marianna22 | e-blogi.pl
Blog marianna22
PODZIEKOWANIA 2013-08-31

DZIĘKUJĘ ZA PRAWIE 1500 ODWIEDZIN NA BLOGU ;*


wiersz 2013-08-31

SMUTEK



WSPOMNIENIA WCIĄŻ NIE CHCĄ ODEJŚĆ



CHOĆ BARDZO SIĘ STARAM BY ZAPOMNIEĆ



BÓL NIE POZWALA ZNÓW CIESZYĆ SIĘ ŻYCIEM



SMUTEK JEST JEDYNYM MYM TOWARZYSZEM,



DESZCZ WCIĄŻ PADA W MOJEJ DUSZY



NIE MA JUŻ NADZIEI, ŻE COKOLWIEK



LÓD W MYM SERCU SKRUSZY,



I CHOĆ ŻAL ŚCISKA ZA SERCE



TO UŚMIECHAM SIĘ DO KAŻDEGO CODZIENNIE



I TYLKO JA WIEM JAK CIĘŻKO JEST DOTRWAĆ



DO KOŃCA DNIA,



SEN JEST MOIM JEDYNYM WYBAWIENIEM



BO TYLKO WTEDY CHOĆ NA CHWILĘ



MOGĘ PRZERWAĆ MEJ DUSZY CIERPIENIE.





wiersz... 2013-08-31

NIE PŁACZ...





Tylko jak nie płakać, gdy wciąż krwawi serce





I jak nie płakać, gdy duszę trawi żal





I jak nie płakać, gdy wciąż smutno





I jak nie płakać, gdy żyć jest trudno





I jak nie płakać, gdy nie chce się





nic czuć.





Jak nie płakać, gdy każdy dzień





ciężkim wyzwaniem jest dla mnie,





jak nie płakać, gdy łzy roni serce





jak nie płakać, gdy dusza radzi





by nie pokochać nigdy więcej.


opowiadanie 2013-08-29

Wampir









Rok 1666. Wieczór. Pełnia księżyca. Do krypty na cmentarzu wpadło trochę światła oświetlając trumnę stojącą pod oknem. Wieko lekko drgnęło po czym z łoskotem upadło na ziemię. Blade światło księżyca padło na nieruchomą postać leżącą w wyłożonej jedwabiem trumnie. Był to zmarły przed trzema dniami młody hrabia de Oscuridad, przystojny dziedzic z zamku na wzgórzu. Hrabia miał czarne kręcone włosy i równie czarne, hipnotyzujące spojrzenie. Dziewczęta z okolicznych wsi za nim szalały a młodzieńcy zazdrościli mu powodzenia. Był charyzmatyczny, szarmancki, potrafił wykorzystać swój urok, by dostać to czego zapragnął. Jednak pod gładkim i miłym obliczem kryła się bestia, demon, którego nie zawsze potrafił ujarzmić. Wtedy w okolicy dochodziło do licznych gwałtów i morderstw. Aż pewnego ranka znaleziono martwego hrabiego w jego komnacie. Nikt nie zauważył dwóch maleńkich ranek na jego szyi... Lekko zdziwiony hrabia usiadł powoli w swojej trumnie przecierając oczy. Zastanawiał się gdzie jest i co się właściwie stało. Spojrzał na swoje ubranie. Miał na sobie bluzkę z żabotem, czarną jedwabna kamizelką, czarne bryczesy i długie czarne buty. Na palcu spostrzegł duży, lśniący czerwienią rodowy pierścień. Zauważył też, że ręce ma bardzo blade. Ale serce równo biło w jego piersi a w uszach szumiała krew. Uspokojony podniósł się powoli z posłania. Rozprostował zesztywniałe kończyny, przeciągnął się po czym zwinnie wyskoczył z trumny. Otworzył stare, zardzewiałe drzwi krypty i wyszedł na zewnątrz. Zdziwiony ujrzał wokół siebie liczne groby. - Co ja robię na cmentarzu? zdumiał się. Rozejrzał się zdezorientowany ale wkoło było cicho i ponuro. Księżyc oświetlał kryptę i parę grobów w jej pobliżu. Hrabia ruszył wolnym krokiem ścieżką prowadzącą wzdłuż cmentarza. Szedł pomiędzy grobami gdy poczuł odurzający zapach. Stanął. - Co to może być? pomyślał. - Ale cudownie pachnie! Cóż za aromat! Skierował się w stronę skąd dobiegał ów czarowny zapach. Wyszedł z cmentarza i ruszył w strone chat stojących przy drodze. W jednej z nich w oknie paliło się światło. To właśnie stamtąd dochodził ów aromat. Hrabia poczuł głód, dziwnie swędziały go też zęby. Nie wiedział, co to znaczy ale intuicja mówiła mu, że dowie się gdy dotrze do źródła zapachu. Zatrzymał się przed mała, krytą strzecha chatką. Przez uchylone okno dojrzał leżącą w łóżku młodą i piękną dziewczynę. Czytała książkę. Miała długie włosy w kolorze dojrzałego zboża, duże błękitne oczy i rumiana cerę. Hrabia nieświadomy tego co robi oblizał się a kły powoli wysunęły się nieznacznie z jego dziąseł. Poczuł głód jakby od dawna niczego nie miał w ustach. Wspiął się na okienko i wyszeptał: Wpuść mnie piękna dziewczyno! Na dźwięk tego zmysłowego szeptu młoda kobieta drgnęła zaskoczona, spojrzała w okno i jak zahipnotyzowana odpowiedziała: Wejdź proszę. Hrabia tylko na to czekając wskoczył zwinnie do środka i błyskawicznie znalazł się przy jej łóżku. Wziął dziewczynę za rękę złożył na niej szarmancki pocałunek wciąż patrząc jej w oczy. Zaskoczona dziewczyna upuściła książkę na podłogę. Patrzyła prosto w  piękne czarne oczy hrabiego. Ten widząc jaką ma nad nią władzę pochylił się i złożył na jej ustach gorący pocałunek. Westchnęła w odpowiedzi i zamkneła oczy. Hrabia jakby na to czekając wysunął ostre kły i błyskawicznie zanurzył je w szyi dziewczyny, w miejscu gdzie gwałtownie pulsowała żyła i skąd dobiegał go ów czarowny zapach. Pił łapczywie, podczas gdy dziewczyna poczuła lekkie ukłucie i ogarnęła ją błogość. Hrabia pił i pił wciąż nienasycony. Był odurzony niepowtarzalnym smakiem i zapachem jej krwi. Gdy zemdlona dziewczyna upadła na poduszki nie było juz w niej ani jednej kropli krwi. Hrabia wypił wszystko. Otarł usta, schował kły i spojrzał na bladą i martwą teraz dziewczynę. Delikatnie zakrył małe ranki na szyi martwej dziewczyny jej długimi włosami. Podniósł się z łóżka. Czuł się wspaniale. Był najedzony i rozpierała go energia. Zdmuchnął świecę przy łóżku i wyskoczył z pogrążonego w ciemności pokoju. - Trzeba zwiedzić okolicę, pomyślał. - Noc jeszcze długa. Uśmiechnął się na te myśl i zmieniwszy się w dużego, czarnego nietoperza pofrunął w stronę księżyca.    


