"Pocałunek przeznaczenia". Prolog. | marianna22 | e-blogi.pl
Blog marianna22
"Pocałunek przeznaczenia". Prolog. 2018-03-12

Prolog


Wszystko zaczęło się od jednej z najważniejszych podróży służbowych Adrianny Listkowskiej – dwudziestosiedmioletniej prawniczki od ponad pięciu lat zatrudnionej w jednej z warszawskich korporacji. Takie wyjazdy były tam na porządku dziennym. Adrianna dostała ważne zlecenie, które mogło okazać się przepustką do długo wyczekiwanego awansu. Klientem było jedno z największych przedsiębiorstw na Pomorzu, które wiodło też prym w kraju. Listkowska miała podpisać w imieniu firmy umowę, którą w pocie czoła przygotowywała przez ostatnie tygodnie.


W przeddzień wyjazdu wszystko było już przygotowane, a spakowana walizka czekała w przedpokoju. Chcąc być wypoczęta, Adrianna położyła się wcześniej spać. Była jednak tak podenerwowana zbliżającą się podróżą, że przez pół nocy nie zmrużyła oka, przewracając się z boku na bok. Udało jej się zasnąć dopiero nad ranem. Oczywiście zaspała. Obudziły ją oślepiające promienie słońca wlewające się przez otwarte okno do jej sypialni.


Adrianna spojrzała na zegarek i jak oparzona wyskoczyła z łóżka. Było już po dwunastej. Biegiem rzuciła się do łazienki, wzięła szybki prysznic, po czym wyciągnęła z szafy jasne jeansy i biały, bawełniany podkoszulek. Ubrała się w pośpiechu. Szczotką przeczesała długie, lśniące, brązowe włosy, na makijaż nie było już czasu. Spryskała się odrobiną ulubionych perfum o zapachu jaśminu, założyła wygodne tenisówki i zeszła na dół do kuchni. W tempie ekspresowym zaparzyła i wypiła kawę, omal się przy tym nią nie oblewając. Jak zwykle, gdy się gdzieś spieszyła, była roztargniona i często przydarzały jej się podobne historie.


Krótko przed trzynastą była już gotowa do wyjazdu. Wzięła walizkę z przedpokoju i z trudem wytaszczyła ją przed dom, po czym zapakowała do bagażnika służbowego auta, którym miała jechać. Podróż minęła jej nadzwyczaj szybko, bo prowadziła pewnie i z wprawą kierowcy rajdowego. W Gdańsku zjawiła się tuż przed wieczorem. Na dworze było jeszcze jasno. Zmęczona jazdą samochodem, senna i obolała, z trudem dotarła do hotelowego pokoju, w którym się zatrzymała. Padła wyczerpana na łóżko, niezdolna do wykonania najmniejszego ruchu.


Po jakimś czasie przypomniała sobie jednak, że powinna zadzwonić do klienta i umówić się z nim na podpisanie umowy. Niechętnie zwlokła się z łóżka i wyciągnęła telefon z torby.


–  Gdzie ja podziałam wizytówkę? – pomyślała zirytowana.


Wreszcie znalazła ją w portfelu. Szybko wystukała numer i połączyła się. Czekała dłuższą chwilę, po czym w słuchawce odezwał się niski, ale ciepły i zmysłowy męski głos, od którego Adriannie zmiękły kolana. Z wrażenia aż usiadła na łóżku.


–  Michał Korzyński, słucham? 


– Dzień dobry! – przywitała się nieswoim głosem. – Adrianna Listkowska z firmy ,,Company Corporate''. Czy moglibyśmy się umówić na jutro na podpisanie umowy? Właśnie przyjechałam i dzwonię z hotelu.


– Niestety, jutro mnie nie będzie – odrzekł prezes Korzyński. – Mam niezapowiedziany wyjazd do ważnego kontrahenta i nie będę mógł tego przełożyć. Ale jestem jeszcze w firmie, więc jeśli to dla pani nie problem, to może moglibyśmy spotkać się za godzinę w moim biurze? – zaproponował. – Przejrzałbym dokumenty i jeśli wszystko będzie się zgadzało, podpiszemy umowę. 


