marianna22 | e-blogi.pl
Blog marianna22
Witam ;P 2013-09-28

W przyszłym tygodniu opiszę dalsze losy Michała i Adrianny. W kolejnym rozdziale czeka Was drodzy czytelnicy wiele niespodzianek i już mogę zdradzić, że wydarzy się coś, co bardzo wpłynie na dalsze losy bohaterów. Podoba Wam się ta historia? Jeśli macie jakieś uwagi albo sugestie odnośnie opowiadanej przeze mnie historii chętnie ich wysłucham ;) Kolejny rozdział będzie zatytułowany: ,,Kolacja biznesowa" . Zapraszam serdecznie do lektury w przyszłym tygodniu. Pozdrawiam i życzę Wam drodzy czytelnicy udanego weekendu ;)


Rozdział V, część druga 2013-09-23

,, W KLUBIE ''


Adrianna ubrana w malinową mini, koronkową bluzkę z krótkim rękawem i botki na wysokim obcasie siedząc przy barze i pijąc drugiego drinka zebrała się na wreszcie na odwagę i wyznała towarzyszącej jej przyjaciółce: Michał odwiedził mnie dzisiaj w biurze... - O! Pan Przystojniak?! zdziwiła się tamta. - I czego chciał? Monika była już w trakcie trzeciego drinka, chichotała. Obcisła biało-czarna sukienka podjechała jej do połowy uda, odsłaniając jeszcze bardziej długie opalone nogi, obute w szpilki na niebotycznie wysokich obcasach. Loki miękka falą opadały jej na ramiona. Była już lekko wstawiona. Adrianna rzuciła przyjaciółce krótkie spojrzenie, upiła łyk drinka, skrzywiła się : Umówić się ze mną na kolację, powiedziała. Po czym szybko dodała: biznesową. - Chyba mu na tobie zależy, co? Nie traci czasu chłopak, rzekła z uznaniem Monika. Adrianna popatrzyła na nią sceptycznie i z westchnieniem wyznała: Wolałabym żeby dał mi spokój. Wtedy szybciej o nim zapomnę. Ale to niemożliwe dopóki ta przeklęta umowa nie zostanie sfinalizowana. - Zazdroszczę ci, odparła jej na to Monika. - Ty przynajmniej masz adoratora. A ja nadal tkwię sama jak ten palec. Już straciłam nadzieję, że jeszcze kiedyś poznam jakiegoś sensownego faceta, rzekła ze smutkiem dopijając drinka. - Jeszcze jeden poproszę, rzuciła w stronę barmana. - Monika nie pij tyle! upomniała ja Adrianna. - Faceci nie są godni tego, żeby z ich powodu topić żale w alkoholu. Po nim traci się kontrolę i robi szalone rzeczy. Ta w odpowiedzi tylko wzruszyła ramionami. I w tym samym momencie Adrianna zamarła zaskoczona. Wzrok miała utkwiony w czymś, co znajdowało się za plecami Moniki. - Nie oglądaj się za siebie, rzuciła przez zaciśnięte zęby, próbując zasłonić twarz włosami. - Co? zdziwiła się tamta. - Ada, o co chodzi?! - Michał tu jest! syknęła w odpowiedzi przyjaciółka. - Właśnie wszedł w towarzystwie jakiegoś blondyna, wyjaśniła. - Serio!? Zaciekawiła się Monika i nie słuchając rady koleżanki spojrzała zaintrygowana przez ramię w kierunku, w którym patrzyła Ada. To, co ujrzała pozbawiło ją tchu. Z wrażenia o mało, co nie spadła z barowego stołka, na którym siedziała. - Ale ciacho, pomyślała i oblizała się. - Mówiłam ci nie patrz w ich stronę. Adrianna była zła na nią. Jednak Monika nie zwracała na to uwagi tylko gapiła się cielęcym wzrokiem w stronę wejścia. - Ależ on jest boski, jęk wydarł się z jej gardła. - O kim mówisz, zaciekawiła się Ada? - Ten przystojny blondyn... co za ciacho! Schrupałabym go z przyjemnością, rozmarzyła się Monika. - No wiesz co?! Chyba ten celibat źle na ciebie wpływa albo za dużo wypiłaś, stwierdziła Ada po tym, co usłyszała z ust przyjaciółki. Po czym już innym tonem dorzuciła: Och nie! Idą tu! I czym prędzej odwróciła się w stronę baru. Monika zrobiła to samo, choć niechętnie i z zupełnie innego powodu. - Ada trzymaj mnie, bo zaraz z wrażenia spadnę z tego stołka, rzuciła rozgorączkowanym tonem. - Jak wyglądam?! Nie rozmazał mi się makijaż?! dopytywała się. Adrianna obrzuciła ją szybkim spojrzeniem: Nie, jest okey, zapewniła przyjaciółkę. W tym samym momencie poczuła czyjąś obecność za plecami. Znała ten zapach. A seksowny męski głos powiedział: Witam piękne panie! Ada chciała go zignorować ale Monika już odwracała się z rozanielonym spojrzeniem i uśmiechem, który zapierał dech. - Monika jestem! powiedziała wyciagając dłoń w stronę Michała. - Ada mi dużo o tobie opowiadała, wygadała się. Michał ujął jej dłoń i złożył na niej pocałunek po czym odpowiedział: Owszem to ja, miło mi.  A co takiego mówiła pani przyjaciółka? zainteresował się. Ada wciąż go ignorowała. Za to posłała przyjaciółce spojrzenie od którego krew zamarzała w żyłach, tak było lodowate. Monika pożałowała, że nie ugryzła się w język. Chwilę ciszy przerwał Michał: Pozwól, że przedstawię ci mojego kolegę - Bartka, rzekł do Moniki. Bartek patrząc na nią uśmiechnął się i władczym gestem ujął jej dłoń mówiąc: Miło mi poznać najpiękniejszą kobietę w tym klubie. Ta zarumieniła się słysząc komplement. - Może masz ochotę na drinka? zapytał posyłając Monice gorące spojrzenie. Ada obserwując całą scenę była zniesmaczona. Monika promieniała.  - Ada pozwól, że zostawię cie na moment, rzekła do przyjaciółki po czym ruszyła za pięknym Bartkiem niczym pszczoła zwabiona nektarem. - Niech to szlag! Adrianna była wściekła. - Jak ona mogla mnie zostawić samą?! - Nie jesteś sama Adrianno, masz mnie, szepnął jej do ucha Michał przysuwając się jeszcze bliżej. Adę przeszył dreszcz. Zapach Michała drażnił jej zmysły, zniewalał i ten głos... - Odpręż się. Cieszmy się chwilą, poradził jej. Adrianna skapitulowała. - Och no dobrze. I uśmiechnęła się nieśmiało. - Ślicznie wyglądasz, gdy się śmiejesz, szepnął jej i przysunął się jeszcze bliżej, tak że poczuła jego kuszący, męski zapach jedyny w swoim rodzaju. Zarumieniona rzuciła mu spojrzenie spod rzęs. Jej serce biło jak oszalałe zagłuszając wszystko inne. Zielone oczy hipnotyzowały. - Jak on to robi, że przy nim zapominam o rozsądku?! westchnęła. A na głos powiedziała: Czy to nie przypadek, że znowu się spotykamy? On w odpowiedzi tylko się uśmiechnął. Patrząc jej w oczy wyznał: Przed przeznaczeniem nie da się uciec Adrianno... po czym wziął ją za rękę i przysunął się jeszcze bliżej tak, że dzieliły ich teraz zaledwie milimetry. Rozpalonym wzrokiem patrzyli