marianna22 | e-blogi.pl
Blog marianna22
Rozdział VIII c.d. 2013-10-30

***


Gdy tylko Michał zszedł na dół do salonu usłyszał dzwonek do drzwi. Poszedł więc otworzyć. Za drzwiami stało trzech policjantów w niebieskich mundurach i czarno - żółtych kamizelkach. Był wśród nich policyjny technik i fotograf. Michał zaprowadził śledczych do sypialni żony po czym wrócił do salonu. Tam już czekał na niego podinspektor Marek Podkowiński zajmujący się sprawą. Był to wysoki, barczysty brunet z lekką siwizną przy skroniach, dobrze zbudowany i roztaczający wokół siebie aurę władzy i pewności siebie. Podkowiński miał przenikliwe i czujne spojrzenie. Nic nie ubiegło jego uwadze. W prawej dłoni trzymał notes w skórzanej oprawie.


- Możemy porozmawiać? - zwrócił się z tym pytaniem do Michała, który stanął przy oknie wpatrując się nieruchomym wzrokiem w kominek, nad którym wisiało ślubne zdjęcie jego i żony. Skinięciem głowy odpowiedział na pytanie policjanta. Ten w odpowiedzi otworzył notes, wyjął z kieszeni długopis i zapytał:


- O której godzinie wrócił pan do domu?


Michał milczał chwilę, próbując sobie przypomnieć.


- Chyba koło siedemnastej, nie wiem dokładnie, bo nie patrzyłem na zegarek - wyjaśnił. Nadal był w szoku po tym, co się stało i wciąż nie doszedł do siebie. - Zastałem panią Lucynę, pielęgniarkę – wyjaśnił - płaczącą w salonie, a gdy nie udało mi się dowiedzieć od niej, co się stało tknięty dziwnym przeczuciem poszedłem do sypialni żony.


- I co było dalej? - wtrącił śledczy.


- Zastałem widok, który mną wstrząsnął - odrzekł Michał głosem pełnym bólu. - Luiza leżała na łóżku - relacjonował - była sina, nie ruszała, podszedłem do niej i sprawdziłem puls. Jednak nie wyczułem żadnych oznak życia.


- Dobrze, a więc znalazł pan żonę martwą i ..? - chciał wiedzieć Podkowiński.


- Zadzwoniłem po naszego lekarza rodzinnego - wyjaśnił Michał. - A wcześniej znalazłem tą buteleczkę na nocnej szafce - wyznał łamiącym się głosem. Widać było że jest zdruzgotany.


- Czy wcześniej nie zauważył pan tej fiolki u żony? Jak pan myśli gdzie żona mogła zdobyć truciznę? - dopytywał się śledczy.


- Nie wiem, nie widziałem wcześniej tej buteleczki, i nie mam pojęcia skąd Luiza mogła ją wziąć - odrzekł z goryczą.




  • Sprawdzimy to - rzekł Podkowiński. - Czy pana żona miała powód, żeby chcieć odebrać sobie życie?




Michał wziął głęboki oddech.


- Luiza była nieuleczalnie chora. Niedawno stwierdzono u niej złośliwy nowotwór mózgu, ale wydawała się być pogodzona z losem i nie przypuszczałem, że może zrobić coś takiego... - dokończył z trudem. Smutek i żal w  głosie Michała mieszały się z niedowierzaniem.


- A co pan robił przez całe popołudnie?


- Byłem w firmie - odparł zdziwiony pytaniem Michał.


- Ktoś może to potwierdzić? - chciał wiedzieć aspirant, patrząc na niego uważnie.


- Tak, moja sekretarka, kontrahent z którym rozmawiałem - zaczął wymieniać Michał.


- Dobrze, sprawdzimy to - oznajmił Podkowiński zapisując sobie coś w notesie.


- Pan chyba nie myśli, że mogłem otruć żonę? Michał był wzburzony. Ze zdenerwowania zaczął krążyć po pokoju.


- Proszę się uspokoić panie Michale. Takie są procedury i musimy sprawdzić każdą ewentualność - wyjaśnił. - Jeśli pana alibi się potwierdzi nie ma się pan czym martwić - dodał spokojnym, ale stanowczym głosem Podkowiński. Michał nie zdążył nic odpowiedzieć, bo w tym momencie z sypialni Luizy wyszli pozostali policjanci. Jeden z nich skierował się w stronę aspiranta i ściszając ton powiedział:


- Skończyliśmy szefie, zabieramy ciało do kostnicy. Patolog już czeka.


- Dobrze. Chcę  najszybciej, jak to będzie możliwe zapoznać się z wynikami sekcji. Chcę znać godzinę zgonu i przyczynę śmierci denatki - oznajmił.




  • Tak jest, szefie. Po czym cała ekipa wyszła z domu a sanitariusze zabrali ciało Luizy.




Michał nie odezwał się ani jednym słowem odkąd wyniesiono ciało żony. Zdawał się nie zauważać tego, co dzieje się dzieje wokół niego.


- Panie Michale, zwrócił się do niego sierżant, czy mógłbym jeszcze porozmawiać z państwa pielęgniarką?




  • Pani Lucyna jest w kuchni - odrzekł Michał. - Musiała zażyć środek uspokajający, wyjaśnił. W odpowiedzi policjant skinął głową i skierował się do kuchni. Faktycznie zastał tam panią Lucynę. Kobieta siedziała przy stole. Wpatrywała się nieruchomym wzrokiem w jakiś punkt za oknem. Miała na sobie biały pielęgniarski kitel, który z trudem opinał jej pulchną i masywną sylwetkę. Ciemne, grube włosy spięła w ciasny kok a rumiana, pucołowata twarz z niemal czarnymi oczami i wąskimi zaciśniętymi w kreskę ustami nadawała jej wygląd bardziej wiejskiej gospodyni niż pielęgniarki.




- Pani Lucyna Walczak? - zapytał podinspektor spoglądając do notesu. W odpowiedzi kobieta spojrzała na niego jakby dopiero teraz zdając sobie sprawę z jego obecności. Oczy miała zaczerwienione od płaczu i, co chwila pociągała nosem.


- To pani znalazła ciało Luizy Korzyńskiej? - zapytał śledczy uważnie obserwując kobietę.


W odpowiedzi pielęgniarka pobladła jeszcze bardziej, a w oczach znów błysnęły jej łzy. Skinęła głową.


- Proszę mi opowiedzieć wszystko od początku. Podkowiński starał się przemawiać do niej spokojnym tonem, jak do małego dziecka, wiedząc, że kobieta nadal jest roztrzęsiona i zdenerwowana.


