy leżącą na krześle torbę wybiegła z pokoju i zbiegła schodami na dół, do kuchni. - Cześć, córeczko. Zrobiłam dla ciebie kakao, powiedziała mama, gdy tylko Eliza przestąpiła próg kuchni. - Dzień dobry, mamo.  Dziewczyna usiadła przy stole po czym obrzuciła uważnym spojrzeniem matkę, która dziś miała na sobie suknię do ziemi. W słoneczniki. Mama Elizy była wielką miłośniczka roślin. Kochała kwiaty. Ogród był miejscem, gdzie spędzała całe dnie. A uśmiech nigdy nie schodził z jej twarzy. Eliza jeszcze nie widziała matki smutnej albo zmartwionej czymś. Kobieta zawsze była pełna energii i tryskała dobrym humorem.


- Mamo? zapytała dziewczyna przysuwając do siebie talerz z płatkami i zalewając je mlekiem. - Mogę Cię o coś zapytać? Powiedziała odkładając łyżkę na stół i uważnie patrząc na matkę. - Pytaj o co zechcesz. Eliza chwilę milczała, by zapytać: Czym zajmowała się babcia? Reakcja mamy bardzo zaskoczyła Elizę. Kobieta najpierw dziwnie zbladła, by po chwili odwrócić się w stronę gdzie na ścianie wisiał obraz przedstawiający babkę dziewczyny. Mama wpatrywała się w niego jakby tam miała znajdować się odpowiedź. Eliza już otwierała usta by coś powiedzieć gdy matka odezwała się : Skąd to pytanie? Przecież wiesz czym zajmowała się babcia. Było to raczej stwierdzenie niż pytanie. Eliza rzuciła matce uważne spojrzenie. Wyczuła napięcie, które spowodowała tym prostym pytaniem i drżący ton w głosie matki. Zdziwiło ją to. - Wiem, że babcia była zielarką, powiedziała Eliza. - I że zajmowała się ziołami, leczyła ludzi naturalnymi metodami i przygotowywała leki wyłącznie z ziół. - Ale czy to wszystko, czym się zajmowała? Chciała wiedzieć dziewczyna. Matka teraz spojrzała w stronę córki i uśmiechnęła się. Miała nadzieję, że udało jej się ukryć zdenerwowanie. W środku była cała rozdygotana. Wiedziała jednak, że nie może niczego dać po sobie poznać. - Bo to prawda, przyznała. Wiesz przecież, że babcia leczyła wyłącznie ziołami i tym, co pochodzi z natury, a dzięki swojej wiedzy pomogła wielu ludziom, dla których nie było już nadziei. Zwykle była ich ostatnią deską ratunku. Wszyscy w okolicy to potwierdzą. Szanowano ją. Wdzięczność ludzi nie miała granic, gdy babcia pomogła im wyleczyć się z najpoważniejszych chorób, ciągnęła swój wywód matka. Eliza w milczeniu słuchała jej słów rozważając coś w myślach. - Może na razie nic nie powiem mamie o tych starych księgach, postanowiła. Udała, że skupia się na jedzeniu. Jednak każde słowo wypowiedziane przez mamę dobrze zapamiętała. Czuła, że wszystko może okazać się ważne. Musi jak najwięcej dowiedzieć się o babci. - Szkoda, że babcia już nie żyje, pomyślała ze smutkiem Eliza. Szybko skończyła śniadanie po czym pocałowała matkę w policzek. - Wrócę na obiad mamo, powiedziała. Założyła kurtkę, owinęła szyje szalem, przewiesiła przez ramię torbę. - Pa mamo! I już jej nie było. Matka stanęła przy oknie i patrzyła za oddalającą się sylwetką córki. - Mam nadzieję, że Eliza nigdy nie pozna prawdy. W przeciwnym razie znienawidzi mnie za to, że ukryłam przed nią to, kim jest. I jakie jest jej przeznaczenie. I za to, że nie powiedziałam jej, kim tak naprawdę była moja matka...


- Muszę za wszelką cenę cię chronić córeczko, postanowiła. Po raz pierwszy od bardzo dawna nie uśmiechała się. Czuła, że nad ich domem zbierają się czarne chmury. Obawiała się, że nadszedł czas, kiedy będzie musiała powiedzieć Elizie prawdę. Na samą myśl o tym zakuło ją w sercu. - Będę odkładać to tak długo jak  będzie to możliwe. Eliza nie może poznać prawdy. Kobieta po raz pierwszy poczuła się bezradna. Bała się tego, co przyniesie los. - Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz córeczko, pomyślała z żalem i po jej policzkach popłynęły łzy...