sobie w oczy, oboje ciężko oddychali a wszystko wokół zniknęło. Byli tylko oni dwoje i ich namiętność. Adrianna wiedziała, że nie powinna tego robić ale skuszona widokiem jego ust, które były tak blisko i ośmielona wypitym alkoholem, nachyliła się w  stronę Michała i pocałowała go mocno wkładając w ten pocałunek całą swoją desperację i tęsknotę. Powoli odsunęła się od niego obserwując uważnie jego reakcję. Michał był oszołomiony. Spojrzenie miał rozpalone, oddychał z trudem, jak ryba wyrzucona na brzeg. - To miłe uczucie wiedzieć, że ja też mam nad nim taką władzę, jak on nade mną, ucieszyła się w myśli Ada. - Pragnę cię coraz bardziej Adrianno, wyznał jejMichał głosem pełnym pożądania, nigdy tak nikogo nie pragnąłem, jak ciebie. - Ale ja nie chcę rozbijać twojego małżeństwa, rzekła mu w odpowiedzi, tym samym sprowadzając go na ziemię. Michał westchnął, mocniej ujął jej dłoń i patrząc Adriannie w oczy powiedział: Uwierz niczego nie rozbijasz. Moje małżeństwo już od dawna było martwe. Nie kocham żony, pragnę tylko ciebie, zapewnił ją muskając przy tym jej włosy. - Bosko pachniesz... rzekł zmieniając temat. Adriannę znowu ogarnęłą gorączka pożądania, jego dotyk palił rozbudzając jeszcze bardziej jej zmysły. Nie była w stanie racjonalnie myśleć, gdy on był blisko niej. Traciła rozsądek. Michał dotknął ustami jej warg, muskając je językiem a ona poczuła skurcz pożądania. Miękkie wargi pachniały miętą. W odpowiedzi Adrianna przywarła do niego całym ciałem i wpiła się w jego usta. Namiętny pocałunek rozpalił w nich ogień, był pełen żaru i pasji. Ich oddech mieszały się a języki splatały zmysłowo. Wciąż nie mogli się sobą nasycić. W pewnym momencie, w chwili przebłysku świadomości Adrianna zdała sobie sprawę, że jeśli zaraz nie przerwie tego szalonego pocałunku za chwilę zrobi coś naprawdę głupiego, czego będzie później żałowała. Ciężko dysząc i próbując opanować drżenie odsunęła się od Michała i rzuciła: Muszę wracać do domu. - Odwiozę cię, zaproponował. Zielone oczy błyszczały pożądaniem. Ada wstała gwałtownie i zachwiała się. - Nie, zaprotestowała. Dam sobie radę. Wezmę taksówkę. Mówiąc to złapała torebkę i wybiegła, z trudem przepychając się przez tłum ludzi. Po chwili Michał stał już obok niej na parkingu przed klubem. - Adrianno, rzekł, bądź rozsądna. - Odwiozę cie. Taksówki, którą zamówiła nadal nie było widać. - No dobrze, westchnęła zrezygnowana. Kolejny raz już mu uległam, pomyślała ze złością. Jak on to robi? - Chodź, powiedział uśmiechając się do niej wesoło i  otworzył jej drzwi swojego czarnego, eleganckiego auta. Adrianna wsiadła z gracja, migając mu przed oczami długimi nogami. Jęknął, czując jak całe jego ciało reaguje na jej widok, po czym zamknął za nią drzwi i obszedłszy samochód usiadł za kierownicą. Dokąd jedziemy madame? zapytał z nutką galanterii w głosie. Adrianna roześmiała się w odpowiedzi: Saska Kępa. Mieszkam na Paryskiej, powiedziała. Michał z piskiem opon wyjechał z parkingu kierując się w stronę centrum.  Przez całą drogę oboje milczeli. Każde pogrążone we własnych myślach. Adrianna, co jakiś czas zerkała na Michała spod rzęs podziwiając jego idealny profil - długie rzęsy, prosty nos, namiętne usta i mocne dłonie trzymające kierownicę. Wyobrażała sobie, jak te dłonie pieszczą jej ciało. Miała nadzieję, że on nie widzi jej ukradkowych spojrzeń, myliła się. Michał za każdym razem czuł na sobie gorące spojrzenia Adrianny i z trudem koncentrował się na prowadzeniu auta. Miał ochotę rzucić się na nią i całować do utraty tchu. Gdy zatrzymali się przed domem Adrianny Michał wyłączył silnik i spojrzał Adriannie w oczy.  Odwzajemniła jego spojrzenie i uśmiechnęła się nerwowo. - Dziękuję za odwiezienie, powiedziała lekko drżącym głosem. Nachyliła się, żeby pocałować go na pożegnanie w policzek, ale on  w ostatniej chwili przechylił głowę i natrafiła na jego usta. Zaskoczona poczuła jego namiętny i pełen żaru pocałunek. Nie zastanawiając się nad tym, co robi objęła go za szyję i oddawała pocałunki z takim samym ogniem. Wrażenie było obezwładniające. Czuła jakby wciągało ją tornado. - Zaproś mnie do siebie, wyszeptał pieszcząc jej szyję językiem. - Nie mogę, zdobyła się na protest. Całą siłą woli zmuszając się do tego, by odsunąć się od niego. Oddech miała chrapliwy, włosy potarganie, pełne usta nabrzmiałe od pocałunków. Michał patrzył na nią z zachwytem w oczach. - Muszę iść, powiedziała desperacko próbując zapanować nad ogarniającym ją znów pożądaniem. Tylko on potrafił rozbudzić jej zmysły samym pocałunkiem. Michał wiedział, że  nie ma wyboru i musi uszanować jej decyzję. Odmowa jeszcze bardziej wzmogła jego pożądanie, które i tak aż nadto było widoczne. Adrianna zarumieniła się widząc dowód jego pożądania i odwróciła wzrok. Drżącymi z emocji dłońmi próbowała otworzyć drzwiczki. Michał widząc to błyskawicznie wypadł z auta i otworzył drzwi Adriannie. Ta wysiadła powoli znów wpatrzona w jego oczy. - Nie zaproszę cie do siebie, powtórzyła z naciskiem. - Rozumiem, poczekam aż będziesz gotowa Adrianno a wtedy... urwał znacząco. Ogarnęło ją gorąco pod wpływem jego słów. - Dobranoc, szepnęła lekko drżącym głosem. - Śnij o mnie Adrianno... wyszeptał w odpowiedzi  muskając oddechem jej włosy. Stał bardzo blisko niej i Adrianna czuła ciepło jego ciała. Nieświadomie zaczęła przysuwać się do niego, zwabiona jego ciepłem i błyszczącym z pożądania wzrokiem. W ostatniej chwili zdała sobie sprawę z tego, co robi i obawiając się reakcji własnego ciała wyminęła Michała i wbiegła szybko po schodach, nie oglądając się za siebie. Zamknęła drzwi i oparła się o nie próbując dojść do siebie. Całe ciało pulsowało jej pożądaniem. - Chyba się zakochałam, pomyślała z westchnieniem. Wciąż była rozpalona. - A tak się broniłam... Usłyszała warkot odjeżdżającego auta i dopiero wtedy odetchnęła z ulgą. - Jutro czeka mnie ciężki dzień, pomyślała na wspomnienie czekającej ją kolacji z Michałem po czym wolno ruszyła schodami na górę do swojej sypialni. 