- Pani Korzyńska wysłała mnie do apteki - zaczęła drżącym głosem kobieta - powiedziała, że skończyły się jej proszki od bólu głowy oraz, że od rana skarży się na potworną migrenę. Wzięłam więc receptę i wyszłam po leki. Oczywiście jak na złość w aptece była duża kolejka, więc musiałam czekać.


- O której pani wyszła?


- Chyba koło szesnastej. Nie pamiętam dokładnie - stwierdziła pielęgniarka po namyśle.




  • Dobrze, śledczy zapisał coś w notesie po czym zapytał:




- Jak długo była pani w tej aptece i o której wróciła pani do domu?


Kobieta zastanowiła się chwilę.


- Z pół godziny, może trochę dłużej, nie wiem nie patrzyłam na zegarek - mówiła dalej – jak wróciłam zastałam w domu martwą ciszę.


- Która to mogła być godzina? - ponowił pytanie policjant.


Pani Lucyna rozłożyła bezradnie ręce i pokręciła przecząco głową. Na jej twarzy malowała sie rezygnacja.


- No dobrze, zgodził się śledczy. I co było dalej?


- Nadal nie mając żadnych złych przeczuć weszłam do sypialni pacjentki - pomyślałam, że pewnie zasnęła. Pani Korzyńska często spała w ciągu dnia wyczerpana silnymi atakami bólu - wyjaśniła pielęgniarka. - Zajrzałam do sypialni pani Luizy i znalazłam ją leżącą na łóżku. Gdy tylko ją zobaczyłam wiedziałam, że nie żyje. Patrzyła nieruchomym i niewidzącym wzrokiem w sufit... Tu pielęgniarka przerwała i zalała się łzami.


- Spokojnie pani Lucyno - starał się uspokoić kobietę. Znalazła pani martwą pacjentkę i co pani zrobiła później? Jaka była pani pierwsza myśl?


- Byłam zaskoczona - oznajmiła, ale wiedziałam, że pani Korzyńska cierpi na nowotwór mózgu i w każdej chwili może... odejść - dokończyła po chwili, bo znowu wstrząsnął nią szloch i zaczęła płakać w dużą, kraciastą chusteczkę, którą trzymała w dłoniach.


- Czy dotykała pani kieliszka albo buteleczki z trucizną? Chciał wiedzieć policjant.


- Owszem - przyznała kobieta. - Zastanowiło mnie czemu na nocnej szafce stoi kieliszek z winem, którego wcześniej tam nie było. Zobaczyłam też fiolkę, z której wysypało się trochę białego proszku. Podeszłam więc i uważnie obejrzałam ją, myśląc, że pani Korzyńska znalazła jakiś lek przeciwbólowy i go zażyła - ciągnęła dalej pielęgniarka. - Znam łacinę, więc odczytałam bez trudu napis na etykietce. Doznałam szoku, gdy zdałam sobie sprawę z tego, że to bardzo silna trucizna. Nie wiedziała co robić. Wpadłam w histerię - tłumaczyła łamiącym się głosem. Rzuciłam buteleczkę ze wstrętem i wybiegłam z sypialni by zatelefonować do pana Korzyńskiego. Jednak nie byłam w stanie opanować płaczu. Bardzo lubiłam panią Luizę. Przez ten okres, kiedy się opiekowałam nią dużo rozmawiałyśmy i bardzo się zżyłam z pacjentką, wyjaśniła pielęgniarka.


- Proszę mi jeszcze powiedzieć, w której aptece była pani po leki?


- W tej na końcu ulicy. W ,, Medi - farm'' - odparła pielęgniarka.


- Dobrze, sprawdzimy to, rzekł policjant zerkając do notesu. - Dziękuję pani za rozmowę. W razie jakichkolwiek pytań skontaktujemy się jeszcze z panią, rzekł na koniec podinspektor Podkowiński, po czym opuścił kuchnię zostawiając zamyśloną pielęgniarkę.





***


Adrianna właśnie położyła się do łóżka, gdy zadzwonił telefon. Odebrała po trzecim sygnale: Halo?


- Ada? Nie uwierzysz, co się stało! - głos Moniki aż kipiał z emocji. - Właśnie dowiedziałam się od Bartka...


- O co chodzi? - przerwała jej Ada ze zniecierpliwieniem. - Mów szybko, bo chciałabym wreszcie położyć się spać. - Padam z nóg - narzekała. Wciąż cierpiała po rozstaniu z Michałem, choć od tego czasu minęło już kilka tygodni. Wszystko ją drażniło i denerwowała się o byle co. Dzisiaj też była nie w humorze. Mocnej ścisnęła słuchawkę telefonu.


- Luiza nie żyje... - wyznała jej grobowym głosem Monika.




  • Co takiego? Ale jak to? Adrianna była kompletne zaskoczona.




- Podobno zażyła jakąś truciznę. Uwierzysz? - gorączkowała się Monika.


Adrianna nie była w stanie wydusić z siebie słowa. Oszołomiona usłyszaną wiadomością próbowała jakoś przyswoić sobie to wszystko.


- Ada? Jesteś tam? - zaniepokoiła się Monika, gdy odpowiedziała jej cisza.


Po chwili Adrianna odezwała się słabym głosem.


- Tak. Nie mogę w to uwierzyć. Jesteś pewna?


- To raczej potwierdzona informacja. Przepraszam, że ci o tym teraz mówię, ale pomyślałam, że chciałabyś wiedzieć - wyjaśniła jej Monika.


- Wiesz co, porozmawiamy jutro, dzisiaj jestem za bardzo zmęczona - oznajmiła Adrianna przyjaciółce.


- Och, rozumiem, w takim razie do jutra. Wybacz, że przerwałam ci spokojny wieczór.


- Nic się nie stało - zapewniła ją Adrianna po czym rozłączyła się. Wiedziała, że teraz nieprędko zaśnie po tym, co usłyszała od Moniki. Czuła przygnębienie i smutek. Leżała dłużą chwilę wpatrując się w sufit, jakby tam chciała znaleźć odpowiedź na nurtującej ją pytanie. - Luiza, coś ty zrobiła? - zastanawiała się. Wciąż nie mogła uwierzyć w to, że tamta mogła odebrać sobie życie w taki sposób. Otruć się. Przecież to musiała być straszna śmierć – pomyślała. Mogła się tylko domyślać, że Michał jest teraz załamany. Oddałaby wszystko, żeby móc być teraz przy nim. I wspierać go. Jednak wiedziała, że to nie jest takie proste. Postanowiła jutro z samego rana zadzwonić do niego z kondolencjami i zapytać przy okazji, czy nie potrzebuje jakiejkolwiek pomocy. Chociaż tyle mogła dla niego zrobić. Łzy ciekły jej po policzkach, drżała z zimna, więc szczelniej okryła się kołdrą. Zmęczona płaczem zasnęła.