,, ANIOŁ CIEMNOŚCI '' TOM I 2013-11-04

Prolog


Rok 1988. Cmentarz. Wieczorem. Szesnastoletnia Eliza właśnie miała zapalić znicz na grobie babci, gdy ktoś ją potrącił. - Ej Ty! Patrz jak chodzisz! Oburzyła się dziewczyna. Wokoło było ciemno, tylko światełka palących się zniczy rozświetlały groby znajdujące się w pobliżu tworząc widok zapierający dech w piersiach. - Przepraszam, nie zauważyłem Cię, usłyszała w odpowiedzi Eliza. Odruchowo spojrzała w tamtą stronę. I zamarła. A serce gwałtownie jej zabiło. Przed nią stał chłopak na oko w jej wieku. Nastolatek. Długie do ramion ciemne włosy okalały bladą, niepokojąco przystojną twarz. Ciemne, niemal czarne oczy błyszczały podejrzanym blaskiem. Biła od niego aura pewności siebie. Eliza wzdrygnęła się a po plecach przebiegł jej dreszcz. Nie wiedziała czy stojący przed nią chłopak jest człowiekiem z krwi i kości czy zjawą. Spojrzała na blade dłonie chłopaka. Powiodła też spojrzeniem po jego szczupłej sylwetce okrytej długim płaszczem, równie ciemnym jak noc. Chłopak stał nieruchomo nadal się w nią wpatrując. Eliza czuła się nieswojo pod jego uważnym spojrzeniem. Cisza przedłużała się i Eliza bała się, że będą tak stali przez całą wieczność. W powietrzu unosił się zapach palących się zniczy, roztopionego wosku, chryzantem i świerku. Dziewczyna na moment zamknęła oczy z nadzieją, że gdy je otworzy wszystko okaże się snem. Jednak gdy powoli podniosła powieki chłopak nadal stał przed nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy a cisza panująca na cmentarzu została przerwana nagłym podmuchem wiatru, który poruszył zeschłymi liśćmi na pobliskiej gałęzi. Eliza była coraz bardziej niespokojna. Nieznajomy chyba zauważył jej zdenerwowanie, bo nagle uśmiechnął się do niej tak, że Eliza poczuła jak rumieniec wypływa na jej twarz a ręce drżą. Szybko schowała je do kieszeni płaszcza nie chcąc by on to dostrzegł. Z trudem przełykając ślinę Eliza nieswoim głosem zapytała: Jesteś duchem? i w tej samej chwili pożałowała, że zadała to pytanie. Pewnie teraz ma mnie za wariatkę, pomyślała. Jednak ciemnowłosy szybko wyprowadził ją z błędu mówiąc: Nie jestem duchem, dziewczyno... Głos miał niski, ciepły. - Kim więc jesteś? Chciała wiedzieć Eliza. W odpowiedzi ciemnowłosy tylko się uśmiechnął. A Eliza oniemiała. Aż otworzyła usta ze zdumienia bowiem dopiero teraz dostrzegła na plecach chłopaka duże, czarne jak atrament skrzydła. Piękne skrzydła jak u... - Jestem Aniołem Ciemności dziewczyno, przerwał jej rozmyślania ciemnowłosy. Patrzył teraz na nią wyzywającym spojrzeniem od którego zrobiło się dziewczynie gorąco. Kpiarski uśmiech na twarzy chłopaka wyprowadził Elizę z równowagi. - Kłamiesz! Nie wierzę Ci! Rzuciła wzburzona. Ciemnowłosy roześmiał się na całe gardło a jego śmiech rozszedł się echem po całym cmentarzu. Eliza poczuła się jeszcze bardziej upokorzona. Nie lubiła gdy ktoś robił sobie z niej żarty. Czerwona z wściekłości zrobiła krok w stronę ciemnowłosego. Długie jasnobrązowe włosy rozwiewał jej wiatr a zielone oczy błyszczały. Nie pozwolę, żeby ktoś robił ze mnie idiotkę, pomyślała a na głos powiedziała: Nigdy nie słyszałam o Aniołach Ciemności. Koniec tych żartów! Po czym nie zastanawiając się nad tym, co robi Eliza rzuciła się w stronę ciemnowłosego chcąc oderwać mu te jego doczepiane w jej mniemaniu skrzydła. - Zaraz Cie zdemaskuję. W