Rozdział V. część pierwsza 2013-09-18

,, Kolacja ''


- Luiza?! Głos Michała rozszedł się echem po dużym holu. - Jestem w salonie. Chodź tutaj! Odkrzyknęła. - Mam dla ciebie niespodziankę. Głos żony był zaskakująco miły. - Co ona znowu kombinuje? Zaintrygowany Michał pomyślał nieufnie. Wszedł do salonu i z wrażenia zamarł zaskoczony tym, co widzi. - Chyba mam jakies omamy, pomyślał. Zamrugał kilka razy jednak zdał sobie sprawę, że to co widzi to nie wytwór jego wyobraźni. Stół suto zastawiony wykwintnymi potrawami, najlepsza zastawa, kieliszki, srebrne sztućce i butelka jego ulubionego wina - Bordeaux rocznik 86. - Coś świętujemy? zapytał żonę, zaskoczony jej eleganckim strojem. Luiza ubrana  w czerwoną jedwabną sukienkę posłała mężowi czuły uśmiech. Włosy opadały jej miękkimi falami na ramiona a czerwona szminka podkreślała jeszcze bardziej ognisty kolor jej sukienki. - Przygotowałam dla nas kolację, nie cieszysz się? powiedziała ciepłym, miłym głosem. - Chciałam Cię przeprosić za wczorajszą kłótnię, dodała skruszonym głosem patrząc mu z nadzieją w oczy. - To mile, ale niepotrzebnie się trudziłaś, rzekł, nie jestem głodny.- Musimy porozmawiać... - O czym?! W głosie Luizy zabrzmiała niebezpieczna nuta. Mimo to Michał wiedział, że nie może się teraz wycofać. - Muszę zrobić to, co i tak nieuniknione. Wziął głęboki oddech po czym powiedział spokojnym, rzeczowym głosem: O naszym rozwodzie. Przemyślałem wszystko i uważam, że to będzie dla nas najlepsze rozwiązanie. Nic nas nie łączy od dawna i jesteśmy jak dwoje obcych sobie ludzi, dokończył patrząc żonie w oczy. Luiza najpierw zbladła by po chwili czerwona ze złości wykrzyczeć mu w twarz: Jak możesz być takim nieczułym egoistą?! Jej oczy sypały iskry. Była wściekła. - Czy choć chwilę pomyślałeś o tym, jak ja się czuję? Gdy mój mąż nagle ni stąd ni zowąd po 10 latach małżeństwa oznajmia, że chce odejść?  I jesli myślisz, że ci na to pozwolę, to jesteś w błędzie! Syknęła. - Nigdy nie pozwolę ci odejść, rozumiesz?! Jesteś tylko mój! krzyczała. Michał starał się ją uspokoić, lecz nie udało mu się to. - Luiza, uspokój się. To moja ostateczna decyzja, zrozum, przecież wiesz, że cie nie kocham. - I co z tego?! Warknęła. - Należysz do mnie! Michał starał się zachować spokój ale nie udało mu się to, znów dał się sprowokować. - I tak odejdę, krzyknął jej prosto w twarz, wiesz o tym, że ja nie rzucam słów na wiatr. - Po moim trupie! Luiza z wściekłości aż tupneła nogą. Wiedziała, że to dziecinne ale nie obchodziło ja to. I naglę uzmysłowiła sobie, że zna powód decyzji męża. Olśniona z niebezpiecznym błyskiem w oku rzuciła: Masz kogoś! Dlatego chcesz odejść... Michał milczał nie chcąc jeszcze bardziej rozdrażnić Luizy. Wiedział, że jego żona potrafi być nieobliczalna. Nie chciał, by dowiedziała się o Adriannie. - Kim jest ta lafirynda?! Mów natychmiast! Wybuchła ponownie robiąc krok w jego stronę. - I tak się dowiem! Zniszczę ją! rzuciła z pasją i z nienawiścią jednocześnie. Michał wreszcie odzyskał głos: Jesteś szalona! stwierdził. - Czy ty siebie słyszysz?! Co się z toba dzieje Luiza? Opamiętaj się prosze! Jednak ona była już tak wściekła, że nic do niej nie docierało. - I wiesz co, odparła, predzej Cię zabiję niż pozwolę ci odejść. Wzrok miała lodowaty i patrzyła na niego z nienawiścią. Michał poczuł nieprzyjemny dreszcz, wzdrygnął się. Nigdy jeszcze nie widział jej takiej. - Ona naprawde jest szalona, przebiegło mu przez myśl. - Teraz przesadziłaś, powiedział jej. - Jutro składam wniosek u adwokata. Nie próbuj mi grozić ani mnie szantażować, bo nic ci z tego nie przyjdzie, oznajmił chłodno. Luizie pod wpływem jego słów łzy stanęły w oczach, drżała, zacisnęła pięści ze złości i bezsilności. Nie chciała sie poddać. - Nie zrobisz mi tego, rzuciła. - Nie pozwolę na to! Nie upokorzysz mnie w taki sposób!  - Przykro mi ale to koniec. Pogódź się z tym. - Aha jeszcze dziś zabiorę swoje rzeczy, oznajmił. - Teraz wychodzę, nie czekaj na mnie, rzucił w jej stronę po czym wybiegł z salonu. Po chwili słychać było trzask zamykanych drzwi frontowych. W domu zapanowała martwa cisza. Luiza oniemiała stojąc niczym posag po czym nagle wróciła jej energia i z furią zrzucała talerzyki, kieliszki, filiżanki ze stołu rozsypując wszystko w drobny mak. Smętne resztki wykwintnych dań leżały rozrzucone po całym dywanie. Kieliszek wina rzucony z furia rozbił się o ścianę zostawiając krwawa plamę, a wino ciekło po białej ścianie zostawiając na niej krwawy ślad. Wtedy dopiero ochłonęła. Powoli wyjęła z dekoltu malutką buteleczkę z trucizną i ściskała ją z żalem. Była zła i rozczarowana, że nic nie wyszło z jej planu. - Muszę wymyślić inny rodzaj zemsty na moim niewiernym mężu, pomyślała z szaleństwem w oczach. Zazdrość ją zaślepiała. - Nigdy ode mnie nie odejdziesz! Nie pozwolę okryć się hańbą! Wciąż nie chciała uwierzyć, że jej małżeństwo dobiegło końca. - Jeszcze nie powiedziałam ostatniego zdania! pomyślała mściwie pałając chęcią zemsty, po czym rozpłakała się jak małe dziecko, któremu odebrano ulubioną zabawkę.


wiersz o jesieni 2013-09-17

JESIEŃ


Za oknem deszcz pada rzęsiście


Jest pochmurno, mokro, mgliście


Z drzew opadają wielobarwne liście


Brąz, beż, żółć, zieleń


Pomarańcz i czerwień


Każdy czuje, że w powietrzu jesień


Ranki chłodem nas witają


Dni krótkie ciepłem jak


kocykiem otulają


Kosz pełen grzybów z lasu przyniesiony


Zapach powideł, konfitur kusi z każdej strony


Kasztany z drzew spadają


I rude trawy łąki porastają


Spacer po parku, spadające liście


Ostatnie ciepłe promienie słońca


I winogron dojrzałych kiście


I babie lato wiatr przędzie


To przyroda daje nam znak, że już jesień wszedzie.