opowiadanko 2013-08-28

NIEDZIELNE POPOŁUDNIE



Leżałam sobie wygrzewając się z przyjemnością na słońcu na werandzie na swoim ulubionym fotelu. Moja czarna sierść lśniła. Wyciągnęłam się i przymrużyłam jasnozielone oczy ale jak na złość nie mogłam zasnąć. W pewnym momencie mój czujny słuch wychwycił podejrzany szelest w krzakach nieopodal domu. Podniosłam uszy nasłuchując by raz jeszcze  wychwycic ten dzwięk. Otworzyłam jedno oko lustrując uważnie gęste krzaczory, ale niczego nie zauwazyłam. Iść sprawdzić, co to czy leniuchować dalej? dumałam, gdy ów szelest dobiegł mnie znowu z zarośli. Niechętnie podniosłam się z legowiska. Przeciągnęłam leniwie. Po czym powolnym i uważnym spojrzeniem obiegłam okolicę, w tym gęste krzaki z których znowu dobiegł mnie szelest. Zwinnie zeskoczyłam na ziemię i rozejrzałam się raz jeszcze po czym bezszelestnie zaczęłam się skradac w stronę krzaczorów. Stąpając ostrożnie po trawie i zeschłych liściach zbliżałam się powoli ale czujnie w stronę krzaków. Mojej uwadze nie ubiegł żaden ruch ani dźwięk. Słońce mocno grzało. Wiatr nie wiał wcale. W dzikich kwiatach nieopodal natrętnie bzyczały pszczoły. Nie lubiłam ich, ale na szczeście nie musiałam ich omijać  by dostac sie do interesujących mnie zarośli. Zbliżyłam się już do nich gdy znowu coś zaszeleściło. Znieruchomiałam nasłuchując po czym jednym susem wskoczyłam w krzaczory. Z zaskoczeniem wylądowałam przed dużym równie czarnym jak ja kocurem, ale  o żółtych ślepiach. Na mój widok wyprężył się, zmierzył mnie taksujacym spojrzeniem i prychnął: Wreszcie! Co tak długo! Ileż można czekać!? powiedział z wyrzutem. Wkurzyłam się. - Hola, hola! Syknęłam. - Zmień ton kocurze! Najeżyłam się przy tym i  posłałam mu jedno ze swoich groźnych spojrzeń. O dziwo nie zrobiło to na nim wrazenia, bo lekceważącym tonem odparł: Obserwuję cie już od godziny. Nie przywykłem do tego, że muszę na coś tyle czekać. - Na mnie czekasz? prychnęłam. -  Próżny twój tród mój panie, dodałam patrząc na niego z wyzszością. - Bynajmniej, odparł. Musisz ze mną iść do mojej pani. Czeka na ciebie, powiedział rozkazującym tonem.  - Co? Nigdzie z toba nie pójdę, odparłam hardo. - Jak śmiesz mówić mi co mam robić?! Najeżyłam futerko a moje oczy groźnie sypały iskry. Spojrzał na mnie uśmiechając się drapieżnie, jego długie wąsy zalśniły w słońcu. Lekko podnosząc głos wycedził przez zeby: Pójdziesz... teraz... ze mną... do... mojej... pani...  Mierzyłam go wzrokiem ale nie udało mi sie wzbudzic w nim strachu. Za to ja poczułam jak sierść jeży mi się na grzbiecie. - A jesli nie to, co? zapytalam zadziornie. - Uwierz mi nie chcesz tego wiedziec, odrzekł z niebezpiecznym błyskiem w oku. Zrezygnowana powiedziałam: Daleko to? Wyszczerzyl zęby i z wyższością odparł: Nie. To za tym wzgórzem. W małej chacie. - Czego chce twoja pani ode mnie? zapytałam. - Dowiesz się na miejscu, uciął. Z jego spojrzenia nie dało się niczego wyczytać. - W takim razie chodźmy, rzekłam. Gdy po pół godzinie znaleźliśmy się przed starą, krytą strzechą chatą ogarnął mnie dziwny niepokój. Mój szósty zmysł mówił mi, że coś tu jest nie tak. Postanowiłam go posłuchac i byc ostrożna. Czarny kocur z gracją wskoczył przez uchylone okienko dając mi znak bym zrobiła to samo. Rozejrzałam się czujnie po czym wskoczyłam za nim do środka. Wnetrze chaty robiło ponure wrażenie. Było brudno,ciemno, czarna zakurzona podłoga az prosiła się by ją zamieść. Na stole walały się jakies stare tomiszcza i księgi. W kominku palil się ogień, a na dużym haku nad paleniskiem wisial duży, żeliwny sagan, z którego buchały kłęby pary. Na licznych półkach przybitych do ścian stały przeróżne słoje i słoiki. Rozglądałam sie uważnie po tej dziwnej chacie. Moją uwagę przykuł odurzający zapach dochodzacy z rogu izby. - Znam ten zapach! To kocimiętka! Faktycznie leżało jej dużo w starym koszu, w którym zauwazyłam też dużo innych dzikich ziół. Wtedy podejrzliwie spojrzalam na mojego towarzysza i zapytałam go wprost: Czy twoja pani jest czarownicą? Nawet nie raczył na mnie spojrzeć. Siedział wpatrzony w kocioł wiszący nad paleniskiem, w którym coś bulgotało. Zirytowałam się. Byłam pewna, że on cos knuje. Ponownie zlustrowałam półki ze słojami. Przeżyłam szok gdy zdałam sobie sprawe z tego, co zawierają. Były tam królicze łapki, żabie udka, głowy traszek i innych jaszczurek, zdechłe myszy a przede wszystkim oczy. Oczy zwierząt dużych i małych i mogłam przysiąc, że są tam i ludzkie oczy. Wzdrygnełam sie z obrzydzeniem. - Po co ta wiedźma mogła mnie tu wezwać? I gdzie ona w ogóle jest? przebiegło mi przez myśl. Coraz bardziej zaniepokojona rzuciłam: Gdzie jest ta twoja pani? Czarny kocur wreszcie sobie o mnie przypomniał, bo patrzył teraz na mnie gadzim wzrokiem. Szczerząc ostre zęby syknął: To ja! Po czym w jednej chwili zmienił się w chudą, siwą staruche w czarnych łachmanach. Miała długi haczykowaty noc, twarz pokrytą brodawkami i małe czarne złośliwe oczka. - Po co mnie tu zwabiłas wiedźmo? Zjeżyłam się. W odpowiedzi zaśmiała się skrzekliwie. - Mam wobec ciebie pewne plany, rzekła. Po czym rzuciła się w moją stronę. Zwinnie uskoczyłam w bok strącając przy tym parę słojów z najbliższej półki. Ich zawartość wylała się na podłogę. Czarownica wściekła sie widząc to i chwyciła mnie za ogon. - Mam cie! krzykneła. Wyrwałam się z jej rąk i runęłam prosto pod stół. Siłą rozpędu spadłam w sam środek kosza z ziolami, rozrzucajac je na boki. Wiedźma wkurzona jeszcze bardziej rzucila w moja strone jakies zaklecie i poczułam jak obok mojego grzbietu przelatuje błyskawica. Wystraszona rzuciłam sie w przeciwna stronę zrzucając przy tym starą księgę ze stolu. Tuman kurzu uchronił mnie przed zetknieciem z kolejną błyskawicą. Wreszcie udało mi się wypatrzeć uchylone okienko. W chwili gdy czarownica rzuciła sie znów w moja stronę pędem przemknęłam miedzy jej nogami i wyskoczyłam. Wpadłam w zarosla i bieglam ile sił w nogach przez gąszcze i krzaczory. Z oddali dobiegł mnie skrzekliwy wrzask i krzyk wiedźmy. Odwróciłam sie w chwili kiedy chatą wstrzasnał potężny wybuch i spowiły ją kłęby szarego i różowego dymu. Po chwili wszystko zniknęło. W miejscu gdzie stala chata czarownicy ziała teraz ogromna dziura. Odetchnęłam z ulgą i spokojnie wróciłam do domu.


straszne opowiadanie? 2013-08-27

 PO ZMROKU



Było już po północy gdy wracałem do domu. Zasiedziałem się u dziewczyny i nawet nie zauważyłem, kiedy za oknem zrobiła się noc. Wyszedłem krótko przed ulewą, która złapała mnie w połowie drogi. Deszcz padał rzęsiście i chcąc skrócić sobie drogę ruszyłem przez stary, zarośnięty park, którym czasem chodzę. Z każdą minutą robiło się ciemniej a deszcz nasilił się, niewiele widziałem i potykałem się. Liście akacji szeleściły na wietrze. Szczelniej naciągnąłem kaptur bluzy na głowę i przyspieszyłem. Gdzieś z tyłu usłyszałem głośniejszy szelest i odgłos łamanych gałęzi jakby ktoś z trudem po nich szedł. Odwróciłem się instynktownie ale nikogo nie zauważyłem. Długie cienie rzucały stare akcje i dęby. Ich konary były powykrzywiane i złowróżebne. Wzdrygnąłem się i zimny dreszcz przebiegł mi po plecach, bo nagle nie wiadomo skąd ogarnął mnie dziwny chłód i zimno przeszyło mnie aż do szpiku kości. Nie zrobiłem nawet trzech kroków gdy coś dużego i ciemnego spadło mi na plecy. Zaskoczony upadłem na ziemie i z trudem zrzuciłem to coś z siebie. Ciężko dysząc leżałem na ścieżce. Nade mną pochylała sie upiorna postać z pustymi oczodołami żarzącymi sie na czerwono i czarnymi, zepsutymi zębami. Poczułem odór rozkładającego sie ciała, śmierci i zgnilizny. Upiór patrzył na mnie nienawistnym wzrokiem i błyskawicznie  wyciągnął szponiastą, chudą rękę i przyszpilił mnie do ziemi. Zaskoczony próbowałem sie wyrywać ale jego uścisk byl mocny jak w imadle. Krzyczałem i szarpałem sie ale na próżno. Był silniejszy ode mnie. Wtedy po raz pierwszy sie przestraszyłem. Chyba wyczul moj strach bo przysunął sie do mnie i wtedy zaskoczony poczułem ostry ból w piersi. Zobaczyłem jak upiór zanurza szponiasta rękę w mojej piersi, ból był tak silny że aż pociemniało mi w oczach. Krzyczałem jak oszalały. Czułem zapach świeżej krwi. Wyrywałem sie ale szponiasta dłoń trzymała mnie mocno przygważdżajac do ziemi. Z niedowierzaniem poczułem jak coś wyrywa mi serce. Szok, ból i strach były obezwładniające ale  mineły jak ręką odjął. Nie czułem już nic. Jak przez mgłe widziałem pochylającą sie nade mną upiorną twarz a po chwili ogarnęła mnie ciemność... Następnego dnia staruszka spcerująca z psem po parku znalazła na ścieżce ciało młodego mężczyzny. Wpatrywał sie nieruchomym wzrokiem w szare niebo. Wielka dziura ziała z jego piersi. Miał wyrwane serce. Obok ciała krwią ktoś napisał: NIE WYCHODŹ PO ZMROKU!!!