 


fragment pamiętnika 2013-10-29

Dziękuję za ponad 2500 odwiedzin na blogu, cieszę się, że czytacie moją twórczość i że mogę kogoś zaciekawić i zainteresować opowiadanymi przeze mnie historiami. Poza tym chciałabym też podziękować pewnej osobie za to, że pojawiła się w moim życiu i za to że jest oraz za to, że dzięki niej od jakiegoś już czasu czerpię inspirację do pisania ciekawych, porywających historii, a także za to, że przy niej wreszcie poczułam ,,motylki w brzuchu''. Dawno nie byłam taka szczęśliwa i chciałabym, żeby ten stan trwał już na zawsze;) Pokonałam też ,,choróbsko''. Znowu czuję sie doskonale i mam dużo energii i zapału do pracy. Pomysły wylewają się ze mnie każdym porem skóry i nie nadążam z ich realizacją ani z ich zapisywaniem. Nie narzekam jednak. Wolę żeby cokolwiek działo się w moim życiu. Lepsze to niż nuda, marazm i stagnacja. Ostatnio gdy chorowałam i musiałam trochę zwolnić tempo życia miałam czas na przemyślenia. Dużo też czytałam i słuchałam muzyki. Dokonałam pewnego przewartościowania i ustaliłam, co jest dla mnie ważne, oraz co jest moim celem żeby wiedzieć dokąd zmierzam i do czego dążę. Nie wiem czemu ale od pewnego już czasu zauważyłam, że się zmieniam, mam inne spojrzenie na świat i ludzi. Patrząc na siebie tą teraz i tą jaka byłam na początku roku dostrzegam niemalże przepaść. Az sama sie zdziwiłam, że dzięki pracy nad sobą i swoimi słabościami można dokonać takich zmian. W dodatku gdy odkryłam w sobie pasję do tworzenia czuje się wreszcie  spełniona, bo wcześniej moje życie toczyło się jakby z dnia na dzień. Teraz mam cel do którego dążę i wiem że moje zycie ma sens. Co więcej czuję to. Wyzbyłam się tez tej pustki z serca i znowu zaczełam ,, odczuwać emocje". Nie jestem już pustym naczyniem. Ale kobietą, która czuje i która znów potrafi kochać. Kobietą, która wreszcie wie, co w życiu jest ważne. To miłość jest ważna i to ona daje nam poczucie szczęścia.


Rozdział VIII 2013-10-28

,, Luiza, coś Ty zrobiła?! ''


Informacji o swojej nieuleczalnej chorobie Luiza nie przyjęła zbyt dobrze. I chociaż Michał obiecał żonie, że będzie się nią opiekował i pomoże jej w walce z chorobą, ta całkiem zamknęła się w sobie. Nie chciała nikogo widzieć ani z nikim rozmawiać. Całe dnie leżała wpatrzona nieruchomym wzrokiem w ścianę. Odmawiała też przyjmowania leków. Jednym słowem całkowicie się załamała. Po tygodniu zażądała od lekarza by ten wypisał ją ze szpitala. Oznajmiła, że nie chce dłużej być w szpitalu ani nie chce się leczyć. Nawet usilne namowy lekarzy, psychologa, Michała i rodziców Luizy na nic się zdały. Kobieta pozostała nieugięta. Wyjdzie ze szpitala, już postanowiła, że resztę czasu, który jej został spędzi w domu. Wreszcie po tygodniu bezcelowych przekonywań i po podpisaniu oświadczenia przez Luizę, że ta wypisuje się na własne żądanie i jest świadoma swojej decyzji Korzyńska opuściła szpital, z którego odebrał ją Michał. Mąż zawiózł ją do domu, gdzie już czekała zatrudniona przez niego pielęgniarka. Michał zajmował się żona troskliwie, dbał o nia ale nie mógł być przy niej cały czas. Musiał pracować. I wtedy Luiza zostawała pod opieką pielęgniarki, pani Lucyny. Po kilku spokojnych tygodniach, gdy pewnego popołudnia Michał wrócił z pracy zastał w salonie płaczącą histerycznie pielęgniarkę. - Pani Lucyno co się stało? zapytał zaniepokojony. - Luiza... Ona... kobieta zalała sie łzami nie mogąc więcej wydusić z siebie słowa. W tej sytuacji bezradny Michał pobiegł na górę, do sypialni żony. Stanął oniemiały w drzwiach widząc na łóżku nieruchoma postać żony. Luiza leżała blada, wpatrzona szklistym, niewidzącym wzrokiem w sufit. Podszedł do niej i sprawdził puls, nie wyczuł najmniejszych oznak życia. Dotknął lodowato zimnej dłoni. Żona była martwa. Spojrzał na nocną szafkę, na której dostrzegł kieliszek z winem i leżącą obok mała buteleczkę, z której wysypał się dziwny, biały proszek. Zaintrygowany Michał podszedł do szafki i wziął w dłoń buteleczkę. Etykietka z jakąś łacińską nazwą nic mu nie mówiła. W zamyśleniu spojrzał raz jeszcze na nieruchoma postać żony i uświadomił sobie, że nie zdążył się z nią pożegnać przed śmiercią. Ból, żal i ogromny smutek zalały mu serce. Po dłuższej chwili przypomniał sobie, że nie zadzwonił do lekarza. Zrobił to niezwłocznie po czym usiadł na łóżku i zapatrzył się w twarz zmarłej żony. Był na siebie zły, że wcześniej nie wrócił z pracy, może by jeszcze zastał żonę żywą. Jego rozmyślania przerwało przybycie doktora Marciniaka, który był lekarzem rodziny Korzyńskich i zajmował się ich zdrowiem od lat. Siwy, w okularach, szczupły mężczyzna o inteligentnym błękitnym spojrzeniu był przyjacielem ojca Michała. To, co usłyszał przez telefon bardzo go zmartwiło. Znał Luizę i bardzo ją lubił. Wieść o jej śmierci zasmuciła go. Przywitawszy się z Michałem doktor podszedł do Luizy dokonał oględzin i kiedy już miał stwierdzić zgon, wiedząc, że Luiza miała nowotwór mózgu i wypisać świadectwo, gdy niespodziewanie Michał zapytał doktora o lek, który znalazł na szafce nocnej żony. Lekarz wziął od Michała buteleczkę, uważnie obejrzał jej zawartość i odczytał etykietkę. Na jego twarzy odmalowało się zdumienie, niedowierzanie i szok jednocześnie. - Obawiam się, że Luiza mogła to zażyć, powiedział po chwili ciszy, gdy już zdołał dojść do siebie. Michał słysząc słowa lekarza być w szoku. - Co takiego?! - Buteleczka, którą znalazłeś zawiera truciznę, odrzekł mu doktor, silną truciznę, wyjaśnił. - To cykuta. - Luiza musiała ją wypić razem z winem, trzeba to oddać do analizy, oznajmił. - To niemożliwe! To nie może być prawda! Głos Michała był wzburzony, niedowierzający. - Ona by tego nie zrobiła... - W tej sytuacji należy przeprowadzić sekcję zwłok i wtedy poznamy przyczynę zgonu. Dopiero wtedy będę mógł wystawić świadectwo zgonu, przykro mi Michał, rzekł doktor patrząc na niego z troską. - Nie mogę w to uwierzyć, że Luiza mogłaby popełnić samobójstwo. Owszem była załamana ale myślałem, że już pogodziła się z losem, rzekł łamiącym sie głosem Michał kręcąc przy tym z niedowierzaniem głową. - Musze też zawiadomić policję, dodał cicho doktor. - Co?! zdziwił się Michał. - Takie są procedury, nie mogę inaczej postąpić, przykro mi. Wiem jak jest ci teraz ciężko, doktor starał się go pocieszyć. Jednak Michał milczał załamany po tym, co usłyszał z ust lekarza. Myśli kłębiły sie w jego głowie jak oszalałe. Wciąż nie wierzył w to, co się działo. - Musze porozmawiać z panią Lucyną, pielęgniarką, oznajmił zdecydowanym tonem Michał. - Musze wiedzieć, co się tutaj wydarzyło, gdy byłem w pracy. Mówiąc to wyszedł z sypialni i skierował się do kuchni, gdzie znajdowała się roztrzęsiona i zalana łzami pielęgniarka.