Rozdział IV 2013-09-14

PONOWNE SPOTKANIE


ADRIANNA OD KILKU GODZIN SIEDZIAŁA W SWOIM BIURZE. PRZYGOTOWYWAŁA SIĘ DO SPOTKANIA Z PREZESEM KORZYŃSKIM, Z KTÓRYM JUTRO MIAŁA OMÓWIĆ SZCZEGÓŁY ZWIĄZANE Z UMOWĄ. WYPIŁA JUŻ DWIE KAWY I WŁAŚNIE ZASTANAWIAŁA SIĘ NAD TRZECIĄ, GDY USŁYSZAŁA PUKANIE DO DRZWI. DRGNĘŁA NIECO ZASKOCZONA I POPRAWIŁA UBRANIE. DZISIAJ MIAŁA NA SOBIE DOPASOWANĄ SUKIENKĘ W MAKI I CZERWONE PANTOFLE. WŁOSY ZWIĄZAŁA W ELEGANCKIEGO KŁOSA, MAKIJAŻ DELIKATNY, PODKREŚLAJĄCY JEJ PIĘKNE OCZY. GDY SPOJRZAŁA W STRONĘ DRZWI ZAMARŁA. UJRZAŁA W NICH BOWIEM MICHAŁA KORZYŃSKIEGO WE WŁASNEJ OSOBIE. NIE WIDZIAŁA GO OD DWÓCH TYGODNI, ALE GDY ZOBACZYŁA GO TERAZ UCZUCIA POWRÓCIŁY ZE ZDWOJONĄ SIŁĄ. - CO ON TUTAJ ROBI? PRZEMKNĘŁO JEJ PRZEZ MYŚL. - WITAJ ADRIANNO. PRZYWITAŁ JĄ POSYŁAJĄC JEDEN ZE SWOICH ONIEŚMIELAJĄCYCH UŚMIECHÓW. - CIEKAWE CZY ON ZDAJE SOBIE SPRAWĘ Z TEGO JAKA MA NADE MNĄ WŁADZĘ, POMYŚLAŁA Z ROZGORYCZENIEM. - CZEMU ON NA MNIE TAK DZIAŁA? WYGLADAŁ DOSKONALE W SZARYM GARNITURZE I Z PEWNOŚCIĄ ZDAWAŁ SOBIE Z TEGO SPRAWĘ. ZIELONE OCZY ROZBŁYSŁY NA JEJ WIDOK. ADRIANNA PODNIOSŁA SIĘ Z FOTELA I NA LEKKO DRŻĄCYCH NOGACH WYSZŁA ZZA BIURKA, BY SIĘ Z NIM PRZYWITAĆ. MICHAŁ ANI NA CHWILE NIE ODERWAŁ SPOJRZENIA OD JEJ OCZU. CHCIAŁ Z NICH WYCZYTAĆ, CO ONA CZUJE. JEDNAK JEJ SPOJRZENIE BYŁO TAJEMNICZE I NIEODGADNIONE. UJĄŁ JEJ DELIKATNĄ DŁOŃ I ZŁOŻYŁ NA NIEJ GORĄCY POCAŁUNEK MUSKAJĄC WARGAMI CHŁODNA SKÓRĘ ADRIANNY. ONA POD WPŁYWEM OGARNIAJĄCEGO JEJ UCZUCIA ZADRŻAŁA I WESTCHNĘŁA. ON UWAŻNIE OBSERWOWAŁ JEJ TWARZ I NIC NIE UMKNEŁO JEGO UWADZE. UŚMIECHNĄŁ SIĘ ZADOWOLONY WIEDZĄC JAK NA NIA DZIAŁA. TO ADRIANNA PRZERWAŁA CISZE MÓWIĄC: BYLIŚMY UMÓWIENI NA JUTRO, JEJ GŁOS BRZMIAŁ CHŁODNO I UPRZEJMIE. ALE W OCZACH MIAŁA ŻAR. - WIEM O TYM, ODPOWIEDZIAŁ, ALE OD WCZORAJ JESTEM W STOLICY I POMYŚLAŁEM, ŻE MOŻEMY OMÓWIĆ WSZYSTKIE NIEZBĘDNE SPRAWY PODCZAS KOLACJI... - TĘSKNIŁEM, DODAŁ ZNIŻAJĄC GŁOS. ZASKOCZONA TYM WYZNANIEM ADRIANNA NIE WIEDZIAŁA CO ODPOWIEDZIEĆ. OWSZEM WYCHODZIŁA CZĘSTO NA KOLACJE BIZNESOWE Z KLIENTAMI BIURA, ALE ŻADEN Z NICH NIE DZIAŁAŁ NA NIA JAK STOJĄCY PRZED NIA MĘŻCZYZNA. NIGDY NIE ŁĄCZYŁA SPRAW ZAWODOWYCH Z PRYWATNYMI. A W TAKIEJ SYTUACJI ZNALAZŁA SIĘ PO RAZ PIERWSZY. BAŁA SIĘ, ŻE ULEGNIE I NIE BĘDZIE W STANIE OPRZEC SIE POKUSIE. JUŻ RAZ TAK SIĘ STAŁO. - DZISIAJ WIECZOREM JESTEM JUŻ ZAJĘTA, OZNAJMIŁA, NIE SPODZIEWAŁAM SIĘ, ŻE PAN WCZEŚNIEJ PRZYJEDZIE I ... MICHAŁ PRZERWAŁ JEJ : NIE MOŻESZ TEGO PRZEŁOŻYĆ ADRIANNO? ZAPYTAŁ Z NADZIEJA W GŁOSIE. SPOJRZAŁ JEJ PRZY TYM GŁĘBOKO W OCZY A ADRIANNA ZDAŁA SOBIE SPRAWĘ, ŻE GAPI SIE NA NIEGO I UTONĘŁA W MORSKIEJ GŁĘBI JEGO OCZU. ZABRAKŁO JEJ TCHU. ALE PRZYPOMNIAŁA SOBIE O SWOIM POSTANOWIENIU I UPRZEJMYM TONEM POWIEDZIAŁA: NIESTETY NIE, ALE MOZEMY JUTRO SPOTKAĆ SIĘ NA LUNCHU I OMÓWIĆ SZCZEGÓŁY WSPÓŁPRACY. - WOLAŁBYM PRZY KOLACJI, BO W CIĄGU DNIA BĘDĘ BARDZO ZAJĘTY, WYJASNIŁ. - MAM JUŻ UMÓWIONE KILKA SPOTKAŃ I CIĘŻKO BĘDZIE JE PRZEŁOŻYĆ. ZREZYGNOWANA ADRIANNA WIEDZIAŁA, ŻE NIE MA WYBORU, MUSI SIĘ ZGODZIĆ, POWIEDZIAŁA WIĘC: DOBRZE, MOŻE BYĆ TA KOLACJA. ON SŁYSZĄC TO UCIESZYŁ SIĘ. - ŚWIETNIE, WIEDZIAŁEM, ŻE NIE ODMÓWISZ ADRIANNO... WYSZEPTAŁ ZMYSŁOWYM GŁOSEM, W OCZACH MIAŁ ŻAR. Z WRAŻENIA AZ SKURCZYŁ JEJ SIĘ ŻOŁĄDEK, CZUŁA OGARNIAJACE JĄ POŻĄDANIE POD WPŁYWEM PIESZCZOTY JEGO GŁOSU, CIĘŻKO ODDYCHAŁA. - NIE MOGĘ POZWOLIĆ SOBIE NA SŁABOŚĆ, PRZEBIEGŁO JEJ PRZEZ MYŚL. - MUSZĘ PAMIĘTAĆ, ŻE ON MA ŻONĘ. NAGLE ZORIENTOWAŁA SIĘ, ŻE JAKIMŚ CUDEM ZNALAZŁA SIĘ W OBJĘCIACH MICHAŁA. CZUŁA BICIE JEGO SERCA, JEGO ZAPACH DRAŻNIŁ JEJ POBUDZONE ZMYSŁY. ZASKOCZONA SPOJRZAŁA MU W OCZY. - TĘSKNIŁEM ZA TOBĄ ADRIANNO... WYSZEPTAŁ DO JEJ UCHA. - A TY ZA MNA? ZAPYTAŁ. NIE CZEKAJĄC NA ODPOWIEDŹ POCAŁOWAŁ JĄ. ADRIANNA NIE ZASTANAWIAJĄC SIĘ NAD TYM, CO ROBI ODDAŁA POCAŁUNEK CAŁUJĄC NAMIĘTNIE, BEZ OPAMIĘTANIA. JEGO POCAŁUNEK BYŁ INNY - NAMIĘTNY, ZDECYDOWANY. PEŁEN POŻĄDANIA. ICH JĘZYKI SPLOTŁY SIĘ ZE SOBĄ ZMYSŁOWO, ODDECHY MIESZAŁY. ON JAK OSZALAŁY BŁĄDZIŁ DŁOŃMI PO JEJ CIELE CHCĄC NACIESZYĆ SIĘ JEJ BLISKOŚCIĄ. ONA BYŁA RÓWNIE ROZPALONA. CAŁOWALI SIĘ JAKBY ŚWIAT MIAŁ SIĘ SKOŃCZYĆ. JAKBY OD TEGO ZALEŻAŁO ICH ŻYCIE. PO PEWNYM CZASIE ADRIANNA NIECHĘTNIE WYSUNĘŁA SIĘ Z RAMION MICHAŁA I DRŻĄCYM Z POŻĄDANIA GŁOSEM ZAPYTAŁA: DLACZEGO TO ZROBIŁEŚ? - PRAGNĘ CIĘ, POWIEDZIAŁ PO PROSTU. - A CO Z TWOJĄ ŻONĄ? ZAPYTAŁA ODSUWAJĄC SIĘ OD NIEGO NA BEZPIECZNĄ ODLEGŁOŚĆ. - ROZWIODĘ SIĘ Z NIĄ, ODRZEKŁ, MOJE MAŁŻEŃSTWO JUŻ OD DAWNA NIE ISTNIEJE, STWIERDZIŁ Z PRZEKONANIEM W GŁOSIE. ADRIANNA BYŁA SCEPTYCZNA SŁYSZĄC JEGO SŁOWA. - NIE WIEM, CZY TO, CO MÓWISZ JEST PRAWDA CZY NIE, ALE NIE MOŻEMY SIE SPOTYKAĆ, NIE UMAWIAM SIĘ Z ŻONATYMI MĘŻCZYZNAMI, ODPARŁA. - ZALEŻY MI NA TOBIE I ZROBIĘ WSZYSTKO ŻEBYŚMY BYLI RAZEM, RZUCIŁ Z OGNIEM W GŁOSIE. ZADRŻAŁA POD WPŁYWEM JEGO WYZNANIA. POWOLI BUDZIŁA SIĘ W NIEJ NADZIEJA, ALE GŁOS ROZSĄDKU SZYBKO ZAKAZAŁ JEJ TAKICH MYŚLI. - ALE MI NA TOBIE NIE ZALEŻY, SKŁAMAŁA PATRZĄC MU PROSTO W OCZY, WRACAJ PROSZĘ DO ŻONY A O MNIE ZAPOMNIJ. - CHYBA NIE MÓWISZ TEGO POWAŻNIE? RZEKŁ WZBURZONY A JEGO TON NIE WRÓŻYŁ NIC DOBREGO. MICHAŁ BYL ZŁY SŁYSZĄC JEJ SŁOWA. - PRZECIEŻ WIDZĘ JAK PATRZYSZ NA MNIE I JAK Z ŻAREM ODDAJESZ POCAŁUNKI, NIE PRÓBUJ MNIE ZWIEŚĆ, RZUCIŁ Z NIEBEZPIECZNYM BŁYSKIEM W OKU. - UWIERZ, TO BYŁA CHWILOWA SŁABOŚĆ.ALE WIĘCEJ SIE NIE POWTÓRZY. ZASKOCZYŁEŚ MNIE I TYLE, POWIEDZIAŁA UNIKAJĄC JEGO WZROKU. MICHAŁ MILCZAŁ PRZEZ CHWILĘ PO CZYM MRUKNAŁ: DOBRZE. ZOBACZYMY SIĘ NA KOLACJI, DODAŁ CHŁODNYM GŁOSEM, GDZIE PO CIEBIE PRZYJECHAĆ? - NIE KŁOPOCZ SIE TYM, PRZYJADE DO RESTAURACJI, ODPARŁA. - W TAKIM RAZIE DO ZOBACZENIA O 19.00 ADRIANNO, OZNAJMIŁ PO CZYM NIE CZEKAJĄC NA ODPOWIEDŹ WYSZEDŁ Z GABINETU. ZASKOCZONA ADRIANNA USIADŁA W FOTELU PRÓBUJĄC ZEBRAĆ MYŚLI. WESTCHNĘŁA GŁĘBOKO NA WSPOMNIENIE ICH POCAŁUNKU. - BOŻE! SPRAW ŻEBYM JUTRO MIAŁA TYLE SILNEJ WOLI BY MU SIĘ OPRZEĆ I BY PRZEKONAĆ GO, ŻE NIC DO NIEGO NIE CZUJĘ. WIEDZIAŁA, ŻE TYLKO W TEN SPOSÓB BĘDZIE MOGŁA TRZYMAĆ GO NA DYSTANS. NIE CHCIAŁA BYĆ TĄ TRZECIĄ, BO TO NIOSŁOBY ZE SOBĄ TYLKO CIERPIENIE. A ZŁAMANE SERCE BYŁO OSTATNIĄ RZECZĄ JAKIEJ TERAZ PRAGNĘŁA. - ON NIGDY NIE BĘDZIE MÓJ, POMYŚLAŁA Z ŻALEM. - ALE TAK BĘDZIE LEPIEJ DLA NAS OBOJGA. ON NIE MYŚLI TERAZ RACJONALNIE I TO JA MUSZĘ MYŚLEĆ ZA NAS OBOJE, POSTANOWIŁA... 