opowiadanie 2013-08-24

DESZCZ


 Padało. Deszcz zacinał stukając o szyby. Siedziałam wpatrzona w kałuże rosnące na ulicy. Na dworze zrobiło się szaro i ponuro. Czułam, że znowu łapie mnie jesienna chandra. W takie dni wszystko wydaje mi się bez sensu tak, jak moje dotychczasowe życie. Nudne, nijakie, nieciekawe, monotonne. - Niech wreszcie coś się wydarzy, pomyślałam ze złością. I wtedy dostrzegłam pod jedna ze starych latarni w głębi ulicy wysoka, ciemną postać. Patrzyła prosto w okno mojego domu. Patrzyła prosto na mnie. Zaskoczona wzdrygnęłam się instynktownie a zimny dreszcz przebiegł mi po plecach. Intensywnie czerwone żarzące się oczy wwiercały się we mnie. Poczułam jak strach chwyta mnie za gardło a serce zamiera. - Czego chcesz ode mnie maro? pomyślałam. Jakby słysząc moje myśli dziwna zjawa wyszczerzyła zęby w upiornym uśmiechu. - Twojej duszy. Usłyszałam jej skrzeczący głos w swojej głowie. Przeraziłam się jeszcze bardziej nie mogąc uwierzyć w to, co mówi upiór. - To jakiś chory żart, przekonywałam siebie w duchu. - Kiepski kawał. Jednak w tym samym momencie ciemna zjawa znalazła się tuż za szybą mojego okna. Krzyknęłam przestraszona a ów upiorny stwór zaśmiał się przeraźliwie nic sobie nie robiąc z mojego strachu. Nie mogłam się ruszyć, byłam jak skamieniała. Zjawa wpatrywała się prosto w moje oczy. Byłam jak zahipnotyzowana i miałam wrażenie jakby wysysała ze mnie całą energię. Jakby wysysała ze mnie duszę... Niezdolna wykonać najmniejszego ruchu i wystraszona do głębi nagle przypomniałam sobie zapach konfitur śliwkowych smażonych przez babcię, smak soku ze świeżych pomarańczy, ciepły dotyk słońca na mojej twarzy, krople rosy na skórze gdy szłam boso po łące, szum morza gdy oglądałam zachód słońca, zapach świerku gdy dziadek przyniósł z lasu choinkę... i wtedy zobaczyłam jak upiorna zjawa blednie, znika aż w końcu rozpłynęła się we mgle. Wciąż drżałam a po plecach spłynęła mi strużka zimnego potu. Odetchnęłam z ulgą dopiero po dość długiej chwili dochodząc do siebie. I wtedy uświadomiłam sobie, że moje życie jednak nie było takie nudne, szare i nijakie jak mi się wydawało. Wtedy zdałam sobie sprawę, ze moje życie jest pełne smaków, zapachów i odczuć. I że lepiej nie kusić losu prosząc o coś czego nie mamy a dostrzec to, co znajduje się tuż obok nas a czego nie dostrzegamy. I zapamiętać te jakże cenne lecz krótkie i ulotne chwile i zatrzymać je głęboko w sercu...


Ludzie, tu straszy! 2013-08-23

Łkanie dziecka, zjawy, otwierające się drzwi, wycie alarmów, brzęk tłuczonego szkła...


To nie sceny z horroru, to codzienność w centrum handlowym jednego z miast.  Kiedyś w tym miejscu był cmentarz, dziś stoi galeria handlowa. Już po kilku miesiącach od otwarcia zadomowiły się w niej duchy. I teraz nękają klientów i personel. – Miałem nocną zmianę. Nagle drzwi toalety otworzyły się i same trzasnęły! Usłyszałem, że ktoś spaceruje po dachu. To były duchy, jestem tego pewien – opowiada przerażony pracownik ochrony, wspominając tamtą upiorną noc. Pracownicy wspominają też o cieniach przechadzających się wolniutko nocą korytarzami galerii. Czyje to duchy, dlaczego straszą ludzi? Tego nie wie nikt... Można tylko przypuszczać, że zjawy pojawiają się w galerii, bo postawiono ją na dawnym cmentarzu św. Marcina. Grzebano tam kiedyś ubogich i obcych. Późnej mogiły zrównano z ziemią. Do 1945 roku stał tam budynek starostwa. A dwa lata temu, gdy koparki zaczęły szykować teren pod centrum, odkopano ludzkie szczątki z czterech grobów. Część z nich trafiła do muzeum.  Dlatego pracownicy galerii sądzą, że nawiedzają ich duchy zmarłych kiedyś tu pochowanych. – Wierzę, że coś złego tu się dzieje – mówi pani ze sklepu z garniturami i koszulami męskimi. Jej sklep także nawiedziły duchy. Po ich wizycie kołnierzyki wszystkich koszul były powyginane. – Miejscowi Żydzi je tak nosili, może to duch rabina prosi o modlitwę, bo nie może zaznać spokoju? – zastanawia się ekspedientka. Potępieńcze odgłosy zaczęły pojawiać się w listopadzie, tuż po Święcie Zmarłych. Niektórzy mówią, że duchy straszą ludzi, bo wykopano ich szczątki i przez to nie mogą zaznać spokoju...


Legenda prawdziwa 2013-08-22

NAWIEDZONY DOM W WIERCHOMLI


Daleko na południu Polski w niewielkiej wsi stał stary, drewniany dom. Mieszkańcy bali się nawet do niego podchodzić. Mówili, że w nim straszy. Na przedmieściach jednego z miast powstał park etnograficzny. Park przez kilka lat starał się pozyskać zabytkową budowlę z Wierchomli. Mieszkańcy nie mieli nic przeciwko temu pomysłowi, tym bardziej, ze nikt nie chciał w tej nawiedzonej chacie mieszkać. Dotychczasowi sąsiedzi mieli również nadzieję, że kiedy dom zostanie rozłożony na części i przeniesiony, złe duchy opuszczą go. Nowi właściciele dawnej chałupy nie wierzyli w przesądy ani w duchy. Przetransportowano więc zabytkowy obiekt. W kilka dni chatę postawiono na nowo. Ustawiono w niej meble i inne dodatki z epoki, w której powstała. Bardzo ich zaskoczyło, gdy po kilku dniach otworzyli, zamkniętą na cztery spusty chatę. Wszystkie sprzęty były poodsuwane od ścian, a niektóre drobne przedmioty leżały porozrzucane po ziemi. Pewnej nocy stróż, który pilnował nawiedzonego domu zobaczył, że na progu chaty siedzi ciemna, skulona postać. Głowę podpierała rękami i pojękiwała. Kiedy strażnik podszedł do niej i odezwał się, ciemna postać zniknęła. Innym razem z głębi domu słychać było dziwne stukoty, skrzypienie i dźwięk dzwoniących szyb. Mieszkańcy Wierchomli twierdzą, że w domu zagnieździł się duch parobka. Biedaczysko pracował dla bogatego gospodarza i zakochał się w jego pięknej córce. Nie był godzien jej ręki, więc z rozpaczy powiesił sie na strychu domu. Od tamtej pory błąka sie po chacie, jęczy i płacze...


W tych domach straszy..? 2013-08-21

Przejawów aktywności duchów nie trzeba szukać daleko. W Białymstoku na jednym z osiedli  stoi willa, która już kilkakrotnie zmieniała właścicieli. Powód - coś w niej straszy. Drzwi i okna same się otwierają, drobne przedmioty zmieniają miejsca, często słychać kroki i stukania. Jeden z byłych właścicieli domu opowiada, że gdy pewnego dnia wrócił z pracy, zastał w mieszkaniu ogromny bałagan. Rzeczy z szaf i szuflad były porozrzucane, krzesła i stoły poprzewracane, potłuczone naczynia. Domownicy początkowo sądzili, że ktoś się włamał i splądrował mieszkanie, ale okazało się, że nic nie zginęło. Szybko zorientowali się, że mają do czynienia z duchem i tak, jak poprzedni właściciele, pozbyli się domu wystawiając go na sprzedaż. W ofercie nie było wzmianki o niewidzialnym lokatorze...


*




Lublin, Aleja Kraśnicka. Dom stoi od lat niewykończony, zawieszono na nim tablicę z napisem "Króluj nam Chryste". Właściciele nie mogą sprzedać budowli od lat, bo dom ma złą sławę. Podobno "mieszka" tam duch zmarłych. Radiesteta "wyczuł" pod domem stare groby. Świadkowie twierdzą, że słyszeli pukanie, gwałtowne przesuwanie mebli i samoistne zapalenie się światła, które... tam wcale nie jest podłączone, bo nie ma prądu...