*




przemyślenia 2013-10-26

Dzisiaj podzielę się z Wami Kochani Czytelnicy jednym z piękniejszych wierszy jaki niedawno udało mi sie znaleźć. Wiersz ten mówi o tym, jak ulotne są chwile w życiu i jak szybko mijają oraz o tym, że chwile te już nie powrócą. Nasuwa mi się więc refleksja o tym, by doceniać każdą piękną chwilę i nie smucić się, gdy chwila ta przeminie, ale patrzeć z nadzieją w przyszłość, bo tam czeka nas jeszcze wiele równie pięknych i niezapomnianych chwil... I dlatego postanowiłam, że też będę się cieszyć każdą wyjątkową chwilą pamiętając o tym, że ona nigdy już się nie powtórzy. Starajmy się doceniać piękno chwili, bo to, co nam po niej zostanie to wspomnienia, które zostaną ukryte jak cenny skarb w głębi naszego serca. I żeby te chwile były piękne muszą być przepełnione miłością. Prawdziwą, szczerą miłością. Tak rzadką w dzisiejszym świecie. Ale tylko taka miłość nadaje sens naszemu życiu i smutne jest ono gdy jej nie ma. Puste. Nadzieja, że i mnie kiedyś spotka taka miłość jest bardzo wielka i wierzę, że chociaż raz w życiu przeżyje taką miłość. Nawet jeśli później miałabym znowu cierpieć myślę, że mimo wszystko warto kochać naprawdę. A teraz wiersz o którym Wam mówiłam.



,, Ulotność ''



Stracona chwila,



godzina,



już nie powróci,



choćbyś nie wiem jak płakał,



przeklinał,



świat swoim smutkiem zasmucił...



Minionych chwil nie przywrócą



modły pokutne do Boga:



,, Za późno - odpowie -



to jednokierunkowa droga''.


;( 2013-10-22

Dopadło mnie ,, choróbsko '' więc w najbliższym czasie nie będę w stanie dodać nowej notki na bloga... Ale jak tylko poczuje się lepiej natychmiast dodam kolejny rozdział historii o Adriannie i Michale. Chciałam Wam też podziękować Kochani za liczne odwiedziny na moim blogu ( mam już ponad 2330 odwiedzin). Cieszę się, że mam dla kogo pisać. Pozdrawiam Was Drodzy Czytelnicy.


Rozdział VII 2013-10-18

,,DIAGNOZA''