*


MICHAŁ WYBIEGŁ WZBURZONY Z BIURA ADRIANNY I W POŚPIECHU WPADŁ DO AUTA. WCIĄŻ NIE DOSZEDŁ DO SIEBIE PO TYM, CO WYDARZYŁO SIĘ W JEJ GABINECIE. - JUTRO UDOWODNIĘ JEJ, ŻE SIĘ MYLI. POMYŚLAŁ NA WSPOMNIENIE ICH POCAŁUNKU.- JESTEM PEWIEN, ŻE ONA CZUJE TO SAMO, CO JA TYLKO NIE CHCE SIĘ DO TEGO PRZYZNAĆ. ALE WIEM,CO ZROBIĆ ŻEBY TEGO DOWIEŚĆ. KOCHAM JĄ I BĘDZIEMY RAZEM. NIC ANI NIKT MI W TYM NIE PRZESZKODZI. NA MYŚL O PONOWNEJ ROZMOWIE Z LUIZĄ POCZUŁ NIECHĘĆ, ALE WIEDZIAŁ, ŻE MUSI TO ZROBIĆ. IM PRĘDZEJ TYM LEPIEJ. JUŻ COŚ POSTANOWIŁ I CHCIAŁ O TYM POINFORMOWAĆ ŻONĘ. - BĘDZIE WŚCIEKŁA, ALE MUSZĘ TO ZROBIĆ, ZDECYDOWAŁ. - NIE MOGĘ SIĘ TERAZ WYCOFAĆ, GDY WRESZCIE WIEM, CZEGO CHCĘ I GDY WRESZCIE WIEM KOGO PRAGNĘ...


Rozdział III, część druga 2013-09-13

W PORZE LANCZU ADRIANNA WYSZŁA Z BIURA W TOWARZYSTWIE SWOJEJ PRZYJACIÓŁKI MONIKI DO ICH ULUBIONEJ KAWIARNI MIESZCZĄCEJ SIE NIEDALEKO FIRMY. NA DWORZE BYŁO SŁONECZNIE I CIEPŁO. SŁOŃCE MOCNO GRZAŁO I KRÓTKI SPACER OKAZAŁ SIĘ BYC PRAWDZIWĄ PRZYJEMNOŚCIĄ DLA OBU PRZYJACIÓŁEK. WESZŁY DO ŚRODKA. BYŁO TAM PRZYTULNIE, CICHO I SPOKOJNIE. JASNE WNĘTRZE ZDOBIŁY LICZNE KWIATY GARDENII, KTÓRE BYŁY GŁÓWNA OZDOBĄ KAWIARNII O TAKIEJ SAMEJ NAZWIE. PRZY BARZE ZAMÓWIŁY DWIE KAWY LATTE I USIADŁY PRZY STOLIKU OBOK OKNA. - OPOWIADAJ! NIECIERPLIWIŁA SIE MONIKA WIERCĄC SIĘ NA KRZEŚLE Z EMOCJI. - NIE WIEM OD CZEGO ZACZĄĆ, POWIEDZIAŁA ADA. - NAJLEPIEJ OD POCZĄTKU, ZDECYDOWAŁA ZA NIĄ  MONIKA. - NO DOBRZE, WESTCHNĘŁA W ODPOWIEDZI, CHODZI O MICHAŁA KORZYŃSKIEGO, WYZNAŁA SPUSZCZAJĄC WZROK NA SWOJE DŁONIE. - TEGO PREZESA, Z KTÓRYM PODPISYWAŁAŚ UMOWĘ? WTRĄCIŁA MONIKA. - NO I ? ODPOWIEDZIAŁO JEJ GŁOŚNE WESTCHNIENIE ADY, PO CZYM TA POWIEDZIAŁA: NAWET NIE WIESZ JAKI TO PRZYSTOJNY MĘŻCZYZNA. KIEDY GO ZOBACZYŁAM BYŁAM PEWNA ŻE TO TEN JEDYNY. ALE ON MA ŻONĘ, DODAŁA ZE SMUTKIEM. - O CHOLERA! I CO ZAMIERZASZ?! ZAPYTAŁA ZASKOCZONA WYZNANIEM PRZYJACIÓŁKI. - NIC, A CO MAM ZROBIĆ? ODPARŁA Z REZYGNACJA W GŁOSIE. - TO I TAK NIE MIAŁOBY SENSU. - ALE COŚ PRZECIEŻ MIĘDZY WAMI ZASZŁO? DOCIEKAŁA MONIKA. - CAŁOWALIŚMY SIĘ... WYZNAŁA JEJ SKRUSZONYM GŁOSEM ADRIANNA. TO BYŁ NAJWSPANIALSZY POCAŁUNEK W MOIM ŻYCIU, DODAŁA, NIGDY NIE CZUŁAM TAKIEGO POŻĄDANIA. - NIE WIERZE! ZAKOCHAŁAŚ SIE W NIM PO JEDNYM POCAŁUNKU? ZDUMIAŁA SIĘ KOLEŻANKA. - MOŻE, WESTCHNEŁA, ALE WIESZ, ZE NIGDY NIKOGO TAK NIE PRAGNĘŁAM, JAK JEGO. NIKT NIE WZBUDZIŁ WE MNIE TAKICH UCZUĆ SAMYM POCAŁUNKIEM. - TO WALCZ O NIEGO! PORADZIŁA JEJ. - NIE, ZAPROTESTOWAŁA W ODPOWIEDZI ADA, NIE MOGĘ TEGO ZROBIĆ. MAM SWOJE ZASADY, NIE SPOTYKAM SIE Z ŻONATYMI MĘŻCZYZNAMI. BEDE MUSIAŁA O NIM ZAPOMNIEC, RZEKŁA ZDECYDOWANYM TONEM. - A W PRACY BĘDĘ TRZYMAŁA GO NA DYSTANS, NA PEWNO SZYBKO DA MI SPOKÓJ, GDY BEDE CHŁODNA I WYNIOSŁA, POWIEDZIAŁA Z PEWNOŚCIĄ W GŁOSIE. JEDNAK SMUTEK W JEJ OCZACH MÓWIL COŚ ZUPEŁNIE INNEGO. - ZROBISZ JAK ZECHCESZ, ŻEBYŚ TYLKO PÓŹNIEJ NIE ŻAŁOWAŁA, ŻE NIE WALCZYLAŚ O SWOJE SZCZĘŚCIE I O MĘŻCZYZNĘ, NA KTÓRYM CI ZALEŻY. MONIKA ZNAŁA DOBRZE PRZYJACIÓŁKĘ I BYŁA PEWNA, ŻE JEŚLI ADA COS SOBIE POSTANOWI TO RZADKO ZMIENIA ZDANIE, CHOCBY JA NAMAWIANO I PRZEKONYWANO. A MONIKA CHCIAŁA JAK NAJLEPIEJ DLA ADY. NIE CHCIAŁA JEDNAK ŻEBY PRZYJACIÓŁKA ZNOWU CIERPIAŁA KOCHAJĄC NIEWŁAŚCIWEGO MĘŻCZYZNĘ. ADA ROZWAŻAŁA SŁOWA MONIKI BY PO DŁUŻSZEJ CHWILI  ODRZEC: GDYBY BYŁ WOLNY TO, CO INNEGO. A TAK, CHOCIAŻ TO NIEŁATWE MUSZE O NIM ZAPOMNIEĆ. SIEDZIAŁY WIĘC POGRĄŻONE W ZADUMIE, DOPIJAJĄC KAWĘ. - MUSZE WRACAĆ DO BIURA, POWIEDZIAŁA Z WESTCHNIENIEM MONIKA SPOGLĄDAJĄC NA ZEGAREK. -  A JA WRACAM DO DOMU, SZEF DAŁ MI WOLNE DO KOŃCA DNIA, ŻEBYM ODPOCZĘŁA PO PODRÓŻY, RZEKŁA Z UŚMIECHEM ADRIANNA.  - ZADZWONIE WIECZOREM, POWIEDZIAŁA MONIKA, GDY WYSZŁY PRZED KAWIARNIE, TO UMOWIMY SIE NA OBLEWANIE TWOJEGO AWANSU, TYM RAZEM SIE NIE WYMIGASZ, DAWNO NIGDZIE NIE BYŁYŚMY, PRZYPOMNIAŁA PRZYJACIÓŁCE. ADA POMYSLAŁA, ŻE TAKI WYPAD DOBRZE JEJ ZROBI. - DOBRZE, ZGODZIŁA SIĘ, PO CZYM POŻEGNAŁY SIE I ADA POJECHAŁA DO DOMU A MONIKA WRÓCIŁA DO BIURA.