*




W Jastrzębiu Zdroju za cmentarzem jest następny straszny dwór. Gdy grupka osób weszła do niego, drzwi się za nimi zatrzasnęły , młodzi ludzie nie mogli ich otworzyć,  za to na ścianach pojawiły się ślady krwi...


*


W Izbicy stoi kolejny taki nawiedzony dom. Duży, biały, piętrowy dom, okna zastawione obrazami świętych. Wielu śmiałków próbowało się do niego dostać, ale gdy tylko uchylali drzwi słychać było dziwne piski, krzyki, jęki, płacz...


*


Jaworzno. Biały dom sprzed wojny. W ogródku pod drzewem jest nagrobek na nim inskrypcja po niemiecku, leży tam pochowana mała dziewczynka. Na strychu było słychać płacz dziecka. Badacze twierdzą,ze dom ma złą energię, wnętrze tworzy pentagram przecinających się dróg przechodzenia z pokoju do pokoju. Goście maja wrażenie jakby ktoś ich obserwował...


*


Latem 2012 roku zrobiło sie tez głośno o nawiedzonym Markecie w Mrągowie, gdzie po zamknięciu słychać było płacz dziecka, towar sam spadał z półek a jeden z pracowników widział zjawę dziewczynki...


*


fragment pamiętnika 2013-08-21

Duchy są wśród nas!


W centrum miasta stoi duży biały dom. Przed laty mieszkała tam jedna rodzina. Pewnej nocy mąż poczuł, że ktoś go dusi. Siedziała na nim wielka kobieta z kucykiem, ale bez twarzy. Rano opowiedział o tym żonie a ta zaczęła go wyśmiewać. Dzień później znaleziono ją martwą. Zginął też policjant, który prowadził śledztwo. A dlaczego? Bo nie wierzył w duchy... Dom choć jest do wynajęcia wciąż stoi pusty. Nikt nie chce w nim mieszkać...


Opowieści o duchach jest wiele...


Pewna kobieta kilkadziesiąt lat temu kupiła małe gospodarstwo na wsi. Duchy noc w noc nie dawały im spokoju. Waliły drzwi od stodoły, fruwały garnki i miski. Pewnej nocy ktoś wypuścił zwierzęta z obory. Innym razem rozbił w kurniku wszystkie jaja. Sąsiad? Nie to niemożliwe, bo mieli bardzo groźnego psa. Wytrzymali w nawiedzonym gospodarstwie zaledwie pól roku. Później sprzedali je i wyprowadzili się jak najdalej od tego miejsca. Nie wiadomo, co dzieje sie z majątkiem i nie chcą tego wiedzieć...


*


W pewnym bloku w jednej w piwnic podobno straszy. Dwie koleżanki poszły zobaczyć, co tam się dzieje. Była północ, gdy nagle usłyszały pukanie i zobaczyły światło. Zaczęły uciekać a ,,to coś'' je goniło. Już nigdy w życiu nie odważyły się wejść do tego bloku...


*


Istnieje tez dom, którego nie można zburzyć. Znajduje się na obrzeżach miasta. Właściciel posesji już kilkakrotnie zamawiał pługi. Na próżno. Urządzenia wciąż się psuły a robotnicy odmawiali zlecenia. Kiedyś wybrali się tam dwaj koledzy. Na strychu pełno było rybackich sieci. Przypominały szubienice. Na ich widok zaczęły spadać ze sznura jedna po drugiej. Przestraszyli się i uciekli. Nie maja odwagi by tam znowu zajrzeć...


*


Z kolei w jednej z kamienic na starym lustrze niemal każdej nocy pojawia się wielka, czarna plama. Ludzie opowiadają, że w przeszłości na tym placu znajdowały się baraki, w których mieszkali żołnierze. Pomieszczenia spłonęły, ocalało tylko to lustro. - Może to duch tych wojaków? - przypuszczają mieszkańcy kamienicy...


NAWIEDZONY DOM 2013-08-19

Nadchodził wieczór.Na dworze było ciemno i mglisto. Mgła była gęsta jak śmietana i biała jak mleko. Nad wsią unosiła się spowijając okoliczne domy welonem. Powietrze przesycone było wilgocią i  zapachem świeżo rozkopanej, mokrej ziemi. W oddali zaszczekał pies, gdzieś zahuczała sowa. Większość domów pogrążona była w ciemności. W kilku oknach paliło się pojedyncze światło. Ciemny, długi cień przemknął obok chaty na skraju wsi, która chyliła się już ku upadkowi. Opuszczona drewniana chata była naruszona zębem czasu, niszczejąca przy każdym większym podmuchu wiatru. W oknach brakowało okiennic, dach przeciekał. Okoliczni mieszkańcy byli przekonani, że dom jest nawiedzony. Nocami dochodziły stąd dziwne dźwięki, jęki, zgrzyty i mrożące krew w żyłach odgłosy przypominające szuranie przesuwanymi z wysiłkiem skrzyniami. Legenda głosiła,że dom od ponad stu lat nawiedzany jest przez ducha pierwszej właścicielki, która zaginęła bez śladu. Na strychu często paliło się światło. Raz żółte a raz czerwone. Podobno to właśnie tam mieszkał duch właścicielki, która według opowieści starych mieszkańców wsi była czarownicą. Jednak nic nigdy nie potwierdziło tych plotek. Po prostu pewnego dnia rozpłynęła się we mgle i od tamtej pory jej nie widziano. A późnej dom zaczął być nawiedzany przez jej ducha.Ciemny i długi cień zatrzymał się za rogiem opuszczonej chaty i znieruchomiał. Wpatrywał się z zaciętością w stronę domu stojącego po drugiej stronie drogi, najbliżej owego nawiedzonego domu. Z ciemności wyłaniały się tylko czerwone oczy nieruchomej zjawy. W reszcie światło naprzeciwko zgasło. Zjawa jakby na to czekając wychyliła się zza rogu i powoli sunęła w stronę drzwi do nawiedzonego domu. Otworzyły się bez trudu ale za to z głośnym zgrzytem. Cień poruszył się nasłuchując ale niczym niezmąconej ciszy nie zakłócał żaden dźwięk. Powoli wsunął się do środka zamykając cicho drzwi. Panowały tam iście egipskie ciemności. Jednak jego wzrok  przeniknął je bez problemu  a cień skierował się prosto w stronę schodów prowadzących na strych. Wchodził uważnie po spróchniałych ze starości schodach, upiornie skrzypiących przy każdym kroku. Cień zatrzymał się dopiero przed drzwiami na strych, które zamknięte były na ogromną stalową kłódkę i pokryte kurzem i pajęczynami. W powietrzu unosił się zapach stęchlizny i zbutwiałego drewna. Ciemny Cień wyciągnął rękę chwilę manipulując przy kłódce, która o dziwo otworzyła się a drzwi nieznacznie uchyliły z upiornym zgrzytem. Ciemna postać otworzyła je szerzej próbując przecisnąć się do środka, gdzie było jeszcze ciemniej, mimo że przez małe okienko sączyło się trochę światła. Nie było go jednak wiele, bo okienko było zakurzone i zasnute gęstymi pajęczynami. Cień nie zważając na ciemności ruszył miedzy skrzyniami i pudłami ustawionymi na podłodze strychu kierując się do największego stojącego pod oknem. Było ono inne niż pozostałe. Metalowe z okuciami i ozdobiona dziwnymi symbolami. Cień podszedł do skrzyni, która również zamknięta była na głucho. Chwilę manipulował przy niej po czym zawiasy puściły a wieko lekko uchyliło się. Zjawa pochyliła się nad nim i powoli otworzyła. Ze środka wypadła chmara nietoperzy. A po chwili zamajaczył na dnie skrzyni ledwie widoczny w mroku nocy szkielet. Minuty trwały nim ów szkielet drgnął. Powoli ogarnął go kłąb dziwnej poświaty jakby mgły, z której wypłynęła blada postać kobiety-upiora w długiej czarnej szacie z siwymi włosami i żółtymi żarzącymi się oczami. Ziała od niej nienawiść i chęć mordu, przeszywająca zimnem aż do szpiku kości. Straszliwa i wręcz przerażająca mara wyszczerzyła żółte, krzywe zęby w złowieszczym, mrożącym krew w żyłach śmiechu i grobowym głosem zaskrzeczała: Nadszedł czas zemsty...       