Przez całą noc Michał nie zmrużył oka czkając na wieści o stanie żony. Był wyczerpany, zmęczony i senny. Wreszcie wczesnym rankiem wyszedł do niego lekarz, który zajmował się Luizą. - Pan Michał Korzyński? Doktor Mariusz Pawłowski przedstawił się lekarz wyciągając w stronę Michała rękę.  - Tak, to ja. Michał uścisnął dłoń lekarza i zapytał: Co z moją żoną panie doktorze? - Proszę ze mną do gabinetu. Tam wszystkiego sie pan dowie, odrzekł lekarz. - Czy moja żona odzyskała już przytomność? zapytał Michał jak tylko znaleźli się w gabinecie doktora Pawłowskiego. - Tak, za chwilę będzie mógł pan zobaczyć się z żoną. Michał odetchnął z ulgą. - Dziękuję panie doktorze, powiedział. - Czyli wszystko w porządku? W odpowiedzi lekarz zrobił zatroskaną, poważną minę. Poprawił okulary i wział do ręki wyniki badań Luizy. Przeglądał je chwilę po czym wziął głęboki oddech i spojrzawszy na Michała powiedział: Jako, że pana żona długo nie odzyskiwała przytomności a później skarżyła się na silny ból głowy zrobiliśmy wszystkie niezbędne badania, w tym rezonans magnetyczny. To co wykazało badanie bardzo nas zmartwiło.  - To coś poważnego? Proszę niczego przede mną nie ukrywać doktorze, odrzekł Michał. - Badanie tomografem wykazało, że pana żona ma nowotwór mózgu. Guz wciąż rośnie i uciska naczynia krwionośne, stąd to omdlenie, powoduje tez obrzęk mózgu, a co gorsze usytuowanie guza wyklucza wycięcie go, czyli operację. Zostaje leczenie cytostatykami, podajemy też leki zmniejszające obrzęk mózgu. W tej chwili czekamy. Jeśli leki zadziałają guz przestanie rosnąć. Michał był w szoku po tym, co usłyszał z ust lekarza. Ze ściśniętym gardłem zapytał: Ale czy to pewne? Nic więcej nie da się zrobić? - Przykro mi, lekarz rozłożył ręce. - Robimy co w naszej mocy, by pomóc pana żonie. - Ale Luiza ma dopiero 33 lata, to nie wiek w którym się umiera, powiedział z rozpacza w głosie Michał. Był załamany. - Wiem, że to dla pana trudne. Czy żona nie skarżyła się na silne bóle głowy? Albo nie zachowywała się inaczej? zapytał doktor Pawłowski. - Tak, odparł Michał. - Ale byłem pewien, że to z powodu naszych kłótni i rozwodu, wyznał spuszczając głowę. - Musi pan teraz być przy żonie, poradził lekarz. - Zapewnić jej dużo czułości, troski i miłości. Wsparcie bliskich jest bardzo ważne. Żona musi mieć siłę do walki z chorobą. - Ale to nowotwór przecież z góry wiadomo, że to walka skazana na porażkę. Michał był wzburzony. - Ile czasu zostało mojej żonie? Proszę mi powiedzieć! - Niech pan się uspokoi panie Michale, nerwy tutaj nic nie pomogą. Może pół roku, ale proszę wierzyć i modlić sie o zdrowie żony, poradził. - Czasem zdarzają się cuda. Pana żona jest silna i może powalczyć chorobą, powiedział z przekonaniem lekarz. - A co jeśli chemioterapia nie zadziała? Chciał wiedzieć Michał. - Wtedy zostaje już tylko leczenie paliatywne, odrzekł doktor Pawłowski. Michał zamyślił się i patrzył nieruchomym wzrokiem w okno. Po dłuższej chwili nagle zapytał: Czy ja mogę iść teraz do żony? Ona już wie? zawiesił głos. - Nie wie, jeszcze niczego nie mówiliśmy pacjentce. Czekamy aż jej stan sie unormuje, wiemy, że to będzie dla niej wstrząs. - Ona się załamie, rzekł Michał. - Dlatego musi pan być przy żonie i dawać jej wsparcie. - Oczywiście doktorze. - W takim razie zaprowadzę pana teraz do żony a później przeniesiemy ją do oddzielnej sali. Każda infekcja może być teraz groźna. Po chwili Michał wszedł do sali, w której leżała Luiza. Kobieta była blada, miała cienie pod oczami i wyglądała na kruchą i delikatną. Spojrzała na Michała. Ten podszedł i wziął ją za rękę. - Jak się czujesz kochanie? zapytał starając sie by jego głos był pogodny i patrząc na nią z troską. - Źle. Michał co mi jest? zapytała cichym głosem. - Nie wiem. Lekarze dopiero analizują wyniki badań, skłamał. - Na pewno to nic poważnego, dodał choć serce pękało mu z bólu. - Chyba się zdrzemnę, cały czas jestem senna po tych kroplówkach, które mi dają, powiedziała Luiza. - Dobrze, posiedzę przy tobie póki nie zaśniesz, odrzekł.











*








 Po wyjściu ze szpitala Michał wsiadł do auta. Siedział nieruchomo z głową opartą na kierownicy. Kłębiły się w nim emocje - żal, niedowierzanie i rozpacz choć wiedział, że musi być teraz silny. Był pewien, że żona jest mu obojętna. Jakże sie mylił. Wiadomość o jej nieuleczalnej chorobie wstrząsnęła nim i sprawiła, że serce zacisnęło mu się w obręcz. Nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał w gabinecie lekarza. Wiedział jednak, że nie zostawi teraz Luizy. Nie mógłby. Byłby ostatnim draniem gdyby ją teraz opuścił. - Muszę być przy niej i wspierać ją, z tymi myślami ruszył spod szpitala kierując się w stronę Saskiej Kępy. Po 10 minutach pukał już do drzwi mieszkania Adrianny. Otworzyła mu w szlafroku, zaspana. Omiotła spojrzeniem jego zmęczoną twarz, posmutniała. - Witaj Adrianno, powiedział zmęczonym głosem. - Co z Luizą? zapytała w odpowiedzi Ada. Michał milczał nie mogąc wydusić z siebie słowa po czym jakoś udało mu sie opanować i cichym głosem wyznał: To nowotwór mózgu... - O mój Boże! wykrzyknęła Adrianna. Była w szoku. - Tak mi przykro, powiedziała patrząc ze współczuciem na Michała. - Lekarze nie dają jej dużych szans, mówił bezbarwnym głosem Michał. - Ale jest niewielka nadzieja, dlatego muszę być przy niej żeby ją wspierac i dodać sił do walki z chorobą. Ona nie może zostać teraz sama. Musiałem Ci o tym powiedzieć. - Doskonale to rozumiem i  nie mam do Ciebie żalu Michał. Luiza teraz dużo bardziej ciebie potrzebuje niż ja. Nie możesz inaczej postąpić, powiedziała patrząc mu w oczy. - I nie masz do mnie żalu? chciał się upewnić. - Ależ skąd, uspokoiła go Ada. - Musisz teraz być przy żonie. A ja usunę się w cień i zniknę z twojego życia. Bądź spokojny. Od początku wiedziałam, że jesteś żonaty. A te wspólne chwile były dla mnie najcenniejszymi w życiu i nigdy ich nie zapomnę. Żegnaj ukochany, powiedziała ze smutkiem. - Ale... Michał chciał zaprotestować jednak Ada mu przerwała mówiąc: Nie Michał uwierz mi tak bedzie lepiej. Musisz o mnie zapomnieć. Teraz myśl przede wszystkim o żonie. Jesteś jej potrzebny. Mówiąc to Ada przytuliła mocno Michała czując pod powiekami piekące łzy. On odwzajemnił jej uścisk. - Idź już proszę, powiedziała. - Do widzenia Adrianno, wyszeptał. Wyszedł. Ada zamknęła za nim drzwi i dopiero teraz pozwoliła łzom płynąć. Serce pękało jej z bólu, ale widziała że nie mogła inaczej postąpić w tej sytuacji. Nie mogłaby ciężko chorej kobiecie odebrać męża. Wolała cierpieć niż to zrobić. A Michał? Kochała go bardzo i wiedziała, że nigdy go nie zapomni ale los widocznie tak chciał i Adrianna wolała się pogodzić z tym, że nigdy nie będa razem -  ona i Michał. Wiedziała też, że musi byc teraz silna i nie dać po sobie poznać tego jak bardzo cierpi.
 