*


MICHAŁ WSZEDŁ DO FIRMY. BYŁ BARDZO ZADOWOLONY, BO SPOTKANIE Z KLIENTEM PRZEBIEGŁO PO JEGO MYŚLI. W DRZWIACH WINDY WPADŁ NA SWOJEGO ZASTĘPCĘ, BARTKA, KTÓRY BYŁ JEGO KOLEGA ZE STUDIÓW I  JEDYNYM PRZYJACIELEM. BARTEK BYŁ WYSOKIM, DOBRZE ZBUDOWANYM BLONDYNEM O PRZENIKLIWYCH SZARYCH OCZACH. SIAŁ SPUSTOSZENIE W DAMSKICH SERCACH, ALE WCIĄŻ BYŁ SINGLEM. - JAK UDAŁO SIE SPOTKANIE? ZAPYTAŁ MICHAŁA. TEN W ODPOWIEDZI BŁYSNĄŁ UŚMIECHEM PO CZYM ZAPEWNIŁ: WSZYSTKO POSZŁO JAK Z PŁATKA, ZNASZ PRZECIEŻ MÓJ TALENT NEGOCJATORSKI, RZEKŁZ BŁYSKIEM W OKU. - NO PEWNIE, JESTES W TYM NAJLEPSZY W BRANŻY, ZAPEWNIŁ GO PRZYJACIEL. NAGLE MICHAŁ SPOWAŻNIAŁ I ZMIENIŁ TON: CHODŹ DO MOJEGO GABINETU, MUSZĘ CI O CZYMŚ POWIEDZIEĆ. - TO COŚ WAŻNEGO? ZAINTERESOWAŁ SIĘ BARTEK, GDY JUZ BYLI W BIURZE MICHAŁA. - TAK, TO BARDZO WAŻNA SPRAWA DLA MNIE, OZNAJMIŁ MICHAŁ, O ILE NIE NAJWAŻNIEJSZA, DODAŁ. - O CO CHODZI? ZNOWU COS NIE TAK Z LUIZĄ? POKŁÓCILIŚCIE SIĘ? DOCIEKAŁ. BARTEK NIE PRZEPADAŁ ZA LUIZĄ. - TAK, ALE NIE TYLKO O TO CHODZI. - POZNAŁEM KOGOŚ, WYZNAŁ. WYRAZ JEGO TWARZY BYL NIEODGADNIONY. - SERIO?! GDZIE?! CHCIAŁ WIEDZIEĆ BARTEK. - BYŁA WCZORAJ W FIRMIE. PODPISALIŚMY UMOWĘ. STARY NAWET NIE WYOBRAŻASZ SOBIE JAKA TO PIĘKNA I ZACHWYCAJĄCA KOBIETA, RZEKŁ Z WESTCHNIENIEM. ZDUMIONY BARTEK PATRZYŁ NA PRZYJACIELA JAKBY TEMU NAGLE WYROSŁY TRZY GŁOWY: NIE POZNAJE CIE! CZYŻBYŚ SIE ZAKOCHAŁ?! A CO Z LUIZĄ? MICHAŁ ZE ZDECYDOWANIEM OZNAJMIŁ: ROZWIADĘ SIĘ Z NIĄ, NASZE MAŁŻEŃSTWO TO FIKCJA, OD DAWNA NIC JUŻ NAS NIE ŁĄCZY. - A KIM JEST TA KOBIETA DLA KTÓREJ STRACILES GŁOWĘ? DOCIEKAŁ BATREK ZAINTRYGOWANY TYM, CO MIACHAŁ MU WYZNAŁ. - ADRIANNA? JEST PIEKNA, GDY JĄ WCZORAJ WCZORAJ ZOBACZYŁEM SERCE MI ZADRŻAŁO I WIEDZIAŁEM, ŻE TO KOBIETA MOJEGO ŻYCIA. A JEJ POCAŁUNEK... BARTEK PRZERWAŁ MU Z NIEDOWIERZANIEM W GŁOSIE: CAŁOWAŁEŚ SIĘ Z NIA? NIE CHCE CIE POTEPIAĆ, ALE ... - TO PO PROSTU SIE STAŁO, WTRACIŁ MICHAŁ. - TO BYŁO SILNIEJSZE ODE MNIE, POKUSA NIE DO ODPARCIA. I WIESZ CO? TEN POCAŁUNEK ROZPALIŁ WE MNIE OGIEŃ, PO RAZ PIERWSZY POCZUŁEM,ŻE ŻYJĘ. - ZAKOCHAŁES SIĘ? - ZALEZY MI NA NIEJ, ODPOWIEDZIAŁ, ZROBIE WSZYSTKO, ZEBY JĄ ZDOBYĆ. - W TAKIM RAZIE POWODZENIA STARY. PRZYDA CI SIE, GDY LUIZA SIĘ O WSZYSTKIM DOWIE WPADNIE W FURIĘ. NIE BĘDZIE CI ŁATWO. ALE MOZESZ NA MNIE LICZYC, ZAPEWNIL GO. - DZIEKI, WIEM, ŻE TO NIE BĘDZIE ŁATWE, ALE MIMO TO ZARYZYKUJE, ODPOWIEDZIAŁ Z GŁĘBOKIM PRZEKONANIEM MICHAŁ.


*


LUIZA WRÓCIŁA ZE SPOTKANIA Z PRZYJACIÓŁKAMI, NA KTÓRYM WYLEWAŁA SWOJE ŻALE NA MICHAŁA, NIEWIELE JEJ TO POMOGŁO. WCIĄŻ GOTOWAŁA SIĘ ZE ZŁOŚCI NA WSPOMNIENIE ICH WCZORAJSZEJ ROZMOWY. BYLA WŚCIEKŁA LECZ WIEDZIAŁA, ŻE TAK ŁATWO SIE NIE PODDA. RZUCIŁA TORBY NA ŁÓŻKO PO CZYM PODESZŁA DO LEŻĄCEGO NA KOMODZIE LAPTOPA. OTWORZYŁA PONOWNIE NA STRONIE, GDZIE ZAINTERESOWAŁ JĄ PEWIEN ARTYKUŁ. - TO WŁAŚNIE TO, CZEGO MI POTRZEBA, POMYŚLAŁA. - KOCHANY MĘŻU NIGDY NIE POZWOLĘ CI ZE MNIE ZAKPIĆ. JESTEŚ TYLKO MÓJ I TAK JUŻ POZOSTANIE, POMYŚLAŁA Z MŚCIWĄ SATYSFAKCJĄ. - MAM DLA CIBIE MIŁĄ NIESPODZIANKĘ, ZAŚMIAŁA SIĘ. PO CZYM ZAMKNEŁA LAPTOPA I WYSZŁA DO KUCHNI PRZYGOTOWAĆ KOLACJE DLA  ,,UKOCHANEGO'' MĘŻA...