ostatni fragment Rozdziału I 2013-08-16

Podszedł do Adrianny nie spuszczając z niej wzroku. Stanął tak blisko, że poczuła odurzający zapach jego wody kolońskiej. Przymknęła oczy a jej zmysły oszalały. Drżała na całym ciele ogarnięta nagłym pożądaniem o mało, co nie upuszczając kieliszka. Michał widząc to wyjął go delikatnie z jej dłoni i odstawił na biurko, to samo robiąc ze swoim po czym przyciągnął Adriannę do siebie jednym ruchem. Zaskoczona otworzyła gwałtownie oczy a on wyszeptał jej zmysłowym głosem wprost do ucha: Pocałunek... Pocałunek byłby grzechem Adrianno... Przeszył ją dreszcz, spojrzała odruchowo na jego usta, które tak ją kusiły. - Chcę poczuć ich smak, pomyślała. On pochylił głowę szukając przyzwolenie w jej oczach i chyba je znalazł, bo po chwili Ada poczuła jego usta na swoich. Musnął je najpierw delikatnie potem mocniej. Ogarnął ją żar, czuła jego zapach, zaszumiało jej w głowie, przywarła do niego. Przesunął językiem po jej wargach zwiększając nacisk, westchnęła w odpowiedzi i rozchyliła usta. Natychmiast to wykorzystał pogłębiając pocałunek i Adrianna poczuła jego język zmysłowo badający wnętrze jej ust. Nie była w stanie dłużej się opierać i odpowiedziała równie namiętnym pocałunkiem, jęknął po czym mocniej ją objął i jeszcze bardziej wpił się w jej wargi. Adrianna objęła go za szyję wsuwając palce w jego włosy, które okazały się jedwabiście miękkie. Drżała czując jego dłonie na swoim biodrze i plecach, jego żar. Pocałunek trwał i trwał robiąc się coraz bardziej namiętny i zbliżając ich do granicy, z której nie ma już odwrotu. Gdy Adrianna poczuła dłoń Michała pieszczącą jej udo wiedziała, że musi go powstrzymać. - Co ja najlepszego robię? przypomniała sobie o jego obrączce. Odepchnęła go gwałtownie od siebie i ciężko dysząc zrobiła krok do tyłu. Nabrzmiałe usta piekły ją niemiłosiernie przypominając o jej grzesznym zachowaniu. Wciąż była oszołomiona  pocałunkiem  a jej ciało pulsowało w dole brzucha domagając się spełnienia. - Nie możemy tego robić! Powiedziała z trudem łapiąc oddech, spojrzała mu przy tym w oczy i zobaczyła jego gorące, rozpalone spojrzenie, w którym lśniło czyste pożądanie. On też z trudem oddychał. - Przecież chcesz tego tak samo jak ja Adrianno, wyszeptał robiąc krok w jej stronę. - Spróbujmy doznać tego, czego oboje tak pragniemy, kusił. Cofnęła się odruchowo. - Nie ważnie czego ja chcę, ani czego pragnę! Przykro mi ale nie możemy. Ja nie mogę! Mówiąc to chwyciła torebkę i roztrzęsiona wybiegła z gabinetu nie czekając na jego reakcję. Szybko dopadła windy i nacisnęła guzik. - Adrianno zaczekaj! Dobiegł ją zza pleców głos Michała. Ale drzwi windy zdążyły się już zamknąć. Ada próbowała złapać oddech, wciąż nie mogąc dojść do siebie. Była pewna, że gdyby ją teraz dotknął rzuciłaby się na niego całując namiętnie i nie zważając na konsekwencje. Była rozpalona a jej ciało domagało się gwałtownie spełnienia. Wiedziała jednak, że to czego pragnie nigdy nie będzie należało do niej. Do hotelu dotarła łamiąc wszelkie przepisy. Jak najszybciej chciała znaleźć się sama. Rzuciła się na łóżko wtulając w poduszkę, łzy ciurkiem ciekły jej po policzkach. Wciąż nie mogła dojść do siebie po tym pocałunku. Nadal czuła zapach Michała, jego dłonie na swoim ciele, jego żar, smak jego ust. Nikt nigdy nie wzbudził w niej takiego pożądania. Nikogo tak nie pragnęła. Była pewna, że do końca życia nie zapomni tego namiętnego pocałunku. Nie zapomni jego... 


Rozdział I c.d. 2013-08-14

Adrianna w tempie ekspresowym wzięła prysznic i owinięta dużym, puszystym ręcznikiem wyrzuciła na łóżko zawartość walizki w poszukiwaniu odpowiedniego ubrania. Po dłuższym namyśle wybrała czarną, dopasowaną sukienkę bez ramiączek i lekki jasnoróżowy żakiet, który idealnie podkreślał czekoladowy odcień jej włosów. Ada szybko dobrała odpowiednią bieliznę, założyła sukienkę a na nogi włożyła lekkie, eleganckie czarne pantofle. Z kosmetyczki wyciągnęła szczotkę i przeczesała włosy po czym związała je w kucyk. Błyskawicznie nałożyła makijaż, kropla perfum i była gotowa. Jedno spojrzenie w lustro upewniło ją, że wygląda doskonale. Adrianna wzięła głęboki oddech i spojrzała na zegarek. - O kurcze! wykrzyknęła zdumiona. Do spotkania zostało piętnaście minut. Ze stolika przy łóżku zgarnęła portfel i telefon i wrzuciła do torebki. Zabrała teczkę z umową i dokumenty i chwyciwszy żakiet wybiegła z pokoju tak szybko na ile pozwalały jej wysokie obcasy. Dopiero przy samochodzie zorientowała się, że nigdzie nie ma kluczyków. Zła na siebie wróciła do hotelu i kłusem wbiegła po schodach. Pędem wpadła do pokoju. Kluczyki leżały koło łóżka. Chwyciła je w rękę i wybiegła. Do spotkania zostało dziesięć minut. Wyjeżdżając z parkingu uświadomiła sobie, że nie wie dokąd jechać, bo nie sprawdziła adresu firmy na wizytówce. Zła i jeszcze bardziej na siebie wkurzona z torebki w pośpiechu wygrzebała portfel a z niego wizytówkę. Sprawdziła adres. Okazało się, że do biura klienta ma niecałe pięć minut drogi samochodem. Adrianna odetchnęła z ulgą dopiero, gdy dotarła na miejsce. Zatrzymała się przed eleganckim, wysokim biurowcem i wysiadła z auta. Na dworze było już prawie ciemno, wiał przyjemny ciepły wietrzyk a w powietrzu pachniało jaśminem. Ada na moment przymknęła oczy rozkoszując się chwilą. Jednak po chwili przypomniała sobie o spotkaniu i spojrzawszy na zegarek w pośpiechu zabrała dokumenty i torebkę. Zamknęła samochód  po czym szybkim krokiem weszła do biurowca. Hol był jasny i przestronny, modnie urządzony. Siedzący za biurkiem portier poinformował ją, że biuro prezesa znajduje się na samej górze i wskazał drzwi windy. Adrianna wjechała na najwyższe piętro wieżowca i wysiadła. Na korytarzu nie było żywego ducha. Stało tylko puste biurko sekretarki. Ada skierowała się więc w stronę drzwi z napisem ,,PREZES'', wzięła głęboki oddech i weszła do gabinetu zamykając za sobą drzwi. Pokój, w którym się znalazła był nowocześnie urządzony, meble sadząc po wyglądzie kosztowne i najwyższej jakości, dębowe biurko stało pod ogromnym oknem z widokiem na panoramę miasta. Widok zapierał dech w piersiach. - Witam! Usłyszała zmysłowy męski głos. Drgnęła zaskoczona i spojrzała w jego stronę, po czym zamarła z zachwytu niezdolna wydobyć głosu. Stojący przed nią mężczyzna był marzeniem każdej kobiety. Niezwykle przystojny o ciemnych, gęstych włosach, wysoki, szczupły, pod świetnie skrojonym szarym garniturem kryły się idealnie wyrzeźbione mięśnie. Twarz niesamowicie męska z seksownym zarostem, usta zmysłowe kuszące obietnicą namiętnych pocałunków. I oczy, piękne o głębokim morskim odcieniu zieleni, ocienione gęstymi ciemnymi rzęsami.  - Witam panią! ponowił powitanie wyciągając w jej stronę dłoń. Uścisk miał mocny i pewny. - Witam! odpowiedziała lekko drżącym głosem starając się dojść do siebie. - Michał Korzyński, prezes ,,Michael Empresa'' miło mi, przedstawił się. - Adrianna Mostowicz, mi również, odrzekła starając się by jej głos brzmiał pewnie i profesjonalnie. - Proszę usiąść, powiedział wskazując jej wyściełane, eleganckie krzesło stojące obok biurka. - Dziękuję, rzekła siadając z gracją na krześle. - A zatem przejdźmy do umowy. Czy ma pani wszystkie niezbędne dokumenty Adrianno? zapytał patrząc w jej jasnozielone oczy. - Tak, mówiąc to podała Korzyńskiemu teczkę z dokumentami i umowę. On odbierając musnął przelotnie jej dłoń palcami. Adę przeszył dreszcz, który poczuła aż w palcach stóp. Nagle zrobiło jej gorąco a serce zaczęło szybciej bić. Patrzyła na niego zafascynowana, kiedy czytał umowę i uważnie przeglądał dokumenty.  A jednak to jego usta przyciągały jej spojrzenie jak magnez, kusiły. - Ciekawe jak smakują jego pocałunki, przebiegło jej przez myśl. Zarumieniła się  i natychmiast zganiła w duchu za te grzeszne myśli. On czując na sobie jej spojrzenie podniósł wzrok, spojrzał jej głęboko w oczy i uśmiechnął się. Adrianna nie była w stanie oddychać porażona mocą tego uśmiechu. Serce mocniej je zabiło i poczuła rodzące się pożądanie. - Wszystko w idealnym porządku powiedział. Dawno nie widziałem tak klarownej i świetnie przygotowanej umowy. Jestem pod ogromnym wrażeniem, pochwalił ją uśmiechając się przy tym. Adrianna w odpowiedzi uśmiechnęła się czarująco wielce z siebie zadowolona i mile połechtana komplementem. - Dziękuję, odrzekła skromnie. To moja praca, robię tylko to, co do mnie należy. Staram się aby każdy klient naszej firmy był zadowolony. - Ja jestem bardzo zadowolony pani Adrianno mówiąc to uśmiechnął się do niej zniewalająco. Adrianna skwitowała to promiennym uśmiechem czując wypływający na jej policzki rumieniec. Znowu nie mogła wydobyć z siebie głosu.  Michał Korzyński wyjął pióro i podpisał umowę, po czym schował dokumenty do teczki i zapytał: Czy możemy teraz uczcić podpisanie naszej umowy? Wskazał przy tym stolik po lewej stronie biurka, na którym Ada ze zdziwieniem ujrzała butelkę chłodzącego się szampana i dwa kieliszki. Zaskoczona i onieśmielona jednocześnie jego propozycją odruchowo przytaknęła, by po chwili przypomnieć sobie o swojej zasadzie. Jednak było już za późno, bo Michał właśnie otwierał szampana robiąc to umiejętnie i z wprawą. Rozlał do kieliszków chłodny płyn i podał jej jeden. Musnął jej dłoń. Znowu przeszył Adę dreszcz pod wpływem jego dotyku. Krew zaszumiała jej w uszach i ogarnęło ją gorąco, ale starała się niczego po sobie nie dać poznać. - Muszę zachować dystans, pomyślała, obawiając się reakcji własnego ciała. - Za udaną współpracę. Wzniósł toast i spojrzał jej uważnie w oczy. Szybko upiła łyk i by ukryć swoje podniecenie zamknęła oczy. Szampan przyjemnie chłodził jej rozpalone zmysły, delektowała się więc jego smakiem na języku. - Dawno nie piłam tak wybornego, pomyślała. Otworzywszy oczy Adrianna napotkała zaintrygowane i zaciekawione spojrzenie Michała Korzyńskiego. Przyglądał jej się z zachwytem w zielonych oczach i nawet nie starał się tego ukryć. Serce zaczęło jej szybciej bić. Jego oczy kusiły, zniewalały i była pewna, że przez chwilę dostrzegła w nich błysk pożądania. Zarumieniła się i spuściła wzrok, odruchowo spojrzała na rękę w której trzymał kieliszek. Na palcu Michała błyszczała złota obrączka. - Kretynko! zganiła się w duchu. - On jest żonaty! Jej rozczarowanie było tak wielkie, że myślała że za chwile się rozpłacze. On musiał to dojrzeć na jej twarzy, bo z troską w głosie zapytał: Dobrze się pani czuje Adrianno? Jego głos był pieszczotą dla jej ucha. Nikt nigdy w tak zmysłowy sposób nie wypowiadał jej imienia. - Tak, odparła nie patrząc mu w oczy. - Dawno nie piłam szampana, to wszystko, zapewniła go. Po czym dodała patrząc mu już chłodno w oczy: I nigdy nie piłam w pracy. To moja zasada... W odpowiedzi uśmiechnął się drwiąco i kusząco jednocześnie. - Czyżby? zapytał. - Właśnie złamała pani swoją zasadę Adrianno... Przecież szampan to nic takiego, powiedział lekkim tonem. - Grzechem byłoby coś innego... dokończył już niskim, zmysłowym szeptem patrząc jej przy tym głęboko w oczy. Zaintrygowana Adrianna popatrzyła na niego dłuższą chwilę starając się odgadnąć jego myśli po czym z nutką zaciekawienia w głowie zapytała: Co według pana byłoby tym grzechem?    (...)