– Oczywiście, że to dla mnie nie problem – odparła uprzejmie Adrianna. – Przyjadę do pańskiego biura.


– Ma pani adres firmy?


– Tak, mam wszystkie niezbędne informacje. Na pewno dotrę bez problemu – zapewniła.


– W takim razie do zobaczenia za godzinę, pani Adrianno – pożegnał się Korzyński.


Ada rozłączyła się i spojrzała na zegarek. W jednej chwili zapominając o zmęczeniu, biegiem rzuciła się w stronę łazienki.


– Nie mogę się spóźnić – stwierdziła.


W tempie ekspresowym wzięła prysznic i – owinięta hotelowym, puszystym, białym ręcznikiem – wyrzuciła na łóżko zawartość walizki w poszukiwaniu odpowiedniego ubrania. Po dłuższym namyśle wybrała czarną, dopasowaną sukienkę z koronką przy dekolcie i lekki żakiet w kolorze kawy z mlekiem, który idealnie podkreślał czekoladowy odcień jej włosów. Szybko dobrała odpowiednią bieliznę, założyła sukienkę, a na nogi włożyła wysokie, eleganckie, czarne pantofle. Z kosmetyczki wyciągnęła szczotkę i przeczesała włosy. Błyskawicznie nałożyła makijaż, kropla perfum. I już była gotowa do wyjścia. Krótki przegląd w lustrze upewnił ją, że wyglądała doskonale.


Adrianna wzięła głęboki oddech i spojrzała na zegarek. Do spotkania zostało piętnaście minut. Ze stolika przy łóżku zgarnęła portfel i telefon, wrzuciła je do torebki. Zabrała teczkę z umową i dokumenty, a chwyciwszy żakiet, wybiegła z pokoju tak szybko, na ile pozwalały jej na to wysokie obcasy szpilek.


Dopiero przy samochodzie zorientowała się, że nigdzie nie ma kluczyków. Zirytowana i zła na siebie wróciła do hotelu i kłusem wbiegła po schodach, migiem wpadła do pokoju. Kluczyki leżały koło łóżka. Chwyciła je i wybiegła. Do spotkania zostało niecałe dziesięć minut. Wyjeżdżając z parkingu, uświadomiła sobie, że nie wie, dokąd jechać, bo nie sprawdziła adresu firmy na wizytówce. Zła i jeszcze bardziej na siebie wkurzona w pośpiechu wygrzebała z torebki portfel, a z niego wizytówkę. Sprawdziła adres. Okazało się, że do biura klienta ma niecałe pięć minut drogi samochodem.


Adrianna odetchnęła z ulgą dopiero, gdy dotarła na miejsce. Zatrzymała się przed eleganckim, oszklonym, wysokim biurowcem i wysiadła z auta. Na dworze było już prawie ciemno, wiał przyjemny, ciepły wietrzyk, a w powietrzu pachniało jaśminem. Kobieta na moment przymknęła oczy, rozkoszując się chwilą. Jednak szybko przypomniała sobie o spotkaniu i, spojrzawszy na zegarek, zabrała z auta dokumenty i torebkę. Zamknęła samochód, po czym szybkim krokiem weszła do biurowca.


Hol był jasny i przestronny, modnie urządzony. Siedzący za biurkiem portier poinformował ją, że biuro prezesa znajduje się na samej górze i wskazał drzwi windy. Adrianna wjechała na najwyższe piętro wieżowca i wysiadła. Na korytarzu nie było żywego ducha. Stało tylko puste biurko sekretarki. Skierowała się więc w stronę drzwi z napisem ,,PREZES''. Wzięła głęboki oddech i weszła do gabinetu, zamykając za sobą cicho drzwi.


  


zdj. internet galeria


Dodaj komentarz


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]