Rozdział III. część pierwsza 2013-09-11

,,NIE SĄDŹ DNIA PRZED ZACHODEM SŁOŃCA''

















Następnego dnia Adrianna wstała z nową energią i postanowieniem, że nie będzie więcej myślała o Michale Korzyńskim, spakowała walizkę i zeszła na dół do hotelowej restauracji. Zjadła lekkie śniadanie składające się z filiżanki mocnej, aromatycznej kawy i dwóch tostów z dżemem, po czym wyruszyła w podróż powrotną, która okazała się równie męcząca. Jednak Adrianna nie pozwalała sobie na narzekanie. W końcu to nie jej pierwszy taki wyjazd. Żaden tylko nie wpłynął na nią tak, jak ten i była pewna, że nieprędko o tym zapomni. A to za sprawą Michała. Na samą myśl o nim robiło jej się gorąco i czuła rozkoszny skurcz w dole brzucha. - Nie będę o nim dłużej myślała! On ma żonę i muszę jak najszybciej o nim zapomnieć! Upomniała siebie. - Dla własnego dobra, westchnęła. - Żeby nie cierpieć muszę zachować dystans, nie zaryzykuje złamanym sercem! Te myśli kłębiły jej się w głowie, gdy wreszcie dotarła na miejsce. W domu szybko odświeżyła się i przebrawszy pojechała do pracy. Szef chciał się z nią widzieć i dowiedzieć o efekty jej podróży służbowej, bo ta umowa była sprawą priorytetową ich firmy. Adrianna ubrana w dobrze skrojony, dopasowany kostium w kolorze lawendy oraz szpilki na wysokim obcasie wjechała windą na najwyższe piętro biurowca, w którym mieściło się jej biuro. Wysiadła z windy i po chwili znalazła się w objęciach swojej przyjaciółki Moniki. Tak się składało, ze była ona też sekretarką szefa. - Ada, kochana! - Szybko wróciłaś! Krzyknęła wesoło z nutką zdziwienia w głosie. Monika była wysoką, ciemnowłosą i bardzo piękną kobietą. Miała na sobie białą, jedwabną bluzkę i cygaretki w kolorze kawy z mlekiem, do tego szpilki na wysokim obcasie. Biła od niej pewność siebie kobiety, która wie czego chce oraz ma świadomość tego, jak wygląda. A mimo to wciąż była sama. Adrianna odwzajemniła uścisk koleżanki i z uśmiechem odrzekła: Tak, udało mi się szybciej wszystko załatwić. - Cieszę się, szef wspominał, że na Ciebie czeka, powiedziała Monika wskazując ręką drzwi gabinetu prezesa. - Wiem, zaraz do niego idę. Wiesz, co może spotkajmy się w porze lanczu? zaproponowała Ada. - Mam Ci coś ciekawego do opowiedzenia, rzekła z tajemniczym uśmiechem. - Jasne, pękam z ciekawości, odrzekła z ekscytacją w głosie Monika. - To musi być coś ważnego, sądząc po tym jak dzisiaj wyglądasz. Zdziwiona Ada popatrzyła na przyjaciółkę. - Nie rozumiem? powiedziała. - Promieniejesz. Chodzi o mężczyznę, prawda? dociekała Monika. - Powiem Ci jak się spotkamy, odparła cicho Ada. - Idę do szefa, pewnie już na mnie czeka. Może i premię wreszcie dostane? Monika poparła ją: Mam nadzieję, zasługujesz na to. Zaharowujesz się tu jak wół i dziwię się, że jeszcze nie dostałaś awansu. - Może teraz mi sie to uda. Trzymaj kciuki, rzekła do przyjaciółki po czym pewnym krokiem ruszyła w stronę gabinetu prezesa. W tym samym momencie szef wyszedł też z gabinetu i na widok Ady zawołał: O pani Adrianno, dobrze, że pani już jest. - Zapraszam do mnie, rzekł. Szef korporacji Antoni Różycki pięćdziesięcioletni, siwowłosy mężczyzna wciąż był przystojny i niezwykle charyzmatyczny. Kobiety za nim szalały jednak on świata nie widział poza swoją żoną Barbarą. Bardzo szanowany i poważany przez klientow i pracowników pewnie zarządzał korporacja. - Jak minęła podróż? zagadnął Adriannę siadając za biurkiem. - Dobrze, dziekuje. Udało mi się. Mamy to zlecenie, powiedziała zadowolona z duma w głosie. - Doskonale! Ucieszył się. Jestem z pani dumny, Adrianno. - Wiedziałem, że da pani sobie świetnie rade dlatego zdecydowałem, że zajmie się pani teraz wyłącznie tą umową i jej realizacją z ,,Michael Empresa", powiedział. - Ale czy to konieczne? zapytała. - Przecież ja jeszcze nigdy nie .... Prezes przerwał jej mówiąc: Na pewno da pani sobie świetnie radę. Ma pani potencjał i wierzę, że mnie pani nie zawiedzie, rzekł z przekonaniem. - Poza tym, dodał, czeka na pania premia. Po czym z uśmiechem podał Adriannie czek. Spojrzała zaskoczona, a gdy ujrzała kwotę była pewna , że ma omamy. To była suma jej dwóch pensji, niemałych zresztą. Oszołomiona zgodziła zająć sie wszystkim, po czym na drżących nogach wyszła z gabinetu. Monika siedząca za biurkiem dojrzała wyraz twarzy Adrianny i zapytała; I jak? W odpowiedzi Ada westchnęła i zrezygnowanym tonem odparła: Mam się zająć umową z ''Michael Empresa"... - To chyba dobrze? zapytała Monika. - Nie cieszysz się? - No właśnie nie, wolałabym nie zajmować się tą sprawą. Po czym uśmiechnęła sie niespodziewanie i powiedziała: Ale perspektywa premii przeważyła szalę. Monika siedząca za biurkiem aż podskoczyła z wrażenia. - Dostałas premie?! Super! Musimy to oblać, powiedziała.  































opowiadanie 2013-09-09

PIERWSZY DZIEŃ W SZKOLE





Natalia była bardzo zestresowana i nerwowo poprawiała grzywkę, wciąż opadającą jej na oczy. To był jej pierwszy dzień w nowej szkole, czuła się nieswojo i niepewnie. Była pełna obaw, czy znajdzie w klasie przyjaciół. Nie chciała być samotna i nieszczęśliwa tak, jak w poprzedniej szkole, niezbyt milo bowiem wspominała gimnazjum i chciała aby teraz było inaczej. Odkąd pamiętała zawsze była inna, oryginalna. Miała swoje poglądy i własne zdanie na każdy temat. W dodatku zwykle mówiła, to co myślała, była szczera i bezpośrednia, co nie zawsze spotykało się z przychylnym odbiorem ze strony koleżanek. Traciła więc przyjaciół i czuła się przez to jeszcze bardziej nieszczęśliwa. Nie chciała być dłużej odmieńcem. Marzyła o tym by być lubiana i towarzyska.


Z tymi myślami weszła do klasy. Z bijącym sercem rozejrzała się niepewnie po klasie. W ławkach siedziało już parę osób. Jednak uwagę Natalii przykuła śliczna blondynka siedząca w ostatniej ławce pod oknem. Miała długie włosy i piwne oczy oraz idealną cerę. Sukienka w kolorze ognistej czerwieni miała ten sam odcień, co błyszczyk na jej ustach, Biła od niej pewność siebie i Natalia pomyślała, że właśnie ta dziewczyna będzie jedna z najbardziej liczących się osób w klasie, a przeczucie zwykle jej nie myliło.


- Muszę zdobyć jej przyjaźń, postanowiła z mocą. Wzięła głęboki oddech i ruszyła  w stronę ostatniej ławki, przywołując na twarz swój promienny uśmiech.


Zatrzymała się przed śliczną blondynką i ze ściśniętym z emocji gardłem powiedziała: Cześć, Natalia jestem, a ty?


Dziewczyna zmierzyła ja uważnym spojrzeniem, zlustrowała krótkie, lśniące czarne włosy Natalii, potem jej żółty podkoszulek i nowe, markowe jeansy. Na koniec przeniosła wzrok na duże, ufne zielone oczy Natalii. Przez myśl jej przebiegło, że stojąca przed nią dziewczyna byłaby idealnym podnóżkiem dla niej i że mogłaby na niej wyładowywać swój wybuchowy temperament.


Uśmiechnęła sie wiec i głosem przesyconym słodyczą powiedziała: Kamila, miło mi. Usiądź ze mną. Po czym wskazała jej krzesło obok siebie.


Speszona Natalii usiadła pospiesznie, położyła torbę na ławce i spuszczając oczy milczała, niepewna, co powiedzieć by nie wyjść na głupią.


Milczenie przerwała Kamila pytając: Jak spędziłaś wakacje?


Natalia juz otwierała usta by odpowiedzieć, gdy koleżanka nie dala jej dojść do słowa mówiąc: Bo ja byłam z rodzicami na Karaibach, nawet nie wyobrażasz sobie jak tam jest cudownie, lazurowe morze, piękne plaże, palmy a przede wszystkim nieustające imprezy. - Ale to nie wszystko, powiedziała. - Byłam tez w Barcelonie, gdzie poznałam przystojnego Hiszpana, Davida, który oprowadził mnie po miejsce i obiecał odwiedzić w Polsce, gdy przyjedzie tutaj na wymianę studentów. - Prawda że to ekscytujące? Ale opowiadaj gdzie ty byłaś, łaskawie pozwoliła dziewczynie.


Cichym i niepewnym głosem Natalia odrzekła: Nad morzem, w Kołobrzegu, pomagałam cioci w prowadzeniu nadmorskiej restauracji.


- Co? Pracowałaś w wakacje? zdziwiła sie Kamila patrząc na nią z wyższościa.


Natalia w odpowiedzi spuściła nieśmiało głowę i wyznała: Ale popołudnia miałam dla siebie i mogłam chodzić na plaże.