c. d. n.





Rozdział I 2013-08-13

Pocałunek


Wszystko zaczęło się od jednej z najważniejszych podróży służbowych Adrianny Mostowicz, dwudziestosiedmioletniej prawniczki, od ponad dwóch lat zatrudnionej w jednej ze stołecznych korporacji. Takie wyjazdy są tam na porządku dziennym. Adrianna dostała duże zlecenie, które mogło okazać sie przepustką do długo wyczekiwanego awansu. Klientem było jedno z największych przedsiębiorstw na pomorzu, które wiodło też prym w kraju. Adrianna miała podpisać w imieniu firmy umowę, którą w pocie czoła przygotowywała przez  ostatnie tygodnie. W przeddzień wyjazdu wszystko bylo już przygotowane a spakowana walizka czekała na nią w przedpokoju. Chcąc być wypoczętą Adrianna położyła się wcześniej spać. Była jednak tak poddenerwowana, że przez pół nocy nie zmrużyła oka przewracając się z boku na bok. Udało jej się zasnąć dopiero nad ranem. Oczywiście zaspała. Obudziły ją oślepiające promienie słońca wlewające się przez otwarte okno do jej sypialni. Adrianna spojrzała na zegarek i jak oparzona wyskoczyła z łóżka. Było już po dwunastej. Biegiem rzuciła się do łazienki, wzięła szybki prysznic, po czym wyciągnęła z szafy jasne jeansy i żółty bawełniany podkoszulek. Ubrała się w pośpiechu, szczotką przeczesała długie, lśniące brązowe włosy, na makijaż nie było czasu. Ada spryskała się odrobiną ulubionych perfum, założyła wygodne tenisówki i zeszła na dół do kuchni. W tempie ekspresowym zaparzyła i wypiła kawę omal sie przy tym nią nie oblewając. Jak zwykle gdy się gdzieś spieszyła była roztargniona i często przydarzały jej się podobne historie. Krótko przed trzynasta była już gotowa do wyjazdu. Wzięła walizkę z przedpokoju  i z wysiłkiem wytaszczyła ją przed dom, po czym z trudem zapakowała do bagażnika służbowego auta, którym miała jechać. Podróż minęła jej nadzwyczaj szybko, bo prowadziła pewnie i z wprawą kierowcy rajdowego. W Trójmieście zjawiła się tuż przed wieczorem. Na dworze było jeszcze jasno. Zmęczona jazdą samochodem, senna i obolała Ada z trudem dotarła do hotelowego pokoju, w którym się zatrzymała. Padła wyczerpana na łóżko niezdolna wykonać najmniejszego ruchu. Po jakimś czasie przypomniała sobie jednak , że powinna zadzwonić do klienta i umówić się z nim na podpisanie umowy. Zła zwlokła się z łóżka  i wyciągnęła telefon z torby. - Gdzie ja podziałam wizytówkę? pomyślała zirytowana. Wreszcie znalazła ją w portfelu. Szybko wystukała numer i połączyła się, czekała dłuższą chwilę po czym w słuchawce odezwał się ciepły, aksamitny męski głos: Michał Korzyński, słucham?  Z wrażenia pod Adrianną ugięły się kolana aż usiadła na łóżku. - Dzień dobry! przywitała się słabo. Po czym już nieco pewniejszym głosem dodała: Adrianna Mostowicz z firmy ,,Company Corporations''  Czy moglibyśmy się umówić jutro na podpisanie umowy? Właśnie przyjechałam i dzwonię z hotelu. - Niestety jutro mnie nie będzie. Mam niezapowiedziany wyjazd do ważnego kontrahenta i nie będę mógł tego przełożyć, oznajmił Korzyński. - Ale jestem jeszcze w firmie więc jeśli to dla pani nie problem moglibyśmy spotkać się za godzinę w moim biurze i przejrzałbym dokumenty i podpisał umowę, zaproponował. - Oczywiście to dla mnie nie problem, odparła uprzejmie Adrianna. Przyjadę do pańskiego biura. - Ma pani adres firmy? zapytał. - Tak mam wszystkie niezbędne dane, na pewno dotrę bez problemu, zapewniła go. - W takim razie do zobaczenia za godzinę pani Adrianno, pożegnał się. Ada rozłączyła się i spojrzawszy  na zegarek zapominając  o zmęczeniu pędem rzuciła się w stronę łazienki. - Nie mogę się spóźnić, pomyślała. (...)



c.d.n.


fragment książki 2013-08-13

Witajcie Drodzy czytelnicy. Dzisiaj podam wam fragment pierwszego rozdziału mojej książki, którą piszę na bloga.  Życzę miłej lektury. Kolejne fragmenty będę wstawiać stopniowo. Pozdrawiam ;)


Dziękuję za ponad 700 odwiedzin na moim blogu ;)