tym samym momencie poczuła, że leci w powietrzu i po chwili leżała na ziemi ciężko dysząc. Ciemnowłosy stał nad nią. Wiatr rozwiewał jego włosy. Ale wyraz jego twarzy nie wróżył nic dobrego. - Zdenerwowałaś mnie dziewczyno, mruknął lodowatym głosem, który przeszywał chłodem aż do szpiku kości. - Uwierz mi, nie radzę Ci jeszcze bardziej mnie zdenerwować. Jestem Aniołem Ciemności, powtórzył, nie żadnym przebierańcem. Eliza milczała. Wiedziała, aż za dobrze, że się wygłupiła. Ale nie chciała tego przyznać i dać mu satysfakcji ze swojego upokorzenia. Ciemnowłosy wyciągnął rękę w stronę Elizy, by pomóc jej wstać. Dziewczyna spojrzała nieufnie na jego dłoń obawiając się podstępu. - Nie bój się, nic Ci nie zrobię dziewczyno, zapewnił patrząc jej przy tym prosto w oczy. Eliza zawahała się ale po namyśle powoli podała mu dłoń i po chwili już stała naprzeciw niego na chodniku. Anioł wciąż nie puścił jej dłoni i chociaż miał chłodną skórę dziewczyna poczuła bijące od niego ciepło i ogarniającą jej duszę gorączkę. Wstrzymała w napięciu oddech i szybko wyrwała dłoń z jego uścisku, jakby ta ją parzyła. Anioł rzucił jej pełnie zrozumienia spojrzenie i uśmiechnąwszy się porozumiewawczo zapytał: Czyżbyś Ty też to poczuła dziewczyno? - Nie wiem o co Ci chodzi, odrzekła wymijająco nie patrząc mu w oczy. Ciemnowłosy nachylił się w jej stronę i wyszeptał jej we włosy tuż przy uchu: Kłamiesz... Głos miał niski i chropawy. Jego szept sprawił, że Eliza zadrżała. Nie chciała jednak by on dostrzegł jej reakcję. Nieświadoma tego, co robi utonęła w ciemnej, rozburzonej toni jego spojrzenia.  - Będziesz moja dziewczyno, szepnął anioł wciąż patrząc jej w oczy. - Twoja czysta dusza już niedługo będzie moja... Głosem hipnotyzującym i pełnym obietnic sprawił, że serce Elizy zabiło mocniej w odpowiedzi na jego wyznanie. Ciemnowłosy musnął pocałunkiem delikatnym jak skrzydła motyla policzek dziewczyny, po czym zniknął. Eliza przez dość długą chwilę stała wciąż czując na policzku dotyk ust Anioła. Wreszcie, gdy poczuła, że drży z zimna ocknęła się z odrętwienia w które wprawił ja ciemnowłosy. - Anioł Ciemności, też mi coś, prychnęła. Ale gdy po chwili przypomniała sobie dotyk ciemnowłosego i jego pocałunek już niczego nie była taka pewna. Emocje powoli opadały i dziewczyna stwierdziła, że wszystko musiało się jej przywidzieć. Rozejrzała się po cmentarzu i dostrzegła nieliczne osoby przy pobliskich grobach. Jak to możliwe, że wcześniej nie widziałam tych ludzi? Czyżby mi się wydawało, że byłam tutaj sama? I co z tym Aniołem Ciemności? Może to też wyobraźnia spłatała mi figla? Eliza już miała się odwrócić, gdy na chodniku coś mignęło w świetle rzucanym przez palące się znicze. Zaciekawiona schyliła się i podniosła błyszczące, aksamitnie gładkie i czarne jak atrament pióro. - Ależ to niemożliwe! Zdumienie odmalowało się na twarzy dziewczyny. Jednak czarne pióro, które trzymała w dłoni było jak najbardziej prawdziwe. - Wkrótce będziesz moja dziewczyno... Usłyszała szept ciemnowłosego tuż przy swoim uchu, ale oprócz niej nikogo nie było w pobliżu. - Muszę stąd jak najszybciej wyjść inaczej zaraz oszaleję, pomyślała. I czym prędzej opuściła cmentarz nawet się za siebie nie oglądając. Pióro anioła spoczywało w jej kieszeni, do której w roztargnieniu je schowała. 


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]