Prolog 2013-10-16

- Musisz mnie ukryć! Strach i panika w oczach Julii kazały mu jej posłuchać. Dawno już nie widział przyjaciółki tak roztrzęsionej. - Ale co się dzieje? zaniepokoił się. - Oni... oni chcą... nie mogła wydobyć z siebie głosu tak była przerażona. - Nie ważne, ucięła, musisz mnie ukryć, powtórzyła z naciskiem. - Oni mnie zabiją! rzuciła rozpaczliwie rozglądając się za jakąś kryjówką. - Błagam George ukryj mnie gdzieś, prędko, oni zaraz tu będą! Nie pytając o nic więcej George uruchomił dźwignię i klapa w podłodze uchyliła się ukazując schody wgłąb podziemnego pomieszczenia. Nie oglądając się na nic Julia czym prędzej zbiegła po schodkach, ściskając w dłoniach niewielki pakunek. George z powrotem zamknął klapę w podłodze jednym przyciskiem. Następnie wyciągnął z szuflady chodnik w beżowo-brązowe etniczne wzory i rozłożył go na podłodze w miejscu gdzie było tajemne wejście, zakrywając właz. Nie było teraz najmniejszego śladu, że cokolwiek kryje się pod podłogą. Po chwili George usłyszał głośne, energiczne pukanie do drzwi. Wstrzymał w napięciu oddech starając się opanować. - Proszę otworzyć! Powiedział zza drzwi męski głos tonem nie znoszącym sprzeciwu. George powoli zbliżył się do drzwi i uchylił je na bezpieczną odległość. Na korytarzu ujrzał trzech mężczyzn w ciemnych garniturach. Miny mieli ponure, daleko im było do przyjaznych. Mignęli mu przed nosem odznakami, po czym jeden z nich powiedział: Agenci federalni. Pan George Manters? - Tak, to ja. A o co chodzi? zapytał w odpowiedzi chłodnym tonem George. - Szukamy pana znajomej niejakiej Julii Panteras, oznajmił jeden z agentów. - Dlaczego akurat u mnie? udał zdziwienie George. - Mamy informację, że widziano ją tutaj, rzekł z naciskiem agent zerkając do wnętrza mieszkania. - Ktoś najwidoczniej wprowadził panów w błąd, mówiąc to George odsunął się z przejścia i wskazał ręka wnętrze salonu. - Nikogo tutaj nie ma oprócz mnie, powiedział spokojnym, opanowanym tonem. - Pozwoli pan, że sami to sprawdzimy. Wolimy się upewnić, że mówi pan prawdę. Jeśli pan kłamie nie chciałbym być wtedy w pana skórze panie Manters, głos agenta był lodowaty,aż George poczuł ciarki na plecach. - Czy pan mi grozi? zapytał agenta. - Ależ skąd, ja tylko ostrzegam, mówiąc to dał znak pozostałym agentom żeby przeszukali mieszkanie. Ci rozbiegli się zaglądając w kazdy zakamarek i sprawdzając uważnie każdy kąt. Po kilku długich, zdaniem Georga minutach wreszcie zrezygnowali widząc, że mężczyzna miał racje mówiąc, że jest sam. - Gdyby Julia Panteras skontaktowała się z panem prosimy nas o tym natychmiast powiadomić panie Manters, rzekł agent podając Georgowi kartkę z numerem telefonu. - To bardzo ważne, dodał, tu chodzi o bezpieczeństwo pani Julii... Po czym opuścili mieszkanie tak szybko jak się w nim pojawili. Dopiero wtedy George odetchnął z ulgą czując  jak strużka zimnego potu cieknie mu po plecach. - W co tym razem wpakowałaś się Julio? mruknął pocierając w zamyśleniu brodę...


WIERSZ 2013-10-11

,, SAMOTNOŚĆ ? ''


Strach przed samotnością


zapełniasz chęcią zemsty


bezradnością


szukasz na oślep


bliskości


przepełnia cię niepewność


lęk przed miłością


zastępujesz skrytością


rozpacz nie pozwala cieszyć się życiem


poczucie krzywdy


żal


smutek


są nieustannym towarzyszem


nadzieja już dawno o tobie


zapomniała


nostalgia w sercu pozostała


rozczarowanie


rezygnacja


obojętność


to teraz


twoja


codzienność






wiersz 2013-10-11

,, PUSTKA ''



DRZWI ZAMKNIĘTE NA KLUCZ



JUŻ NIE MA ODWROTU



ZA SOBĄ SPALIŁAŚ WSZYSTKIE MOSTY



ZOSTAWIŁAŚ TYLKO TO CO PIĘKNE JEST



ODRZUCIŁAŚ WSZYSTKO TO CO BRZYDKIE



ZA MGŁĄ UKRYTE UCZUCIA



NIE ODNAJDZIE ICH NIKT



SERCE PRZEPEŁNIA PUSTKA



CODZIENNIE NA SWOJEJ DRODZE SPOTYKASZ



TYSIĄCE LUDZKICH TWARZY



NA ŻADNEJ Z NICH UJRZYSZ UŚMIECHU 



WTEDY ZADASZ SOBIE PYTANIE -



DOKĄD ZMIERZA TEN ŚWIAT?



GDZIE PODZIAŁY SIĘ WSPOMNIENIA TYCH SZCZĘŚLIWYCH



MINIONYCH LAT?



DLACZEGO WCIĄŻ CIEBIE OMIJA MIŁOŚĆ?



CZEMU W ŻYCIU WSZYSTKO,


CO DOBRE TAK SZYBKO MIJA?




;* 2013-10-10

DZIĘKUJĘ ZA 2150 ODWIEDZIN NA MOIM BLOGU. POD KONIEC TYGODNIA DODAM NOWĄ NOTKĘ. ZAPRASZAM SERDECZNIE DO LEKTURY.