NAJŚMIESZNIEJSZA PIERWSZA RANDKA 2013-08-10

- Cześć śliczna! przywitał Justynę przystojniak uśmiechając się przy tym zniewalająco. - Wygląda obłędnie, pomyślała zachwycona. Chłopak miał na sobie ciemne jeansy, czerwoną koszulę i czarne vansy. - Cześć! odpowiedziała onieśmielona. Ubrana była w jasnoniebieską, zwiewną sukienkę przed kolana i baleriny. Długie blond włosy związała w kucyk. - Marcin jestem, przedstawił się boski chłopak wyciągając w jej stronę dłoń. - Justyna, miło mi. Onieśmielona odwzajemniła jego uścisk, czując przeszywający ją dreszcz. W tym samym momencie Marcin wyciągnął zza pleców śliczny bukiecik stokrotek i z galanterią w głosie powiedział: Piękne kwiaty dla pięknej damy! Wzruszona jego miłym gestem i onieśmielona komplementem Justyna odrzekła: Dziękuję! Jakie ładne, ucieszyła się, po czym zanurzyła nosek w kwiatach chcąc poczuć ich woń. - Bosko pachną, westchnęła. - Cieszę się, że ci się podobają, powiedział. Po czym niespiesznie ruszyli w stronę wejścia do kina. - Na jaki film idziemy? zapytała go z nutką zaciekawienia w głosie Justyna. - ,,Dary Anioła: Miasto kości'' na pewno ci się spodoba, powiedział z przekonaniem Marcin posyłając jej zniewalający uśmiech. Dziewczyna zapatrzyła się na niego i z wrażenia potknęła o mało co nie upadając na ziemię. - Nic ci się nie stało? zatroskał się tłumiąc wesołość. - Nie, zapewniła go czerwona jak burak Justyna. Weszli do kina i stanęli przy kasie biletowej. Marcin kupił dwa bilety, po czym odwrócił się w stronę Justyny pytając: Chcesz popcorn śliczna? - E... jasne, odrzekła. Kupił więc wielkie pudło popcornu i skierowali się w stronę sali kinowej. - Niedługo powinien się zacząć film, powiedział Marcin spoglądając na zegarek. Weszli do sali i ruszyli w stronę swoich miejsc, większość była już zapełniona. Niosąc przed sobą wielkie pudło z popcornem i bukiecik Justyna nie zauważyła schodka i potknąwszy się runęła jak długa na podłogę. Popcorn rozsypał się wszędzie, pudełko upadło pod jednym z foteli a z bukiecika została smętna kupka zielska. Czerwona ze wstydu Justyna próbowała podnieść się rozcierając bolące kolano. - Nic ci nie jest? zatroskał się Marcin tłumiąc śmiech i pomógł jej wstać. - Nie, zapewniła go, nie patrząc mu w oczy. - Ale ze mnie niezdara, chlipnęła dziewczyna. - Przepraszam, powiedziała ze smutkiem w głosie a w jej oczach błysnęły łzy. - Nie przejmuj się powiedział. Każdemu mogło się zdarzyć. Razem pozbierali popcorn z podłogi. - Pójdę po drugi, oznajmił chłopak, tego i tak już nie da się zjeść, błysnął uśmiechem po czym oddalił się w stronę wyjścia z sali. Justyna westchnęła zrezygnowana siadając w fotelu. Bukiecik, który jej dał nadawał się teraz tylko do kosza. - Ale ze mnie łamaga! pomyślała ze złością. Po paru minutach wrócił Marcin niosąc ze sobą nieco mniejsze pudełko popcornu. Usiadł obok niej. - Przepraszam, powiedziała cicho ze smutkiem w głosie, niezdara ze mnie. - Nie przejmuj się tak, powiedział i wziął ją za rękę. - Jest okey, dodał uśmiechając się do niej. Justyna nie była do końca przekonana, ale nic nie odpowiedziała, bo właśnie zgasło światło i rozpoczął się film. Po seansie rozpromieniona Justyna wychodząc z kina powiedziała: Fantastyczny film, miałeś rację mówiąc, że mi się spodoba. Uśmiechnął sie w odpowiedzi i zapytał: Masz ochotę na lody? - Jasne, uwielbiam lody odpowiedziała ucieszona. - To super, powiedział. I pociągnął ją w stronę budki z lodami. Pogoda była idealna, świeciło słonce a na niebie nie było żadnej chmurki. Stali chwilę czytając z uwagą długą listę smaków lodów do wyboru, po czym Marcin zdecydował: Ja chyba wezmę czekoladowe z polewą truskawkową, a Ty? zapytał Justynę. - Może bym wzięła śmietankowe z polewą malinową i z ...fekaliami, powiedziała zamyślona, eee...bakaliami, poprawiła się szybko, ale było już za późno, bo Marcin wybuchł niepohamowanym śmiechem. Ludzie patrzyli sie na nich dziwnie. Justyna miała ochotę zapaść się pod ziemię. Nagle straciła całą ochotę na lody. - Nie przejmuj się, starał się ją pocieszyć, gdy już zdołał dojść do siebie po tym niespodziewanym ataku śmiechu. - Jasne, łatwo ci mówić, odparła ze smutkiem. - Znowu zrobiłam z siebie kretynkę, powiedziała, w jej oczach malowała się rezygnacja i błysnęły łzy. Marcin przytulił ja do siebie i odrzekł: Justyna, wierz mi,nigdy tak dobrze nie bawiłem się na żadnej randce. Mówiąc to spojrzał jej w oczy a dziewczyna ze zdziwieniem odkryła, że on nie kłamie. - Serio? zachichotała. - Serio! zapewnił ją uśmiechając się. Po czym dodał: Chodź zjedzmy te lody zanim na dobre się rozpuszczą. - Świetny pomysł, odrzekła z nutką rozbawienia w głosie. Usiedli na ławce w cieniu wielkiej akacji i przez chwile w milczeniu jedli lody, w pewnym momencie Marcin zapytał; Umiesz grac w kręgle? - E.. jasne, odpowiedziała, gram nie najgorzej, uśmiechnęła się. - To świetnie, ucieszył sie, ja też całkiem dobrze gram w kręgle. A może w przyszłą sobotę zrobimy sobie mały turniej? zaproponował. - Pewnie, czemu nie, odpowiedziała ucieszona spoglądając mu przy tym w oczy. On też parzył na nią z uwagą, po czym przeniósł wzrok na jej usta. - Ubrudziłaś się, powiedział dyskretnie pokazując na jej usta. Mówiąc to delikatnie przesunął opuszką palca po kąciku jej ust.. Justyna przymknęła oczy rozkoszując sie jego dotykiem. A po chwili poczuła delikatny pocałunek w miejscu, z którego starł jej przed chwilą słodki przysmak. Drgnęła zaskoczona, otworzyła oczy i napotkała jego roziskrzone spojrzenie. - Słodka jesteś, wyszeptał. Zarumieniona nie mogła złapać tchu, serce waliło jej jak oszalałe. - Chodź odprowadzę cie do domu, powiedział spoglądając na zegarek. W odpowiedzi tylko skinęła głową, niezdolna wydobyć głosu. Ruszyli wolno w stronę domu dziewczyny. Szli w milczeniu trzymając się za ręce. Po dotarciu na miejsce zatrzymali się przed furtką. Justyna rzuciła rozmarzone spojrzenie Marcinowi, była zarumieniona i lekko drżała. Wciąż czuła ciepło jego ręki. - To była świetna randka, powiedział.  - Milo, że tak mówisz, odrzekła cicho jeszcze bardziej się rumieniąc. Stali blisko siebie, wiec pochyliła się w jego stronę i ośmielona szepnęła: Ładnie pachniesz... W odpowiedzi chłopak podszedł jeszcze bliżej i przytuliwszy ją wyszeptał: A ty jesteś bardzo śliczna... Pochylił się w jej stronę i ich usta dzieliły teraz milimetry. Justyna poczuła rozkoszny skurcz w żołądku w oczekiwaniu na dotyk jego ust. Pocałunek był delikatny i słodki, o smaku czekolady i truskawek. - Pyszny, pomyślała. Miała wrażenie, że jest lekkim różowym obłokiem i unosi się wysoko nad ziemią. Marcin odsunął się od niej niechętnie, po czym powiedział: Już nie mogę doczekać się soboty... i puścił do niej szelmowsko oko. - Ja też, zdołała wyszeptać. Wciąż nie doszła do siebie po jego całusie. - To super, ucieszył się uśmiechając do niej wesoło. - Dzięki za mile spotkanie, mówiąc to Justyna pomachała mu ręką i rzucając uśmiech przez ramię weszła do środka. - Pa śliczna, wyszeptał Marcin. Stał jeszcze chwilę przed jej furtką po czym ruszył chodnikiem w stronę swojego domu.