- Nuda! Stwierdziła z satysfakcja w glosie Kamila. - Mój czas wypełniały tylko przyjemności, czyli zakupy, imprezy i przystojni chłopacy.


Natalia miała niewyraźna minę ale zebrała sie na odwagę i wyznała koleżance: Ale poznałam kogoś...


- Serio? Przystojny chociaż? Gdzie go poznałaś? zarzuciła ją pytaniami Kamila.


- Mateusz?... westchnęła Natalia na wspomnienie niebieskookiego blondyna, którego poznała na plaży. - Jest boski! W dodatku okazało sie, ze chodzi do tego liceum. - Tylko nie mam odwagi do niego zagadnąć, rzekła ze smutkiem.


Kamila przewróciła oczami i zawyrokowała: Bo ty nie wiesz jak trzeba postępować z chłopakami, ale nic sie nie martw ja Cie wszystkiego nauczę. Musisz mi tylko pokazać tego Mateusza, to zobaczę czy jest wart zachodu, dodała ze śmiechem.


Natalia spojrzała na nią z nadzieja i zapytała: Serio mi pomożesz?


- Ale naiwniaczka, westchnęła Kamila. - Jeśli ten Mateusz okaże się ciachem wezmę go dla siebie. A na głos powiedziała: No pewnie, od czego są koleżanki. Uśmiechnęła się przy tym do Natalii.


Szczęśliwa dziewczyna nie zauważyła złośliwego błysku w oczach koleżanki. Cieszyła sie na myśl, że właśnie poznała kogoś, kto chce sie z nią przyjaźnić i była tak zaślepiona tą, myślą, że na nic innego nie zwracała uwagi. Dawna Natalia tak by sie nie zachowała. Ale ta nowa rzekła teraz: A może zrobimy imprezę zapoznawczą? Zaprosilibyśmy wszystkich z klasy... Była to bardzo odważna propozycja i Natalia sama się zdziwiła, że to zaproponowała, bała się, że koleżanka odmówi i skrytykuje jej pomysł.


Ale o dziwo Kamila przytaknęła na jej propozycję i z entuzjazmem w głosie powiedziała: Świetny pomysł, to będzie najlepsza impreza roku. - Pomożesz mi ją zorganizować...


Rozdział II 2013-09-06

KŁÓTNIA


- Gdzie byłeś tak długo? Michał wszedł do sypialni i juz od progu powitał go niezadowolony głos żony. Luiza była wściekła sądząc po iskrach, które sypały jej błękitne oczy, idealną twarz szpecił teraz grymas złości, długie blond włosy związała w supeł na karku a na jedwabną koszulę nocną narzuciła dopasowany szlafrok, który podkreślał jej szczupłą figurę. - W pracy, odparł ze spokojem Michał. - A gdzie miałem być? Mówiąc to zdjął marynarkę i rozwiązał krawat. - Jestem zmęczony i nie mam ochoty na kłótnie. Jutro czeka mnie ważny wyjazd i muszę być wypoczęty, oznajmił żonie. - Co to za umowy, które musisz podpisywać wieczorami? drążyła temat Luiza. Przez twarz Michała przebiegł cień irytacji, ale spokojnym tonem odparł: Ważne dla firmy. Od kiedy tak interesujesz się moją pracą? zdziwił się. - Od zawsze, odparła. - Nie wiem o co ci chodzi! upierała się. - Czy to źle że chce wiedzieć, co robi mój mąż? - Wcześniej cie to nie interesowało, zauważył. - Byłaś zajęta wyłącznie zakupami i plotkami z przyjaciółkami. Skąd ta nagła zmiana? zapytał. - Może mi się już znudziły? odcięła się Luiza. - Nie pomyślałeś, że może chcę trochę czasu spędzić z własnym mężem? Zaskoczony tą nagłą zmianą Michał oznajmił: Wiesz przecież, że dużo pracuję. Poza tym oddaliliśmy się od siebie, a nasze małżeństwo juz praktycznie nie istnieje. Doskonale o tym wiesz. Lubimy co innego, robimy co innego... - Kiedy ostatnio byłaś ze mną na korcie? Od dawna cie namawiam, rzekł z wyrzutem. Luiza w odpowiedzi wzruszyła ramionami. - Przecież wiesz, że ruch mnie męczy, a bieganie za piłką i odbijanie jej nuży mnie, odparła. - Co to za przyjemność? prychnęła. - Sama widzisz, stwierdził. Tak samo jest z podróżami. Kiedy ostatnio gdzieś byliśmy? zapytał. - No i co z tego?! Krzyknęła podnosząc się z łóżka. - Ty też nie chodzisz ze mną na fitness, nie lubisz przyjęć, tańców a zakupy cię nudzą! rzekła wzburzona. - Chodzę na siłownie zapomniałaś? rzekł ze spokojem. - Przyjęcia mnie nudzą, wiesz że to nie dla mnie a zakupy? prychnął. - Na zakupy idzie sie wtedy, kiedy trzeba coś kupić nie dla rozrywki, powiedział. - A w pracy siedzisz całymi dniami i do późna w nocy, zamiast wracać do domu, zmieniła temat Luiza. - Pewnie mnie zdradzasz z jakąś asystentka! Przyznaj się! krzyknęła wzburzona. - Czys ty na głowę upadła?! Luiza co cie znowu napadło? Męczą mnie już te twoje napady zazdrości, rzekł zły i zirytowany Michał. - W dodatku dzwonisz do mnie do firmy i sprawdzasz, wypytujesz Bartka co robię i gdzie chodzę, a co najgorsze podburzasz też moich rodziców! Luiza nie patrząc mu w oczy odparła ze słodyczą w głosie: Nie wiem o czym mówisz. - A to dobre, zaśmiał się. - I jeszcze się wypierasz, zrozum mam już tego serdecznie dość. Uważam, że powinniśmy sie rozwieść... - Co? Chcesz sie rozwieść? zdziwiła się kompletnie zaskoczona Luiza. Po czym krzyknęła: Zapomnij! Nigdy nie dam ci rozwodu! Jesteś tylko mój! Rozumiesz? wysyczała. - Nie będę z tobą dłużej rozmawiał, za bardzo jestem zmęczony. - Idę wziąć prysznic a prześpię sie w salonie, oznajmił. - A do tej rozmowy i tak wrócimy, rzekł na koniec, po czym wyszedł z sypialni. Wszedł do łazienki i zamknał drzwi Po chwili słychac było szum wody. Wsciekła Luiza rozrzucila posciel na lóżku. - Nienawidze go! Nigdy nie pozwole mu odejść. On jest tylko mój! - Prędzej zabije niż pozwole, by inna cie miała, pomyślała mściwie o mężu... Wykąpany i odświezony Michał przebral sie w piżamę i położył na kanapie w salonie. Było mu niewygodnie, ale nie chciał spać z Luizą. Nadal nie doszedł do siebie po kłótni z nią. Był wściekły na siebie za to, że dał się wyprowadzic z równowagi. I na Luizę. Od dawna miedzy nimi sie nie układało. Nie kochał żony i byl pewien, że nie chce tkwić dłużej w tym nieudanym małżeństwie, które od początku i tak było tylko interesem. Jego i jej rodzice przyjaźnili się od lat i jeszcze kiedy Michał i Luiza byli dziećmi postanowili, że połącza ich rodziny i stworzą najwieksze przedsiebiorstwo w kraju. I tak powstało ,,Michael Empresa". Firma odniosła sukces, natomiast ich małżeństwo było  porażką. Przez pierwsze lata starali się do siebie dopasować, ale ich starania zakończyły sie fiaskiem. Nie pasowali do siebie, mieli różne charaktery, inne upodobania i potrzeby. Każde z nich zajęło się własnymi sprawam i żyli tak razem, a jednak osobno. Ale teraz gdy Michał poznał Adrianne wszystko się zmieniło. Wiedział, że to kobieta jego życia. Gdy zobaczył ja wtedy w gabinecie z miejsca sie zakochał. Serce mu drgnęło na jej widok i był pewien, że to ta jedyna. Adrianna był a piękna. Przypomniał sobie jej długie, jedwabiste włosy w kolorze czekolady i przepastne, duże jasnozielone oczy ocienione długimi rzęsami, wziąż pamietał słodki smak jej ust a zapach skóry Adrianny przyprawiał go o dreszcze, a kiedy odpowiedzała na pocałunek omal nie eksplodował tak silna była przyjemność, którą poczuł. Nikogo tak nie pragnął jak jej. Nigdy przy Luizie niczego takiego nie czuł, nawet na początku gdy myślał, że jest w żonie zakochany. Teraz wiedział, że się mylił. To Adrianna wzbudziła w nim takie uczucia o  jakich nie śnił.  Wiedział, że zrobi wszystko, żeby z nią być.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]