ZMIANY 2013-10-05

OD WCZORAJ POSTANOWIŁAM ZMIENIĆ COŚ W SOBIE. ODKĄD ZACZĘŁAM PISAĆ WIĘCEJ CZASU SPĘDZAŁAM W DOMU PRZED KOMPUTEREM LUB PISZĄC W NOTESIE ALBO CZYTAJĄC - STĄD MNIEJ RUCHU. DLATEGO OD WCZORAJ ZACZĘŁAM NOWĄ DIETĘ ORAZ DWA RAZY DZIENNIE - RANO I WIECZOREM PO 30 MIN. WYKONUJĘ SERIĘ ĆWICZEŃ NA POSZCZEGÓLNE PARTIE CIAŁA ( 40 BRZUSZKÓW, 10 POMPEK, 30 PRZYSIADÓW, 20 PAJACYKÓW, CO RÓWNA SIĘ 100 KCAL).  OPRÓCZ TEGO OBOWIĄZKOWO CODZIENNIE SPACER. ZA MIESIĄC SPRAWDZĘ CZY SĄ JAKIEŚ EFEKTY MOICH STARAŃ. MAM NADZIEJE, ŻE BĘDĘ BARDZIEJ ZADOWOLONA ZE SWOJEGO WYGLĄDU I ŻE POPRAWI SIĘ MOJE SAMOPOCZUCIE. CHCIAŁABYM WYGLĄDAĆ ZNOWU JAK DWUDZIESTOLATKA ;-) ALE ŻEBY NIE BYŁO TAK ŁATWO POSTANOWIŁAM TEŻ POSZUKAĆ KILKU NOWYCH POMYSŁÓW NA SIEBIE... MAM JUŻ PARĘ CIEKAWYCH - ZOBACZYMY, KTÓRE Z NICH UDA MI SIĘ ZREALIZOWAĆ I KIEDY. OCZYWIŚCIE NADAL BĘDĘ PRACOWAŁA NAD SWOJĄ KSIĄŻKĄ, PÓKI CO ZBIERAM MATERIAŁY I POMYSŁY, A W MIĘDZYCZASIE PISZĘ HISTORIĘ O ADRIANNIE I MICHALE ORAZ KRÓTKIE OPOWIADANIA. ZA JAKIŚ CZAS MOŻE DODAM JE NA BLOGA. POZA TYM OSTATNIO CORAZ CZĘŚCIEJ WYCHODZĘ Z DOMU NA RÓŻNE IMPREZY, CHOĆ JESTEM TYPEM DOMATORKI, ALE POMYŚLAŁAM,ŻE RAZ NA TYDZIEŃ MIŁO JEST SPĘDZIĆ CZAS W TOWARZYSTWIE PRZYJACIÓŁ I ZNAJOMYCH. W MINIONY WEEKEND BYŁAM NA WESELU U KOLEŻANKI Z LICEUM I BYŁO FANTASTYCZNIE. DAWNO TAK DOBRZE SIĘ NIE BAWIŁAM. W TEN WEEKEND TEZ WYCHODZĘ Z DOMU. OSTATNIO NAWET ZNALAZŁAM CZAS NA ZAKUPY, CO BARDZO POPRAWIŁO MI NASTRÓJ. I MIMO, ŻE OD DŁUŻSZEGO CZASU JESTEM SAMA  NIE NARZEKAM NA SAMOTNOŚĆ, WRESZCIE MOGĘ POŚWIĘCIĆ JAK NAJWIĘCEJ CZASU  NA ROZWIJANIE SWOICH PASJI, ROBIĘ TO NA CO MAM OCHOTĘ, JESTEM WOLNA I NIEZALEŻNA. CHYBA NIE ZNIOSŁABYM GDYBY KTOŚ MÓWIŁ MI, CO MAM ROBIĆ ALBO CZEGO NIE. WTEDY POKAZUJĘ PAZURKI I DAJE ZNAĆ O SOBIE MÓJ WYBUCHOWY CHARAKTER. POZA TYM POJAWIŁO SIĘ PARU MĘŻCZYZN W OSTATNIM CZASIE W MOIM ŻYCIU, ALE PRZY  ŻADNYM Z NICH  NIE DRGNĘŁO MI SERCE ANI NIE CZUŁAM MOTYLI W BRZUCHU. W OGÓLE NICZEGO NIE CZUŁAM. TAK JAKBYM WCALE NIE MIAŁA SERCA A KAWAŁEK LODU, KTÓREGO NIC ANI NIKT NIE POTRAFI SKRUSZYĆ. WIDOCZNIE TO JESZCZE NIE TO I MIŁOŚĆ KAŻE MI NA SIEBIE DŁUŻEJ POCZEKAĆ.  NAJWAŻNIEJSZA JEST DLA MNIE PRZYJAŹŃ, BO NA NIEJ NIGDY SIĘ NIE ZAWIODŁAM I PRZYJACIELE SĄ DLA MNIE NAJWAŻNIEJSI. NA MIŁOŚCI ZAWIODŁAM SIĘ BARDZO I MOŻE  DLATEGO NIE JEST ONA JUŻ DLA MNIE TAK WAŻNA. MOŻE KIEDYŚ TO SIĘ ZMIENI, ALE TERAZ NA PEWNO NIE. POZA TYM W ŻYCIU I TAK NIE MOŻNA MIEĆ WSZYSTKIEGO. W DODATKU ZNOWU SZYKUJĄ SIĘ PEWNE ZMIANY W MOIM ŻYCIU, ALE O TYM OPOWIEM INNYM RAZEM...


Rozdział VI 2013-10-01

,, KOLACJA BIZNESOWA ''



Z samego rana Michał spakował walizki i wyprowadził się z domu. Myśląc, że żona jeszcze śpi zapakował wszystkie bagaże do samochodu i pojechał do hotelu, gdzie przez parę najbliższych dni planował się zatrzymać, póki sobie czegoś nie znajdzie. Zostawił wszystko w hotelu po czym pojechał do firmy, gdzie spędził cały dzień. Pod wieczór wrócił do hotelu. Wziął prysznic i przebrał się po czym pojechał do restauracji, gdzie był umówiony z Adrianną na kolację. Cały dzień cieszył się na to spotkanie. Był w doskonałym humorze. Nie wiedział, że żona przez cały dzień go śledziła... Wszedł do restauracji a Luiza obserwowała ze swojego auta to, co dzieje się w środku. Chciała mieć dowód na to, że mąż ją zdradza...





* 





Adrianna po długim i męczącym dniu w pracy przyjechała do domu. Wzięła szybki prysznic, uczesała się i zrobiła staranny makijaż. Otworzyła szafę zastanawiając się, co włożyć na kolację z Michałem. Po namyśle wybrała jedwabną bluzkę w kolorze limonki i granatowe cygaretki. Do tego dobrała wysokie szpilki w kolorze nude i kopertówkę. W uszy wpięła złote kolczyki i dobrała bransoletkę do kompletu. Kropla perfum i była gotowa. Założyła płaszcz i zabrawszy kluczyki wybiegła z domu. Po dziesięciu minutach już parkowała przed restauracją. Była punktualnie. Weszła do środka i rozejrzała się. Michał siedział już przy stoliku. Na jej widok rozpromienił się i poderwał z krzesła by pomóc Adriannie zdjąć płaszcz. Pocałował ją krótko na powitanie.


- Witaj Adrianno. Jak miło znowu Cię widzieć. Już zapomniałem jaka jesteś piękna, powiedział. Miał na sobie ciemny garnitur, śnieżnobiałą koszulę i krawat w prążki. Seksowny zarost sprawiał, że wyglądał jeszcze bardziej męsko.


- Ależ on jest przystojny, przebiegło Adriannie przez myśl. Westchnęła.


Michałowi oczy błyszczały, widać było że jest rozluźniony i w wyśmienitym humorze.