fragment pamietnika 2013-08-06

Od kiedy zdecydowałam się na poważnie zająć pisaniem wszystkie moje dni są do siebie bardzo podobne. Rano zwykle czytam to, co napisałam poprzedniego dnia, zmieniam, poprawiam albo coś dopisuję. W dzień najczęściej czytam książki, szukam inspiracji, pomysłów albo materiałów na moja własną książkę. Kiedy mam wenę potrafię pisać kilka godzin zapominając o wszystkim co dookoła się dzieje. Rodzina ma wtedy niewiele pożytku ze mnie. Kiedy weny brak ogarnia mnie zwątpienie czy to co robię ma sens i wtedy wychodzę na spacer, słucham muzyki, relaksuję się. Staram się nie załamywać. Skoro już się zdecydowałam, że chcę to robić to nie ma odwrotu. Muszę. Dam radę. Najlepsze pomysły przychodzą mi do głowy wieczorami albo w nocy. Często budzę się w nocy by zapisać jakąś myśl w notesie, który zawsze mam przy łóżku. I piszę codziennie, cokolwiek byleby pisać, bo pisarze piszą. Od niedawna męczy mnie bezsenność i mam też znowu sny, których już dawno nie miałam. Dziwne, bo ciągle o tym samym. Może moja podświadomość chce mi coś powiedzieć. Jednak nie zamierzam jej słuchać, bo pisanie jest teraz dla mnie najważniejsze. Tylko to się liczy i nie mam czasu na miłość, bo tylko by mnie rozpraszała... Teraz idę na grilla, bo rodzina już mnie woła i nie dadzą mi spokoju dopóki nie przyjdę..


opowiadanie 2013-08-05

,,Czy książki mogą pomóc umówić się na randkę? Niemożliwe? A jednak... "



Schyliłam się żeby pozbierać rozrzucone książki i w tym momencie zderzyliśmy się głowami. - Przepraszam, ale ze mnie niezdara. Powinnam bardziej uważać  - powiedziałam rozcierając bolącą skroń. Była pewna, że jest czerwona jak pomidor. Dobrze, że mam dzisiaj rozpuszczone włosy - pomyślała - bo zasłoniły mi twarz. Justyna klęcząc na szkolnym korytarzu zbierała porozrzucane książki, które wypadły jej z rąk, gdy wychodząc z biblioteki zderzyła się z jakimś chłopakiem. Chłopak ten właśnie podał jej jedną z książek i z troską w głosie zapytał - Nic ci się nie stało? Justyna podniosła wzrok i natychmiast utonęła w jego bursztynowym spojrzeniu. Z wrażenia aż wstrzymała oddech, zaschło jej w ustach, serce biło jej jak oszalałe a puls gwałtownie przyspieszył. - Na pewno dobrze się czujesz? Chciał się upewnić chłopak, uśmiechnął się przy tym zniewalająco odsłaniając idealne, równe zęby. Justynę ogarnęła dziwna błogość. Zapatrzona w jego uśmiech dopiero po dość długiej chwili doszła do siebie na tyle, by zapewnić go, że nic się nie stało przywołując na twarz zbolały uśmiech. Przystojny chłopak podniósł się podając jej ostatnią książkę, musnął przy tym jej dłoń. Przeszedł ją prąd. - Ciekawe czy on też to poczuł - pomyślała chowając lekturę do torby. Wciąż drżała zaskoczona swoją reakcją na ten jakże niespodziewany dotyk. - A może w ramach przeprosin dasz się zaprosić do kina? - zapytał. Co? Czy on mnie właśnie zaprasza na randkę? - pomyślała kompletnie zaskoczona. - E... tak, jasne! - zdołała wyjąkać, wciąż oszołomiona jego pytaniem, w głowie miała pustkę. - To super! - Ucieszył się. - W takim razie czekam na ciebie o 17.00 przed Multikinem - oznajmił boski chłopak i puścił do niej oko. Chyba zaraz zemdleję, pomyślała. - To do zobaczenia ślicznotko! - pożegnał ją jeszcze raz się uśmiechając. - Paa.. - zdołała wyszeptać porażona blaskiem jego uśmiechu. Odszedł. Patrzyła za nim dopóki nie zniknął za drzwiami sali gimnastycznej. Oszołomiona Justyna dopiero po minucie uświadomiła sobie, że właśnie się umówiła. - Przecież ja jeszcze nigdy nie byłam na randce! - pomyślała przerażona. Ale gdy po chwili przypomniała sobie słodki uśmiech przystojniaka, jej obawy natychmiast zniknęły. - Chyba się zakochałam - westchnęła rozmarzona. To musi być idealna randka...


wiersz 2013-08-04

Kochany!


Piszę do Ciebie, choć wiem, że już zapomniałeś


o tych wspólnych chwilach, które ze mną przeżywałeś,


Zapomniane pocałunki, tak wiele ich było...


Czy pamiętasz jeszcze naszą piękną miłość?


Nasze wspólne chwile, te radosne, te oczekiwane,


te czułe momenty razem przeżywane...


Czy pamiętasz jeszcze me tkliwe wyznanie?


Nasze wspólne spacery nocą pod gwiazdami


i wspólne poranki ze słońcem za oknami...


Czy pamiętasz jeszcze nasze pożegnanie?


Czy mi kiedyś wybaczysz kłamstwo i rozstanie?


opowiadanie 2013-08-04

Zuzannę obudził dziwny, złowieszczy i mrożący krew w żyłach dźwięk. Była północ i chociaż za oknem świecił księżyc w pokoju panował półmrok. Znów usłyszała ten sam odgłos, co poprzednio i zamarła próbując usłyszeć skąd dobiega ów dziwny, przerażający pomruk. Sparaliżowana strachem nie mogła się ruszyć. Coś skrobało w okiennicę, w oddali zahuczała sowa, gwałtowny podmuch wiatru szerzej uchylił otwarte okno i do pokoju wpadł strumień lodowatego powietrza. Zuzanna zadrżała i szczelniej okryła się kołdrą. Upiorny dźwięk rozdarł cieszę. Ni to stukot ni to chrobot dobiegał zza drzwi. Przerażona poczuła jak ze strachu po plecach spływa jej strużka zimnego potu. Zadrżała jeszcze gwałtowniej, było jej na przemian to zimno to znów gorąco, serce waliło jej jak oszalałe. I nagle dobiegł ją inny dźwięk, bardziej intensywny, monotonny, dobiegający z wnętrza jej domu. Dźwięk przybierał na sile i Zuzanna usłyszała odgłos przypominający metaliczny stukot łańcucha o podłogę. Wtem klamka w drzwiach delikatnie drgnęła. Ktoś próbował cicho otworzyć drzwi. Panicznie przestraszona wstrzymała oddech i naciągnęła kołdrę aż pod samą brodę i utkwiła przerażone spojrzenie w powoli uchylających się drzwiach do jej pokoju. Miała wrażenie jakby czas się zatrzymał a straszliwa chwila trwała już całe wieki, gdy drzwi się wreszcie otworzyły z cichym skrzypnięciem. Zapadła grobowa, złowroga cisza, którą po mrożącej krew w żyłach chwili przeniknął upiorny odgłos przesuwanego po podłodze łańcucha i szelest przypominający poszum zeschłych liści na wietrze. W powietrzu czuć było zapach stęchlizny, rozkładu i jeszcze czegoś dziwnego, czego nie mogła do niczego porównać, zapach śmierci. Cień za drzwiami poruszył się, drzwi uchyliły się szerzej i przerażona Zuzanna ujrzała ciemną, wysoką postać, która sunęła powoli w jej kierunku. Czarny płaszcz z kapturem szczelnie okrywał zjawę od góry do dołu.  Ze strachu przerażonej Zuzannie włosy zjeżyły się na karku, serce podeszło  do gardła i miała wrażenie, że zaraz wyskoczy jej z piersi. Upiorna postać zbliżała się do niej, stukając łańcuchami, których nigdzie nie było widać. Przelękniona do głębi spojrzała na twarz upiornej zjawy. Przez chwilę widziała tylko niewyraźną, ciemną plamę, gdy nagle z ciemności wyłoniły się dwa intensywnie żarzące się czerwone punkty. Były to oczy upiora. To właśnie te oczy prześladowały ją w największych koszmarach, które od niedawna nawiedzały Zuzannę w snach. To nie może dziać się naprawdę, pomyślała przerażona. Jednak upiór z jej koszmarów zbliżył się już do jej łóżka wyciągając w jej stronę długą, kościstą, ociekającą krwią rękę...


Dziękuje! 2013-08-04

Chciałabym Wam podziękować Drodzy czytelnicy za ponad 500 odwiedzin na moim blogu ;) Bardzo cieszy mnie, to że mam dla kogo pisać i że mogę kogoś zainteresować tym, co tutaj wstawiam. Postaram się Was nie zawieść. Dzisiaj stworzyłam nowe opowiadanie, które za chwile dodam na bloga. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Jeszcze raz dziękuje! I pozdrawiam Was gorąco! :***


wiersz 2013-08-03

Piękna była nasza miłość...



Taka radosna, ożywcza,taka niezapomniana



Jak ciepły letni deszcz



Taka delikatna, czuła,taka niespodziewana



Jak krople rosy na mojej nagiej skórze



Piękna była nasza miłość...





wiersz 2013-08-01

Pokochałeś mnie





taką





jaka jestem





zachwycałeś się





każdym





moim gestem





uwielbiałeś mnie





i





pożądałeś  mnie





obiecałeś zawsze





być





przy mnie





więc





czemu odszedłeś...?





e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]