Uśmiechnęła się więc do niego: Ja też się cieszę, że cię widzę, powiedziała. Patrzyli sobie przez chwilę głęboko w oczy. Tęsknota, czułość i nutka pożądania - to można było wyczytać z ich spojrzeń. Usiedli przy stoliku a kelner nalał im wina.


- Zamówiłem białe półwytrawne, powiedział Michał do Adrianny.


- Moje ulubione, skąd wiedziałeś? Adrianna była mile zaskoczona.


- Mam swoje sposoby, odrzekł posyłając jej jeden ze swoich czarujących uśmiechów, od którego zmiękły jej kolana.


Wzniósł toast: Za udany wieczór. Wypili cały czas patrząc sobie w oczy, po czym on wziął ją za rękę.


Ada poczuła ogarniające ją ciepło. Nie wiedziała czy to za sprawą wina czy dotyku Michała. Cieszyła się chwilą i to było dla niej teraz najważniejsze. Nie chciała myśleć o tym, co będzie jutro. Liczyło się to, co tu i teraz. Ich spojrzenia robiły się coraz gorętsze a przecież nawet jeszcze nie zaczęli kolacji. Adrianna poczuła jak z wrażenia kurczy jej się żołądek. Zadrżała.


Michał wyczuł jej reakcję i uśmiechnął się porozumiewawczo puszczając przy tym oko. - Dziś wyprowadziłem się z domu, oznajmił. Zabrałem wszystkie rzeczy i przeniosłem się do hotelu. A jutro złożę wniosek rozwodowy u adwokata. Wszystko jest na jak najlepszej drodze do tego żebyśmy mogli być razem.


- Nawet nie wiesz jak tego pragnę, rzekła w odpowiedzi Ada. - Każda chwila spędzona z tobą jest dla mnie cenna. Nie wiem jak ty to robisz, ale przy tobie czuję, że jestem tam gdzie moje miejsce i może zabrzmi to banalnie, ale wydaje mi się jakbym znała cię od zawsze i po prostu...


Urwała, bo Michał nie dał jej dokończyć, bo zamknął jej usta pocałunkiem czułym, delikatnym i słodkim, który trwał i trwał zmieniając się w coraz bardziej namiętny i pełen pożądania. Michał zapamiętał się w tym pocałunku nie wiedząc, że za chwilę zawisną nad nim czarne chmury.


- Co to ma znaczyć?! Odezwał się wzburzony i pełen złości głos.


Michał z trudem oderwał się od gorących i pełnych ust Adrianny, by zdać sobie sprawę, że głos należy do jego żony... Zaskoczenie, które odmalowało się na jego twarzy było takie samo, jak żony która była świadkiem jego pocałunku z inną kobietą.


Adrianna siedziała blada jak płótno z oczami jak spodki.


- Odpowiedz mi natychmiast, co to wszystko ma znaczyć! Krzyczała coraz głośniej Luiza. - To ma być ta twoja kolacja biznesowa?! zapytała.


- Luiza to nie tak jak myślisz, bronił się Michał.


- A jak?! Przecież widziałam na własne oczy jak migdalisz się z tą pindą! Może zaprzeczysz?! Rzuciła wściekła i nie czekając na odpowiedź złapała kieliszek z winem i chlusnęła Adriannie w twarz całą ją oblewając.


Ta zaskoczona poderwała się z miejsca: Co pani robi?! I złapawszy serwetkę próbowała się osuszyć.


- Luiza czyś ty oszalała?! Głos Michała był wzburzony.


- Ta lafirynda ma to na, co sobie zasłużyła! Trzeba było nie kraść cudzych mężów! Mówiąc to Luiza aż trzęsła się ze złości, jej oczy rzucały wściekłe błyski. - Zaraz jej pokażę, jak rozprawiam się z takimi jak ona, zaśmiała się histerycznie i rzuciła w stronę Adrianny szarpiąc ją za włosy i za ubranie.


Michał natychmiast rzucił się aby rozdzielić obie kobiety, jednak Luiza tak była zaślepiona furią, że zachowywała sie jak dzika tygrysica drapiąc i szarpiąc Adriannę, która broniła się przed jej atakami. Michał przeraził się do czego jeszcze może być zdolna jego żona.


Wreszcie udało mu się odciągnąć Luizę od Adrianny, która wyglądała fatalnie - włosy miała potargane, na twarzy kilka zadrapań, rozerwaną bluzkę, ciężko oddychała i była w szoku.


Za to Luiza rzucała się i szarpała jak wściekła próbując się wyrwać z mocnego uścisku Michała. Była czerwona z wściekłości a w oczach miała szaleństwo. Krzyczała jakieś niezrozumiałe słowa gdy nagle osunęła się i zemdlała.


Michał był pewien, że jego żona udaje i potrząsnął nią lekko: Luiza ocknij się!


Ale ona nadal była nieprzytomna a jej twarz zrobiła się blada. Michał wyczuł słaby puls.


- Zadzwońcie po karetkę, rzucił w stronę zaniepokojonego całym zdarzeniem kierownika restauracji. Natychmiast zrobiło się zamieszanie. Próbowano cucić Luizę, ale bez rezultatu. Kobieta nadal nie odzyskiwała przytomności.


Karetka przyjechała po paru minutach. Ratownicy błyskawicznie zajęli się nieprzytomną Luizą.


- Zabieramy ją do szpitala, rzucił lekarz w stronę zaniepokojonego Michała.


- Co z moją żoną?


- W tej chwili ciężko powiedzieć. Musimy zrobić niezbędne badania. Martwi mnie to, że pana żona nadal nie odzyskuje przytomności, powiedział. Po czym szybko zabrali Luizę i wnieśli ją do karetki.


- Jadę z wami, rzucił Michał. Po czym odwrócił się w stronę Adrianny: Przepraszam cię za dzisiejszy wieczór i za Luizę, to wszystko moja wina.


- Nie Michał, sama jestem sobie winna, wiedziałam w co się pakuję. Wracam do domu, nic tu po mnie, rzekła z goryczą.


- Muszę jechać z Luiza do szpitala i dowiedzieć się, co z nią. Zadzwonię jak tylko się czegoś dowiem, obiecał jej.


- Dobrze. Adrianna przytuliła go mocno i po chwili już go nie było. Patrzyła jak wsiada do auta i z piskiem opon rusza za karetką. Została przed restauracją trzęsąc się i zastanawiając nad tym, co teraz będzie.


- On nie zostawi teraz żony, westchnęła. Znowu zostanę ze złamanym sercem, pomyślała ze smutkiem. Łzy ciekły jej po policzkach - Teraz mam to na, co zasłużyłam.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]